Recenzja: Pylon Audio Pearl Monitor

Odsłuch cd.

Produkcja idzie w tysiące.

   Zanim przejdę do tego, co mimo tych pozytywów oddziela Pylon Pearl od kolumn mistrzowskich, parę słów o warunkach w jakich należy słuchać. Dźwięk potrafią podać tak duży, że aż nawet potężny, ale nie obejmą potęgą powierzchni większej niż kilkanaście kwadratowych metrów. Piętnaście-siedemnaście to górna granica gęstości i mocy w stu procentach. Dlatego w pomieszczeniu szerokim na trzy-cztery nie należy siadać dalej niż dwa i pół metra od nich. Mogą przy tym stać metr przed ścianą, a wówczas gęste brzmienie zjawi się efektownym pierwszym planem tuż za linią ich ustawienia i będzie mogło sięgnąć nawet na kilka metrów w głąb, nic sobie nie robiąc z tylnej ściany, a jednocześnie do przodu atakować i zagarniać słuchacza. Nagrania z jawną holografią przedstawią przy tym dobitnie – o wiele lepiej niż niektóre głośniki kosztujące wielokroć tyle. Także przywoływanie żywych ludzi wypadło znakomicie – zarówno operowych śpiewaków, jak zwykłych gadających głów. Pierwsi dostawali niemal to wszystko, czego im trzeba dla pokazania pełnej urody głosów, drudzy byli troszkę podrasowani tymi aktywnymi sopranami, ale znów nie na tyle, by głosy stały się nienaturalne. Nie towarzyszył nawet tej lekkiej sopranowej nadaktywności efekt jawnego odmłodzenia; jedynie lekka ekscytacja i podkreślenie konturów, przy zachowaniu dobrego, ale nie narzucającego się jakością wypełnienia. Dobra przy tym stereofonia, jednak bardziej przeciętna od świetnej holografii. Dobre też osadzenie w dźwiękowej perspektywie – bez uciekania dźwięku do góry i słania nim na podłogę. Spora rozwartość w pionie, szerokość od ściany do ściany (lecz nie dalej) i duża głębia sceny w przypadku nagrań ją mających. Też bez zarzutu spójność na osi prawo-lewo – żadnej, gdy chodzi o stereofonię. przykrej pustki pośrodku, nawet żadnego siodła. Zaskakująco też duże źródła – żadnego ich pomniejszania. Postaci wyraziste, dźwięk zawsze zaangażowany, ale żadnego przechylenia na wadze emocjonalnej. Żadnego więc przymilania ani żadnego dosmucania ze strony samych kolumn, a nie nagrań. I ładnie zwarte pasmo – podobnie jak stereofonia pozbawione grzbietów i dolin; jedynie, jakby powiedzieli fachowcy od czytania pasma: niski sopran trochę podbity, tak w imię zaangażowania.

Co w takim razie z rzeczy gorszych, tych powodujących odstawanie od wielokrotnie droższych? Bo owszem, Pylon Pearl Monitor są za swe malutkie pieniądze – że aż niemalże bilon – świetne, ale rasowych monitorów ani głośników podłogowych za circa dziesięć tysięcy w pełni ci nie zastąpią. Nikt tego po nich nie oczekuje i nie takie były też założenia; już choćby tylko dlatego, że litraż tu niewielki, a zastosowane głośniki tanie. Mimo to bardzo nieznacznie odstają od najlepszych kontynuacji legendy monitorów BBC i innych liderów rynku z niższego, ale nie całkiem niskiego pułapu cenowego. (Przykładowo: podobnie małe, ale brzmieniowo w pełni fantastyczne Falcon Acoustics BBC LS3/5a kosztują dwanaście tysięcy, i także bez podstawek.)

Nie, panie fotografie, tak się stereofonii nie robi!

Nieznacznym deficytem odznaczała się głębia brzmieniowa sopranów. Świetnie zorganizowane, gdy chodzi o ekstensję, barwę, fakturę powierzchniową i trójwymiarowość, nie miały jednak tak nadobnej miąższości i brzmieniowego aromatu, jaki zjawia się u najlepszych. To się dawało wyłapać (mam całą gamę nagrań będących łapankami na różne takie okazje), ale w normalnym słuchaniu było to mało widoczne, prawie całkiem przykryte wymienionymi walorami. Kolejna rzecz, to pewien deficyt, gdy idzie o rozpościeranie się dźwięku na przestrzeń. Sam będąc należycie objętościowym w momencie powstawania, nie rozrastał się aż tak pięknie, jak to ma miejsce u najlepszych. Ale, na miłość boską, to kolumienki za tysiąc złotych, a nie za dwieście tysięcy. Także potęga brzmienia nie zawsze tak szarżowała, jak z bębnami taiko; utwory nie aż tak ekstremalnie brzmieniowo mocne czasami wypadały pod jej względem przeciętnie, natomiast nigdy słabo. Zawsze też należyta wilgotność, lśnienie i żywiołowe oklaski oraz poczucie realizmu – tego nigdy deficyt. Tak małe kolumienki nie są natomiast w stanie wygenerować ciśnienia akustycznego mogącego się odciskać na skórze. Dotyk brzmieniowej dłoni, wgniatanie mostka, wciskanie słuchaczowi brzucha do gardła i inne takie efekty, to już trzeba kupić subwoofer albo większe głośniki.

Natomiast ożywianie przestrzeni plejadą wirujących drobin – takie coś bez problemu. Bez problemu też grzmiąca potęga dźwięku na bębenkach słuchowych. W przypadku stepowania, które każdorazowo sprawdzam, trzask podkutego buta dominował nad głuchą odpowiedzią deski, ale ta głuchość także była i bardzo dobrze się zaznaczyła obecność samego teatru. Na finał puściłem fortepian solo, co też zwykle robię. Muszę przyznać, że miałem pewne obawy, zwłaszcza w odniesieniu do rangi całościowej formy, którą trudniej z fortepianu wyłonić niż z ogromniastych bębnów czy orkiestr, a także w odniesieniu do złożoności harmonicznej. Obawy okazały się bezpodstawne, fortepian zabrzmiał poprawnie. Podobnie jak na sam koniec wypuszczone z klatki wściekłe łojenie rockowe, któremu nie zabrakło ani atmosfery tarzania w brudzie, ani też dzikiej awantury, czy specyfiki u protest songów albo ballad, gdy taką formę przybierało.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

9 komentarzy w “Recenzja: Pylon Audio Pearl Monitor

  1. Marcin pisze:

    Jak Pana zdaniem monitorki te sprawdziły by się w kinie domowym (jako głośniki boczne i tylne)?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jeżeli są bardzo dobre jako główne, to tym bardziej jako pomocnicze.

  2. Michal Pastuszak pisze:

    Ladne wizualnie te glosniki, duzym zaskoczeniem jest przystepna cena (wsrod sluchawek sredni wybor w tych kwotach bylby), milo zatem, ze mozna zrobic jeszcze tak ‚normalnie’ grajacy glosnik za te pieniadze, swietna recenzja.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Kupuję je sobie. Telewizorowego pierdzenia po ich usłyszeniu strawić się nie da.

  3. Sławek pisze:

    Przydałyby się takie siateczki metalowe jak mają Ruby Monitor, wtedy kolumny byłyby kotoodpornre…

  4. Piotr Ryka pisze:

    Nie myślcie sobie, że bąki w dobie zarazy zbijam. Napisałem recenzję czegoś taniego i ciekawego, co miało być na półkach w marcu, a co dzięki epidemii płynie z Japonii statkiem zamiast lecieć samolotem i będzie dopiero w maju. Zatem recenzja do zamrażarki, a zacząłem opis Aurisa Heddonii. Do niej zaś trzeba ściągać lepsze lampy (co chyba się uda), więc też nie lotem strzały.

  5. Piotr Ryka pisze:

    Tak z nowin, to przyjechały po recenzję HEDDphone.

  6. Pawel pisze:

    A moze jakis inteligentny i filozoficzny artykul nt pandemii panie Piotrze? O ile kabel x jest lepszy od kabla y nabiera teraz zupelnie innego wymiaru…

    Jak pokolenie baby boomers w swej masie odbiera te straszliwe doniesienia? Czy audiofilia ma sie dobrze w dobie kwarantanny?
    Czy ceny sprzetu wzrosna czy spadna?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Może napiszę. Ale przewidywanie przyszłości bardzo mało komu i tylko na niektórych kierunkach się udawało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy