Recenzja: iFi Audio iDSD Diablo

    Powracają koneksje audio z motoryzacją, ponownie z kierunku brytyjskiego. Jawnymi były w nazwie wzmacniacza EAR V12, wzorującego układ lamp na cylindrach silników widlastych, a twórcy iDSD Diablo nawiązują do motoryzacji kolorem – ich najnowszy przenośny przetwornik ze słuchawkowym wzmacniaczem jest ogniście czerwony, na podobieństwo sportowych bolidów. Wprost o tym mowa w materiałach reklamowych, także nazwa z motoryzacją się łączy, albowiem „Diablo” to przydomek sportowych samochodów, konkretnie Lamborghini Diablo. (Też czerwonych, ma się rozumieć, ale najczęściej żółtych.)

Użytkowo, także w rozmiarach, też w odniesieniu do ceny, takiego podobieństwa brak. Za to z sugestią, że w osiągach. Bo oczywiście, naturalna sprawa, ten wyrób ma być wyjątkowy – z osiągami jak nie wiem, albo nawet lepszymi. Wszystkie wyroby są tak nawiasem wyjątkowe, i jeszcze się taki nie trafił, który by nie był. Ale pośród ławicy samych wyjątkowych zdarzają się nieliczne, które zyskały owo miano nie od producenta, a rynku. Na co odnośnie iDSD Diablo na razie jest za wcześnie; jedynie można stwierdzić, że jest faktycznie czerwony. Prócz tego opływowy, zatem podobieństwa ciąg dalszy, ale kółka ma tylko z przodu, i w odniesieniu nie do zawieszenia, a gniazd i potencjometru.

Dobrze, dajmy sobie już spokój z tą przyszywaną na siłę motoryzacją – leży przede mną niewielki, z założenia przenośny, wściekłą czerwienią powleczony przetwornik ze słuchawkowym wzmacniaczem. Jeszcze wścieklejszym się on staje po podłączeniu znalezionego w komplecie bezwstydnie niebieskiego kabla, którym via transfer USB czerwony nasz diabełek ma być łączony z cyfrowym źródłem. Kontrast kolorystyczny czerwieni i błękitu gryzie piranią w oczy, z tym jednak zastrzeżeniem, że błękit przynależny Niebu i czerwień wzięta z Piekła mają obdarzać Ziemskim Rajem muzyki właśnie wyjątkowej.

Taki cymes za niezbyt drogo, za 4490 złotych. Dopiero co były pod ocenną lupą przenośne urządzenia bardzo zdecydowanie droższe: Dwa razem, jako komplet, za bez mała dwadzieścia i pięć tysięcy. Ale bądźmy uczciwi – w tamtych ramach pieniężnych już bez potrzeby zewnętrznego źródła dźwięku, tam był odtwarzacz przenośny. Lecz tu może za niego posłużyć smartfon –  rzecz posiadana przez każdego, że nawet babcia z wnuczką. I już się zajmujemy, jaka z tego muzyka, tylko słówko o producencie.

Nie byłoby potrzeby, bo iFi tyle razy, ale na dwa kwartały z okładem powstała luka czasowa od czasu recenzji iFi ZEN. Ktoś nowy mógł dołączyć i dla niego uwaga, że sławne już brytyjskie iFi to była kiedyś firma pod inną nazwą proponująca duże gabarytowo audio, która pod wpływem rynkowych przewidywań (głównie własnych) przeszła do miniaturyzacji i dobrze na tym wyszła. W ofercie mają i teraz większe rzeczy – rozbite na osobne obudowy przetwornik i dzielony słuchawkowy wzmacniacz z serii PRO, ale to nie są aż takie kloce, jak ich wyroby kiedyś, że kilogramów kilkadziesiąt.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

9 komentarzy w “Recenzja: iFi Audio iDSD Diablo

  1. Andrzej pisze:

    Czy była by możliwość przetestowania ifi idsd Micro Signature? Jest około 1500 zł tańszy.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Zapewne by była. Muszę zapytać dystrybutora.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Zapytałem – jedyny egzemplarz testowy jest u innej redakcji. Będzie zatem jakaś recenzja.

  2. Andrzej pisze:

    Jeżeli doszła by do skutku to dobrze by było. Przy podobnej do diablo specyfikacji, jest to kolejne na polskim rynku combo o przyzwoitej mocy. W pełni dekoduje MQA i może działać samodzielnie lub być komponentem wieży Ifi micro. Wieża to zaś połączenie dobrych cech brzmienia tranzystorowego, gramofonu, i brzmienia lampowego.
    Gdyby recenzja Ifi jednak nie doszła do skutku to kolejnym urządzeniem wartym zrecenzowania jest najnowszy produkt Xduoo – Xduoo XA-10. Desktopowy kombajn o przyzwoitej, mocy, dekoduje w pełni MQA, ładnie wygląda i brzmieniowo skręca bardziej w stronę analogu, a cena jest jeszcze lepsza niż ifi idsd micro signature.

  3. Alucard pisze:

    Miałem nosa jakiś czas temu, wspominając tutaj o diabełku. Wygląda na to że kolegom z Anglii się udało 🙂

  4. Alucard pisze:

    Piotr, będzie może recenzja Singxera SA1?

    1. Piotr Ryka pisze:

      A skąd go wziąć?

  5. Alucard pisze:

    Kupno uzywanego z Niemiec w tym momencie wydaje sie jedyna najtansza opcja niestety. Inaczwj najblizej to chyba ze sklepu z Holandii. Dystrybucja chyba w Polsce nue istnieje.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Kupowanie sprzętu, ażeby go przetestować, to byłaby krótka ścieżka istnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy