Recenzja: HiFiMAN Sundara

   Chiński HiFiMAN (słowo chiński brzmi teraz dumnie, wystarczy rzucić okiem na zdjęcia Pekinu czy Szanghaju) to marka słuchawek stworzona przez dr Fang Bian w okolicach 2009 roku, której pierwszym produktem były planarne HiFiMAN HE-5 o drewnianych muszlach i niskiej, trudnej do zaspokojenia mocą skuteczności. Dr Fang zajmował się jednak słuchawkami już wcześniej i między innymi stworzył (udaną ponoć) kopię legendarnego Sennheisera Orpheusa, a teraz, po blisko dekadzie, jego HiFiMAN-y są przez wszystkich w słuchawkowym światku rozpoznawane i każdy wie kto zacz. Sam też napisałem parę recenzji i były zasadniczo pozytywne, choć nie bez uwag.

W tym miejscu musimy nawiązać do pewnych zawirowań, choć ich na pewno z marszu, ani nawet modnym ostatnio zwyczajem biegając, nie rozstrzygniemy. Zawirowania tak na dobre rozpoczęły się w 2015 roku od modelu HiFiMAN HE-1000, czyli nowego wówczas flagowca, postrzeganego jako brzmieniowo udany (aczkolwiek nie przez wszystkich), ale za mało dobrze wykonany. Utyskiwano zwłaszcza na problemy z pałąkiem, który potrafił się łamać. Dołączyły do tego niebawem problemy z flagowcem elektrostatycznym – popisowym zestawem Shangri-La – który cenę posiadł astronomiczną (50 tys. USD), a brzmieniowo za wielu na tle konkurencyjnego Orpheusa HE-1 nie przekonał. W efekcie wokół prosperującego dotąd HiFiMAN-a zaczęła narastać atmosfera, przed którą każdy właściciel firmy broni się jak tylko może. Popatrywać zaczęto z ukosa, coś jakby mrużyć oczy i w towarzystwie sarkastycznych uśmieszków: „pan żeś się wykopyrtnął”. HiFiMAN zareagował błyskawicznie, wprowadzając poprawiony model HE-1000 V2 i poprawił też, a właściwie wydatnie przeprojektował Shangri-La; i teraz jakości wykonania ani brzmienia nikt nie śmiał już kwestionować i tylko konkurencja (od czego w końcu ją mamy) cośkolwiek rezonowała poprzez podstawionych internetowców. Ale pech HiFiMAN-a tak całkiem nie opuścił, i niestety na własne życzenie. Zapewne za sprawą dynamiki Kraju Środka, przeżywającego bezprecedensowy dla naszych czasów boom gospodarczy, który wszedł właśnie w fazę dochodzenia do bycia największą gospodarką świata. Drapacze chmur dużo wyższe od amerykańskich i tylko trochę mniejsze od amerykańskich lotniskowce są kamieniami milowymi chińskiej drogi do dobrobytu, od wzorca taniej siły roboczej na przestrzeni trzydziestolecia przeszłej do stania się technologicznym gigantem. Ku przerażeniu między innymi Japończyków, którzy po latach bycia krajem zdemilitaryzowanym też wzięli się za budowę lotniskowców.

Na łonie tego chińskiego boomu wszystko wydaje się możliwe, a w każdym razie dużo więcej, niż w tkwiącej w zastoju Europie. Ta zapatrzyła się nie w dynamiczną Azję a w barbarzyńską Afrykę i postanowiła zakosztować barbarzyńskich zwyczajów, ale to temat na inną rozmowę. W tej atmosferze wzrostu i łamania stereotypów dr Fang stworzył słuchawki planarne HiFIMAN Susvara, mające być najlepszymi spośród takich i przy okazji najdroższymi. Przy cenie $6000 faktycznie najdroższymi się stały, ale tu znowuż pojawiła się kontrowersja, czy aby warto aż tyle płacić? Bo konkurencja nie próżnuje i takie Pioneer SE-MASTER1, Audio-Technica ATH-ADX5000, albo Final D8000, wcale nie są poczytywane za gorsze, a dołączają do tego Audeze LCD-4, Ultrasone Edition 15, Kennerton Odin, Focal Utopia, Abyss AB-1266, Sony MDR-Z1R, Crosszone CZ-1 i wiele jeszcze innych, gotowych na twardych warunkach bezpośredniej konfrontacji udowadniać, że wcale gorsze nie są. I nie są to czcze przechwałki, rzecz ma materialne podstawy. Więc po co płacić aż tyle, gdy to nie daje przewagi? Wpływowi tej argumentacji uległa nawet polska dystrybucja i na ostatnim AVS dowiedziałem się, że Susvar u nas nie będzie, bo rzecz się nie opłaca. W efekcie ich nie testowałem, ale miałem okazję chwilę słuchać i na tej podstawie opinię, że coś w tych Susvarach jest i jest to coś dobrego, ale dokładnie co i o jakim zasięgu, tego wyrywkowy odsłuch z przypadkową aparaturą nie mógł rozkodować. A więc Susvary zawieszamy, może i na nie przyjdzie pora, natomiast konkurencja okazji nie przespała; zwietrzyła świeżą krew i dalej wilczym stadem. Nuże podsycać atmosferę, że HiFiMAN-y be – że po nich, że nie warto. Sypie się toto, nie gra – jak najdalej od tego.

Nie wiem, w na ile trudnym położeniu się chińska firma znalazła, bo ma za sobą chiński rynek, a on jest tak ogromny, że cała Europa blednie, niemniej złe echa i tam mogły dotrzeć, w dzisiejszych czasach to nie problem. O ile mi wiadomo, Chińczycy są właśnie tymi, którzy najczęściej przeczesują Internet w poszukiwaniu opinii, i w tej sytuacji dr Fang poszedł po rozum do głowy – zarzucił ekstremizmy i wziął się za słuchawki „normalne”.  I zrobił właśnie te, o których głośno teraz. Że z kolei coś cudownego, że świat od dawna czekał, bo za niewielkie pieniądze (dwa raptem tysiące złotych) wpadają nam w ręce i na uszy faktycznie warte krocie – super wygodne, super grające, że drożyzna może się wypchać.

To tyle ogólników, pora przejść do konkretów.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

32 komentarzy w “Recenzja: HiFiMAN Sundara

  1. fon napisał(a):

    A miały być lepsze od LCD2 i o kroczek od lcd3,tak niektórzy pisali

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Z pewnością aż tak dobre nie są. Zwłaszcza pod względem nasycenia i muzykalności.

  2. Sławek napisał(a):

    HiFiMan to zawsze marne kable dawał do swoich słuchawek niestety. Ten oryginalny od HE-6 to po porostu … zaśniedział, zielony nalot na miedzianym przewodniku poszedł około 10 cm wgłąb po kablu, co było widać przez przezroczystą jego izolację.
    Panie Piotrze – a jak wypada ta Sundara na tle HE-6?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To innego typu słuchawki, nawet nie ma ich jak posłuchać z jednego wzmacniacza. Dobrze napędzane HE-6 są na pewno mocniejsze w wyrazie. Nieco jaśniejsze, lepiej wypełnione i grające bliżej słuchacza na mniejszej scenie. Bas mają znacznie mocniejszy.

      1. Sławek napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź.
        Jeśli Sundary mają słabszy bas niż HE-6, to nie są to słuchawki dla mnie. Ja swoje HE-6 napędzam Audio-gd Master 11, 8 watt przy 50 ohm-ach więc jest spoko – są IMO dobrze napędzone.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Poza tym HE-6 z mocnym wzmacniaczem to zawsze będzie lepsza dynamika niż ze zwykłych słuchawek dynamicznych albo planarnych.

  3. Al napisał(a):

    Czytając obie recenzje, zauważam że HD660s postrzega Pan jako lepsze słuchawki, czy tak?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Odpowiedź poprzez „tak” albo „nie” nie byłaby właściwa, bo sprawa jest nieco zagmatwana. Poczynając od tego, że Sennheiser HD660 S to słuchawki bardziej niezwykłe od przeciętnych, mające wyraźna styl o artystycznym w sensie sposobu prezentowania muzyki zacięciu. Sundary są natomiast w sensie sposobu prezentacji typowe. Duża, ale nie podkreślająca holografii scena, a na niej wszystko jak najwyraźniejsze i jak najbardziej drobiazgowo wyrysowane, a jednocześnie wyraźne braki w odniesieniu do wypełnienia, plastyki, trójwymiarowości, spójności pasma. Soprany podbite i poprzez cienkość za nerwowe i nie dość trójwymiarowe, bas nie dość nisko schodzący i za mało wypełniony, a średni zakres zbyt pogłosowy i trochę obco brzmiący. Ale to wszystko przykryte wyraźnością, szczegółowością i na szczęście pozbawionym jaskrawości, lekko ściemnionym światłem. I w rezultacie tak na pierwszy strzał bardzo efektowne. Ale by było efektowne naprawdę, potrzeba lepszego kabla i podejrzewam, że ten od FAW już by w zupełności wystarczył. Natomiast Sennheiser HD660 S to słuchawki dla melomanów. Nie wyżywają się w szczegółach, tylko w całościowym ukazywaniu muzyki jako twórczości artystycznej; nie czegoś głównie do obfotografowania i pomierzenia. Nacisk kładą na spójność i plastykę, a nie wysoką rozdzielczość obrazu. Przy czym nie wiem jak grają z lepszymi kablami, nie słuchałem.
      Słuchając HD660 S można się poczuć jak w filharmonii, a słuchając Sundar z lepszym kablem mamy przede wszystkim mocne poczucie, że słuchamy świetnych technicznie, bogato grających słuchawek.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    I jeszcze może taka uwaga: jeżeli ktoś lubi styl prezentowany przez SUndary, lepiej zrobi kupując Fostex TH610. A na wyższym pułapie cenowym Kennerton Vali, u których szczegółowość to już prawdziwie mistrzowski popis.

  5. Szkudi napisał(a):

    A myśli Pan Panie Piotrze o recenzji audeze LCD 2 classic? U mnie wygoniły na serwis aukcyjny wspomniane w komentarzu Fostexy th610, które ocenia Pan lepiej niż Sundary, ciekawe jak by się Panu nowe/stare audeze spodobały. Od razu dodaję że Fostexy wyposażone były w kabelek z miedzi 7n a Audeze fabryczny. U mnie te lcd zażarły faktycznie dopiero po ok 200h grania.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      LCD-2 dawno temu zrecenzowałem, a na ostatnim AVS nowsza wersja grała świetnie. Dobrze byłoby ją zrecenzować, ale na razie inne czekają w kolejce.

    2. Marek S. napisał(a):

      Do nowych LCD2C polecam kabel słuchawkowy FAW Hybrid Noir, od razu słychać, że jest lepiej. Ostatnio nie chce mi się wracać do ED5 Unlimited. Jak LCD3 jest sporo lepsze (nie słuchałem), to już znam kierunek poszukiwań. LCD4 troszkę za drogie.

      1. Szkudi napisał(a):

        Właśnie zamierzam go sobie sprawić, póki co dozowałem sobie przyjemność oswajając się z ich dźwiękiem na fabrycznym kablu 😉

        P.s. dla zainteresowanych zestawami ‚hotelowymi’, Alo Audio Continental V3 napędza te słuchawki znakomicie, jego brzmienie również zgrywa się z tymi słuchawkami wyśmienicie. Ciekawe jak by się sprawowały z V5.

  6. Marcin napisał(a):

    Czy te słuchawki to budżetowa wersja Edition X? Na to może wskazywać recenzja jak i inne internetowe opisy. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Edition X są jednak o wiele bardziej zaawansowane konstrukcyjnie i w efekcie wyżej uplasowane brzmieniowo. Potrafią grać analogowo, Sundarom do tego mimo wszystko trochę brakuje.

  7. Tadek napisał(a):

    Panie Piotrze, czy potwierdza Pan, że swego czasu, gdy Wojciech Pacuła otrzymał od Fang Biana HE-6 zrobił Pan sromotną awanturę HiFiMANowi i jego polskiemu dystrybutorowi, że Pan nie gorszy?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie, nic takiego nie miało miejsca. Z Fang Bianem nigdy się nie kontaktowałem, a z polskim dystrybutorem HiFiMAN-a poróżniłem się odnośnie produktu innej firmy. I skąd w ogóle taka informacja?

      1. Tadek napisał(a):

        Z forum Audiohobby, na którym sam Pan narzekał, że Pacułę HiFiMAN wyróżnia, a Pana nie, i w czym Pan gorszy. Szczerze mówiąc, od tamtej pory czytam pańskie recenzje HiFiMANa z mocno przymkniętą powieką.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To ciekawe, bo takich narzekań sobie nie przypominam. W każdym razie na pewno nie w sensie robienia komukolwiek awantury. Powiekę można oczywiście mrużyć albo nie, a prawda i tak się obroni. Mają te Sundary dobre wypełnienie, albo nie mają. Każdy może sam sprawdzić.

          1. Tadek napisał(a):

            Tak, to ciekawe, że te posty zniknęły z Audiohobby, a szkoda, bo może Pan dziś zaprzeczać i nic nie idzie z tym zrobić.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            To może jeszcze powiesz, że sam je usunąłem? 🙂

            Poza tym pozwolę sobie zauważyć pewną nieścisłość: w czasach gdy tam pisałem, nie było tego serwisu. Nie zajmowałem się wtedy pisaniem recenzji profesjonalnie, a zatem jakiekolwiek kategoryczne żądania pod adresem dystrybutorów czy producentów nie miałyby po prostu sensu.

          3. Tadek napisał(a):

            Panie Piotrze, po co te nerwy, przecież my nie jesteśmy na Ty.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Nie ma to nic wspólnego z nerwami. Sam Pan nawiązał (nawiązałeś) do forum Audiohobby, a tam, podobnie jak wcześniej na Audiostereo, lansowałem zwracanie się do siebie per ty. Na tej prostej zasadzie, że wszyscy jesteśmy kolegami.

  8. Piotr Ryka napisał(a):

    A tak już całkiem poważnie: Sundary są w porządku, trzeba im tylko koniecznie zmienić kabel.

    1. Andrzej napisał(a):

      Ale ta „tylko” wymiana kabla podnosi koszt słuchawek budżetowych o co najmniej 1000zl 😉

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        HiFiMAN od zawsze dawał swoim słuchawkom słabe kable i jeszcze się chwalił, że wyjątkowo dobre. Nie wiem, czym to tłumaczyć? Może deficytem wysokich tonów u dr Fang Bian? Nie chcę być złośliwy – no ale czym? Skąpstwem?

    2. Grzesiek napisał(a):

      Czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (jack)?

    3. Grzegorz napisał(a):

      Widzę, że komentarz nie został dodany, więc napiszę jeszcze raz – czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (Jack)? Nie mam tu na myśli kabla sklepowego za 1 tys. zł, ale skręconego we własny, zakresie np. z miedzi 6N, 7N/srebra.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Oczywiście, że ma. Dokładnie taki sam jak w przypadku symetrycznego.

        1. Grzegorz napisał(a):

          Dziękuję za odpowiedź. W takim razie do tych słuchawek lepsza będzie czysta miedź, czyste srebro czy hybryda (miedź + srebro)?
          Czy celując w tę samą średnicę pojedynczego przewodu lepiej skręcać więcej żył o mniejszej średnicy czy mniej żył o większej średnicy? Pomijam tutaj kwestię elastyczności całego kabla.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Gdybym sam miał coś kombinować, zrobiłbym kabel z większej ilości cieńszych żył miedzianych.

          2. Grzegorz napisał(a):

            Dziękuję za odpowiedź.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy