Recenzja: SAEQ PDA-1b

Rzut oka

     Wzmacniacz ma średnie gabaryty tudzież kształt ma podłużny, analogicznie odnośnie bryły do energizerów Staksa. Cały w czerń obleczony połyskuje anodyzacją aluminiowego panelu, a blaszany korpus obejmujący pokryto mikro teksturą satynowej powłoki. Czerń narusza po lewej czerwono podświetlany, masywny włącznik kołyskowy, z prawej złote cyferki znaczników krokowego potencjometru, którego gałka też jest czarna, lecz czarną być nie musi. Pomiędzy, w złotej obwiedni, wypukłe i złocone litery godła SAEQ, pod godłem trzy skobelkowe przełączniki: XLR/RCA, -5/-10 dB i 0 dB/ATT, poniżej cztery gniazda słuchawkowe – dwa 4-piny, dwa duże jacki. Oprócz tego na wierzchu z lewej mały suwak skalowania napięcia 115/230 V, a pod maszyną trzy wypłaszczone niczym dawne talary sporej średnicy walce podstawy. Z tyłu po jednym wejściu RCA i XLR, trzypozycyjny, aktywowany z przodu przełącznik skobelkowy ATT: -10/0/-6 dB, mały suwaczek przełącznika pinów na gniazdach XLR i klasyczne wejście prądowe z szufladką bezpiecznika. Potencjometr chodzi z oporem, więc złącza ma solidne, a przede wszystkim, w odróżnieniu od niekrokowych, z czasem się nie osłabi. Włącznik świeci za mocno – dobrze będzie zasłonić, o sekcji zasilania piszą, że wyjątkowo stabilna i silna; mocy nie ma zabraknąć nawet dla najtrudniejszych słuchawek. (Przywołane z imienia Susvary.) Z kolei tranzystory germanowe obiecują bycie lepszymi nie tylko od mikrych w porównaniu krzemowych, ale nawet od lamp. Całość bardzo solidna w klasycznej poetyce sześcianu bez estetycznych wygibasów, ewentualnie czarne pokrętło może stać się czerwone, srebrne lub lśniąco albo ewentualnie matowo złote, gdyby komuś łasemu na nie brakowało kolorów.                                                                               

      Parametry techniczne mówią o mocy 2 x 2,5W/32Ω, mowa jest także o tym, że wszystkie wyjścia słuchawkowe mogą być jednocześnie obciążane bez straty mocy i jakości. Wzmacniacz waży niecałe pięć i pół kilograma przy dwudziestu dwóch centymetrach szerokości, a więc połówce racka. Przenosi gigantyczne pasmo akustyczne 15 Hz – 500 kHz i może obsługiwać słuchawki z przedziału oporności od 2 do 600 Ω. Zniekształcenia lokuje poniżej 0,3%, stosunek szumu do sygnału przekracza 95 dB. Podczas pracy konsumpcja prądu może dochodzić maksymalnie do 50 W, stan pasywny (muzyczna pauza) opiewa na 15 W, stanu oczekiwania nie ma, ponieważ tranzystory germanowe muszą stać cały czas pod prądem. Dyskretny obwód ma podwójne sprzężenie oraz (powtórzmy, bo naciskają) wyjątkowo stabilną i potężną agendę zasilania. Urządzenie się mało rozgrzewa, ale na wszelki wypadek z tyłu po lewej na pokrywie parę szczelin wentylacyjnych. Dopasowanie do napięć 115 i 230 V zapewnia czerwono oznaczony i zabezpieczająco zagłębiony wierzchni suwak, a pasowanie do napięcia 100 V wymaga użycia przełącznika umieszczonego wewnątrz.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

15 komentarzy w “Recenzja: SAEQ PDA-1b

  1. Sławek pisze:

    3300 € a 17 000 PLN to coś tu nie tenteges, 1 € musiałoby być po ponad 5 zł a tymczasem średni kurs to 4,2563 PLN za €…

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Ale jak napisałem: dochodzi VAT, cło i inne opłaty, bo Serbia nie jest w UE. Sprzedawca coś nadmieniał, że może trochę spuścić, ale to tak nieoficjalnie.

  2. Mariusz pisze:

    Jaki sklep w Pl sprzedaje ten wzmacniacz?

    1. Audeos pisze:

      Wkrótce PDA-1b (i inne modele SAEQ-a) powinny pojawić się w naszym sklepie online.

  3. Maciej Kowalczyk pisze:

    Nighthawk pod koniec dostępności był oferowany za 1250 PLN. To dowód na to, że w dzisiejszym świecie świetny produkt, choć staromodny w oczach masowego nabywcy jest niewiele warty. Dal mnie dobrze, dla świata źle. Mimo upływu lat, świetne słuchawki.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      To był produkt wyjątkowy, podobnie jak siostrzane NightOwl. Chętnie bym się dowiedział z miarodajnego źródła, dlaczego zaprzestano produkcji.

  4. Krzysztof pisze:

    Panie Piotrze, jak porównałby Pan dźwięk PDA-1b w odniesieniu do Niimbus US4?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Ciemniejszy, gęstszy, bardziej basowy, nie tak odnośnie pasma wyważony. Starszy Niimbus bardziej mi się od nowszego podobał, miał więcej tego czegoś, co określamy muzyczną magią. Z tym że ten Niimbus od SAEQ nie był tak całościowo gorszy, w pewnych aspektach pewnie lepszy, ale za dawno go słuchałem, żeby móc starannie porównać.

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Tytułem uszczegółowienia. Bardzo podobał mi się zrecenzowany tu kiedyś Niimbus US4+, mniej jego następca US5, którego nie zrecenzowałem. Na moje odnośnie niego uwagi krytyczne zostałem poinformowany, że ostateczna wersja US5 będzie doskonalsza, coś tam ma jeszcze być zmienione, sprawa nie miała dalszego ciągu, o który sam też nie zabiegałem. Natomiast Niimbus US4+ podobał mi się ogromnie, z przykrością go odsyłałem i długo czułem nieobecność. Nie grał w stylu lampowym, był zatem inny niż SAEQ (co oczywiście jest umowne, ale do wyłapania); stylistycznie był takim jednym z najlepszych tranzystorów (aczkolwiek słabszym całościowo od Headtripa), a ten tranzystorowy styl też potrafi do mnie przemawiać. Szybkość, dynamika, wyważenie, maksymalna uwaga odnośnie wyłapania szczegółów, czystość medium i poprzez nie bliski kontakt z doskonale widocznymi wykonawcami, natomiast mniej czarowania ciepłem, światłocieniem, biologicznością.

        1. Krzysztof pisze:

          Dziękuje bardzo.

  5. Piotr+Ryka pisze:

    Przyjechał Astell&Kern SP4000, ktoś zdaje się o niego pytał. No to będzie recenzja.

  6. Piotr pisze:

    Panie Piotrze,jak wypada SAEQ PDA-1b w porównaniu do nieobecnego już w sprzedaży Trilogy 933?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Ma bardziej analogowe, gęste i ciemniejsze brzmienie. Ale klasa jakościowa chyba ta sama. (Za dawno tego Trilogy słuchałem.) Przesiadka niekonieczna, o ile ten Trilogy dobrze posadowiony w torze. Na pewno nie bez odsłuchu.

      1. Piotr pisze:

        Dziękuję bardzo za odpowiedź.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy