Recenzja: Pioneer SE-MASTER1

Odsłuch cd.

Dobrze także na srebrnym podkładzie.

 Czepmy się tego stylu. Zdecydowanie największa różnica między Pioneerami a pozostałą dwójką (grającą dość podobnie) odnosiła się do relacji między powierzchnią a wewnętrzną strukturą dźwięków. Pioneery wyraźnie skupiały się na tej pierwszej i z niej budowały muzykę. I teraz jeśli komuś się wyda, że popełniały tym samym błąd, to nie będzie miał racji. W mojej opinii właśnie dlatego wybór AIR Studios padł na nie – albowiem to bardzo mocno nawiązywało do muzyki w wymiarze rzeczywistym. Fakt – i tu Michał nie mija się z prawdą – kabel oryginalny nieco redukuje soprany; lecz czyni to na tyle umiarkowanie, że całościowy obraz muzyczny niewiele na tym traci. A przede wszystkim jest to właśnie obraz muzyczny, a nie techniczny czy sztucznie popisowy. Pioneery SE-Master1 bardo wyraźnie o sobie głoszą: „Muzyka przede wszystkim!” To stoi w radykalnej odmienności względem ich grania w za niskiej dla ich przetworników temperaturze, ale to ich prawdziwe oblicze. Mastery od Pioneera nie dokonują brzmieniowych sekcji, nie prześwietlają rentgenem. Muzyka to dla nich nie pacjentka, którą należy badawczo przeanalizować, tylko dziewczyna na randce od zadawania uroku. Czaruje powierzchownością, melodyką głosu, wdziękiem i gracją poruszania, a nie elektrokardiogramem i dobrym stanem płuc.

Dwa to rodzi następstwa, każde o innym wydźwięku. Z jednej strony ta skupiona na pięknych kształtach i płynnych ruchach muza od Pioneerów każe się sobą cieszyć i naprawdę nas cieszy. „To jest właśnie muzyka!” – rozbłyskuje ci w głowie, kiedy się temu przysłuchujesz. Taka ona ma być w swej warstwie najważniejszej, jako jej główny kształt. Z drugiej jednakże strony muzyka rzeczywista – prawdziwy talerz, trąbka, fortepian – ma jednak nieco więcej aspektów strukturalnych i ma nawet w pierwszym rzucie. Do tego właśnie nawiązywały Final i Sennheisery; ich muzyczne obrazy skupiały się w większym stopniu na migotliwości wystrzępiającej powierzchnie, także na pod powierzchnie wnikaniu w strukturę harmoniczną – na całym tym wzbogacającym brzmienia podszerstku. Zdecydowanie bardziej pracowały u nich soprany; i przede wszystkim nie na rzecz samego najwyższego rejestru, ale dla mikrodetali, analitycznej głębi, obrazowania planktonu i muzycznych wibracji. Im brakowało całościowego wyrazu – wiodącej linii melodycznej, która się u nich zatracała w nawale spraw pomniejszych; miały za to więcej szelestu, szumu, drgań, przenikania w wewnętrzną budowę dźwięków. Dzwoneczki bardziej świdrujące, drobniejsze i srebrzyste, a na wielkich połaciach muzyki elektronicznej uzyskiwanie wrażenie ogromu poprzez kruchość delikatnych sopranowych akcentów, ten ogrom penetrujących i w nim się roztapiających.

Więc cała muzyka bardziej ezoteryczna, bardziej skupiona na detalu i towarzyszącej mu analizie, a w ludzkich głosach czy do strun fortepianu dodany czynnik sopranowy, swoiste drugie brzmienie. U Pioneerów natomiast operowanie dźwiękami większymi i o większej różnorodności w sensie plastyki melodycznej. Wokale bardziej postawne i nie tyle może cieplejsze, co bez schładzających sopranowych igiełek i studzącego pogłosu, u tamtych z ciepłem wymieszanych. Z kolei wielkie, metafizyczne połacie nie budowane sopranowymi wrzutkami mikroskopijnych eksplozji, tylko długimi pociągnięciami dźwięków przemierzających wielką przestrzeń. W efekcie ta przestrzeń równie wielka, ale o innych charakterze, inny dająca nastrój. Nie tajemnicza kruchą, przeszywającą na wskroś sopranową śnieżynką w kontraście do ogromu, tylko ten ogrom zasadniczy, jako kształt otoczenia i całościowa atmosfera, dla której to ty – mały słuchacz – jesteś głównym kontrastem.

I pod dowolnym kątem.

Porównanie wypadło więc remisowo, każdy miał argumenty. Tym bardziej remisowo, że Pioneery nie miały także problemów z holografią, aczkolwiek w ich wykonaniu dalsze dźwiękowe plany mniej podkreślały swoją inność, mniej się wyodrębniały. Scena Pioneerów była spójniejsza; podobnie jak same dźwięki o bardziej jednolitej morfologii, a mniej analityczna. Te od Sennheiser i Final D8000 bardziej się narzucały, głośniej krzycząc o odległościach, tak samo jak o detalach. Ale bez porównawczych przymiarek, po chwili oswojenia, obraz muzyczny Pioneerów był przekonująco realistyczny i bardziej naturalny, mniej bazujący na ekstremach.

To samo powtórzyło się przy testach zwykłej mowy i przy badaniu pogłosu. To w Pioneerach mowa potoczna wypadła najnaturalniej, bez zbędnej ekscytacji. I jednocześnie należycie zindywidualizowana, nawet na tle tak świetnych pod tym względem konkurentów. Nie inaczej z pogłosem – doskonale w Pioneerach łączonym z dźwiękami zasadniczymi, a jednocześnie należycie zaznaczanym i dodającym piękna.  Bardzo poprawnie wypadł także test możliwości basowych, które okazały się nieco słabsze niż u D8000, niemniej wysoce zadowalające. Bas miał należytą posturę, odpowiednią ekstensję i wyraźną przestrzeń wewnętrzną. Nie zlewał się, nie był głuchy i nie przejawiał żadnej słabości. Stosunkowo najsłabiej na tle konkurentów wypadła koloratura, w przypadku której do pełni szczęścia zabrakło sopranowej wibracji, według wszelkiego prawdopodobieństwa za sprawą nie dość jakościowego kabla. Ładnie operując melodyką nie miały soprany u Pioneerów pełnej dawki słodyczy wynikającej z wibracji i mienienia się głosu, gdyż w ich akurat przypadku głębsze wejście w strukturę jest bardzo pożądane.

W kontekście tych porównań wykonałem kolejne, tym razem porównując całą trójkę do referencyjnych w moim systemie słuchawkowym AKG K1000 z kablem Entreq Atlantis. I wtedy się okazało (na co byłem przygotowany), że rzeczy można łączyć. Ten sopranowy świergot wzbogacający różnorodność jednoznacznie inkorporować w muzykę, tak aby w naturalny sposób rozwijał kształty powierzchniowe, naśladując jedynie ich faktyczne bogactwo, bez wycieczek analitycznych jako odrębnej sfery. By nie powstawało wrażenie, że jest bardzo bogato, ale nie dość muzyki, ani ażeby była muzyka, ale nie w całej rozciągłości. Z dzisiaj produkowanych słuchawek jedynie Sennheiser HE-1 posiadły tę umiejętność, a bliziuteńko do nich mają Stax SR-009S, Abyss AB-1266 i Final Sonorous X. Być może także HiFiMAN Shangri-La, ale nie miałem przyjemności poznać. Pytaniem pozostaje, co potrafią Pioneery z wyższej jakości kablem, co tyczy także Final D8000, Meze Empyrean i podobnie Focal Utopii. Final D8000 to w ogóle odrębna kwestia o dużej złożoności, bo grają teraz inaczej niż podczas pisania recenzji. Tym będę się jednak zajmował w osobnym tekście porównawczym do Final Sonorous X, co planuję na przyszły miesiąc.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

18 komentarzy w “Recenzja: Pioneer SE-MASTER1

  1. Janusz L. pisze:

    Mialem w planach ich zakup praktycznie w ceimno gdyz nie bylo mozliwosci odsluchu, wybrałem jednak D8000.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Plany dobre i zakup dobry. Trudno powiedzieć, które bardziej by się podobały.

  2. Fon pisze:

    No ciekawe te Pioneery, ale cena jeszcze za wysoka, zrobiłem 2 podejście do HD 800 i niestety nie mogę się do nich przekonać że względu na ich budowę gdzie kubki zjadają mi twarz…są za duże i słabo przylegają no i stadionowy jakby nie było dźwięk, te Pioneery mogą być ciekawą opcją, trzeba będzie ich gdzieś posłuchać

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno warto ich spróbować.Zwłaszcza przy cenie 8800 PLN.

      1. Fon pisze:

        Te 8800 to jednak nadal za dużo…
        Czy mocno dają dźwiękiem na zewnątrz? Jest w nich jakąś micro izolacja od otoczenia czy zero izolacji

        1. Piotr Ryka pisze:

          Szczerze mówiąc na izolację nie zwróciłem specjalnej uwagi. Na pewno są cichsze od najgłośniejszych, takich jak HD800. Ale niewiele.

  3. Corvin74 pisze:

    A jak porównałby Pan je Sony Z1R? Czy to równoważne granie? Oba modele flagowe dla japońskich producentów. Które by Pan wybrał?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, równoważne. Wadą Sony jest lekkie osuszanie dźwięku, wadą Pioneerów zbyt mała aktywność sopranowa. Poza tym same plusy.

  4. errdrumer pisze:

    Pisze Pan ze d8000 grały inaczej niż podczas ostatniej recenzji, a czego to wynika, większy przebieg?
    Czy sa to zmiany na plus czy minus?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno z większego przebiegu. Zmiany są niejednoznaczne: z jednej strony brzmienie stało się bardziej przenikliwe, z większym procentowym udziałem sopranów i ich obecnością także poniżej własnego zakresu, co bywa pożyteczne, o ile realizacja dobra; z drugiej straciło nieco na postawności, stało się bardziej filigranowe. Nieprzesadnie jednak i z bardzo mocnym basem. Nie zatraciło także jednoznaczności – właściwego ogniskowania. Dokładniej będę to dopiero badał, na razie zajmują mnie inne sprawy. Ogromnie podobały mi się jednak na AVS z dCS Bartok, tak więc ogólnie słuchawki wciąż rewelacyjne.

      1. PlanarFun pisze:

        Zgadzam się z opinią o D8000. Góra jest bardzo wyrazista (owszem można ja przygasić torem, kablami).Dodałbym, że inaczej niż w recenzji odbieram ich przestrzenność jest niezwykle rozległa i doskonale zdefiniowana. Daleko im do grania pierwszym planem, chyba że narzuca to realizacja. Być może pierwsze wypusty były strojone jak ten rzekomy prototyp, dużo gęstsze zacieśniające scenę granie.

    2. n pisze:

      To nie przebieg, misiek już o tym pisał w którymś komentarzu. Ta sztuka z recenzji to prototyp o innym strojeniu od modelu produkcyjnego. A prototypy pewnie były wysłane ze względu na małą dostępność i aby było czym handlować podczas, gdy towar blokuje prasa. To tak, aby uspokoić tych co kupili.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Trzeba to będzie skonsultować z dystrybutorem.

      2. Stefan pisze:

        Przebieg też robi swoje, łagodnieją na basie, już tak nie dominuje i góra też się wyłania, bardzo ładnie reagują na realizacje, ale to dalej granie bliskie z już nie tak, ale jednak mocniejszym pierwszym planem, to jest pewien niuans nie widoczny we wszystkich nagraniach.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Trzeba jeszcze pamiętać, że dźwięk można zmieniać poprzez zmianę orientacji wycięć na padach.

  5. Janusz L. pisze:

    Jaki numer seryjny testowanego egzemplarza d8000 , moj to 564 wiec nie wiem jak sie ma do prototypu 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      W którym miejscu masz na swoich nabity numer seryjny?

  6. Denon pisze:

    Słuchawki prezentują się dość ciekawie, myślę że chyba warto się na nie skusić czytając pozytywne opinie na ich temat. Osobiście jestem ciekaw czy by się u Mnie sprawdziły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy