Recenzja: HiFiMAN Sundara

Odsłuch cd.: Sprzęt stacjonarny

I zakończony kątowym małym jackiem 3,5 mm, czyli niesymetrycznym.

Z Emperor Headphone Amplifier

Tak sobie pomyślałem (jak nieodmiennie słusznie), że słuchawek za dwa tysiące nie warto podpinać do wzmacniaczy za kilkanaście, bo kto na taki się zdecyduje i tak będzie szukał droższych. Odgrzebałem więc w magazynie kurzącego się tam Emperora, którego właściciel nie odebrał z sobie wiadomych względów, a który cenowo akurat. I nic to, że nie został ofertą rynkową (a przynajmniej nic o tym nie wiem) – to tranzystorowy wzmacniacz za dwa tysiące i można powiedzieć klasyk. Klasyk w sensie świetnej jakości, wyzbyty tranzystorowej biedy. Treściwy, muzykalny, doskonale zdający egzamin na skrajach pasma i na średnicy tak lampowy, że ślepy test względem lamp prawdziwych chyba nie byłby z marszu do przejścia. Podpięty super muzykalnymi Sulkami do naturalistycznego przetwornika Normy współtworzył tor dobrze dopasowany do niespecjalnie drogich słuchawek, lecz takich już z ambicjami. Obiecujących wiele za niewiele, byle ich torem nie skrzywdzić. Więc tutaj krzywdy nie było, prawda musiała wyjść na jaw. Przy okazji ponownie naszła mnie chętka na porównania niesprawiedliwe, ale tym razem od drugiej strony, od dołączenia do nich też wymodzonych z pamiętnych Fostex T50, ale kosztujące zaledwie tysiąc dwieście Fostex T60 RP. I teraz parę słów właśnie o nich.

Fostex T60 RP

Wyjątkowo przyjemne słuchawki – gęste, basowe, muzyczne. Fakt, grające brzmieniem zwartym jak pięść – nie wchodzącym w drobiazgowe analizy, tylko częstującym spójną całością: gładką, płynną, głęboką, bliską, w niemałym stopniu namiętną. Przy pełnym nacisku na muzykę a nie wydobywanie detali – cyzelowanie ostrym piórkiem krawędzi i sopranowe poświsty. Do tego schodzenie gitar basowych czy kontrabasu – coś pysznego! Moc, dynamika i jednolity wyraz, a wszystko tylko muzyką. Bez pewnych elementów sopranowych, bez dokładnego uwidaczniania wydarzeń na dalszych planach, ale z pełną otwartością i z dużym ciśnieniem akustycznym. Nie do końca wyśpiewywane słodyczą tryle i nie w stu procentach oddany indywidualizm, ale to nie obchodzi, to grymasy. Muzyczna jazda na całego i chce się tego słuchać!

AudioQuest NightHawk (kabel oryginalny cieńszy, do urządzeń przenośnych)

Podpina się go do muszli tymi samymi jackami, których używa Beyerdynamic i Focal.

Na wstępie porównałem cieńszy z grubszym kable oryginalne i grubszy grał wprawdzie gładziej i gęściej, ale nie dość wyraźnie. W detale nie będę wnikał – cieńszy podobał mi się bardziej więc go zostawiłem.

Co do samego brzmienia. Zejście, moc i potęga jeszcze lepsze niż u Fosteksów, a przy tym bardziej analityczne podejście; bardziej podkreślające szczegóły, mocniej akcentujące soprany, przy strunach gitar strojonych trochę wyżej i z odczuwalną nie tylko niską ale i wysoką wibracją. Bardziej przejrzyste samo medium, ale mniej gęste i cisnące, co mniej mi odpowiadało. Wyraz całościowy nie tak jednoznaczny – wyraźna mieszanka tonów wysokich i niskich, nie tak dobrze jak u Fosteksów zebranych w całość. Przy Tonalium by tak nie było, ale dużo wraz z nim trzeba dopłacić. I mniej by to też było rozstrzelone przy grubszym kablu oryginalnym, ale za cenę mniejszej wyraźności i lekkich przesterów basowych. Więc w sumie względem poprzednika zarazem lepiej i gorzej. Sopranowa wyraźność większa, ale muzyczna jednolitość i całościowa przyjemność słuchania na tym traciły.

HiFiMAN Sundara (kable różne)

Na tle dwóch słuchanych poprzednio Sundary zachowały się podobnie jak ze sprzętem przenośnym – zagrały bardzo przejrzystym i wyrazistym dźwiękiem, ale mniej wypełnionym. Bliższym temu od NightHawk, też mieszającym niejednorodnie soprany z basem, ale wyraźnie mniej nisko schodzącym i osadzonym w brzmieniu jeszcze bardziej usiłującym akcentować detale. Takim typowo dobrym i niedobrym. Bo z jednej strony ta przejrzystość i soprany wyśrubowane, a przy tym przestrzeń duża i tych szczegółów odczyt świetny, ale pasmo wyraźnie podzielone na segmenty (źle), wokale odchudzone i pogłosowo wyobcowane (jeszcze gorzej), a bas nie tak nisko schodzący (to już w ogóle). I najgorsze w tym wszystkim pomieszanie składników z różnych worków; a dokładnie do dobrego ogólnie brzmienia mieszająca się zła przymieszka odchudzenia oraz pogłosu. Jakbyś serwatki w śmietanę dolał, że smak się rozgęści, schudnie. Diety są wprawdzie dobre w sensie zdrowia i medytacji, ale akurat muzyka po odchudzeniu nie proponuje żadnych zalet. Maksymalnie powinna być kaloryczna i jednocześnie żywa, tak żeby energią tryskała i biła z biodra basem. Delikatności też wprawdzie potrzebuje, ale tylko na jej własnym terenie, bez ingerencji w resztę. A tutaj właśnie nie – za dużo wszędzie diety.

Tak sobie więc siedziałem, dumając i popatrując na te Sundary, a wszystko ze świadomością, że im się dzieje krzywda. Że one za dobrze oddają to, co oddają dobrze, by mogły być niedobre. Ale coś je od dobra odpychało, coś nie dawało w pełni wybrzmieć. I nic to nie mogło być innego, jak ten kabel z krystalicznej podobno miedzi. Tonalium im nie zamówię, trudno dawać go każdym, ale kabli na mikro jackach jest sporo i wziąłem się za przymierzanie. Od NightHawk nie pasował i od Crosszone też nie mógł, bo one mają jacki po obu stronach symetryczne (jak symetryczne na jeden wtyk) dla budowania stereofonii osobno w każdej muszli. Ale od Focal Clear okazał się pasować. No to jazda w muzykę i – Nooo! – nareszcie zagrało!

Siateczka wypełniająca muszle też jest antywibracyjna i antyrezonansowa.

Nareszcie spójnie, nareszcie gęsto, nareszcie całościowo muzycznie! Pod tymi względami podobnie do obu wcześniej próbowanych, z tym że ciągle względem Fostex z mocniejszym wybijaniem sopranów, co teraz nie miało już charakteru odchudzania, a jedynie podejścia nie kładącego całego nacisku na ujednolicanie, tylko na oddanie różnorodności. Dogłębnie się zasłuchałem i mi się podobało. Z tym kablem grały co najmniej nie gorzej od NightHawk, a tak naprawdę lepiej i ogólnie bardzo podobnie. Nie tak basowo, nie tak akustycznie, ale za to czyściej i na większym obszarze. I przy słabszej jakości plikach bez basowych przesterów, które gigantyczny bas NightHawk momentalnie znajdował.

I tak by to już zostało, na tym by się recenzja urwała, ale tknęło mnie jeszcze, czy kabel od Beyerdynamic T1 też nie ma takich wtyków przy muszlach? I okazało się że ma, a zatem można było bez specjalnego zamawiania uraczyć Tonalium Sundary. I porównywać do wyposażonych weń NightHawk oraz do całej reszty.

Tę konfrontację postanowiłem przenieść pod Twin-Head – bo jak już maszerujemy w jakość, to na całego. Zbyt mnie jednak korciło, więc na poczekaniu skonfrontowałem z Sundarami oba kable zewnętrzne. Różnica okazała się wyraźna, polegająca na tym, że Tonalium pozwalał podawać szersze pasmo, zwłaszcza na górnym skraju. Nie traciła nic na tym nic spójność, natomiast wszelkie chrypki, dzwonki, szelesty i gruzełkowatości tekstur wybrzmiewały donośniej. Ilość szczegółów na decymetr sześcienny przyrastała i otwartość przy okazji też. Brzmienie z kablem oryginalnym określiłbym jako spaczone, z tym od Focal Clear jako pięknie bogate, ale ciążące w stronę relaksu (czasami to zaleta), a to z Tonalium dojmująco realistyczne i pozwalające w pełni zabłysnąć. Toteż błyszczały Sundary, błyszczały…

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

37 komentarzy w “Recenzja: HiFiMAN Sundara

  1. fon napisał(a):

    A miały być lepsze od LCD2 i o kroczek od lcd3,tak niektórzy pisali

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Z pewnością aż tak dobre nie są. Zwłaszcza pod względem nasycenia i muzykalności.

  2. Sławek napisał(a):

    HiFiMan to zawsze marne kable dawał do swoich słuchawek niestety. Ten oryginalny od HE-6 to po porostu … zaśniedział, zielony nalot na miedzianym przewodniku poszedł około 10 cm wgłąb po kablu, co było widać przez przezroczystą jego izolację.
    Panie Piotrze – a jak wypada ta Sundara na tle HE-6?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To innego typu słuchawki, nawet nie ma ich jak posłuchać z jednego wzmacniacza. Dobrze napędzane HE-6 są na pewno mocniejsze w wyrazie. Nieco jaśniejsze, lepiej wypełnione i grające bliżej słuchacza na mniejszej scenie. Bas mają znacznie mocniejszy.

      1. Sławek napisał(a):

        Dziękuję za odpowiedź.
        Jeśli Sundary mają słabszy bas niż HE-6, to nie są to słuchawki dla mnie. Ja swoje HE-6 napędzam Audio-gd Master 11, 8 watt przy 50 ohm-ach więc jest spoko – są IMO dobrze napędzone.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Poza tym HE-6 z mocnym wzmacniaczem to zawsze będzie lepsza dynamika niż ze zwykłych słuchawek dynamicznych albo planarnych.

  3. Al napisał(a):

    Czytając obie recenzje, zauważam że HD660s postrzega Pan jako lepsze słuchawki, czy tak?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Odpowiedź poprzez „tak” albo „nie” nie byłaby właściwa, bo sprawa jest nieco zagmatwana. Poczynając od tego, że Sennheiser HD660 S to słuchawki bardziej niezwykłe od przeciętnych, mające wyraźna styl o artystycznym w sensie sposobu prezentowania muzyki zacięciu. Sundary są natomiast w sensie sposobu prezentacji typowe. Duża, ale nie podkreślająca holografii scena, a na niej wszystko jak najwyraźniejsze i jak najbardziej drobiazgowo wyrysowane, a jednocześnie wyraźne braki w odniesieniu do wypełnienia, plastyki, trójwymiarowości, spójności pasma. Soprany podbite i poprzez cienkość za nerwowe i nie dość trójwymiarowe, bas nie dość nisko schodzący i za mało wypełniony, a średni zakres zbyt pogłosowy i trochę obco brzmiący. Ale to wszystko przykryte wyraźnością, szczegółowością i na szczęście pozbawionym jaskrawości, lekko ściemnionym światłem. I w rezultacie tak na pierwszy strzał bardzo efektowne. Ale by było efektowne naprawdę, potrzeba lepszego kabla i podejrzewam, że ten od FAW już by w zupełności wystarczył. Natomiast Sennheiser HD660 S to słuchawki dla melomanów. Nie wyżywają się w szczegółach, tylko w całościowym ukazywaniu muzyki jako twórczości artystycznej; nie czegoś głównie do obfotografowania i pomierzenia. Nacisk kładą na spójność i plastykę, a nie wysoką rozdzielczość obrazu. Przy czym nie wiem jak grają z lepszymi kablami, nie słuchałem.
      Słuchając HD660 S można się poczuć jak w filharmonii, a słuchając Sundar z lepszym kablem mamy przede wszystkim mocne poczucie, że słuchamy świetnych technicznie, bogato grających słuchawek.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    I jeszcze może taka uwaga: jeżeli ktoś lubi styl prezentowany przez SUndary, lepiej zrobi kupując Fostex TH610. A na wyższym pułapie cenowym Kennerton Vali, u których szczegółowość to już prawdziwie mistrzowski popis.

  5. Szkudi napisał(a):

    A myśli Pan Panie Piotrze o recenzji audeze LCD 2 classic? U mnie wygoniły na serwis aukcyjny wspomniane w komentarzu Fostexy th610, które ocenia Pan lepiej niż Sundary, ciekawe jak by się Panu nowe/stare audeze spodobały. Od razu dodaję że Fostexy wyposażone były w kabelek z miedzi 7n a Audeze fabryczny. U mnie te lcd zażarły faktycznie dopiero po ok 200h grania.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      LCD-2 dawno temu zrecenzowałem, a na ostatnim AVS nowsza wersja grała świetnie. Dobrze byłoby ją zrecenzować, ale na razie inne czekają w kolejce.

    2. Marek S. napisał(a):

      Do nowych LCD2C polecam kabel słuchawkowy FAW Hybrid Noir, od razu słychać, że jest lepiej. Ostatnio nie chce mi się wracać do ED5 Unlimited. Jak LCD3 jest sporo lepsze (nie słuchałem), to już znam kierunek poszukiwań. LCD4 troszkę za drogie.

      1. Szkudi napisał(a):

        Właśnie zamierzam go sobie sprawić, póki co dozowałem sobie przyjemność oswajając się z ich dźwiękiem na fabrycznym kablu 😉

        P.s. dla zainteresowanych zestawami ‚hotelowymi’, Alo Audio Continental V3 napędza te słuchawki znakomicie, jego brzmienie również zgrywa się z tymi słuchawkami wyśmienicie. Ciekawe jak by się sprawowały z V5.

  6. Marcin napisał(a):

    Czy te słuchawki to budżetowa wersja Edition X? Na to może wskazywać recenzja jak i inne internetowe opisy. Pozdrawiam.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Edition X są jednak o wiele bardziej zaawansowane konstrukcyjnie i w efekcie wyżej uplasowane brzmieniowo. Potrafią grać analogowo, Sundarom do tego mimo wszystko trochę brakuje.

  7. Tadek napisał(a):

    Panie Piotrze, czy potwierdza Pan, że swego czasu, gdy Wojciech Pacuła otrzymał od Fang Biana HE-6 zrobił Pan sromotną awanturę HiFiMANowi i jego polskiemu dystrybutorowi, że Pan nie gorszy?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie, nic takiego nie miało miejsca. Z Fang Bianem nigdy się nie kontaktowałem, a z polskim dystrybutorem HiFiMAN-a poróżniłem się odnośnie produktu innej firmy. I skąd w ogóle taka informacja?

      1. Tadek napisał(a):

        Z forum Audiohobby, na którym sam Pan narzekał, że Pacułę HiFiMAN wyróżnia, a Pana nie, i w czym Pan gorszy. Szczerze mówiąc, od tamtej pory czytam pańskie recenzje HiFiMANa z mocno przymkniętą powieką.

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To ciekawe, bo takich narzekań sobie nie przypominam. W każdym razie na pewno nie w sensie robienia komukolwiek awantury. Powiekę można oczywiście mrużyć albo nie, a prawda i tak się obroni. Mają te Sundary dobre wypełnienie, albo nie mają. Każdy może sam sprawdzić.

          1. Tadek napisał(a):

            Tak, to ciekawe, że te posty zniknęły z Audiohobby, a szkoda, bo może Pan dziś zaprzeczać i nic nie idzie z tym zrobić.

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            To może jeszcze powiesz, że sam je usunąłem? 🙂

            Poza tym pozwolę sobie zauważyć pewną nieścisłość: w czasach gdy tam pisałem, nie było tego serwisu. Nie zajmowałem się wtedy pisaniem recenzji profesjonalnie, a zatem jakiekolwiek kategoryczne żądania pod adresem dystrybutorów czy producentów nie miałyby po prostu sensu.

          3. Tadek napisał(a):

            Panie Piotrze, po co te nerwy, przecież my nie jesteśmy na Ty.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Nie ma to nic wspólnego z nerwami. Sam Pan nawiązał (nawiązałeś) do forum Audiohobby, a tam, podobnie jak wcześniej na Audiostereo, lansowałem zwracanie się do siebie per ty. Na tej prostej zasadzie, że wszyscy jesteśmy kolegami.

  8. Piotr Ryka napisał(a):

    A tak już całkiem poważnie: Sundary są w porządku, trzeba im tylko koniecznie zmienić kabel.

    1. Andrzej napisał(a):

      Ale ta „tylko” wymiana kabla podnosi koszt słuchawek budżetowych o co najmniej 1000zl 😉

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        HiFiMAN od zawsze dawał swoim słuchawkom słabe kable i jeszcze się chwalił, że wyjątkowo dobre. Nie wiem, czym to tłumaczyć? Może deficytem wysokich tonów u dr Fang Bian? Nie chcę być złośliwy – no ale czym? Skąpstwem?

    2. Grzesiek napisał(a):

      Czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (jack)?

    3. Grzegorz napisał(a):

      Widzę, że komentarz nie został dodany, więc napiszę jeszcze raz – czy wymiana kabla ma również sens dla wyjścia niezbalansowanego (Jack)? Nie mam tu na myśli kabla sklepowego za 1 tys. zł, ale skręconego we własny, zakresie np. z miedzi 6N, 7N/srebra.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Oczywiście, że ma. Dokładnie taki sam jak w przypadku symetrycznego.

        1. Grzegorz napisał(a):

          Dziękuję za odpowiedź. W takim razie do tych słuchawek lepsza będzie czysta miedź, czyste srebro czy hybryda (miedź + srebro)?
          Czy celując w tę samą średnicę pojedynczego przewodu lepiej skręcać więcej żył o mniejszej średnicy czy mniej żył o większej średnicy? Pomijam tutaj kwestię elastyczności całego kabla.

          1. Piotr Ryka napisał(a):

            Gdybym sam miał coś kombinować, zrobiłbym kabel z większej ilości cieńszych żył miedzianych.

          2. Grzegorz napisał(a):

            Dziękuję za odpowiedź.

  9. Grzegorz napisał(a):

    Do czego recenzowane Sundary podpiąć, tak aby wydobyć z nich, jak najwięcej (oczywiście w rozsądnym przedziale cenowym)? Zapewne jest jakiś pułap, którego nie warto przekraczać z uwagi na wartość samych słuchawek, a co za tym idzie jakość generowanego dźwięku?

    Interesuje mnie w zasadzie tylko integra (dac+amp) zachowująca barwę (neutralność) samych nauszników. Wstępnie wytypowałem Aune S6, Questyle CMA 400i oraz Audio-gd NFB 28.38 różniące się m.in. mocą, możliwościami przyłączeniowymi oraz… ceną.
    Ma Pan doświadczenie z produktami każdej z powyższych firm, dlatego chciałby zapytać o zdanie – co „lepsze”, „bardziej opłacalne”. Być może jest jeszcze inny produkt/produkty, na który/e warto zwrócić uwagę w kontekście recenzowanych słuchawek?

    PS. Wykorzystywane źródło dźwięku to na ten moment Aune x1s po USB z PC.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Na ślepo wybrałbym Aune, ale to tylko intuicja.

      1. Grzegorz napisał(a):

        Przy S6 obawiam się tylko wysokiej impedancji na wyjściu. Sundara ma tylko 37 Ohm. Stąd pytanie czy może to być duży problem?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Raczej nie.

          1. Grzegorz napisał(a):

            Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy