Recenzja: Luna Cables Gris – przewody słuchawkowe

Odsłuch

On nie jest taki długi – to tylko rozdzielone żyły dają aż tyle zwojów.

   Wszystkie oczywiście to Luna Gris Headphone, ale jeden do Sennheiser HD 800, drugi to Focal Utopii, a zakończony przy muszlach mini XLR-ami, pasujący do wielu słuchawek. I od niego zaczniemy.

Podepniemy go do HEDDphone i Meze Empyrean, mam bowiem ich oryginalne kable; a przede wszystkim z takimi należy się porównawczo mierzyć – to od nich Luna Cables mają być zdecydowanie lepsze.

 

HEDDphone

A zatem – bardzo proszę – na początek Luna Gris vs oryginalny przewód HEDDphone. Przetwornik także Luny, ale od całkiem niepowiązanej firmy, od holenderskiej, a nie kanadyjskiej PrimaLuna. Wzmacniacz od amerykańskiego Rogue Audio; czekający już na swój opis potężny RH-5; i na tę okoliczność wygrzewany, ale już zasadniczo wygrzany. Wzmacniacz rewelacyjny, ale nietani – trzeba na niego wysupłać przeszło szesnaście tysięcy. Mocarny przy tym i hybrydowy: w stopniu wejściowym obsługiwany przez dwie podwójne triody ECC82.

Od razu zaskoczenie – kabel Luny okazał się zdecydowanie głośniejszy od oryginalnego (który uznałem kiedyś za, jak na wyposażeniowy, wyjątkowo dobry). Przepuszczał ładnych parę decybeli więcej, po zastąpieniu nim wyposażeniowego krokowy potencjometr pojechał o kilka kroków w tył. Prócz tego mocniejsze światło – takie powodujące rozjaśnienie, czy raczej samo rozświetlenie, bez towarzyszącego podniesienia wysokości dźwięku. Kolejna rzecz, to wzrost dociążenia: dźwięki stały się masywniejsze, ale nie ociężałe. A przede wszystkim kabel Luny bardziej się wgryzał w muzykę, czyniąc tarcia przepływu i dźwiękowe obrysy bardziej chropawymi, a fakturę tymi obrysami wiązaną o szlachetniejszej materii. To samo odnosiło się do harmonii, jako bardziej złożonej; cała brzmieniowa struktura zyskała lepsze oświetlenie, pod którym ujawniła większą złożoność, szlachetność tworzywa i różnorodność. Wraz z czym bardziej akcentowały się szczegóły, podkręcone zostały wszelkie wibracje, trochę wzmocniły też pogłosy i wzrosła całościowa żywość. Mocniejsze światło kanadyjskiego Księżyca odsuwało brzmienie od szarości, towarzysząca mu żywość od poczucia nudy. Tym mocniej, że podniosło się też ciśnienie dźwięku, a jednocześnie wzrosła transparentność. Odnośnie walorów scenicznych, zaznaczyło się odsunięcie od siebie muzycznych planów, trochę mocniejsze zaakcentowanie wnętrz i żywsze całe medium. Także poprawa holografii.

Przejściówki są w ofercie wszelkie.

Oryginalny kabel grał ciszej, gładziej, ze stonowanym oświetleniem, chropawości prawie nie dawał, ciśnienia prawie też – ogólnie biorąc powodował dźwięk dużo bardziej wycofany. Mimo to w żadnym razie nie nazwałbym go słabym.

Oryginalny przewód HEDDphone jest naprawdę porządny. Czuje się w nim muzykę, ma też wyraźną atmosferę, łączącą spokój ze smutkiem. Nazwanie go melancholijnym byłoby już przesadą, przejawia jednak skłonność do melancholii. Jest poetycki, zadumany i efektownie melodyjny. Dlaczego aż o tyle cichszy, tego bym się chętnie dowiedział. Ale z wycofanego spokoju bym mu zarzutu nie czynił, ten styl mi się podobał. Niemniej trudno nie przyznać, że Luna Gris to inne granie – inny poziom bezpośredniości, zaangażowania i analizy. Różnica jak między spacerem a biegiem, popatrywaniem a wytężaniem wzroku, zdystansowaniem a uczestnictwem. Luna była jak tchnienie życia i niczym turbodoładowanie. Wciąganie w grę, której stajemy się uczestnikiem – gry ciekawszej, trudniejszej i szybszej.

 

Meze Empyrean

O oryginalnym kablu Meze aż tak dobrego zdania nie mam, ale na pewno są gorsze. Tym niemniej audiofilska klątwa: „muli” – odnosi się do niego. Tak samo jak oryginalny HEDDphone jest spokojny i wycofany, ale nie w poetycki, a mdlący sposób. Zwyczajnie nie chce się poprzez niego słuchać, kiedy wypróbowało się inny. Snuje się przez muzykę i nie chce mu się ruszyć ani jednego akcentu mocniej. Stłumione światło częstuje szarościami, żywości ani krzty, faktury nie są ani gładkie, ani chropawe, tylko płaskawo-kostropate. Dynamika jak u emeryta, światło jak w mglisty dzień, zaangażowanie niczym chomika w kombinacje szachowe. Jedyne zalety to ta gładkość i wraz z nią muzykalność. Ale stępiona, bez porywu. Aż z ciekawości podpiąłem najpierw Meze okablowanie HEDDphone – i stało się na pewno lepiej, chociaż nie jakoś dramatycznie. Niemniej światło lepiej oświetlające, tonalność bardziej prawidłowa, zaangażowanie mocniejsze i chwytanie muzyki jako zjawiska wartego zachodu zdecydowanie poprawione. Poprzez ten kabel Meze słuchało się już z przyjemnością, poprzez oryginalny z wątpliwościami. Co odnoszę oczywiście do siebie, jako kogoś przez cały czas obracającego się pośród najlepszych słuchawek oraz najlepszych kabli do nich.

Także obsługa wszystkich słuchawek.

Przeszedłem na Luna Cables. Właściwie nie mam nic nowego do powiedzenia względem sytuacji poprzedniej, podmiany u słuchawek HEDDphone. Kazus całkowicie analogiczny: znowu mocniejsze jeszcze światło, dużo więcej pod każdym względem ekspresji, w tym przede wszystkim gdy chodzi o dokładność skanowania tekstur i widzialność konturów oraz energię i dynamikę. Także Meze przez kabel Luny zagrały wyraźnie głośniej, a jednocześnie bardziej chropawo, żywo i przejrzyście, pomimo zwiększonego akustycznego ciśnienia. Przez kanadyjski kabel granie stało się, jak to mówią: „dożylne”, a nie jak przez oryginalny: „zżuta guma do żucia”. Jedynie ktoś pragnący zachować dystans do muzyki i szukający drogich słuchawek jako źródła produkującego muzyczne tło do innych zajęć, mógłby zadowolić się kablem oryginalnym po posłuchaniu z Luna Cables. Ale oczywiście potrzeby są różne, więc tego nie wykluczam. Dziwię się jednocześnie Meze, że nie sięgnęło po kabel przynajmniej tak dobry, jak ten od HEDDphone, które są przecież o pięć tysięcy tańsze.

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

2 komentarzy w “Recenzja: Luna Cables Gris – przewody słuchawkowe

  1. Jarek pisze:

    Panie Piotrze, a jest Pan w stanie porównać Lune do Forzy Noir Hybrid HPC?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Mówiąc krótko: Luna jest droższa ale lepsza. Niesie więcej muzyki i jest nieco bardziej efektowna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy