Budowa
Zakłady Lavardin to montaż przy użyciu mechaniki precyzyjnej i mikroskopów montażowych, współtworzące wraz z producentem kolumn głośnikowych Lecontoure i producentem mebli audiofilskich K-Rak grupę przemysłową CEVL. W jej ramach Lavardin oferuje obecnie cztery wzmacniacze zintegrowane, dwa przedwzmacniacze i pięć rodzajów końcówek mocy, prócz tego w przystępnych cenach własne okablowanie głośnikowe, gramofonowe, zasilające, cyfrowe, interkonekty oraz trzy i sześciogniazdowe listwy. Tytułowy wzmacniacz lokuje się w centrum oferty i występuje w wersjach czerwonej i czarnej, czym w niezamierzony najpewniej sposób nawiązuje do zapomnianej dziś, kiedyś rewolucyjnej i sławnej powieści Stendhala, natomiast w zamierzony zaskakuje – taki czerwony fronton to murowane wyrywanie z rutyny i podgrzewanie atmosfery zarówno samą rwącą oczy barwą, jak dyskusjami o estetyce.
Przypatrzmy się uważniej, tym bardziej, że nawiedziła wersja czerwona. Wzmacniacz ma standardową szerokość czterdziestu trzech centymetrów i umiarkowaną wysokość ośmiu. Jego czerwony bądź czarny, minimalnie zaokrąglony na narożach fronton z sześciomilimetrowej grubości płata aluminium, jest ciut szerszy i wyższy od korpusu, uformowanego z trzymilimetrowej, nieodmiennie już czarnej i tak samo aluminiowej. Nawiązującym do estetyki przemysłowej stylem przytwierdzono go czterema srebrzystymi śrubami torx, mocno z tła się wybijającymi na rzecz łatwości użycia i swoistej ozdoby. Najważniejsze momenty na tej czerwieni lub czerni to w centrum szyld z napisem lavardin TECHNOLOGIES oraz poniżej centralną diodą sygnalizującą stan włączenia, a po jej bokach oznaczeniami dużych, równie mocno się akcentujących srebrzystych pokręteł, w całości tak jak sam korpus aluminiowych – tradycyjnie z lewej wyboru źródła, z prawej potencjometru. Pokrętła okazują się identyczne rozmiarem i znaczone na obwodzie frezami dla lepszego uchwytu; prawe ma sam, poprzez żłobinę, znacznik wysterowania, a lewe skoligacone z takim samym znacznikiem cztery ponumerowane pozycje w korespondencji do czterech z tyłu par wejścia RCA. Oprócz nich na tym tyle pojedynczy już komplet przyłączy głośnikowych, gniazdo prądowe i przy nim kołyskowy włącznik, plus dwie tabliczki znamionowe, informujące min. obrazkowo, by nie wyrzucać wzmacniacza do śmieci. Stoi to wszystko na najzwyklejszych podstawkach, o których nikt się nie wypowiedział, czy są jakoś resorujące, ale funkcję resorowania odnajdziemy we wnętrzu, gdzie przeciwdrganiowo zamocowano transformator.
Między płatami frontu i tyłu na pół przedzielone aluminiowym ekranem wnętrze, po lewej stronie w pancernej obudowie niewidoczny toroid o niepodanej specyfikacji, po prawej tranzystorowy obwód w układzie opatentowanym przez Sidneya Darlingtona, czyli trudnego w praktycznej realizacji kaskadowego typu wzmocnienia, gdzie prąd emitera pierwszego tranzystora jest prądem bazy drugiego, a prądy kolektorowe się sumują. Ten układ to objawiona światu w 1953 roku koncepcja opracowana przez jednego z najsławniejszych inżynierów elektroników wynalazców, ocierająca się o wynalezienie układów scalonych, do ostatecznej postaci doprowadzona przez Jacka Kilby w 1958, a rzecz wymaga tranzystorów o niskim współczynniku oddanego ciepła względem przykładanego napięcia, wymaga też przyspieszania dźwięku poprzez architekturę push-pull.
U Lavardin to tranzystory bipolarne National Semiconductors, zgodnie z zamysłem twórców w układzie oddającym dużo większą moc niż w niekaskadowych rozwiązaniach, pracujące w trybie push-pull Class AB, podwojonym na rzecz stereofonii. Wszystko zrealizowane w starannym montażu z udziałem gatunkowych kondensatorów i rezystorów, a siła głosu sterowana potencjometrem Alps Blue z silniczkiem. W tym stanie rzeczy oczywistością pilot, który jest podłużny i spory, przez co dobrze leżący w dłoni, ale odnośnie regulacji ograniczony do siły głosu.
Układ Darlington sprawia, że wzmacniacz oddający 50W/8Ω gatunkowej mocy może mieć wagę zaledwie 6,5 kg, z kolei w miarę luźna zabudowa wnętrza i mała ilość dobranych pod kątem niskiej temperatury pracy tranzystorów, umożliwiają nieobecność wentylacyjnych szczelin. Ale żeby ktoś nie pomyślał, że w środku jakaś audiofilska pustka: układ jest skomplikowany i wysoce zaawansowany technologicznie, a nie jedynie innowacyjny i otoczony legendą. Dużo też obiecuje, za sprawą podwójnej inności. Z układem Darlingtona mieliśmy już do czynienia poprzez potężny wzmacniacz dzielony z monoblokami Soul Note, gdzie cena wynosiła 270 tys. PLN, a gwiazdą przewodnią konstrukcji było nie kierowanie się chaos jedynie wnoszącymi pomiarami, a strojenie wyłącznie na ucho. Tam pomysł Darlingtona znakomicie się sprawdził w układzie bardziej rozgałęzionym, ale tu oprócz niego mamy mieć do czynienia z wynalazkiem samego Gérarda Perrot – układem przeciwdziałającym pamięci opóźnionej. Na czym to przeciwdziałanie polega, tego w najmniejszym stopniu nie będzie nam dane się dowiedzieć, ale ponoć to usłyszymy, ponoć się nie da nie usłyszeć.
Tak cóż, wszystko w zasadzie opisane: waga, rozmiary i technika. Wyszczególniona moc, podana data inauguracji, pozostała jedynie cena i sama estetyka. Wzmacniacz kosztuje teraz 18 990 PLN, czyli akurat tyle, ile inne wybitne integry. Nie można mu zarzucić, że jest szczególnie tani, ani że nadprzeciętnie drogi. W tej sytuacji może się bronić (co skutecznie czyni od dawna) samymi walorami brzmieniowo-użytkowymi. O brzmieniu już za moment, a o własnościach użytkowych powiem, iż zdaniem perkusisty Karola to bardzo dobrze, że jest czerwony: „W końcu jakaś odmiana do dołującej i nudnej czerni!”









Przepraszam, ale tak przy okazji – „wzmacniacz słyszalnie poprawił brzmienie postawiony na podkładkach oferowanych przez Avatar Audio (innych nie próbowałem)”.
Ja spod swojego transportu CD Jay’s Audio CDT2 MKIII, zrecenzowanego przez Ciebie Piotrze, te podkładki Avatar Audio wyjąłem i postawiłem go na stopkach Vibron model M firmy Virtual HiFi, no i muszę powiedzieć, że dało to wyraźną poprawę uporządkowania dźwięku i wzrostu rozdzielczości, choć te Vibrony około 380 zł kosztują, więc sporo tańsze od Avatara.
W żadnym wypadku nie neguję. Mój własny system stoi na innych. Twin-Head też na Avatarach No1, ale tych nowych, większych i lepszych, CD na Divine Acoustics KEPLER, a Croft na Solid Tech „Disc of Silence”. Ale Lavardin grał lepiej postawiony na dawnych, małych Avatarach (chyba nawet No2, a nie No1) niż na własnych nóżkach z tworzywa. No i tyle.
Harmonix robił tak nawiasem kiedyś podkładki za kilkanaście tysięcy – w tym dziale też się dużo dzieje i działo, a moja wiedza odnośnie tego jest bardzo ograniczona. Z tym, że oprócz podkładek stał Lavardin na stole Rogoz Audio. Co ciekawe, dodanie pod sprzęt jeszcze platformy Rogoza postawionej na Rogoz stole daje znaczną poprawę poprzez spiętrzenie.
A wątpiącym w antywibrację polecam to zdjęcie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Skaningowy_mikroskop_tunelowy#/media/Plik:Rastertunnelmikroskop_2004_01.jpg
Dzień dobry.Czy istnieje racjonalne(podkreślam racjonalne) wytłumaczenie wpływu na dźwięk, tego na czym wzmacniacz stoi?Pozdrawiam.Tomasz
To zależy od tego, jakie kryterium racjonalności przyjmiemy, po części też prawdopodobnie od tego jakiego rodzaju jest wzmacniacz. Na zdrowy, chłopski rozum wydaje się, że nie powinno. Pracujące wzmacniacze nie wydają się wpadać w wibracje ani na oko, ani pod ręką. Opierając się na tym można sobie darować zakup jakichkolwiek podstawek, co będzie w każdym przypadku poza rolkami toaletowego papieru stanowiło zauważalną oszczędność. Gorzej wygląda sprawa od strony wrażeń słuchowych – nie zawsze, ale nieraz, użycie podstawek wpływa zauważalnie na postać dźwięku. Skąd się to bierze? Czy np. redukcja wibracji transformatora wpływa korzystnie na pracę układu, albo – co wydaje się bardziej prawdopodobne – stabilizacja u lamp układu katoda-anoda? Nie wiem i nie chce mi się w to wnikać, ciekawsze są rzeczy na świecie. Ale przysłuchiwałem się efektom pracy różnych podkładek i odtwarzacze (te zwłaszcza), wzmacniacze oraz kolumny (te także) potrafią dawać różne brzmienia przy różnych, więc dla świętego spokoju wybieram spośród sobie dostępnych zdające mi się najlepszymi. Jednocześnie nie poszukuję żadnych nowych cudownych podkładek, używam tych, które się nawinęły. Tym niemniej serio rozważam zdobycie kompletu najnowszych od Avatar Audio, podobał mi się własny odtwarzacz postawiony na nich. Jeszcze bardziej podobał mi się kiedyś postawiony na dodatkowej platformie od Rogoz Audio – to może wydać się przesadne podkładać taką pod odtwarzacz już stojący na stole Rogoza, ale efekt był znaczny. Piramida platform redukujących drgania pod skaningowym mikroskopem tunelowym ze zdjęcia w komentarzu wyżej zdaje się przydawać sensu tego rodzaju zabiegom.
Dziękuję za podjęcie tematu.Posiadam zestaw, wart z okablowaniem circa 250-260 tysięcy zł.O ile nie kwestionuję, pozytywnego wpływu na dźwięk dobrych przewodów i takiego zasilania, to problem galanterii audio w postaci podkładek,podstawek, bezpieczników itp.wydaje mi się wydumany.Wielokrotnie podejmowane próby odsłuchu,z ich użyciem nie wpłynęły na zmianę zdania.Dlatego też,polegam na fabrycznych ,,nóżkach” i dwóch solidnych dębowych komodach.Pozdrawiam.Tomasz
Spotkałem się z przypadkami, w których galanteria wpływała znacznie. Z tym że zachodzi pytanie, co to jest galanteria – czy sądzimy po cenach, czy po sposobach działania? Umówmy się, że to nieistotne, bowiem zarówno rzeczy drogie, jak aktywne platformy do pochłaniania pól magnetycznych od Acoustic Revive bodaj (dawno temu za koło 10 tys. sztuka), jak i bezpieczniki od Verictum za parę stówek, potrafiły odmieniać brzmienie. Jednym z ciekawszych przypadków ten: https://hifiphilosophy.com/recenzja-synergistic-research-mig-sx/
Dzień dobry.
Mam ten wzmacniacz od 8 lat. Moje wrażenia są bardzo podobne do Pańskich. Nawiązując do powyższych uwag – u mnie sprawdziły się podstawki Divine Kepler.
Proszę o pomoc w wyborze nowego odtwarzacza CD do kompletu: wybrać Normę czy Accuphase 450?
Dotychczasowy to Bitofon Amplifikatora. Słucham głównie klasyki.
Norma to granie bardziej indywidualizujące instrumenty, skupione na brzmieniach poszczególnych. Accuphase to większa scena i akcent na brzmienie całościowe. Jedno i drugie intrygujące, zależy co się woli. Naprawdę trudny wybór, samemu trzeba posłuchać, albo zdać się na tę szczątkową poradę w nadziei utrafienia. Bardziej nie umiem pomóc.