Brzmienie
Sygnał z PC na FiiO FT7 via USB i Coaxial
Zacząłem od porównania między Warmerem jako przetwornikowym usługodawcą dla FiiO K17, a K17 samowystarczalnym. Obu konfiguracjom sygnał dostarczał konwerter Denafrips IRIS, czerpiący go z PC via kabel USB Fidaty i wysyłający za siebie poprzez koaksjalny Hijiri. Pozbawiony słuchawkowego wzmacniacza WARMER słał z kolei analogowy produkt własny interkonektem RCA Next Level Tech ETHER do liniowego wejścia w K17; w roli porównujących jakości słuchawek były na tym etapie same planarne FiiO FT7, ażeby wszystko zostało w rodzinie. (Pomijając konwerter i kable.)
Dwie uwagi inicjujące. Primo – bardziej brzmieniowo odpowiadał mi Warmer pracujący bez upsamplingu, który wprawdzie coś tam wygładzał, ale ujmował życia. Bez wahania się zgodzę, gdy ktoś to usłyszy odwrotnie, łapiąc z upsampligiem poprawę, ale z sobą się nie zamierzam kłócić, dla mnie było akurat tak. Druga rzecz, bardziej jednoznaczna i zdecydowanie bardziej owocna – uwagi z recenzji FiiO FT7 o ich nie do końca na tle Fosi, Aune i MIRPH-1 ukształtowanej analogowości, tu nie znalazły odzwierciedlenia. WARMER okazał się maszynką, która flagowym słuchawkom FiiO dała analogowość pełną (oczywiście w umownych kryteriach) – pod tym względem alternatywny FiiO K17 solo został wyraźnie z tyłu.
Wbrew nazwie, a przynajmniej wbrew wnioskowanym na jej podstawie prostym oczekiwaniom, działanie Warmer nie okazało się sprowadzać do ocieplania atmosfery aż po stan gorącości. Faktycznie lekko ocieplało, ale z naciskiem na lekko, dużo aktywniej działało na rzecz analogowej doskonałości niż podwyższania temperatury. Z uznaniem przyjmowałem jedno i drugie: ciepło takie w sam raz, w odbiorze biologiczne, i to takiego ssaka jak człowiek, a nie np. ryjówka, mająca temperaturę życiową rzędu 40° C [1]. Tu zatem powściągliwie, w ryzach, a dokładniej ujmując po ludzku naturalnie, natomiast analogowa perfekcja jako wysoce nadprzeciętna w odniesieniu do przetworników za dwa, czy nawet dużo więcej tysięcy. Zero podostrzeń, kanciastości, nienaturalnej szorstkości, śladów sztucznej obcości echowej czy nienaturalnego chłodu; samo muzyczne płynięcie angażujące słuchacza, w ozdobie głębokich czerni tła, trójwymiarowych scenerii oraz sferycznie kształtowanych pudeł rezonansowych. Te scenerie na zawołanie ogromne, na zawołanie też długie, sycące duszę wybrzmienia, a mimo ich udziału muzyka odbierana jako szybka i żywa, na dowód czego bardzo dobre wyważenie pomiędzy smutkiem a radością. High-endowej jakości wokale i brzmienia instrumentów – w ogóle wszystko takie jak trzeba; z całą pewnością ktoś wyjątkowo dobrze znający się na rzeczy stroił tego Warmera pod kątem tych słuchawek, uzyskując spektakularny efekt.
Bardzo chwaliłem i tak samo jak stowarzyszenie EISA wyróżniłem przetwornik/wzmacniacz słuchawkowy FiiO K17, ale w tym porównaniu dźwięk brany tylko z niego, bez udziału Warmera, okazał się pozbawiony takiego autentyzmu i finalnie spełnienia oczekiwań u kogoś obytego z najwyższej klasy brzmieniem. Specyfiki brzmieniowej nie prezentował tak dogłębnej, ciepła tak naturalnie biologicznego, analogowości tak świetnej. Grał surowiej, nie tak przekonująco, choć przecież bardzo dobrze, nawet wyróżniająco, ale w układzie przy łączu koaksjalnym dość wyraźnie nie dorównywał.
Dalece inna sytuacja zachodziła przy sygnale ciągnionym wprost z kabla USB, a więc bez konwertera; sygnale pozyskiwanym innym kablem, bo oba FiiO nie mają wejść USB typu B, mają nowszego typu C. Fidata zatem precz i wraz z nią jej przewagi, w tym specjalnie opracowane, niskoszumne przyłącza. Sięgnąłem po coś zwyklejszego, oferowanego przez iFi, acz mimo tej zwykłości grubawego i sztywnawego. (Ta sztywność jest istotna, zapobiega wewnętrznym odbiciom.) Niezależnie od tego, ile zła brało się z nieobecności Fidaty, ile z absencji konwertera i jego tłumiących jitter zegarów, a ile z samego tego, że nie Coaxial a USB, jakość spuściła z tonu. Ale zarazem – może na pocieszenie? – między-jakości się wyrównały: nie usłyszałem godnej opisu różnicy między K17 solo, a doposażonym Warmerem. W obu przypadkach dało się zauważyć redukcję cech analogowych oraz lekki posmak obcości tudzież zszarzenia barwy, całkiem jakbyśmy mieli teraz na uszach gorszej jakości słuchawki. Kolory z lekka wypłowiały, czernie nie były już tak czarne ani głosy przekonujące, a tylko sceny wciąż ogromne, gdy ogromne w nagraniu. K17 po USB grał trochę cieplej od samego siebie przez kabel koaksjalny, może nawet też odrobinę bardziej analogowo, ale tak bez pazura. Miło, lecz za spokojnie, aczkolwiek najzupełniej w porządku. Stwarzało to dystans do muzyki, a brało się z tłumienia sopranów – starczało do zrównania z Warmerem grającym tak samo przez USB, ale Warmer plus K17 zasilane przez koaksjalny wychodzący z Denafrips było wyraźnie lepszym graniem; tak dobrym, że nic nie kombinować, już tylko się napawać. Natomiast Warmer z sygnałem USB względem samego K17 z identycznym sygnałem, to brzmienie może ciut cieplejsze i gładsze, ale względem koaksjalnego emocjonalnie i dynamicznie spłaszczone, tracące moc bezpośredniości, urok i skalę piękna.
Przy HiFiMAN Susvara Unveiled
Sytuacja odnośnie różnic „Z Warmerem vs bez Warmera”, dokładnie powtórzyła się w odniesieniu do wejść USB dla słuchawek referencyjnych. Analogiczna redukcja tych samych parametrów, tyle że sam poziom ogólny, jak to przy referencyjnych – wyższy. Uwagę skupiłem więc na konfiguracji z Warmerem po koaksjalnym. Grało to popisowo, ale ile ten popis zawdzięczał konwerterowi, tego nie umiem ocenić. Lecz nie musimy się tym się kłopotać, wszak to niedrogi konwerter. Więcej jakości brzmienie zawdzięczało prawdopodobnie słuchawkom, które niestety nie są tanie, ale względem wcześniej użytych FT7 nie była to doniosła różnica, a tylko jedna z takich „ogólnie lepiej, pod niektórymi względami sporo, ale całościowo nic węzłowego, w obu wypadkach satysfakcja na wysokim poziomie”. Charakter tego? Zapisałem cechy wiodące: żywość, analogowość, prawda, pełna dawka szczegółów, świetne operowanie pogłosem i ekstatycznie ogromne sceny.
Sygnał z CD via Optical
Pozostawało sprawdzić, jak lampowe jakości Warmera mają się do tranzystorowego przetwornika w Cairnie, opartego na kościach Crystal 4392 i Analog Devices 1896 przy wparciu zegara LClock XO Precision CD Master Clock Generator. Wyjście cyfrowe Cairn posiada pojedyncze i ono jest optyczne, za łączówkę posłużył przewód WireWorld Supernova 7 na trzystu trzydziestu ośmiu polerowanych włóknach ze szkła borosilikatowego, tak żeby mógł otrzymać nagrody i uchodzić za najwybitniejszy. By urozmaicić życie i za jednym zamachem sięgnąć po wzmacniacz do kupienia, a nie redakcyjną efemerydę, interkonektem XLR sygnał płynął raz wprost z Cairna, a raz z Warmera do Feliks Audio Envy Meisterwerk, ale cokolwiek przemodelowanego, z lampami 300B Emission Labs XLS, które akurat wypróbowywałem.
I na początek nie FiiO FT7, a AudioQuest NightHawk, miniona już niestety referencja z grupy niekosztownych słuchawek.
Zacząłem od przymiarki z Warmer. Meisterwerk w charakterystyczny dla siebie sposób częstował lekką echowością, jeszcze podkreślającą jego wysoce niepowszednią głębię brzmieniową, przy czym z lampami 300B XLS o nominalnej mocy 12 W (tu nie w pełni wykorzystanej, z uwagi na ustawienia prądowe), zdawał się jeszcze bardziej energetyczny niż ze standardowymi dla siebie Western Electric o mocy 8,0 W. W efekcie odnosiło się wrażenie, że słuchawki chcą eksplodować energetycznym szałem, lecz mimo tego brzmienie trzymało naturalizm, tyle że podbijany (i bardzo) nadzwyczajnością energii. Żadnego przy tym przesadzania z lampowym ocieplaniem, mimo iż łącznie w torze osiem lamp; powiedziałbym, że temperatura była poniżej oczekiwań – taka bardzo się pilnująca, żeby ze sobą nie przesadzić. Sumarycznie grało to tak, że się nie mogłem oderwać: pokaz energii jakich mało, do tego jeszcze w analogowym wydaniu i ozdobie pogłosu przynoszącego tajemniczość.
Zamieniłem NightHawk na FiiO. Stało się bardziej szorstko i odrobinę mniej prawdziwie, lecz high-endowy poziom i zapał do słuchania zostały niezachwiane. Nie było teraz firmowego setu, Meisterwerk nie okazał się dla FT7 tak analogowo wybaczający jak FiiO K17, jego obwód non-OTL i gigantyczne lampy działały bardziej obnażająco. Ale to były grymasy leżące daleko za granicą stuprocentowej akceptacji, słuchało się tych FT7 niemalże bez różnicy względem wspaniałych NightHawk.
Na finał trzeba było sięgnąć po HiFiMAN Susvara Unveiled, skoro już przyjęliśmy uważać je za referencję bez podziału na ceny. Ku memu zaskoczeniu dźwięk zjawił się minimalnie chłodniejszy niż przy NightHawk, z kolei bez zaskoczenia płynniejszy, subtelniejszy, skalą wyrafinowania i rozmiarami sceny wyraźnie górujący. W połączeniu z energią wzmacniacza grało to nie na żarty, WAEMER okazał się jak najbardziej pasować do elitarnej jakości toru.
Przetwornik vs przetwornik
Została ostatnia próba – porównanie Warmera do przetwornika w Cairnie. Już zdążyłem nadmienić, że opartego na z poprzedniej epoki cyfrowych kościach Crystal 4392 i Analog Devices 1896, podbijających sygnał do 24-bit/192 kHz, z towarzyszeniem zegara LClock XO Precision CD Master Clock Generator i osobnego dla sekcji cyfrowej toroidu, plus poza zegarem i toroidem jeszcze jednego upgrade – kondensatorów Black Gate. Odczyt zapewniał mechanizm Sony CDM14BL; prądy wyjściowe były takie same u Warmer i Cairn, po 4V dla gniazd XLR, których obsługą zajął się interkonekt Tellurium Q Black Diamond.
Rezultat? Proszę nie myśleć, że piszę to z satysfakcją, bo furda małostkowość i całkiem nie o to chodzi, ale po raz kolejny stare gnaty i kondensatory w Cairnie okazały się przewyższające. Szczególnie w odniesieniu do sopranów, które nie tylko sięgały wyżej, ale też przejawiły wyższe szlachectwo na gruncie złożoności harmonicznej. Dalsze też były od zniekształceń oraz bardziej trójwymiarowe, tworząc bogatszy spektakl – okazalszy holograficznie, złożonościowo i warstwowo. Całościowo rzecz biorąc było to głębsze wnikanie w muzykę i wyraźniejsze obrazy – zaciemnione u Warmer fragmenty stawały się czytelne, do czego dochodziła zwiększona dźwięczność i obfitość, a zwłaszcza sopranowa jakość. Ale przynajmniej bas od Warmer się bronił, jako dorównująco potężny, a prawie żaden CD, nawet spośród najdroższych, potęgi jak u Cairn nie ma. Ale wszystko to względne, w sytuacji kiedy przy komputerze sprawdziliśmy, że Warmer preferuje wejściowy sygnał koaksjalny; w pełni wartościowe byłoby porównanie go z CD dysponującego takim. Poza tym, przecież wyżej się zachwycałem, a górowanie Cairna miało charakter subtelnościowy, i to z gatunku takich, o których się nie myśli słuchając pasującego brzmienia. – Na cóż komuś te subtelności, kiedy już się podoba? Ba, kiedy podoba tak bardzo, że całkowita satysfakcja, a tak właśnie się podobało ze wzmacniaczem Meisterwerk, wcześniej z K17. Podobało przy różnych słuchawkach.
[1] Mój owczarek kaukaski Dambuś nosił kiedyś ryjówkę za ogon, którego to ogona ryjówka prawie nie ma, wrzaski przerażonego zwierzątka orały okolicę. Łaskawie zgodził się ją oddać, nie czyniąc żadnej krzywdy, ryjówka dała nura w trawę, Dambuś był lekko zawiedziony. Ale dużo mniej niż ci goście, którzy ruszyli we trójkę do mnie z drugiej strony ulicy (akurat była pierwsza w nocy), a Dambuś właśnie wylazł z krzaków i ruszył prosto na nich…









Czy ten przetwornik powinien pasować do Focali Utopia 22 ? Czy obraz dzwiekowy nie będzie zbyt „rozmyty” ?
To zależy, jaki stopień ostrości chcemy uzyskać. Bo jak taki jak od Chorda albo dCS, to tutaj takiego nie będzie. A jak normalny, to powinno być OK.