Recenzja: HiFiMAN Sundara

Odsłuch cd.: Z ASL Twin-Head

Wewnętrzna strona padów to miły w dotyku welur.

   Tu już nie zrobię podrozdziałów, jedynie będę nawiązywał. Przy czym wszyscy porównywani poza Fostex T60 RP mieli kabel Tonalium. I od tych nawiązań rozpocznę, bo może błąd popełniłem, ale znów od porównań zacząłem, a ściślej jako pierwszych słuchałem tych Fostex z własnym kablem. I one okazały się najbardziej od reszty odbiegać. W końcu są to dziedziczki pamiętnych T50, o których kiedyś pisałem, że każde po nich słuchane wydają się za ostre. I tym razem się to powtórzyło i było analogiczne do sytuacji, gdy ktoś przyzwyczajony do delikatnych potraw spróbuje pikantniejszej. Szok dla zmysłów nieunikniony i w drugą stronę podobnie, aczkolwiek mniej drastycznie. Nawykłym do ostrych potraw łagodne mdłe się zdają, ale to porównanie, jak każde inne, jest obciążone wadami. Słuchawki Fostex T60 RP nie są łagodne w sensie mdlizny – bardzo są od niej dalekie. Brzmią potężnie i angażująco, natomiast słuchane bezpośrednio po nich HiFiMAN Sundara wydają się za ostre. Nie w takim stopniu, jak było przy komputerze, gdzie słabszy sygnał i słabszy wzmacniacz mocniej brakami narzucały różnice, podczas gdy w torze wyższej jakości się one redukowały, a już zwłaszcza na osi ostrzejsze-łagodniejsze. Tym niemniej wszystkie porównywane (pięć łącznie) podzieliły się na dwie grupy: po parze w każdej z czymś na kształt między nimi przewiązki z NightHawk. W grupie łagodnych była para wariantów Fostex T50 – wspomniane T60 RP, jako udoskonalenie firmowe, i dużo droższe rozwinięcie zewnętrzne – MrSpeakers Ether Flow. Te dość wyraźnie od pierwowzoru pikantniejsze poprzez większą ekspresję sopranów, ale mimo wszystko na tle pozostałych łagodne. Pośrodku NightHawk – też łagodne, ale wokale traktujące chropawiej – a na drugim biegunie akcentujące jeszcze wyraźniej pierwiastek sopranowy Beyerdynamic T1 i nasze recenzowane Sundary.

Na zdjęciu do towarzystwa wzmacniacz Divaldi, ładnie się wizualnie komponujący.

Gdyby nie robić porównań, taki podział by nie zaistniał, bo każde z wymienionych dalekie były od klasycznej ostrości. Wszelako ludzkie głosy (ich różnice decydowały) po stronie tych łagodnych były wyraźnie gładsze i pozbawione sopranowej przyprawy. Nie były przy tym starzone basem, obniżone w stopniu wyraźnym, natomiast wolne od sopranowej przymieszki do średniego zakresu, charakterystycznej na przykład dla głosów Edith Piaf czy Barbary Krafftówny. Z tym że u nich głos taki to kwestia przyrodzona, natomiast słuchawki ostrzej grające mają tendencję do przerabiania wszystkich głosów na ten rodzaj brzmienia.

Nie chcę tej dygresji rozciągać, zapewne czytelnika nuży. W końcu czyta recenzję po to, by prędko się dowiedzieć, czy tytułowe słuchawki warto kupić, czy nie. Otóż kupić je warto, są naprawdę nieliche. Podobnie jak nieliche są jeszcze tańsze Fostex T60 PR, które w dodatku świetnie grają już z oryginalnym kablem. Kable to jednak osobna sprawa, a same Sundary dla tych, którym sopranowa podnieta sprawia radość, gdyż dzięki niej szczegóły lepiej się eksponują, wokale stają bardziej wyraźne i bardziej wibrujące, a cały obraz zyskuje podnietę i migotliwość tła. Wraz z lepszym kablem nie będzie na tym cierpiała muzykalność, ani pełnia, ani moc całościowa; zjawią się zarówno wyeksponowane detale, jak i potęga, jak spajająca to wszystko tkanka łączna i przede wszystkim sama muzyka. Niemniej brzmieniowa postać będzie odmienna niż u słuchawek łagodnych – bardziej przenikliwa, pikantna, muzyczne podniebienie drażniąca. Więc musisz, potencjalny nabywco, zawczasu wiedzieć o sobie, czy wolisz gładszą jednolitość, czy czucie ostrzejszej przymieszki, tej cieńszej sopranowej igły. Bowiem pikantne zawsze cienkie – i na podniebieniu, i w uszach, i nawet na skórze w ukłuciu.

Została do opisania ostatnia sprawa: kwestia różnic dających się zauważyć w obrębie ostrzej grającej pary. Te okazały się mieć wymiar ogólniejszy, wychodzący za grupę. Sprowadzały w największym stopniu do dwóch aspektów ogólnych i zarazem bolesnych, ponieważ wytyczających dystynkcję dzielącą słuchawki tańsze od droższych. Otóż jedne i drugie droższe, niezależnie od różnic stylu, miały nad trzema tańszymi dwie przewagi – mniejszą oraz się bardziej narzucającą. Ta mniejsza to romantyzm, ta większa holografia. Zarówno łagodne MrSpeakers, jak i sopranowo aktywniejsze T1, przydawały głosom i brzmieniom więcej czaru i nastrojowego piękna. A przy tym jeszcze mocniej wyróżniała je przestrzeń podzielona na plany – lepiej obrazująca co dalekie, co bliskie. Sundary mają dużą scenę, ale holograficzną w stopniu nikłym. Różnicują rzecz jasna bliższe-dalsze, ale mniej się to u nich czuje. U T1 i MrSpeakers było to wprawdzie nie aż tak dojmujące, ale mające już coś w sobie z cofającego doznania u kogoś, kto stanął nad prawdziwą przepaścią.

Kosztujący jednak aż cztery tysiące, bo obciążony gramofonowym pre. Tak więc użyłem tańszego

U Sundar tego nie było, tylko coś niczym rozglądanie się po pokoju. I u dwóch pozostałych tańszych też, nie ma co tego ukrywać. Niemniej gdy rzucić precz porównania, te różnice szybko znikają i można się cieszyć świetnym dźwiękiem, który u Fosex T60 RP jest spójniejszy nawet niż u tych drogich, a u Sundar niemal na miarę z T1. A cena o połowę niższa i tylko kabel marny, ale da się go zaakceptować, a przy sprzęcie z tendencją do płaskiego, nudnego grania może być nawet przydatny.

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

37 komentarzy w “Recenzja: HiFiMAN Sundara

  1. fon napisał(a):

    A miały być lepsze od LCD2 i o kroczek od lcd3,tak niektórzy pisali

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Z pewnością aż tak dobre nie są. Zwłaszcza pod względem nasycenia i muzykalności.

  2. Sławek napisał(a):

    HiFiMan to zawsze marne kable dawał do swoich słuchawek niestety. Ten oryginalny od HE-6 to po porostu … zaśniedział, zielony nalot na miedzianym przewodniku poszedł około 10 cm wgłąb po kablu, co było widać przez przezroczystą jego izolację.
    Panie Piotrze – a jak wypada ta Sundara na tle HE-6?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To innego typu słuchawki, nawet nie ma ich jak posłuchać z jednego wzmacniacza. Dobrze napędzane HE-6 są na pewno mocniejsze w wyrazie. Nieco jaśniejsze, lepiej wypełnione i grające bliżej słuchacza na mniejszej scenie. Bas mają znacznie mocniejszy.

      1. Sławek napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź.
        Jeśli Sundary mają słabszy bas niż HE-6, to nie są to słuchawki dla mnie. Ja swoje HE-6 napędzam Audio-gd Master 11, 8 watt przy 50 ohm-ach więc jest spoko – są IMO dobrze napędzone.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Poza tym HE-6 z mocnym wzmacniaczem to zawsze będzie lepsza dynamika niż ze zwykłych słuchawek dynamicznych albo planarnych.

  3. Al napisał(a):

    Czytając obie recenzje, zauważam że HD660s postrzega Pan jako lepsze słuchawki, czy tak?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Odpowiedź poprzez „tak” albo „nie” nie byłaby właściwa, bo sprawa jest nieco zagmatwana. Poczynając od tego, że Sennheiser HD660 S to słuchawki bardziej niezwykłe od przeciętnych, mające wyraźna styl o artystycznym w sensie sposobu prezentowania muzyki zacięciu. Sundary są natomiast w sensie sposobu prezentacji typowe. Duża, ale nie podkreślająca holografii scena, a na niej wszystko jak najwyraźniejsze i jak najbardziej drobiazgowo wyrysowane, a jednocześnie wyraźne braki w odniesieniu do wypełnienia, plastyki, trójwymiarowości, spójności pasma. Soprany podbite i poprzez cienkość za nerwowe i nie dość trójwymiarowe, bas nie dość nisko schodzący i za mało wypełniony, a średni zakres zbyt pogłosowy i trochę obco brzmiący. Ale to wszystko przykryte wyraźnością, szczegółowością i na szczęście pozbawionym jaskrawości, lekko ściemnionym światłem. I w rezultacie tak na pierwszy strzał bardzo efektowne. Ale by było efektowne naprawdę, potrzeba lepszego kabla i podejrzewam, że ten od FAW już by w zupełności wystarczył. Natomiast Sennheiser HD660 S to słuchawki dla melomanów. Nie wyżywają się w szczegółach, tylko w całościowym ukazywaniu muzyki jako twórczości artystycznej; nie czegoś głównie do obfotografowania i pomierzenia. Nacisk kładą na spójność i plastykę, a nie wysoką rozdzielczość obrazu. Przy czym nie wiem jak grają z lepszymi kablami, nie słuchałem.
      Słuchając HD660 S można się poczuć jak w filharmonii, a słuchając Sundar z lepszym kablem mamy przede wszystkim mocne poczucie, że słuchamy świetnych technicznie, bogato grających słuchawek.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    I jeszcze może taka uwaga: jeżeli ktoś lubi styl prezentowany przez SUndary, lepiej zrobi kupując Fostex TH610. A na wyższym pułapie cenowym Kennerton Vali, u których szczegółowość to już prawdziwie mistrzowski popis.

  5. Szkudi napisał(a):

    A myśli Pan Panie Piotrze o recenzji audeze LCD 2 classic? U mnie wygoniły na serwis aukcyjny wspomniane w komentarzu Fostexy th610, które ocenia Pan lepiej niż Sundary, ciekawe jak by się Panu nowe/stare audeze spodobały. Od razu dodaję że Fostexy wyposażone były w kabelek z miedzi 7n a Audeze fabryczny. U mnie te lcd zażarły faktycznie dopiero po ok 200h grania.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      LCD-2 dawno temu zrecenzowałem, a na ostatnim AVS nowsza wersja grała świetnie. Dobrze byłoby ją zrecenzować, ale na razie inne czekają w kolejce.

    2. Marek S. napisał(a):

      Do nowych LCD2C polecam kabel słuchawkowy FAW Hybrid Noir, od razu słychać, że jest lepiej. Ostatnio nie chce mi się wracać do ED5 Unlimited. Jak LCD3 jest sporo lepsze (nie słuchałem), to już znam kierunek poszukiwań. LCD4 troszkę za drogie.

      1. Szkudi napisał(a):

        Właśnie zamierzam go sobie sprawić, póki co dozowałem sobie przyjemność oswajając się z ich dźwiękiem na fabrycznym kablu 😉

        P.s. dla zainteresowanych zestawami ‚hotelowymi’, Alo Audio Continental V3 napędza te słuchawki znakomicie, jego brzmienie również zgrywa się z tymi słuchawkami wyśmienicie. Ciekawe jak by się sprawowały z V5.

  6. Marcin napisał(a):

    Czy te słuchawki to budżetowa wersja Edition X? Na to może wskazywać recenzja jak i inne internetowe opisy. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Edition X są jednak o wiele bardziej zaawansowane konstrukcyjnie i w efekcie wyżej uplasowane brzmieniowo. Potrafią grać analogowo, Sundarom do tego mimo wszystko trochę brakuje.

  7. Tadek napisał(a):

    Panie Piotrze, czy potwierdza Pan, że swego czasu, gdy Wojciech Pacuła otrzymał od Fang Biana HE-6 zrobił Pan sromotną awanturę HiFiMANowi i jego polskiemu dystrybutorowi, że Pan nie gorszy?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie, nic takiego nie miało miejsca. Z Fang Bianem nigdy się nie kontaktowałem, a z polskim dystrybutorem HiFiMAN-a poróżniłem się odnośnie produktu innej firmy. I skąd w ogóle taka informacja?

      1. Tadek napisał(a):

        Z forum Audiohobby, na którym sam Pan narzekał, że Pacułę HiFiMAN wyróżnia, a Pana nie, i w czym Pan gorszy. Szczerze mówiąc, od tamtej pory czytam pańskie recenzje HiFiMANa z mocno przymkniętą powieką.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To ciekawe, bo takich narzekań sobie nie przypominam. W każdym razie na pewno nie w sensie robienia komukolwiek awantury. Powiekę można oczywiście mrużyć albo nie, a prawda i tak się obroni. Mają te Sundary dobre wypełnienie, albo nie mają. Każdy może sam sprawdzić.

          1. Tadek napisał(a):

            Tak, to ciekawe, że te posty zniknęły z Audiohobby, a szkoda, bo może Pan dziś zaprzeczać i nic nie idzie z tym zrobić.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            To może jeszcze powiesz, że sam je usunąłem? 🙂

            Poza tym pozwolę sobie zauważyć pewną nieścisłość: w czasach gdy tam pisałem, nie było tego serwisu. Nie zajmowałem się wtedy pisaniem recenzji profesjonalnie, a zatem jakiekolwiek kategoryczne żądania pod adresem dystrybutorów czy producentów nie miałyby po prostu sensu.

          3. Tadek napisał(a):

            Panie Piotrze, po co te nerwy, przecież my nie jesteśmy na Ty.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Nie ma to nic wspólnego z nerwami. Sam Pan nawiązał (nawiązałeś) do forum Audiohobby, a tam, podobnie jak wcześniej na Audiostereo, lansowałem zwracanie się do siebie per ty. Na tej prostej zasadzie, że wszyscy jesteśmy kolegami.

  8. Piotr Ryka napisał(a):

    A tak już całkiem poważnie: Sundary są w porządku, trzeba im tylko koniecznie zmienić kabel.

    1. Andrzej napisał(a):

      Ale ta „tylko” wymiana kabla podnosi koszt słuchawek budżetowych o co najmniej 1000zl 😉

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        HiFiMAN od zawsze dawał swoim słuchawkom słabe kable i jeszcze się chwalił, że wyjątkowo dobre. Nie wiem, czym to tłumaczyć? Może deficytem wysokich tonów u dr Fang Bian? Nie chcę być złośliwy – no ale czym? Skąpstwem?

    2. Grzesiek napisał(a):

      Czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (jack)?

    3. Grzegorz napisał(a):

      Widzę, że komentarz nie został dodany, więc napiszę jeszcze raz – czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (Jack)? Nie mam tu na myśli kabla sklepowego za 1 tys. zł, ale skręconego we własny, zakresie np. z miedzi 6N, 7N/srebra.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Oczywiście, że ma. Dokładnie taki sam jak w przypadku symetrycznego.

        1. Grzegorz napisał(a):

          Dziękuję za odpowiedź. W takim razie do tych słuchawek lepsza będzie czysta miedź, czyste srebro czy hybryda (miedź + srebro)?
          Czy celując w tę samą średnicę pojedynczego przewodu lepiej skręcać więcej żył o mniejszej średnicy czy mniej żył o większej średnicy? Pomijam tutaj kwestię elastyczności całego kabla.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Gdybym sam miał coś kombinować, zrobiłbym kabel z większej ilości cieńszych żył miedzianych.

          2. Grzegorz napisał(a):

            Dziękuję za odpowiedź.

  9. Grzegorz napisał(a):

    Do czego recenzowane Sundary podpiąć, tak aby wydobyć z nich, jak najwięcej (oczywiście w rozsądnym przedziale cenowym)? Zapewne jest jakiś pułap, którego nie warto przekraczać z uwagi na wartość samych słuchawek, a co za tym idzie jakość generowanego dźwięku?

    Interesuje mnie w zasadzie tylko integra (dac+amp) zachowująca barwę (neutralność) samych nauszników. Wstępnie wytypowałem Aune S6, Questyle CMA 400i oraz Audio-gd NFB 28.38 różniące się m.in. mocą, możliwościami przyłączeniowymi oraz… ceną.
    Ma Pan doświadczenie z produktami każdej z powyższych firm, dlatego chciałby zapytać o zdanie – co „lepsze”, „bardziej opłacalne”. Być może jest jeszcze inny produkt/produkty, na który/e warto zwrócić uwagę w kontekście recenzowanych słuchawek?

    PS. Wykorzystywane źródło dźwięku to na ten moment Aune x1s po USB z PC.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na ślepo wybrałbym Aune, ale to tylko intuicja.

      1. Grzegorz napisał(a):

        Przy S6 obawiam się tylko wysokiej impedancji na wyjściu. Sundara ma tylko 37 Ohm. Stąd pytanie czy może to być duży problem?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Raczej nie.

          1. Grzegorz napisał(a):

            Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy