Recenzja: Final DX4000 CL

     Final Audio nie zwalnia. Do startowych dla nowej linii słuchawek dynamicznych z oznaczeniem DX, bardzo chwalonych przeze mnie DX6000, dołączyły najpierw DX3000, niedługo potem DX4000, a na imponujący finał Final DX10000 – prezentowane na razie na wystawach, zlotach i specjalnych pokazach, mające w wersji sprzedażowej zostać flagowym popisem firmy – popisem do nabycia za niebagatelne €8000. (I tak się zlitowali, bardziej pasowałoby przecież €10 000.) Na te flagowe przyjdzie poczekać do jesieni, jako produkt rynkowy szykowane są na październik, ale trzy niższe modele na półkach już mamy i wszystkie trzy są też u mnie. Jeden został zrecenzowany, z dwóch pozostałych dystrybutor poprosił wpierw o recenzję tytułowych. 

    – Bardzo proszę, nie ma problemu, z tym, że jeden, to owszem – słuchawki trzeba było wygrzać. Ale to się już stało, pora przystępować do pracy.

     Dla recenzyjno-nabywczej sprawy najważniejsze poza jakością dźwięku są cena i rodzaj. Cena wynosi 4299 PLN, jest zatem trochę wyższa od typowych w ostatnim czasie trzech albo trochę ponad za słuchawki o podwyższonej jakości, których cała plejada niedawno się przetoczyła. Taką właśnie mieć będą niemal identycznie wyglądające, o oczko niższe DX3000, a od obecnie poddawanych ocenie należy oczekiwać więcej, prócz tego to słuchawki o konstrukcji zamkniętej, a zatem nieprzeszkadzające, ale trudniejsze w opracowaniu. Dołącza informacja pochodząca od producenta: dowiadujemy się, że to model mający nawiązać do Final Audio Design Pandora Hope VI (w późniejszej wersji o oznaczeniu Sonorous VI), przenoszący w dzisiejsze czasy jego niezwykłą legendę.  

     O ho-ho! – aleśmy się w takim razie cofnęli, recenzję tamtych pisałem w lipcu 2014. Ale co tam recenzja – jakie to były słuchawki! Za trzy tysiące ówczesnych złotych, czyli tak circa pięć dzisiejszych, dostawaliśmy też zamknięte, wyposażone w lustro akustyczne i przed nim dwa przetworniki – szerokopasmowy tubowy i tweeter ze zrównoważoną (inaczej zbalansowaną) kotwicą. [1] Takich słuchawek dzisiaj nie ma i te również nie będą takie. A tamten tweeter, proszę państwa, to tak szybował z sopranami, że potem – bo ja wiem? – może Audio-Technica ATH-L5000 zbliżone miała, może RAAL requisite, może Stax SR-009? W każdym razie bardzo nieliczne, o ile któreś w ogóle. 

    Zanim wejrzymy w technikę wczorajszych i dzisiejszych, słowo przypomnienia o marce. (Tak, wiem, że to po raz n-ty, ale przecież ktoś może nie znać poprzednich recenzji tyczących produktów Final.)

   Japońskie Final Audio z siedzibą w Jokohamie zostało założone w 1974 przez nieżyjącego już inżyniera Kanemori Takai – i jak niejedna japońska marka znana teraz głównie z produkcji słuchawek zaczynało od gramofonowych wkładek. Stopniowo rozszerzało ofertę na całe gramofony, wzmacniacze oraz kolumny, by pod koniec lat 70-tych zaoferować już pełne zestawy audio, lecz jeszcze nie słuchawki. Te pojawiły się dopiero w 2009, po wcześniejszym wzmocnieniu kapitałowym związaniem z Japan Molex LLC (producentem kabli i złączy, kooperantem Sony), następnie wspólnym z nim przejęciu fabryki w Clark na Filipinach.

    Skracając historię do minimum: najpierw przejęta fabryka produkowała słuchawki dla innych, głównie japońskich marek, następnie Final stworzył własną wytwórnię na terenie Japonii, konkretnie w Kawasaki. To w niej powstają dziś słuchawki sprzedawane pod jego marką, powstają pod najwyższym rygorem wynalazczym oraz technicznym.

   Final ma na swym koncie całe multum słuchawek, a najwięcej dokanałowych. Od bardzo drogich po taniutkie – przewodowe i bezprzewodowe. Ma też na koncie szereg wokółusznych, dynamicznych oraz planarnych, też od przystępnych po drogie, a nawet bardzo drogie. Najdroższe teraz kosztują przeszło dwadzieścia tysięcy, gotowe już są jeszcze droższe, a te, jak mówiłem, to narażenie na wydatek 4299 PLN.

[1] Miniaturowe przetworniki z ruchomą kotwicą i nieruchomą cewką (skrótowo kotwicą zrównoważoną, ang. balanced armature) znalazły zastosowanie w aparatach słuchowych i słuchawkach dokanałowych, oferując wyjątkową precyzję, szybkość reakcji i szczegółowość dźwięku. Ich zasada działania to prądowa wibracja kotwicy pobudzanej przez nieruchomą cewkę, z przekazaniem wibracji na membranę poprzez sztywny popychacz. Wynalazcą Hugh Knowles, data 1955, realizacja Knowles Electronics. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

13 komentarzy w “Recenzja: Final DX4000 CL

  1. Marcin pisze:

    Ten wzmacniacz Fiio widzę już któryś raz na łamach. Jak to to gra i kiedy recenzja? 🙂

    1. Piotr Ryka pisze:

      To chyba ten https://hifiphilosophy.com/recenzja-fiio-k17/ Chwilowo został do porównania, bo teraz piszę recenzję alter ego jego sekcji przetwornikowej, lampowego modułu FiiO WARMER.

  2. Marek S. pisze:

    Przetwornik: dynamiczny 40 mm z papierowo-węglową membraną kompozytową DU

    Pozwoliłem sobie wkleić ze strony produktu.

    Rzeczywiście słuchawki grają jak otwarte, bez uczucia ciśnienia w głowie słuchawek zamkniętych.
    W skrócie: miękki, dynamiczny i sprężysty dźwięk. Nigdy ostry. Pełen relaks.
    Kupiłem, je z myślą, że będą łatwe w napędzeniu, Shanling m8t napędza je całkiem ok i brzmi to dobrze zarówno w trybie tranzystorowym jak i lampowym, ale dopiero z Aune s17 pro evo słychać że lubią moc.
    DX3000CL, mają podbity wyższy bas, przez co odczuwałem zmęczenie po godzinie (można pobawić się EQ). DX4000CL również wydają się bardziej otwarte na średnicy i górze. Ale ogólnie charakter brzmienia tych dwóch modeli jest podobny.

    1. Piotr Ryka pisze:

      50 mm membrany przekleiłem stąd https://snext-final.com/en/products/dxseries/, a teraz DX4000 w tej zakładce nie ma. Ale jak muszle takie same, to i chyba średnice membran. Dawne Grado też miały czterdziestomilimetrowe, a grały jak marzenie.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Membrany to nie armaty, gdzie działo 130 mm ma półtora raza większą siłę rażenia niż 120 mm 🙂

        1. Marek S. pisze:

          Dobre 😉

  3. Marcin pisze:

    Final dx10000 z tego, co widziałem są słuchawkami zamkniętymi, preferowałbym jednak otwartą konstrukcję.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Dobrze, że są zamknięte, bardziej takowych potrzebuję. Ale pewnie nie całkiem. A może?

  4. Piotr U pisze:

    Czy dzwięk z Final DX 4000 to poziom Final Sonorous iii?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Porównanie ze słuchawkami słyszanymi ostatni raz wiele lat temu jest zbyt karkołomne. Pomiędzy napisałem kilkaset recenzji, za dużo dźwięków dzieli, nie potrafię się odnieść. Więc może tak, a może nie. Ale przez mgłę czasu wspominając, DX4000 wydają się jakościowo wyższe.

  5. patryk pisze:

    Bede czekal na recenzje DX 10000 CL ! To bedzie rakieta (sluchawki jak i ich recenzja z Pana strony), a przynajmniej tak mi sie wydaje.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Obawiam się, że to dużo czekania, skoro zapowiedzieli je sprzedażowo dopiero na październik. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość. Mnie samemu to uzbrajanie kiepsko idzie, ale nie mam wyboru. Może na AVS się wykaraskają.

  6. Marcin pisze:

    Czekałem na tę recenzję! Jako osoba pracująca w IT szczególnie cenię zamkniętą konstrukcję – open space, serwery w tle, call za callem, a tu można się odciąć i naprawdę skupić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy