Recenzja: HiFiMAN Sundara

Odsłuch: Z aparaturą przenośną

Pałąk w części nagłownej wykonano z super elastycznej, niełamliwej stali.

   Celujących ze swoimi stu pięćdziesięcioma omami także po trosze w sprzęt przenośny, tańszych od Sundar o dwieście złotych Sennheiser HD 660S niestety nie posiadam, ale mam kosztujące analogicznie do atakujących rynek „chińczyków” AudioQuest NightHawk, które – by było sprawiedliwie – pozbawiłem drogiego przewodu Tonalium, zastępując go producenckim do sprzętu przenośnego. I w ruch Astell & Kern AK380, czyli sprzęt jak najbardziej przenośny.

AudioQuest NightHawk

Ten kabel nie jest zły; na pewno lepiej się spisuje z aparaturą przenośną niż też oryginalny do aparatury stacjonarnej ze swoim sprzętem docelowym. Szkoda w związku z tym, że to tamtego użyłem w niedawnej recenzji ALO Audio Continental Dual Mono, ale stało się i nie odstanie. Jak teraz zagrało? Przede wszystkim uderzała potęga basu wraz z niezwykłą gęstością. Aż nie do wiary, że po tak cienkim kabelku mogło się transferować coś tak gęstego i dużego. Bo kabel cienki prawie jak ta membrana w zachwalających jej cienkość HiFIMAN-ach (przesadzam, ale rzeczywiście cieniutki), a tu ryk, grzmot i nasycenie podziw budzące. Śladu najmniejszego chudości, redukcji mocy, spowolnienia. Wysoki ciężar zarówno własny jak gatunkowy, a jednocześnie wyraźność z towarzyszeniem braku piskliwości, sybilacji, sopranowej cienizny. Nieznaczne ocieplenie, wysoce muzyczny klimat i zejścia kontrabasu dające dreszcz rozkoszy. Mocarne organy, mocarna siła orkiestr, a kiedy uderzyły równocześnie talerze i kotły w gęstym materiale plikowym, to aż mną potrząsnęło. Medium nie aż tak gęste jak przy Tonalium, ale z odczuwalną obecnością i transparentne bez żadnych ale. Spora przestrzeń, żadnej ciasnoty, a wokal ciepły, nasycony; nieco może za bardzo przyjazny, tak za mało gdy trzeba posępny. To wszystko w aurze bardzo nieznacznego przyciemnienia, że raczej wygrana dnia z nocą, i przede wszystkim ten bas, że jak ktoś lubi, to mniam.

HiFIMAN Sundara

Przeszedłem na Sundary i zrobiło się wyraźnie inaczej. Przede wszystkim większy obszar działania i nieco mocniejszy, odrealniający niestety pogłos, natomiast o wiele mniej nasycenia i mniej mocy. Przy tutti orkiestrowych albo pełnym wejściu organów z NightHawk aż w sobie przysiadałem, a w brzmieniu HiFIMAN-ów znacznie więcej było sopranowych akcentów a mniej basu, przez co z jednej strony większa ta scena, ale też odchudzenie i akustyczne ciśnienie słabsze.

A obejmy muszli z chroniącego przed wibracjami aluminium.

Dźwięk całościowo znacznie lżejszy, chłodniejszy (to nie wada) i z nieco bardziej jaskrawym oświetleniem, przy jednoczesnej obecności dość ciemnych lecz nie dogłębnie czarnych teł. Więcej też wraz z obfitszymi i cieńszymi sopranami poświstów, w efekcie czego „Sweet Jane” Cowboy Junkies już nie całkiem bez sybilacji, ale na pewno daleka od kompromitacji, jaką popisały się w cudzysłowie Ultrasone Edition 10.

W przypadku kontrabasu akcent na wibrację strun i wejście dźwięku w duże pudło, natomiast samo zejście basowe bardzo wyraźnie słabsze i dużo mniejsza gęstość. Medium z odczuciem wielkości i otwartości, a także z pełną przejrzystością, natomiast czucie go bardziej poprzez szczegóły i iskrzenia niż ciśnienie. Kontury wyrysowane ostrzej, ale mniej trójwymiarowo. Ładna za to ekstensja, duża szybkość i w brzmieniach niestety mniej muzyki, a więcej nacisku na obrazowanie wszystkiego wyraźne. Zapewne z myślą o audiofilach młodszych, często preferujących takie podejście.

Wraz z ubytkiem ciepła na pewno lepsza umiejętność roztaczania posępnych klimatów, ale brak jednoczesny potęgi i wypełnienia psuł to dosyć znacząco. Niemniej dobra bezpośredniość i bardzo dobre łapanie szczegółów, a wraz z nimi podnieta i mocne poczucie obfitości bitowej. Brakowało w tym jednak tkanki łącznej, przynajmniej komuś do niej przyzwyczajonemu. Ta muzyka bardziej się przetwarzała w pewną na jej temat wariację niż pojawiała we własnej postaci, zwłaszcza na tle NightHawk, które ucieleśniały ją lepiej. Więcej tchnęły naturalizmu i życia, choć niewątpliwie na mniejszych scenach. Tym niemniej rock w wykonaniu Sundar wypadł dobrze: był posępny, należycie brudny, dobitnie wyrazisty i mocny w całościowym wyrazie. Przy lepszym wypełnieniu byłby groźniejszy i silniej wbijający w fotel, ale i tak dobrze grało. Dobrze także wypadały wszelkie utwory bazujące na dużych obszarach i atmosferze smutku. Dużo tlenu, całkowita przejrzystość, daleka linia horyzontu. Saksofon Jana Garbarka niósł się poprzez metafizyczne połacie świat napełniając zadumą. Niemniej po przejściu na NightHawk zabrzmiał zdecydowanie lepiej i nic na to nie poradzę. Niczym byś tchnął w martwy obraz życie, obrócił nieżyjące w żywe. I nie dziwota – wszak taka rola wypełnienia: przydawać duchom ciał. Brzmienie Sundar miało coś z ducha, a brzmienie NightHawk z żywych istot.

MrSpeakers Ether Flow

A teraz będzie niesprawiedliwie, niesprawiedliwie podwójnie. Słuchawki aż trzy razy droższe i na dodatek z symetrycznym kablem. Identycznie planarne, identycznie otwarte i identyczne z siebie dumne, a przy tym o rodowodzie bardzo niezwykłym, można powiedzieć zakręconym. Bo wywodzące się w prostej linii od tanich Fostex T50; trzy razy dla odmiany od Sundar tańszych, co pokazuje skalę wariactwa słuchawkowego świata. Lecz co w związku z tym względem brzmienia? Dźwięk otwartych planarów od MrSpeakers okazał się także lepszy. Dający więcej odcieni, płynniej przechodzący przez frazy, subtelniej oddający delikatność i dobitniej głośne fragmenty.

Kabel jest odpinany.

Ogólnie biorąc zdecydowanie muzykalniejszy, zarówno poprzez gładź oraz głębię brzmienia, jak i swobodę przepływu. Potężny bas miękko otulał i łączył się bez drażniących luk z elegancko rozsmarowanymi na przestrzeń sopranami, które u Sundar były ostrzejsze, bardziej płaskie i bardziej oderwane. Inna jakość bez wątpliwości, aczkolwiek to nie znaczy, że Sundary są nieudane. Niemniej obietnica czegoś zupełnie szczególnego się u nich nie ziściła. Wokale podawały z lekko wyobcowującym pogłosem i trochę jednak za chłodne; cisnące przede wszystkim na sopranową wyrazistość konturu, a nie analogową pełnię i naturalność wypowiedzi. Na tle dużo droższej konkurencji brzmiały trochę jak tranzystorowe radio przy gramofonie; i tym oczywiście męczyły.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

37 komentarzy w “Recenzja: HiFiMAN Sundara

  1. fon napisał(a):

    A miały być lepsze od LCD2 i o kroczek od lcd3,tak niektórzy pisali

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Z pewnością aż tak dobre nie są. Zwłaszcza pod względem nasycenia i muzykalności.

  2. Sławek napisał(a):

    HiFiMan to zawsze marne kable dawał do swoich słuchawek niestety. Ten oryginalny od HE-6 to po porostu … zaśniedział, zielony nalot na miedzianym przewodniku poszedł około 10 cm wgłąb po kablu, co było widać przez przezroczystą jego izolację.
    Panie Piotrze – a jak wypada ta Sundara na tle HE-6?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To innego typu słuchawki, nawet nie ma ich jak posłuchać z jednego wzmacniacza. Dobrze napędzane HE-6 są na pewno mocniejsze w wyrazie. Nieco jaśniejsze, lepiej wypełnione i grające bliżej słuchacza na mniejszej scenie. Bas mają znacznie mocniejszy.

      1. Sławek napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź.
        Jeśli Sundary mają słabszy bas niż HE-6, to nie są to słuchawki dla mnie. Ja swoje HE-6 napędzam Audio-gd Master 11, 8 watt przy 50 ohm-ach więc jest spoko – są IMO dobrze napędzone.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Poza tym HE-6 z mocnym wzmacniaczem to zawsze będzie lepsza dynamika niż ze zwykłych słuchawek dynamicznych albo planarnych.

  3. Al napisał(a):

    Czytając obie recenzje, zauważam że HD660s postrzega Pan jako lepsze słuchawki, czy tak?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Odpowiedź poprzez „tak” albo „nie” nie byłaby właściwa, bo sprawa jest nieco zagmatwana. Poczynając od tego, że Sennheiser HD660 S to słuchawki bardziej niezwykłe od przeciętnych, mające wyraźna styl o artystycznym w sensie sposobu prezentowania muzyki zacięciu. Sundary są natomiast w sensie sposobu prezentacji typowe. Duża, ale nie podkreślająca holografii scena, a na niej wszystko jak najwyraźniejsze i jak najbardziej drobiazgowo wyrysowane, a jednocześnie wyraźne braki w odniesieniu do wypełnienia, plastyki, trójwymiarowości, spójności pasma. Soprany podbite i poprzez cienkość za nerwowe i nie dość trójwymiarowe, bas nie dość nisko schodzący i za mało wypełniony, a średni zakres zbyt pogłosowy i trochę obco brzmiący. Ale to wszystko przykryte wyraźnością, szczegółowością i na szczęście pozbawionym jaskrawości, lekko ściemnionym światłem. I w rezultacie tak na pierwszy strzał bardzo efektowne. Ale by było efektowne naprawdę, potrzeba lepszego kabla i podejrzewam, że ten od FAW już by w zupełności wystarczył. Natomiast Sennheiser HD660 S to słuchawki dla melomanów. Nie wyżywają się w szczegółach, tylko w całościowym ukazywaniu muzyki jako twórczości artystycznej; nie czegoś głównie do obfotografowania i pomierzenia. Nacisk kładą na spójność i plastykę, a nie wysoką rozdzielczość obrazu. Przy czym nie wiem jak grają z lepszymi kablami, nie słuchałem.
      Słuchając HD660 S można się poczuć jak w filharmonii, a słuchając Sundar z lepszym kablem mamy przede wszystkim mocne poczucie, że słuchamy świetnych technicznie, bogato grających słuchawek.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    I jeszcze może taka uwaga: jeżeli ktoś lubi styl prezentowany przez SUndary, lepiej zrobi kupując Fostex TH610. A na wyższym pułapie cenowym Kennerton Vali, u których szczegółowość to już prawdziwie mistrzowski popis.

  5. Szkudi napisał(a):

    A myśli Pan Panie Piotrze o recenzji audeze LCD 2 classic? U mnie wygoniły na serwis aukcyjny wspomniane w komentarzu Fostexy th610, które ocenia Pan lepiej niż Sundary, ciekawe jak by się Panu nowe/stare audeze spodobały. Od razu dodaję że Fostexy wyposażone były w kabelek z miedzi 7n a Audeze fabryczny. U mnie te lcd zażarły faktycznie dopiero po ok 200h grania.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      LCD-2 dawno temu zrecenzowałem, a na ostatnim AVS nowsza wersja grała świetnie. Dobrze byłoby ją zrecenzować, ale na razie inne czekają w kolejce.

    2. Marek S. napisał(a):

      Do nowych LCD2C polecam kabel słuchawkowy FAW Hybrid Noir, od razu słychać, że jest lepiej. Ostatnio nie chce mi się wracać do ED5 Unlimited. Jak LCD3 jest sporo lepsze (nie słuchałem), to już znam kierunek poszukiwań. LCD4 troszkę za drogie.

      1. Szkudi napisał(a):

        Właśnie zamierzam go sobie sprawić, póki co dozowałem sobie przyjemność oswajając się z ich dźwiękiem na fabrycznym kablu 😉

        P.s. dla zainteresowanych zestawami ‚hotelowymi’, Alo Audio Continental V3 napędza te słuchawki znakomicie, jego brzmienie również zgrywa się z tymi słuchawkami wyśmienicie. Ciekawe jak by się sprawowały z V5.

  6. Marcin napisał(a):

    Czy te słuchawki to budżetowa wersja Edition X? Na to może wskazywać recenzja jak i inne internetowe opisy. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Edition X są jednak o wiele bardziej zaawansowane konstrukcyjnie i w efekcie wyżej uplasowane brzmieniowo. Potrafią grać analogowo, Sundarom do tego mimo wszystko trochę brakuje.

  7. Tadek napisał(a):

    Panie Piotrze, czy potwierdza Pan, że swego czasu, gdy Wojciech Pacuła otrzymał od Fang Biana HE-6 zrobił Pan sromotną awanturę HiFiMANowi i jego polskiemu dystrybutorowi, że Pan nie gorszy?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie, nic takiego nie miało miejsca. Z Fang Bianem nigdy się nie kontaktowałem, a z polskim dystrybutorem HiFiMAN-a poróżniłem się odnośnie produktu innej firmy. I skąd w ogóle taka informacja?

      1. Tadek napisał(a):

        Z forum Audiohobby, na którym sam Pan narzekał, że Pacułę HiFiMAN wyróżnia, a Pana nie, i w czym Pan gorszy. Szczerze mówiąc, od tamtej pory czytam pańskie recenzje HiFiMANa z mocno przymkniętą powieką.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To ciekawe, bo takich narzekań sobie nie przypominam. W każdym razie na pewno nie w sensie robienia komukolwiek awantury. Powiekę można oczywiście mrużyć albo nie, a prawda i tak się obroni. Mają te Sundary dobre wypełnienie, albo nie mają. Każdy może sam sprawdzić.

          1. Tadek napisał(a):

            Tak, to ciekawe, że te posty zniknęły z Audiohobby, a szkoda, bo może Pan dziś zaprzeczać i nic nie idzie z tym zrobić.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            To może jeszcze powiesz, że sam je usunąłem? 🙂

            Poza tym pozwolę sobie zauważyć pewną nieścisłość: w czasach gdy tam pisałem, nie było tego serwisu. Nie zajmowałem się wtedy pisaniem recenzji profesjonalnie, a zatem jakiekolwiek kategoryczne żądania pod adresem dystrybutorów czy producentów nie miałyby po prostu sensu.

          3. Tadek napisał(a):

            Panie Piotrze, po co te nerwy, przecież my nie jesteśmy na Ty.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Nie ma to nic wspólnego z nerwami. Sam Pan nawiązał (nawiązałeś) do forum Audiohobby, a tam, podobnie jak wcześniej na Audiostereo, lansowałem zwracanie się do siebie per ty. Na tej prostej zasadzie, że wszyscy jesteśmy kolegami.

  8. Piotr Ryka napisał(a):

    A tak już całkiem poważnie: Sundary są w porządku, trzeba im tylko koniecznie zmienić kabel.

    1. Andrzej napisał(a):

      Ale ta „tylko” wymiana kabla podnosi koszt słuchawek budżetowych o co najmniej 1000zl 😉

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        HiFiMAN od zawsze dawał swoim słuchawkom słabe kable i jeszcze się chwalił, że wyjątkowo dobre. Nie wiem, czym to tłumaczyć? Może deficytem wysokich tonów u dr Fang Bian? Nie chcę być złośliwy – no ale czym? Skąpstwem?

    2. Grzesiek napisał(a):

      Czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (jack)?

    3. Grzegorz napisał(a):

      Widzę, że komentarz nie został dodany, więc napiszę jeszcze raz – czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (Jack)? Nie mam tu na myśli kabla sklepowego za 1 tys. zł, ale skręconego we własny, zakresie np. z miedzi 6N, 7N/srebra.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Oczywiście, że ma. Dokładnie taki sam jak w przypadku symetrycznego.

        1. Grzegorz napisał(a):

          Dziękuję za odpowiedź. W takim razie do tych słuchawek lepsza będzie czysta miedź, czyste srebro czy hybryda (miedź + srebro)?
          Czy celując w tę samą średnicę pojedynczego przewodu lepiej skręcać więcej żył o mniejszej średnicy czy mniej żył o większej średnicy? Pomijam tutaj kwestię elastyczności całego kabla.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Gdybym sam miał coś kombinować, zrobiłbym kabel z większej ilości cieńszych żył miedzianych.

          2. Grzegorz napisał(a):

            Dziękuję za odpowiedź.

  9. Grzegorz napisał(a):

    Do czego recenzowane Sundary podpiąć, tak aby wydobyć z nich, jak najwięcej (oczywiście w rozsądnym przedziale cenowym)? Zapewne jest jakiś pułap, którego nie warto przekraczać z uwagi na wartość samych słuchawek, a co za tym idzie jakość generowanego dźwięku?

    Interesuje mnie w zasadzie tylko integra (dac+amp) zachowująca barwę (neutralność) samych nauszników. Wstępnie wytypowałem Aune S6, Questyle CMA 400i oraz Audio-gd NFB 28.38 różniące się m.in. mocą, możliwościami przyłączeniowymi oraz… ceną.
    Ma Pan doświadczenie z produktami każdej z powyższych firm, dlatego chciałby zapytać o zdanie – co „lepsze”, „bardziej opłacalne”. Być może jest jeszcze inny produkt/produkty, na który/e warto zwrócić uwagę w kontekście recenzowanych słuchawek?

    PS. Wykorzystywane źródło dźwięku to na ten moment Aune x1s po USB z PC.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na ślepo wybrałbym Aune, ale to tylko intuicja.

      1. Grzegorz napisał(a):

        Przy S6 obawiam się tylko wysokiej impedancji na wyjściu. Sundara ma tylko 37 Ohm. Stąd pytanie czy może to być duży problem?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Raczej nie.

          1. Grzegorz napisał(a):

            Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy