Recenzja: Shunyata Sigma NR

   Dawno nie było o zasilaniu, wciąż przetworniki i słuchawki. A jak nie one, to podstawki. Tymczasem zasilanie od zimy nietknięte leży – i co to za zima była w tym roku… gdzie się podziały niegdysiejsze śniegi?

O klimacie może przy innej okazji, natomiast wspomnę o François Villonie, autorze „Ballady o Paniach Minionego Czasu”

Ty, Echo, co głos wracasz skory,
Gdy pomknie nad strumienia biegi,
Mów, gdzie są Piękne dawnej pory?…
Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi!

Co do Villona, to najsławniejszym był francuskiego średniowiecza poetą, zarazem hulaką, rabusiem i mordercą. Wymigał się jednak od stryczka, chociaż posiedział nie raz i nie dwa w więzieniu, a na pytanie: – Jak to możliwe: poezja i morderstwo spojone w jednej duszy? – pada odpowiedź jego pióra w największym dziele, „Wielkim testamencie”:

Nic nie rozumiem.
— Owszem: muchy w mleku,
Ot, białe, czarne, tak jest i w człowieku.

Zostawmy średniowiecze i czarno-białą duszę François Villona, zostawmy jego dawne Piękne[1], śniegi, mleko i muchy – wracajmy na nasze pole. Z tym, że opisywany kabel będzie również czarny… Lecz nie jak tamte muchy mały, ale jako ten wąż długi…

Shunyata Research to marka zaistniała nie jakoś bardzo dawno, bo w 1997 roku. Za to mająca za wizytówkę wyjątkowo spektakularny debiut za sprawą kondycjonerów Hydra, które momentalnie zawojowały rynek, zdobywając światową sławę. Okrytą na dodatek nimbem tajemniczości, jako że był w tych Hydrach tajemny proszek kosmiczno-militarny, niczym pyłek ze skrzydeł wróżki w przygodach Piotrusia Pana umożliwiający czarodziejskie wzloty, tyle że wzloty dźwięku. I trzeba jeszcze dodać, że człowiek-orkiestra założyciel całego przedsięwzięcia – naukowiec i wynalazca Caelin Gabriel – pracował przed założeniem własnej firmy dla agencji kosmicznej i agencji bezpieczeństwa narodowego USA, jako specjalista od odszumiania danych i technologii szybkiego transferu. Wypada zatem stwierdzić: – Właściwy człowiek na właściwym miejscu! I tym to jeszcze wzmocnić, że urządzenia Shunyaty są używane nie tylko przez audiofili i w studiach nagraniowych, ale także w placówkach medycznych, gdzie dbają o ludzkie życie. Trudno o lepszą rekomendację.

[1] Chodzi o dawne kobiece piękności; o to, że przeminęły – i jakże to tak, że piękno przed zatratą nie chroni? Dlaczego taki świat?

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

5 komentarzy w “Recenzja: Shunyata Sigma NR

  1. Piotr Ryka pisze:

    Przepraszam za przerwę w publikacjach (kolejna recenzja od paru dni gotowa), ale administrator techniczny urlopuje do końca tego tygodnia.

  2. Miltoniusz pisze:

    Bardzo ciekawy test. Od paru lat mam jedną Shunyatę do źródeł. Gruba, leciuteńka, giętka. Bardzo ją lubię ale jest niezwykle chimeryczna. Nie dość że musi leżeć na podstawkach, niczego innego nie dotykać to jeszcze to leżenie musi idealnie zgrywać płaszczyznę kabla i podstawki (drewniany Cardas). No i jeszcze musi się „uleżeć”. Wtedy jest cudownie otwarta, naturalna i przestrzenna. W przeciwnym razie to muł którego nie chce się słuchać. Przesadzam? Ani trochę. Może więc da się jeszcze trochę wycisnąć z tej testowej. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Testowana już wyjechała, więc niestety nie sprawdzę jak leżakuje. Ale dziękuję za ciekawą uwagę.

  3. Michał pisze:

    Witam.Panie Piotrze, bardzo proszę o recenzje bezprzewodowych słuchawek Sony wh-1000xm4. Wielu recenzentów rozplywało się z zachwytu nad xm3 a 4 podobno są jeszcze lepsze.Chwalil pan bardzo momentum M3,ciekaw jestem jak te Sony wypadają na ich tle. Potrzebuje „czegoś na wynos” I bardzo interesuje mnie, jak i wielu innych, pana obiektywne zdanie na ich temat. Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Z Sony się kiepsko współpracuje, ale mogę spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy