Przed Bożym Narodzeniem, a dokładniej przed samym św. Mikołajem, zagościł na tych łamach FiiO K17, także będący przetwornikiem, ale ze słuchawkowym wzmacniaczem. W cenie pięciu tysięcy zaoferował brzmienie zasługujące na nagrody – jedną otrzymał od stowarzyszenia EISA, drugą ode mnie, inne pewnie też dostał. Wcześniej, pod koniec października, zagościły słuchawki planarne z oznakowaniem FiiO FT7, które od rynkowego startu zaczęły robić karierę na bazie zasłużonej opinii o byciu z ligi takich, które w rozsądnych pieniądzach (tu trzy i pół tysiąca) podkopują autorytety tych za wielokroć więcej. Marka FiiO nie przechodziła zatem bez echa, odciskając swój wzór w pamięci, a teraz znowu zawitała, by jeszcze mocniej się odcisnąć czymś wybijającym, a przy tym znów niedrogim, oferując za dwa bez dodatków tysiące przetwornik mający w środku cztery lampy i obwód R2R. Przetwornik gotowy obsłużyć dowolnego rodzaju wzmacniacz, mogący także zostać lampową alternatywą dla obsługi słuchawkowego wzmacniacza z kombajnu K17 albo K19, jako że jeszcze wcześniej (2024) przybył chwalić się sobą najdroższy produkt FiiO, przetwornik/wzmacniacz słuchawkowy FiiO K19 – także bardzo udany, także więc nagrodzony.
Historycznie rzecz biorąc FiiO (FiiO Electronics Technology Company, Ltd.) to marka wydzielona w 2007 roku z OPPO, które porzuciło produkcję słuchawek (szkoda, były wybitne), i wraz z nimi wszystkiego, co nie było wszechwładnym smartfonem. (Tym większa strata, naprawdę szkoda.) Trudno powiedzieć, aby nowo powstały podmiot przejął schedę po marce matczynej, ponieważ OPPO w odniesieniu do działów stereo i video wycelowane było w górną półkę, a FiiO wycelowało w średnią. Ale zrecenzowany dwa lata temu wzmacniacz/przetwornik FiiO K19 przy średniej cenie (ostatnio jeszcze zniżonej) przejawił jakość zaskakująco wysoką, a teraz ma już towarzystwo w istotnie tańszym FiiO K17, plus wsparcie ze strony tytułowego FiiO WARMER, jak również wsparcie pochodzących z własnej stajni słuchawek, mogących uchodzić za high-endowe.
Wyjaśnijmy, że nazwa FiiO to zlepek Fi od Fidelity z iO, jako symbolem nowej technologii cyfrowej na zerach i jedynkach. Firma pochodzi z piętnastomilionowej metropolii Guǎngzhōu (daw. Kanton), samej będącej częścią stumilionowego Megapolis Rzeki Perłowej, gdzie już się roi od firm produkujących sprzęt audio – badaliśmy pochodzący stamtąd przetwornik od Denafrips i słuchawki od Sendy. Zatrudnionych u FiiO jest z górą trzysta osób, chlubiących się walką o prestiż wyrobów „Made in China”; produkty tam powstające występują też pod markami Jade Audio i Snowsky.
Dla podsycenia apetytów odnośnie swego WARMER, FiiO nie tylko błyska lampami, szokuje ceną i umacnia jakość obwodem R2R, ale też zwraca uwagę na wyróżniającą się powierzchowność, z w głównej roli imponującej wielkości wskaźnikami wychyłowymi; jak przystało na produkt o nazwie „OCIEPLACZ”, hipnotyzującymi swym nieustannym kołysaniem na bursztynowo podświetlanych tarczach.
Technikalia
Wskaźniki są imponujące, ale sam WAEMER niewielki, dokładnie dopasowany rozmiarem do niewielkiego FiiO K17, na którym może stanąć. (Ale gdy można, lepiej nie, ażeby pola magnetyczne toroidów nawzajem wnętrz nie przenikały.) Sam byłem ciekaw, jak to wypadnie, kiedy tak się koło siebie ustawi i zacznie porównywać dwa typy przetworników od jednego dostawcy, ale na razie sprawdźmy, czym ten WAEMER dokładnie jest i jak dokładnie wygląda. Że przetwornikiem, jasna sprawa, ale co też tam w środku i pośrodku, też co na tylnej ściance?
Wpierw natykamy się na fronton, który, jak całe urządzenie, może być srebrny albo czarny, poprzez anodyzację aluminium stanowiącego pancerz. Kołnierzowo wystaje ten fronton względem znaczonego poprzecznie rzędami szczelin wentylacyjnych korpusu, ale wystaje minimalnie, tak aby tylko było ładniej. Całą estetykę powierzono aluminiowej oprawie i bursztynowym wychyłowym; powierzono też hamowaniu się z ilością pokręteł i przycisków, których łącznie tu dwa. Po lewej przycisk włącznika, po prawej obrotowy wybór wejścia, niczego więcej poza napisem R2R TUBE DAC poniżej wychyłowych nie ma. Mogłoby być, ale na tył przeniesiono dwie skobelkowe przerzutki: pierwszą do przerzucania pomiędzy jakościami transferu USB, gdzie dostajemy wybór między USB Audio Class1.0 bądź 2.0 (wyższe częstotliwości, ale mniejsza stabilność) – dla obu nie ma potrzeby instalowania sterowników. Druga przerzutka, z oznaczeniami pozycji NOS/OS, ma koligację z cyfrowymi wejściami optycznym i koaksjalnym, gdzie NOS oznacza „No Oversampling”, a OS oferuje dźwięk podbity do 384 kHz. Prócz tego z tyłu trójbolcowe gniazdo prądowe z zaułkiem bezpiecznika, wejścia cyfrowe USB, Optical i Coaxial oraz wyjścia analogowe XLR i RCA.
Na wierzchu z przodu napis FIIO, z samego tyłu R2R, boki też są szczelinowane dla lepszego odprowadzania ciepła, którego zresztą nie ma tutaj jakoś szczególnie dużo, tym niemniej jest go trochę i lepiej żeby cztery lampy wewnątrz możliwie mało się nagrzewały. Pod spodem cztery gumowane podkładki i z tyłu jeszcze jedna siatka szczelin, dla kominowej wentylacji, we wnętrzu DAC R2R 24-bit własnego autorstwa FiiO, zbudowany ze 192 cienkowarstwowych rezystorów o wysokiej precyzji, po 48 takowych na każdy z czterech kanałów.
Zaglądając do środka od góry widać na przodzie z lewej średniego kalibru toroid o ponoć podwyższonej jakości, a to za sprawą rdzenia wykonanego z nieorientowanych taśm stali krzemowej, co ma gwarantować wysoką sprawność i niskie straty od prądów wirowych, i co jeszcze doskonalone przez uzwojenia bez narożników, dzięki czemu powstaje jednorodne, mniej rozproszone pole magnetyczne. Toroid skierowano do obsługi 46-watowego zasilacza, a do uszlachetniania brzmienia z tyłu rzędem na płask cztery lampy, przed nimi płytka obwodu przykryta dużym radiatorem. Lampy JJ Electronic E88CC pochodzą ze Słowacji i korzeniami sięgają w Teslę, a pośrednio w Telefunkena, dla którego słowacka (wtedy czechosłowacka) fabryka była podwykonawcą, poprzez co biorcą osprzętu. (Ciekawe, że nie skorzystano z oferty chińskich producentów, ale wybór wydaje się słuszny.) Zaznacza się przy tym, że trwałość lamp to aż 10 000 godzin, a więc tyle, co u najlepszych jakościowo z oznaczeniami CCa, kiedy u zwykłych trzy tysiące. Prócz tego E88CC samo oznacza wyższą jakość względem oznakowania ECC88.
Wymiary to 223,5 × 213 × 66,8 mm, waga 2,865 kg, wewnątrz 24-bitowy, w pełni zbalansowany obwód R2R w oparciu o drabinki rezystancji. Dekodowanie USB: PCM 384 kHz/32 bit; DSD256; dekodowanie koncentryczne (COAXIAL): PCM 192 kHz/24 bit; dekodowanie optyczne: PCM 96 kHz/24 bit. Pasmo przenoszenia 20 Hz – 45 kHz, stosunek S/N ≥ 114 dB. Ale dane techniczne to pikuś, ważny będzie sam dźwięk, a ten ma być gorący, lub przynajmniej cieplejszy.
Z Warmerem dostajemy przewody zasilający i USB, zapasowy bezpiecznik, papierową instrukcję obsługi i kartę gwarancyjną. Wszystko staranie spakowane w obszernym pudle wyścielonym pianką o ładnym wykończeniu barwną szatą graficzną, samym schowanym w pudło ochronne z grubszej, surowej tektury wyposażone w rączkę.
Cena, jak już mówiłem – szokująca. Elegancko prezentujący się przetwornik o stylistyce klasycznej i niemożliwej do przeoczenia intensywności światła; przetwornik na drabince rezystancji, a więc nie pierwszy lepszy technicznie, a kosztujący nie dziesięć albo więcej, a tylko równe dwa tysiące.
Brzmienie
Sygnał z PC na FiiO FT7 via USB i Coaxial
Zacząłem od porównania między Warmerem jako przetwornikowym usługodawcą dla FiiO K17, a K17 samowystarczalnym. Obu konfiguracjom sygnał dostarczał konwerter Denafrips IRIS, czerpiący go z PC via kabel USB Fidaty i wysyłający za siebie poprzez koaksjalny Hijiri. Pozbawiony słuchawkowego wzmacniacza WARMER słał z kolei analogowy produkt własny interkonektem RCA Next Level Tech ETHER do liniowego wejścia w K17; w roli porównujących jakości słuchawek były na tym etapie same planarne FiiO FT7, ażeby wszystko zostało w rodzinie. (Pomijając konwerter i kable.)
Dwie uwagi inicjujące. Primo – bardziej brzmieniowo odpowiadał mi Warmer pracujący bez upsamplingu, który wprawdzie coś tam wygładzał, ale ujmował życia. Bez wahania się zgodzę, gdy ktoś to usłyszy odwrotnie, łapiąc z upsampligiem poprawę, ale z sobą się nie zamierzam kłócić, dla mnie było akurat tak. Druga rzecz, bardziej jednoznaczna i zdecydowanie bardziej owocna – uwagi z recenzji FiiO FT7 o ich nie do końca na tle Fosi, Aune i MIRPH-1 ukształtowanej analogowości, tu nie znalazły odzwierciedlenia. WARMER okazał się maszynką, która flagowym słuchawkom FiiO dała analogowość pełną (oczywiście w umownych kryteriach) – pod tym względem alternatywny FiiO K17 solo został wyraźnie z tyłu.
Wbrew nazwie, a przynajmniej wbrew wnioskowanym na jej podstawie prostym oczekiwaniom, działanie Warmer nie okazało się sprowadzać do ocieplania atmosfery aż po stan gorącości. Faktycznie lekko ocieplało, ale z naciskiem na lekko, dużo aktywniej działało na rzecz analogowej doskonałości niż podwyższania temperatury. Z uznaniem przyjmowałem jedno i drugie: ciepło takie w sam raz, w odbiorze biologiczne, i to takiego ssaka jak człowiek, a nie np. ryjówka, mająca temperaturę życiową rzędu 40° C [1]. Tu zatem powściągliwie, w ryzach, a dokładniej ujmując po ludzku naturalnie, natomiast analogowa perfekcja jako wysoce nadprzeciętna w odniesieniu do przetworników za dwa, czy nawet dużo więcej tysięcy. Zero podostrzeń, kanciastości, nienaturalnej szorstkości, śladów sztucznej obcości echowej czy nienaturalnego chłodu; samo muzyczne płynięcie angażujące słuchacza, w ozdobie głębokich czerni tła, trójwymiarowych scenerii oraz sferycznie kształtowanych pudeł rezonansowych. Te scenerie na zawołanie ogromne, na zawołanie też długie, sycące duszę wybrzmienia, a mimo ich udziału muzyka odbierana jako szybka i żywa, na dowód czego bardzo dobre wyważenie pomiędzy smutkiem a radością. High-endowej jakości wokale i brzmienia instrumentów – w ogóle wszystko takie jak trzeba; z całą pewnością ktoś wyjątkowo dobrze znający się na rzeczy stroił tego Warmera pod kątem tych słuchawek, uzyskując spektakularny efekt.
Bardzo chwaliłem i tak samo jak stowarzyszenie EISA wyróżniłem przetwornik/wzmacniacz słuchawkowy FiiO K17, ale w tym porównaniu dźwięk brany tylko z niego, bez udziału Warmera, okazał się pozbawiony takiego autentyzmu i finalnie spełnienia oczekiwań u kogoś obytego z najwyższej klasy brzmieniem. Specyfiki brzmieniowej nie prezentował tak dogłębnej, ciepła tak naturalnie biologicznego, analogowości tak świetnej. Grał surowiej, nie tak przekonująco, choć przecież bardzo dobrze, nawet wyróżniająco, ale w układzie przy łączu koaksjalnym dość wyraźnie nie dorównywał.
Dalece inna sytuacja zachodziła przy sygnale ciągnionym wprost z kabla USB, a więc bez konwertera; sygnale pozyskiwanym innym kablem, bo oba FiiO nie mają wejść USB typu B, mają nowszego typu C. Fidata zatem precz i wraz z nią jej przewagi, w tym specjalnie opracowane, niskoszumne przyłącza. Sięgnąłem po coś zwyklejszego, oferowanego przez iFi, acz mimo tej zwykłości grubawego i sztywnawego. (Ta sztywność jest istotna, zapobiega wewnętrznym odbiciom.) Niezależnie od tego, ile zła brało się z nieobecności Fidaty, ile z absencji konwertera i jego tłumiących jitter zegarów, a ile z samego tego, że nie Coaxial a USB, jakość spuściła z tonu. Ale zarazem – może na pocieszenie? – między-jakości się wyrównały: nie usłyszałem godnej opisu różnicy między K17 solo, a doposażonym Warmerem. W obu przypadkach dało się zauważyć redukcję cech analogowych oraz lekki posmak obcości tudzież zszarzenia barwy, całkiem jakbyśmy mieli teraz na uszach gorszej jakości słuchawki. Kolory z lekka wypłowiały, czernie nie były już tak czarne ani głosy przekonujące, a tylko sceny wciąż ogromne, gdy ogromne w nagraniu. K17 po USB grał trochę cieplej od samego siebie przez kabel koaksjalny, może nawet też odrobinę bardziej analogowo, ale tak bez pazura. Miło, lecz za spokojnie, aczkolwiek najzupełniej w porządku. Stwarzało to dystans do muzyki, a brało się z tłumienia sopranów – starczało do zrównania z Warmerem grającym tak samo przez USB, ale Warmer plus K17 zasilane przez koaksjalny wychodzący z Denafrips było wyraźnie lepszym graniem; tak dobrym, że nic nie kombinować, już tylko się napawać. Natomiast Warmer z sygnałem USB względem samego K17 z identycznym sygnałem, to brzmienie może ciut cieplejsze i gładsze, ale względem koaksjalnego emocjonalnie i dynamicznie spłaszczone, tracące moc bezpośredniości, urok i skalę piękna.
Przy HiFiMAN Susvara Unveiled
Sytuacja odnośnie różnic „Z Warmerem vs bez Warmera”, dokładnie powtórzyła się w odniesieniu do wejść USB dla słuchawek referencyjnych. Analogiczna redukcja tych samych parametrów, tyle że sam poziom ogólny, jak to przy referencyjnych – wyższy. Uwagę skupiłem więc na konfiguracji z Warmerem po koaksjalnym. Grało to popisowo, ale ile ten popis zawdzięczał konwerterowi, tego nie umiem ocenić. Lecz nie musimy się tym się kłopotać, wszak to niedrogi konwerter. Więcej jakości brzmienie zawdzięczało prawdopodobnie słuchawkom, które niestety nie są tanie, ale względem wcześniej użytych FT7 nie była to doniosła różnica, a tylko jedna z takich „ogólnie lepiej, pod niektórymi względami sporo, ale całościowo nic węzłowego, w obu wypadkach satysfakcja na wysokim poziomie”. Charakter tego? Zapisałem cechy wiodące: żywość, analogowość, prawda, pełna dawka szczegółów, świetne operowanie pogłosem i ekstatycznie ogromne sceny.
Sygnał z CD via Optical
Pozostawało sprawdzić, jak lampowe jakości Warmera mają się do tranzystorowego przetwornika w Cairnie, opartego na kościach Crystal 4392 i Analog Devices 1896 przy wparciu zegara LClock XO Precision CD Master Clock Generator. Wyjście cyfrowe Cairn posiada pojedyncze i ono jest optyczne, za łączówkę posłużył przewód WireWorld Supernova 7 na trzystu trzydziestu ośmiu polerowanych włóknach ze szkła borosilikatowego, tak żeby mógł otrzymać nagrody i uchodzić za najwybitniejszy. By urozmaicić życie i za jednym zamachem sięgnąć po wzmacniacz do kupienia, a nie redakcyjną efemerydę, interkonektem XLR sygnał płynął raz wprost z Cairna, a raz z Warmera do Feliks Audio Envy Meisterwerk, ale cokolwiek przemodelowanego, z lampami 300B Emission Labs XLS, które akurat wypróbowywałem.
I na początek nie FiiO FT7, a AudioQuest NightHawk, miniona już niestety referencja z grupy niekosztownych słuchawek.
Zacząłem od przymiarki z Warmer. Meisterwerk w charakterystyczny dla siebie sposób częstował lekką echowością, jeszcze podkreślającą jego wysoce niepowszednią głębię brzmieniową, przy czym z lampami 300B XLS o nominalnej mocy 12 W (tu nie w pełni wykorzystanej, z uwagi na ustawienia prądowe), zdawał się jeszcze bardziej energetyczny niż ze standardowymi dla siebie Western Electric o mocy 8,0 W. W efekcie odnosiło się wrażenie, że słuchawki chcą eksplodować energetycznym szałem, lecz mimo tego brzmienie trzymało naturalizm, tyle że podbijany (i bardzo) nadzwyczajnością energii. Żadnego przy tym przesadzania z lampowym ocieplaniem, mimo iż łącznie w torze osiem lamp; powiedziałbym, że temperatura była poniżej oczekiwań – taka bardzo się pilnująca, żeby ze sobą nie przesadzić. Sumarycznie grało to tak, że się nie mogłem oderwać: pokaz energii jakich mało, do tego jeszcze w analogowym wydaniu i ozdobie pogłosu przynoszącego tajemniczość.
Zamieniłem NightHawk na FiiO. Stało się bardziej szorstko i odrobinę mniej prawdziwie, lecz high-endowy poziom i zapał do słuchania zostały niezachwiane. Nie było teraz firmowego setu, Meisterwerk nie okazał się dla FT7 tak analogowo wybaczający jak FiiO K17, jego obwód non-OTL i gigantyczne lampy działały bardziej obnażająco. Ale to były grymasy leżące daleko za granicą stuprocentowej akceptacji, słuchało się tych FT7 niemalże bez różnicy względem wspaniałych NightHawk.
Na finał trzeba było sięgnąć po HiFiMAN Susvara Unveiled, skoro już przyjęliśmy uważać je za referencję bez podziału na ceny. Ku memu zaskoczeniu dźwięk zjawił się minimalnie chłodniejszy niż przy NightHawk, z kolei bez zaskoczenia płynniejszy, subtelniejszy, skalą wyrafinowania i rozmiarami sceny wyraźnie górujący. W połączeniu z energią wzmacniacza grało to nie na żarty, WAEMER okazał się jak najbardziej pasować do elitarnej jakości toru.
Przetwornik vs przetwornik
Została ostatnia próba – porównanie Warmera do przetwornika w Cairnie. Już zdążyłem nadmienić, że opartego na z poprzedniej epoki cyfrowych kościach Crystal 4392 i Analog Devices 1896, podbijających sygnał do 24-bit/192 kHz, z towarzyszeniem zegara LClock XO Precision CD Master Clock Generator i osobnego dla sekcji cyfrowej toroidu, plus poza zegarem i toroidem jeszcze jednego upgrade – kondensatorów Black Gate. Odczyt zapewniał mechanizm Sony CDM14BL; prądy wyjściowe były takie same u Warmer i Cairn, po 4V dla gniazd XLR, których obsługą zajął się interkonekt Tellurium Q Black Diamond.
Rezultat? Proszę nie myśleć, że piszę to z satysfakcją, bo furda małostkowość i całkiem nie o to chodzi, ale po raz kolejny stare gnaty i kondensatory w Cairnie okazały się przewyższające. Szczególnie w odniesieniu do sopranów, które nie tylko sięgały wyżej, ale też przejawiły wyższe szlachectwo na gruncie złożoności harmonicznej. Dalsze też były od zniekształceń oraz bardziej trójwymiarowe, tworząc bogatszy spektakl – okazalszy holograficznie, złożonościowo i warstwowo. Całościowo rzecz biorąc było to głębsze wnikanie w muzykę i wyraźniejsze obrazy – zaciemnione u Warmer fragmenty stawały się czytelne, do czego dochodziła zwiększona dźwięczność i obfitość, a zwłaszcza sopranowa jakość. Ale przynajmniej bas od Warmer się bronił, jako dorównująco potężny, a prawie żaden CD, nawet spośród najdroższych, potęgi jak u Cairn nie ma. Ale wszystko to względne, w sytuacji kiedy przy komputerze sprawdziliśmy, że Warmer preferuje wejściowy sygnał koaksjalny; w pełni wartościowe byłoby porównanie go z CD dysponującego takim. Poza tym, przecież wyżej się zachwycałem, a górowanie Cairna miało charakter subtelnościowy, i to z gatunku takich, o których się nie myśli słuchając pasującego brzmienia. – Na cóż komuś te subtelności, kiedy już się podoba? Ba, kiedy podoba tak bardzo, że całkowita satysfakcja, a tak właśnie się podobało ze wzmacniaczem Meisterwerk, wcześniej z K17. Podobało przy różnych słuchawkach.
[1] Mój owczarek kaukaski Dambuś nosił kiedyś ryjówkę za ogon, którego to ogona ryjówka prawie nie ma, wrzaski przerażonego zwierzątka orały okolicę. Łaskawie zgodził się ją oddać, nie czyniąc żadnej krzywdy, ryjówka dała nura w trawę, Dambuś był lekko zawiedziony. Ale dużo mniej niż ci goście, którzy ruszyli we trójkę do mnie z drugiej strony ulicy (akurat była pierwsza w nocy), a Dambuś właśnie wylazł z krzaków i ruszył prosto na nich…
Podsumowanie
Niedrogi satysfakcjonującej klasy przetwornik to zawsze wydarzenie. Wydarzeniami były iFi Zen DAC, PhaSt DAC SE, RME ADI-2 DAC FS, Aune S9c Reference, SMSL M400 i FiiO K17. Do tej wiązanki rewelacji dołącza teraz z hukiem należący do wyjątkowo tanich FiiO WARMER – wysoce nadprzeciętna maszynka, za równe dwa tysiące oferująca cztery lampy w obwodzie R2R. Pilnująca się jednak odnośnie nazwy, nie ocieplająca nad miarę; temperatura, fakt faktem, idzie cośkolwiek w górę, lecz tylko do pułapu naturalnej biologiczności. (Być może przy Audeze LCD-3 stałoby się goręcej, ale nie miałem okazji sprawdzić, jednak nawet jeżeli, to ze słuchawki o takim fun-factorze też będzie znakomicie.) Znakomicie było przy różnych: przy NightHawk, FiiO FT7 i HiFiMAN Susvara, to czego jeszcze chcieć? Zarówno dawne jak obecne, tak samo niedrogie jak drogie, przy tanim wzmacniaczu i przy kosztownym, tranzystorowym i lampowym – wszystkie doznały spełnienia. Że Warmer woli wejście Coax, na to będziemy się boczyć? No, przecież wszyscy wolą. Żartuję, nie ma takiej reguły, ale wejście optyczne zwykle jest wyrazistsze, a koaksjalne bardziej muzyczne. Daje się tę sytuację odwracać, pamiętam jak Mytek sprowadzał przed recenzją do swojego flagowego wtedy przetwornika Manhattan specjalny układ wejścia optycznego za spory plik dolarów, ażeby grało poprzez co najmniej równorzędnie, trudno jednak, by celujący w taniość Warmer podobne rzeczy robił, szczególnie mając koaksjalne. (Zwykły Manhattan też bez tego.) A zatem wypadkowa pierwszorzędna, zwłaszcza z punktu widzenia mających sygnał koaksjalny. Odnośnie najpopularniejszego USB robi się już problematycznie, ponieważ czerpiąc sygnał tego typu FiiO K17 solo był bardzo blisko siebie wspieranego Warmerem; konkretnie tylko nieznacznie chłodniejszy i nie aż taki gładki. Daleki jestem od wyciągania z tego jakichś wniosków ogólnych, bo światek złącz i kabli USB to autentyczny gąszcz, niejedno tam się może zdarzyć. Tak czy inaczej, mniej czy bardziej, Warmer humanizuje i uszlachetnia podgrzewając umiarkowanie. Nie przyda się (ale kto wie?) użytkownikom drogich przetworników, ale sam z siebie będzie pierwszorzędny i od krewniaka z K17 lepszy.
Tytułem uzupełnienia, gdyż byłem o to proszony – sytuacja dla kolumn głośnikowych była analogiczna jak u słuchawek.
W punktach
Zalety
- Wysokiej jakości brzmienie, i to w każdym aspekcie.
- To wcale nie ciepłota jest asem atutowym.
- Owszem, ona się zjawia i dodaje od siebie, ale to nie jest najważniejsze.
- Najważniejsza analogowość.
- Analogowość z lampowym sznytem.
- Nie tylko jako śpiewna, także jako promienna.
- Jak żądał Goethe – „Więcej światła!” – muzyka staje się świetlista.
- Zero podostrzeń, kanciastości, nienaturalnej szorstkości, śladów sztucznej obcości echowej czy nienaturalnego chłodu.
- Samo muzyczne płynięcie, angażujące słuchacza.
- W ozdobie głębokich czerni tła, trójwymiarowych scenerii oraz sferycznie kształtowanych pudeł rezonansowych.
- Te scenerie na zawołanie ogromne.
- Na zawołanie długie, sycące duszę wybrzmienia.
- A mimo ich udziału muzyka odbierana jako szybka i żywa.
- Na dowód czego bardzo dobre wyważenie pomiędzy smutkiem a radością.
- High-endowej jakości wokale i brzmienia instrumentów.
- W ogóle wszystko takie jak trzeba.
- Z całą pewnością ktoś wyjątkowo dobrze znający się na rzeczy stroił tego Warmera pod kątem słuchawek FiiO KT7, uzyskując spektakularny efekt.
- Ale to tyczy niedociągnięć u jednych, a przy okazji wszystkie zyskały.
- Zbalansowany obwód R2R.
- Niskoszumny toroid.
- Lampy JJ E88CC spisują się bardzo dobrze i są niedrogie.
- Wejścia cyfrowe USB, Coaxial i Optical.
- Wyjścia analogowe RCA i XLR.
- Efektowny wygląd na bazie aluminiowego korpusu z dużymi wskaźnikami wychyłowymi.
- Niewielkie gabaryty ułatwiają lokalizację.
- Dopasowany wzorniczo do FiiO KT17.
- Rewelacyjny stosunek jakości do ceny.
- Znany i ceniony producent.
- Sprawdzona polska dystrybucja.
- Wyróżnienie „Ryka Approved!”
Wady i zastrzeżenia
- Wejście Coaxial góruje nad USB i Optical.
- Poprawa na bazie sygnału branego z USB względem FiiO K17 nieznaczna, bliska żadnej.
- Mocne świecenie tarcz wskaźników wychyłowych niektórym może nie odpowiadać, a wygaszania nie ma.
Dane techniczne
- Kolor: Czarny, Srebrny
- Wymiary: ok. 223,5 × 213 × 66,8 mm (z nóżkami)
- Waga: ok. 2865 g
- Wyświetlacz: Mechaniczny wskaźnik VU z ruchomą wskazówką
- DAC: W pełni zbalansowany, prawdziwy 24-bitowy przetwornik R2R oparty na drabinkach rezystorowych
- Lampy w stopniu wzmacniającym: JJ ELECTRONIC E88CC × 4
- Liniowy zasilacz: Toroidalny transformator audio 46 W
- Dekodowanie USB: PCM 384 kHz/32 bit; DSD256
- Dekodowanie koncentryczne (COAXIAL): PCM 192 kHz/24 bit
- Dekodowanie optyczne: PCM 96 kHz/24 bit
- Wyjście RCA: L+P ≥ 1,8 Vrms + 1,8 Vrms (1 kHz @ 10 kΩ)
- Wyjście XLR: L+P ≥ 3,8 Vrms + 3,8 Vrms (1 kHz @ 10 kΩ)
- Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 45 kHz, tłumienie < 2,4 dB
- Stosunek sygnału do szumu (SNR): ≥ 114 dB (ważony A)
- Poziom szumów własnych: ≤ 7 µV (ważony A)
W zestawie:
- WARMER R2R – 1 szt.
- Przewód zasilający AC – 1 szt.
- Przewód USB – 1 szt.
- Zapasowy bezpiecznik – 1 szt.
- Skrócona instrukcja obsługi – 1 szt.
- Karta gwarancyjna – 1 szt.
Cena: 1999 PLN








Czy ten przetwornik powinien pasować do Focali Utopia 22 ? Czy obraz dzwiekowy nie będzie zbyt „rozmyty” ?
To zależy, jaki stopień ostrości chcemy uzyskać. Bo jak taki jak od Chorda albo dCS, to tutaj takiego nie będzie. A jak normalny, to powinno być OK.