Recenzja: Pioneer SE-MASTER1

Budowa i jej następstwa

Flagowe Pioneery wysoko stoją.

 Słuchawki nie trafiły do mnie od polskiego dystrybutora, który najpierw tłumaczył się ich wysłaniem do innych redakcji, a potem awarią sztuki testowej i używaniem na AVS nie własnej. Lecz o to mniejsza. W sumie dobrze się stało, gdyż czytając cudzie opisy zacząłem dochodzić do wniosku, że wygrzewają się te Pioneery bardzo, ale to bardzo długo, przechodząc na dodatek po drodze radykalną przemianę, toteż opis niedługo po inauguracji zapewne byłby błędny. A jeszcze takie błędy mogą być bardzo duże, i kiedy na przykład słucham teraz swoich Sennheiser HD 800, to wspominając ich pierwszą recenzję (nie ma jej na serwisie) odczuwam głęboką frustrację. Tamten opis i to obecne brzmienie rozmijają się niemal całkiem i nie ma dosłownie aspektu, który by się nie zmienił. Dość podobnie jest z tymi Pioneerami, o których można przeczytać, że są „jasne”, „delikatne” i „nacisk kładące na szczegóły”, podczas gdy w uszach zjawia się brzmienie inne, bardzo wyraźnie odmienne. Jakie dokładnie, o tym zaraz, a teraz o budowie.

W związku z tym nie trafieniem od dystrybutora nie trafiło do mnie oryginalne opakowanie, którym jest duże, sztywne pudło wyścielone atłasem. Oprócz słuchawek i papierów zawiera jedynie trzymetrowy odpinany kabel z miedzi OFC litz, zakończony standardowo dużym, firmowym jackiem oraz alternatywny napinacz pałąka. (Co to jest, zaraz wyjaśnię.) Natomiast kabel symetryczny, lepiej pasujący do dedykowanego wzmacniacza, można kupić oddzielnie za równe tysiąc pięćset złotych, przy czym czekanie na realizację może potrwać do dwóch tygodni, o ile egzemplarz znajdzie się w Europie, albo niestety do aż sześciu, o ile sprowadzać go trzeba będzie z Japonii.

Same słuchawki są duże i masywne; ważą bez kabla 475 gramów. Z uwagi na nadprzeciętną wygodę waga ta jednak „znika”, do czego przyczynia się zwłaszcza wielkość i miękkość z naturalnej skóry zrobionych padów oraz bardzo dobre dopasowanie pałąka. Dość w porównaniu z muszlami ażurowego, złożonego ze wspomnianego napinacza, czyli cienkiego, chromowanego drutu (który można poprzez proste wyjęcie zastąpić alternatywnym mniej dociskowym) i aluminiowego paska właściwego z regulacją wysokości oraz podwieszoną pod nim szeroką skórzaną opaską. Regulacji można dokonać po wciśnięciu małego przycisku na zworze chwytaka muszli z pałąkiem, a jej realizacja jest perfekcyjna. Gęste karby pod zaciskami trzymają bez zarzutu, umożliwiając bezproblemowe dopasowanie, a pozornie okrągłe muszle są de facto lekko podługowate, dokładnie okalając uszy.

Konstrukcja jest otwarta, w oparciu o przetworniki zaopatrzone w magnesy neodymowe i przede wszystkim pięćdziesięciomilimetrowe membrany z cieniutkiego (25 mikronów) profilu aluminiowego powleczonego warstewką ceramiczną PCC (Parker Ceramics Coating), dodatkowo wzmocnionego wokół krawędzi sztywnym, karbowanym pierścieniem z polieteru ketonowego (PEEK) – rodzaju żywicy epoksydowej. Jak utrzymuje producent, to pierwsze takie rozwiązanie zastosowane w słuchawkach, nawiązujące bezpośrednio do najlepszych głośnikowych membran. Z tyłu, za częścią akustycznie aktywną, zadbano o pasywną stronę akustyki, montując akustyczny absorber i tłumiącą rezonans oprawę. Jako dodatkowe antyrezonansowe wsparcie cały przetwornik jest mocowany wewnątrz aluminiowej oprawy na gumowych resorach, co nazwane zostało „pływającym zawieszeniem”. Skądinąd zaś sama ta oprawa też przyczynia się do tłumienia, jako że aluminium to dobry tłumik drgań, aczkolwiek nie tak dobry jak magnez.

A leżą jedynie w sensie czekania na odsłuchy.

Całe słuchawki od strony wizualnej to czerń i srebro; z czarnymi padami, czarną opaską nagłowną i czarną siateczką na zewnątrz muszel, a srebrną tych muszel oprawą, srebrnymi ich chwytakami i srebrzystymi prętami pałąka. Kabel jest czarny i za rozwidleniem śliski, by nie tarł o ubranie, podczas gdy na zasadniczej długości w solidnym, czarnym, materiałowym oplocie. Srebrny firmowy wtyk ze złoconą końcówką łanie i solidnie się prezentuje, a dane techniczne imponują. Poczynając od wyjątkowo szerokiego pasma przenoszenia, obejmującego zakres 5 Hz – 85 kHz, poprzez niezwykle niskie zniekształcenia uwidoczniane w pomiarach, po komputerowo modelowaną wyjątkowo poprawną charakterystykę pracy membran. Słuchawki, zgodnie z obowiązującym trendem, są przystosowane do symetryzacji, jak również sprzętu przenośnego, na co składa się podpięcie kabla po stronie muszli symetrycznymi złączami MMCX, niska impedancja 45 Ω oraz dość wysoka czułość 94 dB. Efekt to łatwe (choć nie skrajnie) napędzanie i możliwość współpracy z każdym rodzajem wzmacniacza. Zwłaszcza że druga strona, czyli akceptowana ciągła moc maksymalna sygnału, to aż 1,5 W.

Wygląd jest niewątpliwe luksusowy, chociaż bez żadnych (i dobrze) „wystrzałów”, wygoda na bardzo wysokim poziomie, a użyteczność pełna. Zostaje jeszcze brzmienie.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

18 komentarzy w “Recenzja: Pioneer SE-MASTER1

  1. Janusz L. pisze:

    Mialem w planach ich zakup praktycznie w ceimno gdyz nie bylo mozliwosci odsluchu, wybrałem jednak D8000.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Plany dobre i zakup dobry. Trudno powiedzieć, które bardziej by się podobały.

  2. Fon pisze:

    No ciekawe te Pioneery, ale cena jeszcze za wysoka, zrobiłem 2 podejście do HD 800 i niestety nie mogę się do nich przekonać że względu na ich budowę gdzie kubki zjadają mi twarz…są za duże i słabo przylegają no i stadionowy jakby nie było dźwięk, te Pioneery mogą być ciekawą opcją, trzeba będzie ich gdzieś posłuchać

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno warto ich spróbować.Zwłaszcza przy cenie 8800 PLN.

      1. Fon pisze:

        Te 8800 to jednak nadal za dużo…
        Czy mocno dają dźwiękiem na zewnątrz? Jest w nich jakąś micro izolacja od otoczenia czy zero izolacji

        1. Piotr Ryka pisze:

          Szczerze mówiąc na izolację nie zwróciłem specjalnej uwagi. Na pewno są cichsze od najgłośniejszych, takich jak HD800. Ale niewiele.

  3. Corvin74 pisze:

    A jak porównałby Pan je Sony Z1R? Czy to równoważne granie? Oba modele flagowe dla japońskich producentów. Które by Pan wybrał?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, równoważne. Wadą Sony jest lekkie osuszanie dźwięku, wadą Pioneerów zbyt mała aktywność sopranowa. Poza tym same plusy.

  4. errdrumer pisze:

    Pisze Pan ze d8000 grały inaczej niż podczas ostatniej recenzji, a czego to wynika, większy przebieg?
    Czy sa to zmiany na plus czy minus?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno z większego przebiegu. Zmiany są niejednoznaczne: z jednej strony brzmienie stało się bardziej przenikliwe, z większym procentowym udziałem sopranów i ich obecnością także poniżej własnego zakresu, co bywa pożyteczne, o ile realizacja dobra; z drugiej straciło nieco na postawności, stało się bardziej filigranowe. Nieprzesadnie jednak i z bardzo mocnym basem. Nie zatraciło także jednoznaczności – właściwego ogniskowania. Dokładniej będę to dopiero badał, na razie zajmują mnie inne sprawy. Ogromnie podobały mi się jednak na AVS z dCS Bartok, tak więc ogólnie słuchawki wciąż rewelacyjne.

      1. PlanarFun pisze:

        Zgadzam się z opinią o D8000. Góra jest bardzo wyrazista (owszem można ja przygasić torem, kablami).Dodałbym, że inaczej niż w recenzji odbieram ich przestrzenność jest niezwykle rozległa i doskonale zdefiniowana. Daleko im do grania pierwszym planem, chyba że narzuca to realizacja. Być może pierwsze wypusty były strojone jak ten rzekomy prototyp, dużo gęstsze zacieśniające scenę granie.

    2. n pisze:

      To nie przebieg, misiek już o tym pisał w którymś komentarzu. Ta sztuka z recenzji to prototyp o innym strojeniu od modelu produkcyjnego. A prototypy pewnie były wysłane ze względu na małą dostępność i aby było czym handlować podczas, gdy towar blokuje prasa. To tak, aby uspokoić tych co kupili.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Trzeba to będzie skonsultować z dystrybutorem.

      2. Stefan pisze:

        Przebieg też robi swoje, łagodnieją na basie, już tak nie dominuje i góra też się wyłania, bardzo ładnie reagują na realizacje, ale to dalej granie bliskie z już nie tak, ale jednak mocniejszym pierwszym planem, to jest pewien niuans nie widoczny we wszystkich nagraniach.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Trzeba jeszcze pamiętać, że dźwięk można zmieniać poprzez zmianę orientacji wycięć na padach.

  5. Janusz L. pisze:

    Jaki numer seryjny testowanego egzemplarza d8000 , moj to 564 wiec nie wiem jak sie ma do prototypu 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      W którym miejscu masz na swoich nabity numer seryjny?

  6. Denon pisze:

    Słuchawki prezentują się dość ciekawie, myślę że chyba warto się na nie skusić czytając pozytywne opinie na ich temat. Osobiście jestem ciekaw czy by się u Mnie sprawdziły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy