Recenzja: Focal Stellia

Odsłuch

Błyszczą brązem słuchawki.

   Zacznę od charakterystyki ogólnej, by przejść do sprzętowych lokalizacji i do porównań z konkurencją. Najważniejsza z tego wszystkiego jest oczywiście różnica pomiędzy Stellią a Utopią. Ta jest zarówno całościowa, jak i ma stosunkowo łatwe do zdiagnozowania składowe – jakichś dwadzieścia minut zajęło mi ustalenie, na czym się dokładnie zasadza.

Od strony całościowo wyrazowej jest to różnica między stylem optymistycznie słonecznym, a nie aż pesymizmem, ale z dodaną nutą melancholii i księżycowej poświaty. Można nawet powiedzieć, że pejzaż muzyczny Stellia nie jest, wbrew nazwie, oświetlany przez srebrzącą się mocnym, białym światłem Jutrzenkę – gwiazdę wstającego poranka – tylko przez złoty Księżyc w pełni, albo i samo Słońce. Podczas kiedy Utopie to bardziej Księżyc w nowiu, czego nie należy mylić ze stopniem wypełnienia, gdyż chodzi o sam nastrój. Bardziej pytający niźli wiedzący i z lekkim niepokojem, a nie przede wszystkim z samozadowoleniem oraz krzepką pewnością siebie. I teraz – z czego to wynika? Ano właśnie z tamtego wytłumienia po stronie wewnętrznej muszli za przetwornikiem. Wprawne ucho momentalnie wyłapie, że w Utopiach mamy więcej sopranów. One trochę się skarżą, coś srebrzą, coś zawodzą. Co łączy się z drugim czynnikiem – w Utopiach wybrzmienia są dłuższe.  Wespół z tą sopranową nutą, która nie tylko się zjawia, ale też i dłużej wybrzmiewa, daje to te melancholie i bardziej zamyślony klimat. Gdy odpowiednim doborem toru, szczególnie lampowego, zadbamy o to, by Utopie nie grały nazbyt ciepło (do czego mają pewną skłonność i co w kontraście z tymi długimi sopranami drażni), wówczas dostajemy w nich słuchawki bardziej po męsku płaczące.

Myślicie, że zwariowałem? Że płacz niemęską rzeczą, bo chłopaki nie płaczą? Chłopaki może nie, bo to zwyczajne kmioty, co w życiu niczego nie przeszły, niczego nie widziały. Ale wystarczy sięgnąć do historycznych źródeł, relacji naocznych świadków, by na przykład przeczytać, że pod Grunwaldem, stojąc naprzeciw siebie król Jagiełło i Wielki Mistrz Ulryk zalewali się łzami. Płakały obie armie, gdyż dobrze to wiedziały, do czego dojdzie zaraz. (A ty, „niepłaczący chłopaku”, gdyby cię tam wsadzić na konia i dać do pierwszych rządów, tobyś się zesrał w siodło, tyle byłoby z niepłakania.)

O pięknie zdobnych maskownicach.

W kontekście tego Focal Stellia są bardziej po kobiecemu radosne i z siebie zadowolone, jednakże inne cechy mają męskie – bas niski, dźwięk mocarny i stuprocentowe wypełnienie. Bardziej wydają się pełne brzmieniowo, bo brak tych odfiltrowanych sopranów, a wraz z nimi części rzewności i części delikatności. W efekcie nie ma też tak jawnego poczucia ogromu i brak obrazowania wnętrz. Obraz brzmieniowy dają bliski, mocny, treściwy, ale zarazem bardziej jednowymiarowy. Co, wespół z innym nastrojem, jest drugą główną różnicą – Utopie lepiej władają dźwiękiem jako składnikiem przestrzeni. To też momentalnie się czuje, ich trójwymiarowe rysowanie i pietystyczne podejście do relacji dźwięk-przestrzeń. Sam dźwięk zostaje opowiedziany bogaciej, ma te niezdjęte składowe; a one, obok jego brzmieniowej rozmaitości, dają także poczucie obcowania dźwięku z przestrzenią. Tego u Stelli nie ma, a ściślej zostaje zredukowane.

W całościowym wyrazie dźwięk dany przez Utopie robi wrażenie z lekka wklęsłego (tak jak ten Księżyc nad nim), a w każdym razie się nie rozpiera. Jest posępniejszy, subtelniejszy, bardziej przenikliwy, bardziej wielowątkowy i bardziej delikatny. Na dodatek igra z przestrzenią, czuć doskonale przestrzenne relacje. Wyłaniają się wnętrza, za pierwszym planem dalsze, wszystkie formy dźwiękowe okazują się bardziej przestrzenne. Natomiast u zamkniętych Stellia jest przede wszystkim frontalny atak na całej linii pierwszego planu, od najdalszego prawa do najdalszego lewa, dużymi, mocnymi, wyrazistymi brzmieniami. Bas bardziej się zaznacza, soprany tak się nie skarżą, wokaliści są więksi, ciężsi, dojrzalsi i bardziej pewni siebie. Całe zaś brzmienie ewidentnie wypukłe, aż rozpiera się sobą. I to też bardzo jest dobre, chociaż zupełnie inne. Dla amatorów mocnego basu prawdziwa uczta z przystawkami, a te przystawki znaczące, ponieważ mimo wielkich rozmiarów bas nie daje zniekształceń.

Śmiem wobec tego twierdzić, że wyścielenie EVA i towarzyszące mu dyfuzory o rewir basowy także dbają i nawet bardziej udanie. Mimo niskiego zejścia nie towarzyszy mu nigdy przester, ani nie zajeżdża średnicy, i przede wszystkim nigdy nie jest tubalny. Mocniejszy i jeszcze niżej schodzący bas z Ultrasone T7 dawał wprawdzie wyraźnie wyższe ciśnienia i całościowo robił większe wrażenie, ale przy słabszych nagraniach potrafił brzmieć jak z rury, czego u Stelli nie było – nie było nawet nigdy. Z drugiej jednakże strony u T7 o wiele mocniejsze zjawiały się soprany, też dając, identycznie jak u Utopii, ten taniec dźwięku z przestrzenią, rzewność i zamyślenie. Brzmienia bardziej subtelne i bardziej wieloskładnikowe, ale trudniejsze dla toru i więcej wymagające od nagrań. Pod względem wszystko strawności, w sensie trawienia słabych nagrań, Stellia są znacznie lepsze – zły materiał muzyczny czyniąc prostszym ale ładniejszym. Zarazem nie jest tak, że u nich tylko radość. Smutne tematy też są smutne, lecz nie tak rozdzierające.

Cuir pleine fleur, czyli skóra licowa.

Wróćmy raz jeszcze do sopranów. W sporządzając dopiero co recenzji Audio-Techniki ATH-L5000 wielokroć przywoływałem kwestię nadzwyczajnego rozciągania przez nie przestrzeni sopranowej i tego konsekwencji. Konsekwencji w postaci albo wielkich połaci otwartego terenu, albo dokładnego obrazowania wnętrz – zależnie gdzie muzyka. I konsekwencji drugich, równie ważkich – zdolności wyrysowanych po mistrzowsku pudeł rezonansowych. Przykładowo sławna solówka perkusyjna z jeszcze sławniejszego Sing, Sing, Sing Benny Goodmana, grana jest u tej Audio-Techniki na całkiem innych bębnach – i wierzcie mi, prawdziwszych. Ale, o czym też tam pisałem, prawda nie musi być tą strawą, która smakuje najlepiej. Pełne, optymistyczne i mocne dźwięki Focal Stellia są bardzo przyjemne w doznaniu i komuś w smaku zapewne lepsze. Są „yummy!” – jak mawiają Amerykanie; to brzmieniowe Big Macki – kupa radości w uszach. Sopranowe zawodzenia Utopii i T7 zostają z łez otarte i dobrze nakarmione, a jednocześnie dźwięk wciąż zachowuje należytą  dźwięczność i eleganckie wybrzmienie – jest bliski, mocny, pełen werwy i potęgi basowej. Jednakże względem tamtych bardziej też prostoduszny, mniej harmonicznie złożony. Mniej także kontrastowy, nie potrafiący tak subtelnie ukazać rzeczy delikatnych w kontraście do spraw większych. Lecz za to dobrze oczyszczony z pasożytniczych odbić, udanie poskładany w całość i z równym przebiegiem pasma. To też jest duża wartość, to także duża sprawa. Zwłaszcza, że sumarycznie jest dźwiękiem high-endowym; nie z himalajskich wprawdzie szczytów, ale na pewno z górnej półki. Z drugiej strony względem takich Meze Empyrean, nie mówiąc o flagowej Audio-Technice, wydaje się okrojony z brzmieniowego bogactwa, skutkiem czego bardziej powszedni. Emocjonalnie bardziej jednowymiarowy i ze zredukowaną przestrzenią. Cały trochę na jedno kopyto, chociaż przyjemnie optymistyczny i pozbawiony zniekształceń. Jednak Utopie to wyższa klasa – tego się nie da ukryć. Sądząc po gremialnych pochwałach i dobrze idącej sprzedaży, klient nie ma o to jednak do Focal Stellia pretensji i cały jest zadowolony. Niemniej wymagający użytkownik, obyty z najwyższej ligi słuchawkami i do nich wzmacniaczami, będzie cokolwiek kręcił nosem, nie dla niego te uproszczenia. Zależą zresztą od utworu: czasami całkiem nie znać, ale czasami mocno.

FOCAL – i jasna sprawa.

Nie kupiłbym sobie więc tych Stellia, natomiast Utopie chętnie.  Można jednakże lubić taki oczyszczony z sopranowych pogłosów, bardzo dobrze zrobiony plan pierwszy; tego się łatwo słucha i w Stellia zrobiono to świetnie. Wszystko okazuje się akuratne i wbija się do głowy imponującą falą brzmienia, jedynie otoczenie cokolwiek wraz z tą redukcją znika, dość wyraźnie się redukuje.

 

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

23 komentarzy w “Recenzja: Focal Stellia

  1. Patryk pisze:

    Znam te sluchawki i napisze tylko tyle, ze CLEAR sa duzo tansze i lepsze.
    To tyle z mojej strony.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Środkowe modele Focala – otwarty i zamknięty – oferują odmienne style. Clear to takie małe Utopie, choć oczywiście nie do końca. Pokrewieństwo jest jednak wyraźne, dość podobny brzmieniowy nastrój, u Clear bardziej uspokojony. Droższe i zamknięte Stellia są natomiast pełniejsze, radośniejsze i bardziej prostoduszne, bo mają mniejszy procentowy udział sopranów, co eksponuje dół i środek.

  2. Lord Rayden pisze:

    Ech te Focale…za drogie i..nie zawsze podchodzą.
    Próbowałem przejść z Oppo PM2 na Elear. No i w pojedynku na platformie AK300/AK380 AMP walka była wyrównana ze wskazaniem na PM2. A szkoda bo mogłem uźywki Elear kupić w dobrej cenie. Poza tym Oppo mają bardziej uniwersalne okablowanie (mam kable balans dorobione do DAPa).

    Na moim ulubionym Forum (pozdrawiam Forumowiczów) Focale Elegia (zamknięte) są fatalnie oceniane. Sam nie dorwałem jeszcze aby ocenić. Może kiedyś kupię Cleary…Marzenia.. Natomiast opisywane Stellie :
    – kolor fatalny. Nie jestem rudą panienką.
    – straasznie drogie jak na jazdę komunikacją miejską i spacery. Jak one tłumią hałas zewnętrzny ?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Hałasy tłumią dość dobrze, aczkolwiek słabiej niż Ultrasone T7

      1. Lord Rayden pisze:

        Dzięki !

        Są i fotki Panów w Stelliach.
        https://images.app.goo.gl/2ZT6MJonmsvcV6BWA

      2. Piotr Ryka pisze:

        Nie są tyko dla Pań, a uniwersalne – damsko-męskie. Tycjanowskie włosy świetnie do nich pasują, ale niewielu niestety ma takie.

        1. Sławomir S. pisze:

          Trafne spostrzeżenie – znakomicie dopasowane do tycjanowskiego typu urody!
          Pomyślałem sobie nawet frywolnie o innych Twórcach, jako źródłach inspiracji dla słuchawek ale przywołując Van Gogha szybko się powstrzymałem- nie tędy droga 🙂

  3. Piotr Ryka pisze:

    Właśnie sobie uświadomiłem, że zrobiłem im krzywdę, bo mogłem posłuchać z kablem Tonalium od Beyerdynamic T1, a nie posłuchałem. Zaraz strzelę sobie porównanko do Ultrasone T7 na identycznym okablowaniu.

    1. Alucard pisze:

      To jest bardzo dobry pomysł te porównanie, bo czytając recenzję nasunęła mi się myśl ze te Stellie to w sumie bezpośredni rywal T7. Obie pary są zamknięte, obie mają potężny bas itd. A propo, musze spytać: z dwójki Ps2000e i Stellie które byś wolał i dlaczego Grado? Jak wypada muzyka rozrywkowa na tych dwóch parach, rock, elektronika, drum n bass?

      1. Piotr Ryka pisze:

        Grado są lepsze w ogółach i szczegółach – na pewno bym je wybrał. Ale dajmy jeszcze szansę Stelliom z lepszym okablowaniem, nie przesądzajmy. Jutro, pojutrze powinienem więcej wiedzieć, a teraz muszę osłuchać Xaviany, już grają.

  4. Piotr Ryka pisze:

    Ale od razu napiszę – Stellia dostały turbo, nareszcie przy komputerze żyją.

  5. Patryk pisze:

    Dla mnie „STELLIA & CLEAR” to to samo co „Final Audio VIII & X”. Nie rozumiem jak mozna wybrac te pierwsze z obydwoch. Nie rozumiem po prostu patrzac tylko na brzmienie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      A ja słyszałem tak grające VIII, że mógłbym takie coś zrozumieć. Grały cieplejszym i bardziej domykanym, ale niezwykle efektownie dźwiękiem. Do recenzji Stellia czyba będę musiał dopisać aneks opisujący jej brzmienie z Tonalium. Nie będzie to prawdopodobnie rewolucja, ale na pewno pewne przewartościowanie. Jak duże, jeszcze nie wiem.

  6. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, a który model Xavianów Pan testuje? Pewnie Perlę?
    Ja od ponad miesiąca jestem szczęśliwym posiadaczem szczytowego modelu – Xavian Orfeo, w najnowszej, dębowej wersji. Wygląd i brzmienie, wspaniałe! No ale cena oczywiście dużo wyższa niż Perli.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Tak, opisuję Xavian Madre Perla. Niezwykły głośnik.

  7. Adam K. pisze:

    Panie Piotrze, zatem proszę sobie wyobrazić jak pięknie grają Orfeo, które są od Perli znacznie lepsze:)

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie mam takiej wyobraźni, ale wierzę.

  8. miroslaw frackowiak pisze:

    Tak na ostatniej wystawie w Londynie sluchalem te sluchawki i szybko przestalem,bo tylko ladnie wygladaly, taki wabik, chyba tylko dka kobiet,ale jak graja ze sprzetem przenosnym super to najlepsze i najladniejsze sluchawki zapewnie na swiecie…

  9. Fon pisze:

    Polecam posmarować złącza Furutechem nanofluid to postawienie kropki nad i, dotyczy każdych słuchawek i nietylko, byłem sceptycznie nastawiony bo drogo, ale nie żałuję ani złotówki na ten specyfik, porównam to do zmiany kabla, nie wyobrażam sobie teraz słuchać bez tego

  10. Jarosław pisze:

    Panie Piotrze, od jakiegoś czasu czytam o tych słuchawkach i zastanawiam się czy warto zamienić Ultrasone 5 ULTD na Stellie. Czy może Pan przedstawić swoją opinię czy Focal Stellia z SP1000 pozwolą na dużo więcej radości ze słuchania muzyki?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ani Stellia, ani Ultrasone 5 Unlimited nie słyszałem z SP1000, niemniej coś chyba mogę powiedzieć. Brzmienie Stellia będzie spokojniejsze, bo mniej w nim będzie sopranów i pogłosów. Scena nie zarysuje się tak wyraźnie, dół i środek pasma będą bardziej dominowały, smutne nastroje staną się mniej smutne, kontrasty i dynamika złagodnieją. Jakościowy poziom dźwięku się prawdopodobnie obniży, w zamian (jeśli ktoś akceptuje taką walutę) dźwięk stanie się bardziej zwykły – mniej artystyczny, bardziej kumpelski. To jednak tylko domysł. Może podzieje się inaczej?

      1. Jarosław pisze:

        Dziękuję za odpowiedź. Nie udało mi się odsłuchać Stelli w poprzednim tygodniu, gdyż egzemplarz testowy pojechał do Pana, ale wygląda na to, że i tak skieruję się w inną stronę. Może faktycznie Grado albo Pioneer.

  11. Mariusz pisze:

    Sluchalem Sp 1000 z Focal Stellia.Dla mnie Sp1000 najlepij graja z 64 audio u 18t stellie nie mialy szans porownywalem bezposrednio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy