Recenzja: Shunyata Sigma NR

Dlaczego Shunyata Sigma NR, a nie jakiś inny taki kabel?

Czy na pewno w tę stronę?

   Szczególnie, że za ten przyjdzie zapłacić 15 750 PLN (przy standardowej długości 1,75 m) plus ewentualnie 840 złotych za każde dodatkowe ćwierć metra. Odwołując się do porównań Villona można by zatem orzec, iż ceny są tu czarne (jako też i sam kabel), natomiast zasługi winny być wobec tego jako śnieg albo mleko białe, bo inaczej to nie ma sensu. Do zasług zaraz dojdziemy, tymczasem o tej czerni.

Dlaczego to właśnie ona, taka droga, stać ma się naszym wyborem, o tym naturalnie producent ma coś do powiedzenia. Poczynając od tego, że kabel nie tylko prąd lepiej od innych ma przewodzić i przed zakłóceniami chronić, ale też lżejszy jest i giętszy od kabli konkurencji. Nie jest natomiast cieńszy – i to już niejako tradycja; przewody zasilające Shunyaty zawsze były grubaśne. Ale tak sympatycznie, gdyż właśnie lekkie są i giętkie, czyli po wzięciu do ręki przyjemne zaskoczenie. Mięśnie się same napinają, aby dźwignąć grubasa, tymczasem to wydmuszka. I faktycznie – wydmuszka. Cała ta lekkość, giętkość bierze się bowiem z tego, że przewodząca wiązka to nie sztywnawe, ciężkie, lite druty, tylko rurki. I bardzo słusznie rurki (aczkolwiek to technicznie trudne) jako że prąd w każdym przewodzie śmiga jedynie po powierzchni. Czytający recenzje kabli zasilających wiedzą to doskonale, to abecadło przewodzenia. Ale od wiedzieć do wykonania przewodników z cienkich rurek wiedzie daleka droga. Shunyata jednak ją przebyła, w końcu to firma z technologicznego topu. A same rurki – nie inaczej – są z najlepszego przewodnika. Firma używa do ich sporządzania miedzi o symbolu OFE Alloy 101 (czystość minimum 99,99%, przewodności 101% IACS), jak również miedzi PCOCC (Pure Cooper by Ohno Continuous Casting), czyli najwyższej klasy długokrystalicznej w technologii opracowanej przez Hideo Ohno. Same stworzone przez nią rurki noszą oznakowanie VTX™, co nawiązuje nie tylko do nich samych, ale też i sposobu ułożenia – sześć tworzy specyficzny warkocz wokół pustego środka. Poza lekkością i giętkością ich pustość czyni przewód wolnym od pasożytniczych prądów wirowych, czyli z tej pustki same plusy, bo też oszczędność materiału. Prócz rurek w całym przedsięwzięciu uczestniczą filtry klasy medycznej CCI™, redukujące cudze i własne szumy prądowe, jak również produkcji samej Shunyaty konektory (gniazda) CopperCONN®, które są także z czystej miedzi, co cały proces przewodzenia uwalnia od zaburzających przejść między różnymi metalami. (W innych przewodach bardzo często to nawet są trzy przejścia, w dodatku po trzy z każdej strony.) Zwieńczeniem dzieła proces KPIP™ (Kinetic Phase Inversion Process) opracowany osobiście przez Caelina Gabriela, dzięki któremu inną, efektywniejszą drogą uzyskuje się te same korzyści, co płynące z długotrwałego wygrzewania i kriogenicznej obróbki przewodów.

I jak zasila trąbienie?

Finalnie dostajemy Shunyata Research Sigma NR – najwyższy po dwóch referencyjnych Omegach w ofercie sławnej marki zasilający kabel. Są tacy, którzy twierdzą, że równie dobry dla wzmacniaczy, inni, że przeznaczony jedynie dla źródeł; sam producent jasno wykłada, że przeznaczony tylko do tych ostatnich, co oznajmiają litery NR w nazwie, bo dla wzmacniaczy są XC.

Przewód jest jak mówiłem drogi i rzeczywiście cały czarny, za wyjątkiem srebrzystych opasek na wtykach. Szerokie na grubość palca leciutko w korpusy wtyczek się wtapiają, niosąc po jednej stronie logo firmy, po drugiej napis ΣSigma NR. Reszta to jednolita czerń, przy czym na giętkiej długości między wtykami pokrycie stanowi gęsta siatka z tworzywa o nieznanym składzie. Kabel aż tak bardzo jest giętki, że bez wysiłku przy długości niewiele ponad półtora metra można go zwinąć w podwójny, a nawet potrójny precel, nie jest natomiast prawdą, że bolce wtyków są z samej miedzi – są powleczone srebrno połyskującym metalem – niklem, a może rodem? (Raczej niklem.) Co chroni przed tej miedzi utlenianiem, ale powoduje owo degradujące przejście, o którym przed chwilą była mowa.

Ulegając powszechnej teraz modzie Shunyata przeszła z opakowaniami na tekturowe pudełka, których szczytnym tytułem do chluby jest bezbolesny dla środowiska naturalnego recykling, z ochroną morskiej fauny na czele. (Tak swoją drogą, to dość przewrotne, że poszczególne kraje u siebie i gremia międzynarodowe na rzecz stanowiących wspólne dobro oceanów nie powołały odpowiednich służb do oczyszczania planety z plastiku. Tyle słyszy się pisku, krzyku o wysokim bezrobociu i zanieczyszczeniu ekosfery, a połączenie tych dwóch rzeczy jakoś się dysponentom nie nastręcza. – Bo oczywiście szkoda pieniędzy, a bezrobotni w zamożnych krajach też się do takiej pracy nie garną.)

O czerni cen i okryw w takim razie już było, pora poszukać bieli zasług.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Shunyata Sigma NR

  1. Piotr Ryka pisze:

    Przepraszam za przerwę w publikacjach (kolejna recenzja od paru dni gotowa), ale administrator techniczny urlopuje do końca tego tygodnia.

  2. Miltoniusz pisze:

    Bardzo ciekawy test. Od paru lat mam jedną Shunyatę do źródeł. Gruba, leciuteńka, giętka. Bardzo ją lubię ale jest niezwykle chimeryczna. Nie dość że musi leżeć na podstawkach, niczego innego nie dotykać to jeszcze to leżenie musi idealnie zgrywać płaszczyznę kabla i podstawki (drewniany Cardas). No i jeszcze musi się „uleżeć”. Wtedy jest cudownie otwarta, naturalna i przestrzenna. W przeciwnym razie to muł którego nie chce się słuchać. Przesadzam? Ani trochę. Może więc da się jeszcze trochę wycisnąć z tej testowej. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Testowana już wyjechała, więc niestety nie sprawdzę jak leżakuje. Ale dziękuję za ciekawą uwagę.

  3. Michał pisze:

    Witam.Panie Piotrze, bardzo proszę o recenzje bezprzewodowych słuchawek Sony wh-1000xm4. Wielu recenzentów rozplywało się z zachwytu nad xm3 a 4 podobno są jeszcze lepsze.Chwalil pan bardzo momentum M3,ciekaw jestem jak te Sony wypadają na ich tle. Potrzebuje „czegoś na wynos” I bardzo interesuje mnie, jak i wielu innych, pana obiektywne zdanie na ich temat. Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Z Sony się kiepsko współpracuje, ale mogę spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy