Recenzja: HiFiMAN Sundara

Podsumowanie

Logo firmy i opaska z nazwą to jedyne nie czarne akcenty.

   Słuchawki HiFiMAN Sundara nie są aż taką okazją, jaką chcieliby w nich widzieć niektórzy, niemniej okazją są. Za dwa tysiące złotych dostajemy brzmienie przejrzyste, czyste, sypiące szczegółami i nie stroniące od muzyki. Chudsze co prawda i nie aż tak spoiste, jak od tańszych Fosteksów, jak również nie mające tak wyszukanej postaci wyrazowej i tak teatralnego charakteru, jak u Sennheiser HD 660S, ale mające ważkie zalety. Osnute wokół rozległego pasma, aczkolwiek to 6 Hz, to się doktorowi Fang przyśniło i mawet jeśli gdzieś wyskoczyło na wykresach (w co wątpię, ale jeśli), to brak tym niskim hercom ciała i nie przeistaczają się w moc. Niemniej słuchawki grać mogą imponująco także pod względem mocy, nawet jeżeli ten bas nie schodzi aż tak nisko – nie jest na miarę NightHawk czy Fostex TH900. Zwłaszcza grać będzie imponująco, gdy dać Sundarom lepszy kabel, bo ten oryginalny jest dobry pod względem szczegółowości i efektownie nabłyszczający brzmienia, ale też niewątpliwie słabiej wypełnieniający od dobrych gatunkowo. Odchudza odczuwalnie i też okrada z muzyki, co da się tolerować, ale czego nie da się lubić. Nieprzyjemnie kroi pasmo na części, zwłaszcza izolując soprany, w efekcie czego przejścia tracą płynność i cała muzyka coś z urody. Nie na tyle jednakże, by się jej dobrze nie słuchało, zwłaszcza w przypadku takich, którzy lubią pikantniejszą jej postać. Wyrazistą, dosadną, szczegółami obfitą i sopranowo cyzelowaną podkreślającą kontur kreską. A jednocześnie przestrzenną, wyzbytą jaskrawości i dającą przede wszystkim informacyjną obfitość. Zarówno samych bitów Sundary mnóstwo dają, jak i te bity są dobitne, narzucające obecność. To było obiecane, tak miało to wyglądać. Tyle że już za sprawą oryginalnego kabla miała się też ziścić muzyka całkiem na miarę żywej, a to się nie ziściło. Bo owszem, się ziściło w stopniu całkiem niemałym, ale dopiero przy obu kablach lepszych. Wielu jest wszakże takich, którzy już ją z oryginalnym polubią, więc dla nich te słuchawki zwłaszcza, ich popularność nie dziwi. I oczywiście także dla sprzętu mającego informacyjną stronę słabszą. Sundary go poprawią, więcej z niego wycisną. Są bardziej analityczne niż muzyczne, i to się może przydać. A z każdym lepszym kablem i przy rasowym sygnale same się staną muzykalne – i to jest oczywiście świetne. Jak już zdążyłem napisać – gdy im dać jakościowy kabel i muzykalny sygnał, stają się młodszym bratem Beyerdynamic T1 V2 – naprawdę niewiele młodszym.

W punktach:

Zalety

  • Brzmienie:
  • Przejrzyste.
  • Wyraziste.
  • Szczegółowe.
  • Szybkie.
  • Dynamiczne.
  • Na dużej scenie.
  • Dające poczucie otwartości.
  • Dobrze zindywidualizowane.
  • Angażujące.
  • Wraz z użyciem lepszego kabla także:
  • Muzykalne.
  • Spójne.
  • Płynne.
  • Należycie trójwymiarowe.
  • Dobrze wypełnione.
  • Z czuciem urody i misterności.
  • Konstrukcja lekka i wygodna.
  • Elastyczny, odporny na uszkodzenia pałąk.
  • Pady profilujące kąt muszli względem głowy, obszyte welurem.
  • Odpinany kabel z krystalicznej miedzi.
  • Wysoka skuteczność, umożliwiająca współpracę z przeciętnym DAP-em.
  • Stonowany, spokojny wygląd.
  • Aluminiowe muszle i ich obejmy, gwarantujące niski poziom wibracji, a więc i wibracyjnych zniekształceń.
  • Konstrukcja planarna, lepiej kontrolująca (przynajmniej teoretycznie) pracę membran niż dynamiczna.
  • Super cienkie membrany o dużej sztywności.
  • A więc szybka odpowiedź impulsowa i brak zniekształceń własnych.
  • Rozsądna cena.
  • Chwalone i popularne.
  • A więc łatwe do odsprzedania.
  • Znany producent.
  • Poprawne wykonanie.
  • Polski dystrybutor.

Wady i zastrzeżenia

  • Skromny wygląd, nie mający pretensji do luksusu. (To na pewno nie wada, ale dla wielu też nie zaleta, choć mnie to akurat odpowiadało.)
  • Półtorametrowy kabel może stanowić ograniczenie.
  • Poza tym, wbrew mydleniu oczu krystaliczną miedzią, jest w sensie czysto muzycznym marny.
  • Przez co słuchawki rozwijają skrzydła dopiero z lepszym.
  • Bez którego brak wypełnienia i pełnej muzykalności, zwłaszcza skutkiem wyosobnionych z pasma i za mało trójwymiarowych sopranów.

Sprzęt do testu dostarczyła firma: Premium Sound

Dane techniczne HiFiMAN Sundara:

  • Słuchawki otwarte z przetwornikami magnetostatycznymi (planarnymi).
  • Pasmo przenoszenia: 6 Hz – 75 kHz.
  • Impedancja: 37 Ω.
  • Skuteczność: 94 dB.
  • Waga bez kabla: 372 g.
  • Przewód: odpinany z krystalicznej miedzi, długość 1,5 m.
  • Typ wtyku: 3,5 mm mini jack (w komplecie przejściówka na duży).
  • Gwarancja: 24 miesiące.
  • Cena: 2199 PLN

System:

  • Źródła: PC, Astell & Kern AK380, Cairn Soft Fog V2.
  • Przetwornik: Norma Audio HS-DA1 VAR.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Emperor Headphone Amplifier.
  • Słuchawki: AudioQuest NightHawk, Beyerdynamic T1 V2, Fostex T60RP, HiFiMAN Sundara, MrSpeakers Ether Flow.
  • Kable słuchawkowe: oryginalne, Focal Clear, Tonalium.
  • Interkonekty: Sulek Audio RCA i Sulek 6×9.
Pokaż cały artykuł na 1 stronie

40 komentarzy w “Recenzja: HiFiMAN Sundara

  1. fon pisze:

    A miały być lepsze od LCD2 i o kroczek od lcd3,tak niektórzy pisali

    1. Piotr Ryka pisze:

      Z pewnością aż tak dobre nie są. Zwłaszcza pod względem nasycenia i muzykalności.

  2. Sławek pisze:

    HiFiMan to zawsze marne kable dawał do swoich słuchawek niestety. Ten oryginalny od HE-6 to po porostu … zaśniedział, zielony nalot na miedzianym przewodniku poszedł około 10 cm wgłąb po kablu, co było widać przez przezroczystą jego izolację.
    Panie Piotrze – a jak wypada ta Sundara na tle HE-6?

    1. Piotr Ryka pisze:

      To innego typu słuchawki, nawet nie ma ich jak posłuchać z jednego wzmacniacza. Dobrze napędzane HE-6 są na pewno mocniejsze w wyrazie. Nieco jaśniejsze, lepiej wypełnione i grające bliżej słuchacza na mniejszej scenie. Bas mają znacznie mocniejszy.

      1. Sławek pisze:

        Dziękuję za odpowiedź.
        Jeśli Sundary mają słabszy bas niż HE-6, to nie są to słuchawki dla mnie. Ja swoje HE-6 napędzam Audio-gd Master 11, 8 watt przy 50 ohm-ach więc jest spoko – są IMO dobrze napędzone.

        1. Piotr Ryka pisze:

          Poza tym HE-6 z mocnym wzmacniaczem to zawsze będzie lepsza dynamika niż ze zwykłych słuchawek dynamicznych albo planarnych.

  3. Al pisze:

    Czytając obie recenzje, zauważam że HD660s postrzega Pan jako lepsze słuchawki, czy tak?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Odpowiedź poprzez „tak” albo „nie” nie byłaby właściwa, bo sprawa jest nieco zagmatwana. Poczynając od tego, że Sennheiser HD660 S to słuchawki bardziej niezwykłe od przeciętnych, mające wyraźna styl o artystycznym w sensie sposobu prezentowania muzyki zacięciu. Sundary są natomiast w sensie sposobu prezentacji typowe. Duża, ale nie podkreślająca holografii scena, a na niej wszystko jak najwyraźniejsze i jak najbardziej drobiazgowo wyrysowane, a jednocześnie wyraźne braki w odniesieniu do wypełnienia, plastyki, trójwymiarowości, spójności pasma. Soprany podbite i poprzez cienkość za nerwowe i nie dość trójwymiarowe, bas nie dość nisko schodzący i za mało wypełniony, a średni zakres zbyt pogłosowy i trochę obco brzmiący. Ale to wszystko przykryte wyraźnością, szczegółowością i na szczęście pozbawionym jaskrawości, lekko ściemnionym światłem. I w rezultacie tak na pierwszy strzał bardzo efektowne. Ale by było efektowne naprawdę, potrzeba lepszego kabla i podejrzewam, że ten od FAW już by w zupełności wystarczył. Natomiast Sennheiser HD660 S to słuchawki dla melomanów. Nie wyżywają się w szczegółach, tylko w całościowym ukazywaniu muzyki jako twórczości artystycznej; nie czegoś głównie do obfotografowania i pomierzenia. Nacisk kładą na spójność i plastykę, a nie wysoką rozdzielczość obrazu. Przy czym nie wiem jak grają z lepszymi kablami, nie słuchałem.
      Słuchając HD660 S można się poczuć jak w filharmonii, a słuchając Sundar z lepszym kablem mamy przede wszystkim mocne poczucie, że słuchamy świetnych technicznie, bogato grających słuchawek.

  4. Piotr Ryka pisze:

    I jeszcze może taka uwaga: jeżeli ktoś lubi styl prezentowany przez SUndary, lepiej zrobi kupując Fostex TH610. A na wyższym pułapie cenowym Kennerton Vali, u których szczegółowość to już prawdziwie mistrzowski popis.

  5. Szkudi pisze:

    A myśli Pan Panie Piotrze o recenzji audeze LCD 2 classic? U mnie wygoniły na serwis aukcyjny wspomniane w komentarzu Fostexy th610, które ocenia Pan lepiej niż Sundary, ciekawe jak by się Panu nowe/stare audeze spodobały. Od razu dodaję że Fostexy wyposażone były w kabelek z miedzi 7n a Audeze fabryczny. U mnie te lcd zażarły faktycznie dopiero po ok 200h grania.

    1. Piotr Ryka pisze:

      LCD-2 dawno temu zrecenzowałem, a na ostatnim AVS nowsza wersja grała świetnie. Dobrze byłoby ją zrecenzować, ale na razie inne czekają w kolejce.

    2. Marek S. pisze:

      Do nowych LCD2C polecam kabel słuchawkowy FAW Hybrid Noir, od razu słychać, że jest lepiej. Ostatnio nie chce mi się wracać do ED5 Unlimited. Jak LCD3 jest sporo lepsze (nie słuchałem), to już znam kierunek poszukiwań. LCD4 troszkę za drogie.

      1. Szkudi pisze:

        Właśnie zamierzam go sobie sprawić, póki co dozowałem sobie przyjemność oswajając się z ich dźwiękiem na fabrycznym kablu 😉

        P.s. dla zainteresowanych zestawami ‚hotelowymi’, Alo Audio Continental V3 napędza te słuchawki znakomicie, jego brzmienie również zgrywa się z tymi słuchawkami wyśmienicie. Ciekawe jak by się sprawowały z V5.

  6. Marcin pisze:

    Czy te słuchawki to budżetowa wersja Edition X? Na to może wskazywać recenzja jak i inne internetowe opisy. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Edition X są jednak o wiele bardziej zaawansowane konstrukcyjnie i w efekcie wyżej uplasowane brzmieniowo. Potrafią grać analogowo, Sundarom do tego mimo wszystko trochę brakuje.

  7. Tadek pisze:

    Panie Piotrze, czy potwierdza Pan, że swego czasu, gdy Wojciech Pacuła otrzymał od Fang Biana HE-6 zrobił Pan sromotną awanturę HiFiMANowi i jego polskiemu dystrybutorowi, że Pan nie gorszy?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, nic takiego nie miało miejsca. Z Fang Bianem nigdy się nie kontaktowałem, a z polskim dystrybutorem HiFiMAN-a poróżniłem się odnośnie produktu innej firmy. I skąd w ogóle taka informacja?

      1. Tadek pisze:

        Z forum Audiohobby, na którym sam Pan narzekał, że Pacułę HiFiMAN wyróżnia, a Pana nie, i w czym Pan gorszy. Szczerze mówiąc, od tamtej pory czytam pańskie recenzje HiFiMANa z mocno przymkniętą powieką.

        1. Piotr Ryka pisze:

          To ciekawe, bo takich narzekań sobie nie przypominam. W każdym razie na pewno nie w sensie robienia komukolwiek awantury. Powiekę można oczywiście mrużyć albo nie, a prawda i tak się obroni. Mają te Sundary dobre wypełnienie, albo nie mają. Każdy może sam sprawdzić.

          1. Tadek pisze:

            Tak, to ciekawe, że te posty zniknęły z Audiohobby, a szkoda, bo może Pan dziś zaprzeczać i nic nie idzie z tym zrobić.

          2. Piotr Ryka pisze:

            To może jeszcze powiesz, że sam je usunąłem? 🙂

            Poza tym pozwolę sobie zauważyć pewną nieścisłość: w czasach gdy tam pisałem, nie było tego serwisu. Nie zajmowałem się wtedy pisaniem recenzji profesjonalnie, a zatem jakiekolwiek kategoryczne żądania pod adresem dystrybutorów czy producentów nie miałyby po prostu sensu.

          3. Tadek pisze:

            Panie Piotrze, po co te nerwy, przecież my nie jesteśmy na Ty.

          4. Piotr Ryka pisze:

            Nie ma to nic wspólnego z nerwami. Sam Pan nawiązał (nawiązałeś) do forum Audiohobby, a tam, podobnie jak wcześniej na Audiostereo, lansowałem zwracanie się do siebie per ty. Na tej prostej zasadzie, że wszyscy jesteśmy kolegami.

  8. Piotr Ryka pisze:

    A tak już całkiem poważnie: Sundary są w porządku, trzeba im tylko koniecznie zmienić kabel.

    1. Andrzej pisze:

      Ale ta „tylko” wymiana kabla podnosi koszt słuchawek budżetowych o co najmniej 1000zl 😉

      1. Piotr Ryka pisze:

        HiFiMAN od zawsze dawał swoim słuchawkom słabe kable i jeszcze się chwalił, że wyjątkowo dobre. Nie wiem, czym to tłumaczyć? Może deficytem wysokich tonów u dr Fang Bian? Nie chcę być złośliwy – no ale czym? Skąpstwem?

      2. Marcin pisze:

        Mnie przeszkadzało zjawisko opisane (tak mi się wydaje) w recenzji, tj. w brzmieniu przeszkadzała mi swego rodzaju niewielka bariera dźwiękowa (ja nazwałem to mgłą lub bibułą w nausznikach), zabierająca nieco detali i ograniczająca dynamikę. Nowy kabel pozwolił pokazać przetwornikom potencjał i to zjawisko ustąpiło. Wszystko stało się przejrzyste, bardzo dynamiczne, z dużą ilością detali i powietrza. A zmajstrowałem go na bazie Mogami 2549, więc koniec końców budżetowa opcja – ok. 55zł za przewód + oploty, wtyki, splitter ok. 100zł. Nie rozumiem czemu HiFiMan nie mógł dać czegoś takiego od razu w zestawie? Ja wiem, że każdy grosz się liczy, ale bez przesady. Chyba nie celują tymi słuchawkami w szarego Kowalskiego, a niszowy miłośnik byłby w stanie nawet dopłacić.

    2. Grzesiek pisze:

      Czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (jack)?

    3. Grzegorz pisze:

      Widzę, że komentarz nie został dodany, więc napiszę jeszcze raz – czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (Jack)? Nie mam tu na myśli kabla sklepowego za 1 tys. zł, ale skręconego we własny, zakresie np. z miedzi 6N, 7N/srebra.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Oczywiście, że ma. Dokładnie taki sam jak w przypadku symetrycznego.

        1. Grzegorz pisze:

          Dziękuję za odpowiedź. W takim razie do tych słuchawek lepsza będzie czysta miedź, czyste srebro czy hybryda (miedź + srebro)?
          Czy celując w tę samą średnicę pojedynczego przewodu lepiej skręcać więcej żył o mniejszej średnicy czy mniej żył o większej średnicy? Pomijam tutaj kwestię elastyczności całego kabla.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Gdybym sam miał coś kombinować, zrobiłbym kabel z większej ilości cieńszych żył miedzianych.

          2. Grzegorz pisze:

            Dziękuję za odpowiedź.

  9. Grzegorz pisze:

    Do czego recenzowane Sundary podpiąć, tak aby wydobyć z nich, jak najwięcej (oczywiście w rozsądnym przedziale cenowym)? Zapewne jest jakiś pułap, którego nie warto przekraczać z uwagi na wartość samych słuchawek, a co za tym idzie jakość generowanego dźwięku?

    Interesuje mnie w zasadzie tylko integra (dac+amp) zachowująca barwę (neutralność) samych nauszników. Wstępnie wytypowałem Aune S6, Questyle CMA 400i oraz Audio-gd NFB 28.38 różniące się m.in. mocą, możliwościami przyłączeniowymi oraz… ceną.
    Ma Pan doświadczenie z produktami każdej z powyższych firm, dlatego chciałby zapytać o zdanie – co „lepsze”, „bardziej opłacalne”. Być może jest jeszcze inny produkt/produkty, na który/e warto zwrócić uwagę w kontekście recenzowanych słuchawek?

    PS. Wykorzystywane źródło dźwięku to na ten moment Aune x1s po USB z PC.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na ślepo wybrałbym Aune, ale to tylko intuicja.

      1. Grzegorz pisze:

        Przy S6 obawiam się tylko wysokiej impedancji na wyjściu. Sundara ma tylko 37 Ohm. Stąd pytanie czy może to być duży problem?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Raczej nie.

          1. Grzegorz pisze:

            Dziękuję.

        2. Marcin pisze:

          Jeżeli kolega ma na myśli tzw. współczynnik tłumienia wzmacniacza (damnping factor), to śpieszę donieść, że dla ortodynamików nie ma on znaczenia, bowiem impedancja przetworników planarnych nie ulega zmianie w czasie pracy.

          1. Grzegorz pisze:

            Dzięki za odpowiedź, ponieważ dokładnie to miałem na myśli.

            Jakiś czas temu znalazłem test w/w słuchawek (na http://www.diyaudioheaven.wordpress.com), gdzie zbadano to na wzmacniaczu z impedancją wyjściową 0,2 Ω oraz 120 Ω i nie było różnicy w „tonalności”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy