Rozpocząć od osoby czy marki? Zacznijmy od osoby. Tragicznie zmarły w wypadku motocyklowym w 2000 roku, pięćdziesięcioletni wówczas inżynier Gérard Perrot (pisany czasem Gerard Perot), absolwent podparyskiej Polytechnique CentraleSupélec, zasłynął w branży audio jako odkrywca tak zwanej pamięci opóźnionej – faktu pozostawiania przez elektrony przepływające przez półprzewodnik śladu przejścia, prowadzącego do nieliniowych zniekształceń i opóźnień w działaniu tranzystorów. (Najogólniej biorąc, pod wpływem mikro-zmian temperatury wewnętrznej, wywoływanych przez stany nieustalone generowane wcześniejszym elektrycznym sygnałem, dochodzi do wahań amplitudy zniekształceń harmonicznych.) To szkodliwe odciskanie w półprzewodniku wcześniejszych przepływów prądu miało wg Perrota być naczelnym czynnikiem odróżniającym obwody tranzystorowe od lampowych, u których takie zjawisko jest aż dziesięciokrotnie słabsze, w następstwie propagowania tam elektronów w próżni. Efektem sensorycznym postrzeganie przez słuchających urządzeń lampowych jako muzycznie doskonalszych, pomimo oderwanych od praktyki użytkowej laboratoryjnych pomiarów THD przemawiających na korzyść tranzystorów.
Zdiagnozowawszy problem i podzieliwszy się wynikami na rokrocznym kongresie Audio Engineering Society (AES) w Kopenhadze w maju 1996, porzuca Perrot pracę w dziale konstrukcji radarów Thomson-CSF (obecnie Thales SA), przystępując do przemysłowego wdrażania wcześniej opracowanych przez siebie unikalnych układów, mających minimalizować degradujący efekt, co dokona się już pod szyldem założonego wspólnie z Jeanem-Christophe’em Crozelem w tym samym 1996 roku przedsiębiorstwa Lavardin Technologies. To zaś prędko zdobywa sławę, dzięki takiemu właśnie, unikalnemu podejściu do konstruowania tranzystorowych wzmacniaczy.
Pod datą 1997 wchodzi na rynek pierwszy produkt, wzmacniacz Lavardin IT, o którym recenzenci napiszą, że jego dźwięk przypomina efekt, jakby ktoś zdjął zasłonę z głośników i że pod względem przejrzystości góruje nad wszystkimi konkurentami niezależnie od kategorii cenowej. Też, że to High End w najlepszym wydaniu i ekscytacja muzyką i że powrót po nim do innych wzmacniaczy wymaga determinacji i cierpliwości. Wszystko to w odniesieniu do 40-watowej maszyny za kilkanaście dzisiejszych tysięcy, powstającej w dziesięciotysięcznym Fondettes nad Loarą opodal Tours, maszyny będącej efektem dwunastu lat wcześniejszych badań, których owocem specjalny obwód chroniący przed zniekształceniami pamięciowymi (TM), produkowany dla Lavardin w przemysłowym regionie paryskim.
Mijały lata i Lavardin Technologies zaczęło być znane z tego, że pomału wdraża nowości. Poddawany co kilka lat drobnym udoskonaleniom Lavardin IT doczekał się większych poprawek dopiero na piętnasto- i dwudziestolecie firmy, nowa seria IS pojawiła się również z okazji dwudziestolecia, pod postacią standardowego modelu Lavardin ISx oraz nadstandartowego Lavardin ISx Reference, będącego teraz naszym tematem. Tytułowy wzmacniacz obchodzi tym samym w roku bieżącym jubileusz dziesięciolecia bytności rynkowej – a czy się zestarzał, czy wciąż jest rześki i wart uwagi, tym się będziemy zajmowali i to chcieli rozstrzygnąć. Rozstrzygnąć w świetle tego, że dzisiejsza cena to wciąż mniej niż dwadzieścia tysięcy, a rozpatrywaną wersję Reference od standardowej odróżnia udoskonalony zasilacz oraz wyższej klasy kondensatory i rezystory od amerykańskiego Vishay BC, kontynuatora holenderskiego Philipsa.













Przepraszam, ale tak przy okazji – „wzmacniacz słyszalnie poprawił brzmienie postawiony na podkładkach oferowanych przez Avatar Audio (innych nie próbowałem)”.
Ja spod swojego transportu CD Jay’s Audio CDT2 MKIII, zrecenzowanego przez Ciebie Piotrze, te podkładki Avatar Audio wyjąłem i postawiłem go na stopkach Vibron model M firmy Virtual HiFi, no i muszę powiedzieć, że dało to wyraźną poprawę uporządkowania dźwięku i wzrostu rozdzielczości, choć te Vibrony około 380 zł kosztują, więc sporo tańsze od Avatara.
W żadnym wypadku nie neguję. Mój własny system stoi na innych. Twin-Head też na Avatarach No1, ale tych nowych, większych i lepszych, CD na Divine Acoustics KEPLER, a Croft na Solid Tech „Disc of Silence”. Ale Lavardin grał lepiej postawiony na dawnych, małych Avatarach (chyba nawet No2, a nie No1) niż na własnych nóżkach z tworzywa. No i tyle.
Harmonix robił tak nawiasem kiedyś podkładki za kilkanaście tysięcy – w tym dziale też się dużo dzieje i działo, a moja wiedza odnośnie tego jest bardzo ograniczona. Z tym, że oprócz podkładek stał Lavardin na stole Rogoz Audio. Co ciekawe, dodanie pod sprzęt jeszcze platformy Rogoza postawionej na Rogoz stole daje znaczną poprawę poprzez spiętrzenie.
A wątpiącym w antywibrację polecam to zdjęcie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Skaningowy_mikroskop_tunelowy#/media/Plik:Rastertunnelmikroskop_2004_01.jpg