Recenzja: Niimbus Ultimate Series HPA US4+

   W 1986, w Konstancji nad Jeziorem Bodeńskim u samych źródeł Renu, powstało LAKE PEOPLE electronic GmbH, którego mottem jest „Tools – not Toys”.

Czy to jezioro w nazwie wzięło się od Bodeńskiego, tego nie wiem, ale zapewne tak. Wiem natomiast, że firma faktycznie oferuje sprzęt profesjonalny (studia nagraniowe, radiowe, telewizyjne, obsługa imprez, wyposażenie lotnisk, dworców itd.) dzieląc się jednocześnie na dwie – Lake People, jako dział stricte profesjonalny i Violectric, jako dostawca sprzętu hi-fi. Chwali się przy tym brakiem outsourcingu – produkcja odbywa się na miejscu i nawet podzespoły są prawie wszystkie z Niemiec. Mamy więc sytuację podobną do często spotykanej w Japonii – Konstancja to stosunkowo niewielkie miasto uniwersyteckie (70 tys. mieszkańców), a jednocześnie prężny ośrodek przemysłowy; co nie przeszkadza być jednocześnie światowej sławy centrum turystycznym przy samej granicy ze Szwajcarią.

Upraszczanie przez pączkowanie to trochę dziwna, wewnętrznie sprzeczna metoda. Chętnie jednakże stosowana, bo można zatrudnić więcej osób. Tak więc z nadania racjonalizacji i rzekomego upraszczania powstają wszędzie nowe działy i LAKE PEOPLE electronic GmbH postanowiło też się uprościć – nie poprzestając na rozwidleniu Lake People i Violectric dodało markę Niimbus. Ta nie ma być ani profesjonalna, ani hi-fi – ma być wykwitem ekskluzywności. Najbardziej luksusowy sprzęt spod skrzydeł LAKE PEOPLE electronic GmbH, ręcznie wykonywany w Niemczech z najlepszych podzespołów, ma się nazywać Niimbus, czyli „Chmura” z dodatkiem drugiego „i”, aby ta chmura większą była i przy okazji odróżniała się od szwajcarskiego Nimbus Audio, producenta wzmacniaczy lampowych. Z kolei aby nie było wątpliwości, z jakiego rodzaju chmurą mamy do czynienia, do podstawowego Niimbus dodano przydomek Ultimate, tak więc chmura jest ostateczna. Trochę to pachnie końcem świata, ale może o to chodziło? Sam w takiej sytuacji też się maksymalnie natężę i wyprodukuję Sąd Ostateczny.

Dobrze, powygłupialiśmy się trochę z użyciem słów wielkich jak autobusy, ale nie tylko one są tu wielkie, wielkie są także zapowiedzi i niemała też cena. Nasz tytułowy wzmacniacz słuchawkowy i jednocześnie przedwzmacniacz o chmurnym z nieba nazwaniu wyceniony został na 24 tys. złotych bez jakichś tam urywków, a zatem ekonomia spora. Zyskał też nowy wygląd względem starszych produktów firmy – podobny, ale ekskluzywniejszy – i nafaszerowany został techniką dającą duże możliwości oraz regulację z pilota.

Odnośnie samej marki, to miałem kiedyś do czynienia z najstarszym słuchawkowym wzmacniaczem Violectrica, który zrobił wrażenie rzeczy porządnie zrobionej, ale dźwiękiem nie oszołomił. Niemniej podchodzić trzeba do wyrobów od tamtej strony branych z należytym szacunkiem, bo firma znad Jeziora Bodeńskiego szybko się rozwinęła, jest w świecie dobrze znana i wielu ma entuzjastów. Produkty LP i Violectric, a teraz także Niimbusa, są wszystkie tranzystorowe, zawsze z profesjonalnym wyglądem i prawie wszystkie mają przednie panele czarne.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

8 komentarzy w “Recenzja: Niimbus Ultimate Series HPA US4+

  1. Paweł pisze:

    Zostanę shejtowany, ale co mi tam. Wzmacniacz wygląda jak w środku jak violectric v281 po tuningu,który nawiasem mówiąc jest słaby. We wzmaku za 24.000 pln, w torze 8 najsłabszych opampów jakie było dane mi słuchać ne5532/5534, które nawiasem mówiąc degradują dźwięk.

    Jeżeli wierzyć ludziom z headfi Wzmacniacz gra ponoć trochę lepiej niż v281. Taki Kinki thr-1 gra o ligę wyżej niż v281, co sprawdzałem empirycznie. Mam nadzieję,że będzie mi dane posłuchać HPA US 4+.
    Cena to chyba błąd w druku

    1. Piotr Ryka pisze:

      1. Dlaczego zhejtowany? Każdy ma prawo do własnego zdania, o ile nie jest jawnie bezsensowne.
      2. Odnośnie jakości podzespołów, to wielu producentów twierdzi, że lepiej wyselekcjonować najlepsze z przeciętnych niż zdawać się nie nieselekcjonowane drogie.
      3. Wg producenta wzmocnienie sygnału daje szesnaście tranzystorów, a nie osiem op-ampów.
      4. Nie porównywałem do V281.
      5. Porównywałem do Phasemation EPA-007, który ma bardzo podobną konstrukcję do VISION THR-1 – i Niimbus wygrał.
      6. Nie odpowiadam za dokonania firmy LP, ale musieliby kompletnie zgłupieć, wypuszczając za takie pieniądze tandetę.
      7. Niimbus Ultimate nie jest łatwy do ustawienia w torze, ale dobrze ustawiony w pełni zadowala i jest high-endowy.

    2. Marek S. pisze:

      Cena Niimbusa nie napawa optymizmem. Rzeczywiście użytkownicy twierdzą, że jest tylko troszkę lepszy od Violectrica V281, który daje cieplejszy dźwięk. Miałem Phonitora 2, który uważam za wybitny wzmacniacz. V281 ma kilka cech lepszych, a kilka gorszych od P2. U mnie przede wszystkim wygrał V281 jako przedwzmacniacz, który pozamiatał tym w P2, a na równi w Heglu HD30.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Cena to oddzielna, choć oczywiście o kluczowej wadze nabywczej sprawa. Po to się tworzy luksusową markę, by dyktować wysokie ceny i się promować. Wzmacniacz nie powstał dla zwykłego Kowalskiego, to oczywiste. Jego posiadacz ma być wyróżniony, nobilitowany, spełniony.
        Dla mnie największą zaletą Niimbusa jest postać sopranów, które nie kłują, nie są jasne i nie są płaskie (za cienkie). Ten brak jazgotliwości i świecenia sopranami po oczach bardzo sobie ceniłem. Phonitor jest tu trochę słabszy, a ściślej domaga się lepszego źródła. Za to trójwymiarowość sceny ma chyba lepszą – tak podpowiada mi pamięć.

      2. Paweł pisze:

        Na średnim źródle, owszem v281 może wydawać się lepszy po xlr. Lepsza rozdzielczość , większa precyzja. Natomiast na dobrym źródle, kinki jest i może bardziej ciepły(mniej naturalny?), ale jest też bardziej wyrafinowany, z większą ilością powietrza i większą scena. Pamiętajmy,że kinki to single ended. Już nawet pomijam, jak na tym tle wypada agd nfb1.
        Problem w tym ,że za kinkiego dałem 2000pln……

        1. Piotr Ryka pisze:

          A co to jest dobre źródło w tym wypadku?

  2. Paweł pisze:

    Uważam,że jays audio dac2 + transport cdt2 mk2+dussun xc-1 jest dobrym transportem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Niezależnie od źródła Phasemation wydaje mi się co najmniej nie gorzej od Kinki zbudowanym urządzeniem. Ale wyglądy wyglądami, a brzmienie brzmieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy