Podsumowując
Final DX4000 są dokładnie tym, czego należało się po nich spodziewać. Nie są aż tak mocne energetycznie i estradowo popisowe, jak model DX6000 (dwukrotnie przecież droższy), ale też mają estradowy dryg – potrafią przywoływać koncerty na miarę prawdziwego. Z kolei talentem czysto muzycznym wyprzedzają grono słuchawek z formacji „trzy tysiące” – od takich są śpiewniejsze, albo co najmniej równie śpiewne. Możliwościami odtwórczymi nie zagrożą referencyjnym; nie po to Final stworzył całą rodzinę wokół modelu D8000 i teraz jeszcze dokłada flagowe DX10000, żeby najbardziej wymagający słuchacze mieli poprzestać na skromnych czterech tysiącach. Ale kiedy się nie robi porównań, to może nie do końca nie ma czego żałować, ale się słucha bardzo dobrze i nie czuje dystansu. Dołącza do tego pierwszorzędny komfort: słuchawki są wygodniejsze niż na to wyglądają. Po gorszej stronie to, że chińska konkurencja bardziej dba o wyposażenie: zwykła dołączać etui, daje czasem dwa kable, stara się też o nie oszczędnościowe, efektowne opakowania. Tu jednak napotyka kontrę: wydaje się, że kabel DX4000 jest wprawdzie tylko jeden, lecz za to długi i wyższy gatunkowo. I jeszcze jeden motyw: na podstawie wielu przykładów można dochodzić do wniosku, że łatwiej zaprojektować niedrogie a wybitne słuchawki dynamiczne – dorównujące im planarne wymagają większych nakładów, szczególnie analogowa melodyjność jest u planarnych droższa, co przykład dynamicznych DX4000 jeszcze mocniej utwierdza. Na koniec spostrzeżenie o też niepośledniej wadze. To słuchawki zamknięte, a wolne od wad takich. Nie ma denaturalizacji brzmienia poprzez wewnętrzne odbicia, grają jakby były otwarte. Wolne od echowego chłodu i od echowej sztuczności, są, jak wiele razy już tu podkreślałem, melodyjne i śpiewne oraz z biologiczną ciepłotą. Tym bardziej to zadziwia, że przy tym tak energetyczne – ta energia się bardzo dobrze zachowuje, cała zamieniając w muzykę w ich zamkniętych komorach.
W punktach
Zalety
- Słuchawki o konstrukcji zamkniętej, brzmieniowo jak otwarte.
- Bycie dynamicznymi ułatwia im też bycie melodyjnymi. (W tym przedziale cenowym.)
- Dodatkowo ułatwia tę melodyjność opracowany przez Final model zachowania powietrza w komorze akustycznej.
- Super czuła membrana i mocne magnesy dopełniają całości.
- W efekcie otrzymujemy muzykę czystą, śpiewną i pozbawioną zniekształceń.
- Długie wybrzmienia i romantyzm.
- A jednocześnie dużą moc, nie samo la-la-la.
- One potrafią uderzać, bas siły nie żałuje.
- Ze wszystkim tym są wyważone na całym przebiegu pasma.
- Dostajemy muśnięcia, dostajemy cykania, dostajemy wokale, dostajemy walnięcia.
- Wszystko zostaje złączone w uwodzicielskie snucie muzyczne.
- Jednocześnie zostaje włożone w rozległą perspektywę.
- Zaskakujące połączenie stylistyczne – kolarz estradowo mocnej muzyki z romantycznym brzmieniami.
- Nie ma tu grania w głowie, wszystko dzieje się przed słuchaczem.
- Temperatura, oświetlenie i współpraca brzmień zespołowych nie budzą żadnych zastrzeżeń.
- To muzyczna pasza treściwa, a nie jakieś muzyczne diety.
- Słucha się w pełnym zadowoleniu, tym bardziej, że są nadprzeciętnie wygodne.
- Sprawdzona, znana od dawna konstrukcja całości.
- Sprawdzony, doświadczony, pomysłowy producent.
- Mocna, niepodatna na uszkodzenia budowa.
- Pomimo tego lekkie i przyjemne w dotyku.
- Nie są szczególnie łatwe do napędzenia, ale znacznie łatwiejsze od DX6000.
- Czerń jako wyglądowa dominanta, a zatem modna powściągliwość.
- Wysokiej jakości kabel.
- Wyważony stosunek jakości do ceny. (W kontekście naszych czasów.)
- Japońskie – więc sami wiecie, nie ma bylejakości.
- Sprawdzona polska dystrybucja
Wady i zastrzeżenia
- Jeżeli miały być nawiązaniem do Pandora Hope VI, to nie, tego nie ma, to nie są podobne słuchawki.
- Brak adaptera na 4-pin oczywistym niedopatrzeniem.
- Brak etui (zapewne spowodowany walką o zniżkę kosztów) na pewno nie jest atutem.
- W przeciwieństwie do Pandora Hope, nie stanowią w żadnym wymiarze, poza ekonomicznym, zagrożenia dla słuchawek referencyjnych czy elitarnych.
- Konkurencja ciągnie się już po horyzont.
Dane techniczne
- Słuchawki dynamiczne, wokółuszne, zamknięte.
- Komory akustyczne z tworzywa ABS (akrylonitryl-butadien-styren)
- Membrana o podniesionej czułości ǿ50 mm
- Magnesy neodymowe N50.
- Cewki z drutu CCAW (Copper-Clad Aluminum Wire)
- System wewnętrznej kontroli ciśnień
- Czułość: 96 dB/m/W
- Impedancja: 37 Ω (1 kHz)
- Waga: 375 g (bez kabla)
- Pokryty srebrem, odpinany kabel symetryczny 2,0 m zakończony wtykiem Pentacon (w zestawie adapter 4,4 mm/6,35 mm)
Cena: 4299 PLN
System
- Źródła: PC z przetwornikiem Phasemation HD-7A, Cairn Soft Fog V2
- Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark II, Felis Envy Meisterwerk, Phasemation EPA-007, SAEQ Astraeus (z lampami CCa, E88CC Telefunken i E188CC Philips)
- Słuchawki: AudioQuest NightHawk (kabel FAW Hybrid), Aune SD7000, Dan Clark Audio STEALTH (kabel Tonalium-Metrum Lab), FiiO FT7, HiFiMAN. Final DX4000 & DX6000, Susvara Unveiled (kabel Tonalium-Metrum Lab), Fostex TH610, Sennheiser HD 600, Spirit Torino Valkyria
- Interkonekty: Next Level-Tech ETHER, Siltech Double Crown, Sulek RED, Tellurium Q Black Diamond
- Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, Shunyata Omega, Sulek 9×9 Power
- Listwa: Sulek Edia
- Kondycjoner masy: QAR-S15
- Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS
- Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Harmonix SF-200, Solid Tech „Disc of Silence”









Ten wzmacniacz Fiio widzę już któryś raz na łamach. Jak to to gra i kiedy recenzja? 🙂
To chyba ten https://hifiphilosophy.com/recenzja-fiio-k17/ Chwilowo został do porównania, bo teraz piszę recenzję alter ego jego sekcji przetwornikowej, lampowego modułu FiiO WARMER.
Przetwornik: dynamiczny 40 mm z papierowo-węglową membraną kompozytową DU
Pozwoliłem sobie wkleić ze strony produktu.
Rzeczywiście słuchawki grają jak otwarte, bez uczucia ciśnienia w głowie słuchawek zamkniętych.
W skrócie: miękki, dynamiczny i sprężysty dźwięk. Nigdy ostry. Pełen relaks.
Kupiłem, je z myślą, że będą łatwe w napędzeniu, Shanling m8t napędza je całkiem ok i brzmi to dobrze zarówno w trybie tranzystorowym jak i lampowym, ale dopiero z Aune s17 pro evo słychać że lubią moc.
DX3000CL, mają podbity wyższy bas, przez co odczuwałem zmęczenie po godzinie (można pobawić się EQ). DX4000CL również wydają się bardziej otwarte na średnicy i górze. Ale ogólnie charakter brzmienia tych dwóch modeli jest podobny.
50 mm membrany przekleiłem stąd https://snext-final.com/en/products/dxseries/, a teraz DX4000 w tej zakładce nie ma. Ale jak muszle takie same, to i chyba średnice membran. Dawne Grado też miały czterdziestomilimetrowe, a grały jak marzenie.
Membrany to nie armaty, gdzie działo 130 mm ma półtora raza większą siłę rażenia niż 120 mm 🙂
Dobre 😉
Final dx10000 z tego, co widziałem są słuchawkami zamkniętymi, preferowałbym jednak otwartą konstrukcję.
Dobrze, że są zamknięte, bardziej takowych potrzebuję. Ale pewnie nie całkiem. A może?
Czy dzwięk z Final DX 4000 to poziom Final Sonorous iii?
Porównanie ze słuchawkami słyszanymi ostatni raz wiele lat temu jest zbyt karkołomne. Pomiędzy napisałem kilkaset recenzji, za dużo dźwięków dzieli, nie potrafię się odnieść. Więc może tak, a może nie. Ale przez mgłę czasu wspominając, DX4000 wydają się jakościowo wyższe.
Bede czekal na recenzje DX 10000 CL ! To bedzie rakieta (sluchawki jak i ich recenzja z Pana strony), a przynajmniej tak mi sie wydaje.
Obawiam się, że to dużo czekania, skoro zapowiedzieli je sprzedażowo dopiero na październik. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość. Mnie samemu to uzbrajanie kiepsko idzie, ale nie mam wyboru. Może na AVS się wykaraskają.
Czekałem na tę recenzję! Jako osoba pracująca w IT szczególnie cenię zamkniętą konstrukcję – open space, serwery w tle, call za callem, a tu można się odciąć i naprawdę skupić.