Przy odtwarzaczu
Niezależnie od tego, że przy plikowym źródle zjawiły się popisy, stary odtwarzacz udowodnił, że ciągle dzierży prymat. Nie pokazały się znaczne różnice, tym niemniej do zauważenia, analogowość, głębia i czar większe były podczas odczytu z płyty.
Sennheiser HD 600
Ponownie rozdajmy karty i zawistujmy od blotki, że tak podle określę te przesławne słuchawki. Iluż to słuchawkowych audiofili wychowało się na nich, jakie toczono wojny pomiędzy tymi HD 600 a ich następcą HD 650 i konkurentami ze stajni AKG i Beyerdynamic. Ale znów porzućmy historię, skupmy się na teraźniejszości.
Wybitny naturalizm bez ocieplania i przymilania, za to analogowy, z dynamiką, ze szczegółami i spektakularnym pogłosem. Ale nie pogłosem wyosobnionym, echowo wyobcowującym, tylko wkomponowanym w całość brzmienia, by je uczynić ciekawszym jako bardziej przestrzennym. Do tego świetna separacja, scena wyraźnie przed słuchaczem, a medium transparentne i tak samo jak we wcześniejszej próbie żywe. Szczegółowość oraz wyraźność naprawdę wysokiego lotu, ponownie samo przychodzące pytanie: – Na cóż inne słuchawki? Zwłaszcza że pasmo wyrównane tak samo jak przy nowych Susvarach, nie taki aż wprawdzie realizm i taka bezpośredniość, jak również z własnej inicjatywy dodatek przyciemnienia, ale przyjemność słuchania tak w gruncie to zupełna, mogłem sobie przypomnieć, jak kiedyś byłem z nich dumny. Ale ważna uwaga: Z tymi Sennheiser HD 600 można się cieszyć pełnią życia jedynie przy naprawdę wybitnym wzmacniaczu. Są bezwzględne dla słabszych, więdną przy nich jak roślinka bez wody, nie mają cechy nausznych Grado: „Wszystko nam jedno z czego gramy”. Więc poprzez nie szczególnie SAEQ PDA-1b udowadniał, że jest rasowym wzmacniaczem, że nawet elitarnym.
AudioQuest NightHawk
Ciekawe, tym razem to u NightHawk zjawiła się głębsza scena, do tego także szersze po obu stronach pasmo. A na wyjątkową ozdobę równoczesny autentyzm, ale i odczuwalna tajemniczość zaszyta w jego fałdach. Głębsze niż u Sennheiser kolory i czernie tła za nimi, więcej poezji i nastroju, lepsza analogowość. Ogólnie jeszcze piękniejsze granie i jeszcze większa wątpliwość, czy konieczne są inne, któreś droższe słuchawki? Zwłaszcza że także lepsze operowanie pogłosem, widoczne zarówno w samych dźwiękach, jak i architekturze wnętrz. Ponownie zatem dwa wnioski – wzmacniacz należy do elitarnych, skoro tak te NightHawk napędza, a same NightHawk niepowetowana strata; nie kupi się obecnie tak wybitnych słuchawek (zwłaszcza po spadku jakościowym Beyerdynamic T1) poniżej cen z okolicy dziesięciu tysięcy, ewentualnie Grado RS1 – może jedynie one.[9]
Ultrasone Tribute 7
Ach, te diabelskie Ultrasone, krew wzmacniaczom psujące. Ale nie temu SAEQ. Pojawiło się brzmienie jaśniejsze od poprzednich i odnośnie sopranów również delikatniejsze. Więcej wysokich z ich jasną smukłością, popisowa jakość ogólna, kontrastujący bas. Szczegóły, którymi te słuchawki sypią niczym z rękawa, na dodatek je eksponując, całe wtopione w muzyczne historie, nic z nich na własny rachunek za obręb nie wystające. Efektem całkowita eliminacja ostrości (a te słuchawki potrafią), do tego super dźwięczność – zupełnie nie było do czego się przyczepić, a skutkiem stosowania innych wzmacniaczy nie zostałem przyzwyczajony. Atmosfera w ogólności lampowa z analogowością wysokiej próby, a do tego skłonić te Ultrasone naprawdę nie jest łatwo. W dodatku jeszcze holografia najokazalsza z dotychczasowych, rozplanowanie sceny i dynamika najlepsze. Wszystko w tym mocnym świetle po zakamarkach cieniowanym oraz najbardziej spektakularne łączenie naturalności z podnietą. A kiedy tak się dzieje w przypadku tych słuchawek, to dzieje się naprawdę, bo przy ich energii i basie nie da się zostać obojętnym.
Final D8000 Da Capo PRO
Nieużyte przy komputerze flagowe Final z miejsca rzuciły słuchaczowi swe największe atuty – poczęstowały brzmieniem najżywszym i najbardziej pienistym. Dźwiękami o takiej szybkości i ekstensji, że najbardziej na siebie się nakładającymi, oferującymi spektakl o większej złożoności i silniejszym pędzie życiowym, realizowany przy temperaturze i oświetleniu podobnym do tych z Ultrasone. A więc jasny realizm z przymieszką światłocienia i ozdabiany w dalekich planach mrocznymi głębiami; sumarycznie jeszcze piękniejszy, znaczony większym artyzmem i doskonalszą analogowością z transmisją na prawdziwość. Panowanie nad melodyką, pełne wżywanie się i naturalność, a organizujące to brzmienia najbardziej otwarte i nośne. U Ultrasone większa precyzja i nacisk na rozdzielczość, ale u Final więcej muzyki i wplatanego w nią artyzmu. Poprzez to większa realność muzycznych realizacji, nawet wyższy poziom energetyczny Ultrasone nie był w stanie tego nadrobić. A sprawiający to wzmacniacz? Znowu pracował niczym lampowy. Zupełnie jakby te tranzystory germanowe były dużymi triodami w stylu tych takich późniejszych – 300B i 845’ – z uwagi na wydolność, zupełny brak dławienia mocy.
Spirit Torino Valkyria
Kolejne wcześniej nieużyte, a to błąd, duży błąd. Te bowiem wypadły najlepiej, najbardziej pasowały. Jaka szkoda, że są aż takie drogie i unikatowe, jawiąc się jako zupełne przeciwieństwo klasycznych Sennheiserów. Ale przynajmniej poniesione koszty nie poszły w pusty gwizdek, można się sycić ich jakością, oddawać podziwowi klasy technicznej wizji[10]. Jedna uwaga odnośnie procedury – dłuższą chwilę zabrało nim wzmacniacz z tymi Torino realizacyjnie się porozumiały, w pierwszych minutach nabieranie rozpędu – brak pełnej skali energetycznej oraz pełnej szybkości. Ale po kilkunastu minutach rozbuchana energia jęła przytłaczać melodyjność, wyszła na pierwszy plan. No, może nie zupełnie pierwszy, ale dorównywała – melodyka i energetyczność szły ramię w ramię i zwyciężały. Kolejny decydujący czynnik to wyjątkowa głębia sceny, następnym stopień zaintrygowania tak budowanym spektaklem. Zasłuchałem się, ogarnęła mnie fascynacja, zapadłem się w muzykę. Już całkiem nie na żarty jawiła się jako żywa. Obecność żywych ludzi dosłowna, biologizm realizowany na najwyższym poziomie, a styl ten sam co u Final – „przede wszystkim muzyczność”. – Ale ta tu obfitsza treściowo i doskonalsza wizyjnie. Cudza obecność wdzierająca się w zmysły, stuprocentowo namacalna, porażający autentyzm. Pomimo świadomości, że to tylko słuchanie jednej czy drugiej płyty, w zderzeniu z docierającą treścią zapaść funkcji „obserwatora spoza”; słuchający i to słuchane niezapośredniczoną jednością. Strumienie świadomościowe słuchającego i uwiecznionych stające się jednym życiem, więc doskonalej być nie może (ewentualnie poprzez ozdobniki, lecz tu nie brakowało).
Tego rodzaju refleksje błądzące po skrajach świadomości, a centrum jaźni inspirowane sztucznymi treściami nagrań wypełnione wizją realną w sensie utożsamienia. No, no – nieczęsta sprawa, sytuacja najbardziej chciana.
HiFiMAN Susvara Unveiled
Niełatwe wobec tego zadanie stające przed nowymi Susvarami, czy temu dorównają? Delikatniej, srebrzyściej, szumniej, więcej powietrza, mniej energii. Mniej też pogłosu, natomiast aktywniejsza przestrzeń i aktywniejsze szumowe tło. Z kablem Tonalium o złoto-palladowych wtykach przy muszlach (od Oyaide) brzmienie ciemniejsze, bardziej pełne, głębsze oraz cieplejsze niż przy rodowanych Aeco, ukierunkowujących bardziej na szybkość i ekspozycję szczegółów. I to od Oyaide piękniejsze, ale to drugie też ciekawe, lecz nawet złoto-palladowe nie dorównało Spirit Torino pod względem stopnia autentyzmu; wżywanie się w muzyczny realizm z włoskimi słuchawkami jawiło się jako mocniejsze. To one okazały się według mnie ideałem dla serbskiego wzmacniacza, natomiast sam producent wskazuje na pierwotne Susvary.
HiFiMAN Susvara
Czyniąc zadość jego sugestiom pierwotnych też użyłem, ale w mojej opinii nie dorównały ani nowym Unveiled, ani Spirit Torino. Dźwięk pokazał się masywniejszy i krąglejszy od dawanego przez Unveiled, zauważalnie też ciemniejszy. Taki mocniej wycieniowany i w mierze ekspresji złagodzony, ale poprzez to trochę sztuczny. Bardziej „zrobiony”, nie aż tak dojmujący, tak częstujący autentyzmem, niewątpliwie skręcony bardziej w stronę relaksu niż realizmu dosłownego. Z całą pewnością świetny dla kogoś ukierunkowanego na łagodniejsze formy; sam starłem się ze znajomym, który się długo upierał przy tych pierwotnych Susvarach, ale na koniec przyznał, że to Unveiled prawdziwsze. Co ukazało mu się dopiero przy nagraniach live!, podczas gdy dla mnie było słyszalne w przypadku wszystkich nagrań – większą niezapośredniczoność kontaktu przy Spirit Torino i Unveiled miałem za oczywistą.
[8] Piąta partia ich meczu o mistrzostwo świata, Moskwa 1963.
[9] QAD ERA-1 i Moondrop Venus także się prędko zwinęły, Kennerton Vali też wątpliwe z uwagi na rosyjskie pochodzenie.
[10] Po dwa przetworniki w każdej muszli, ustawione jeden za drugim.













3300 € a 17 000 PLN to coś tu nie tenteges, 1 € musiałoby być po ponad 5 zł a tymczasem średni kurs to 4,2563 PLN za €…
Ale jak napisałem: dochodzi VAT, cło i inne opłaty, bo Serbia nie jest w UE. Sprzedawca coś nadmieniał, że może trochę spuścić, ale to tak nieoficjalnie.
Jaki sklep w Pl sprzedaje ten wzmacniacz?
Audeos: https://audeos.pl/pl/c/Wzmacniacze-sluchawkowe/94/1/default/4
Wkrótce PDA-1b (i inne modele SAEQ-a) powinny pojawić się w naszym sklepie online.
Nighthawk pod koniec dostępności był oferowany za 1250 PLN. To dowód na to, że w dzisiejszym świecie świetny produkt, choć staromodny w oczach masowego nabywcy jest niewiele warty. Dal mnie dobrze, dla świata źle. Mimo upływu lat, świetne słuchawki.
To był produkt wyjątkowy, podobnie jak siostrzane NightOwl. Chętnie bym się dowiedział z miarodajnego źródła, dlaczego zaprzestano produkcji.
Panie Piotrze, jak porównałby Pan dźwięk PDA-1b w odniesieniu do Niimbus US4?
Ciemniejszy, gęstszy, bardziej basowy, nie tak odnośnie pasma wyważony. Starszy Niimbus bardziej mi się od nowszego podobał, miał więcej tego czegoś, co określamy muzyczną magią. Z tym że ten Niimbus od SAEQ nie był tak całościowo gorszy, w pewnych aspektach pewnie lepszy, ale za dawno go słuchałem, żeby móc starannie porównać.
Tytułem uszczegółowienia. Bardzo podobał mi się zrecenzowany tu kiedyś Niimbus US4+, mniej jego następca US5, którego nie zrecenzowałem. Na moje odnośnie niego uwagi krytyczne zostałem poinformowany, że ostateczna wersja US5 będzie doskonalsza, coś tam ma jeszcze być zmienione, sprawa nie miała dalszego ciągu, o który sam też nie zabiegałem. Natomiast Niimbus US4+ podobał mi się ogromnie, z przykrością go odsyłałem i długo czułem nieobecność. Nie grał w stylu lampowym, był zatem inny niż SAEQ (co oczywiście jest umowne, ale do wyłapania); stylistycznie był takim jednym z najlepszych tranzystorów (aczkolwiek słabszym całościowo od Headtripa), a ten tranzystorowy styl też potrafi do mnie przemawiać. Szybkość, dynamika, wyważenie, maksymalna uwaga odnośnie wyłapania szczegółów, czystość medium i poprzez nie bliski kontakt z doskonale widocznymi wykonawcami, natomiast mniej czarowania ciepłem, światłocieniem, biologicznością.
Dziękuje bardzo.
Przyjechał Astell&Kern SP4000, ktoś zdaje się o niego pytał. No to będzie recenzja.
Panie Piotrze,jak wypada SAEQ PDA-1b w porównaniu do nieobecnego już w sprzedaży Trilogy 933?
Ma bardziej analogowe, gęste i ciemniejsze brzmienie. Ale klasa jakościowa chyba ta sama. (Za dawno tego Trilogy słuchałem.) Przesiadka niekonieczna, o ile ten Trilogy dobrze posadowiony w torze. Na pewno nie bez odsłuchu.
Dziękuję bardzo za odpowiedź.