Dźwięk: Z odtwarzaczem CD
Pod odtwarzacz postanowiłem zabrać już tylko recenzowane FiiO i Dan Clark Audio E3, jako jedyne pozostające do dyspozycji mogące służyć za sensowny probierz. Kilka prób, no i niestety – w tej lokalizacji FiiO dobrze się już nie broniły. Różnica między nimi a cztery razy droższymi zarysowała się wyraźna. Poczynając od holografii, której u nich właściwie nie było, podczas kiedy E3 elegancko ją prezentowały; ale holografia, chociaż spektakularna, nie jest najważniejsza ocennie, bo rzadko kiedy taka naprawdę dobitna w nagraniach się pojawia. Co innego łapanie kontaktu, rozplanowanie sceny i zwłaszcza naturalizm. We wszystkich tych aspektach recenzowane odstawały; lampowy wzmacniacz OTL single-ended na dużych triodach z kładącym nacisk na analogowość odtwarzaczem albo zbytnio je obnażyły, albo nie pasowały. Wokale były wyraźnie gorsze, często wyzute z autentyzmu, bębny nie tak rozdzielczo i z kubaturą obrazowane, a scenografia spłycona. Nie chcę się pastwić, nie będę tego w szczegółach opisywał, ale dobrze to nie wypadło. Oczywiście nie w takim sensie, że nie dało się słuchać, a niektórych utworów słuchało się z przyjemnością, ale wiele było też takich, przy których rozczarowanie. Lepiej się więc prędko wynośmy do odtwarzacza przenośnego, rzucając na odchodne, że pewnie pierwotne przeznaczenie wzmacniacza do słuchawek wysokoomowych wyjątkowo źle podziałało. (Zwykle nie ma to miejsca, ale widać tym razem.)
Z odtwarzaczem przenośnym
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki powróciła synergia. Dźwięcznie, przestrzennie i masywnie – naprawdę prima grało. Długo podtrzymywane, subtelnie oddawane brzmienia zmuszały do podziwu, a na przeciwnym krańcu basu potęga wielkokalibrowa. Holografia w „Carmina Burana” jak najbardziej poprawna przy naprawdę głębokiej scenie, imponujące przejścia dynamiczne i czytelność chórów, kotły w „Fanfare For Common Man” zrealizowane na wyróżnienie, a Divertimento in D Mozarta wprawdzie bez czucia lotu, lecz poza tym na piątkę.
Wiele prób przeprowadziłem, skubnąłem z każdego gatunku, sprawdziłem masę evergreenów. Wszystko nie tylko bez zarzutu, ale wręcz znakomicie. Skąd chwilę wcześniej taka wpadka w najbardziej jakościowym torze? Chyba tylko brak pasowania impedancji może stanowić wytłumaczenie. Tymczasem tutaj swoboda, napowietrzenie, pełna głębia oddechu i skala wyrafinowania, że aż musiałem sprawdzić, czy to na pewno te słuchawki mam na uszach. A mimo że zwyczajne 44,1/16 już brzmiały pierwszorzędnie, to DXD i DVD-audio znalazły miejsce na lepiej.
Porównane na koniec E3 zagrały wprawdzie prawdziwiej, ale teraz to była różnica w wyrafinowaniu, przejrzystości i rozdzielczości na kilkanaście umownych procent, a odnośnie potęgi żadna, odnośnie bezpośredniości też. Mało tego, to FT5 podawały dźwięk masywniejszy, co w niejednym przypadku dawało przyjemniejszy odbiór.
[2] Rzecz jasna spośród tych, po których zostały nagrania.









Mam podobne odczucia. W systemie stacjonarnym tj. Violectric v222 i Moon 390 grają gorzej, jak z DAP-a Ibasso dx320x z AMP14. Wygląda na to, że to słuchawki stworzone do DAP-ów. Druga ważna sprawa to wymiana kabla. Nie czuje potrzeby zmiany, a mam już je pół roku. To długo jak na mnie, choć przyznam że te Heddphone Two wydają się ciekawą alternatywą. Kwestia czy zagrają równie dobrze z Ibasso jak ft5.
No tak, ale o kablu napisane zostało wcześniej: „Do FT5 musi Pan koniecznie wymienić kabel. Z oryginalnym one nie grały. Mam je od początku z nowym FAW Hybrid, na tyle długo, że zapomniałem już jak słabo grały z firmowym.”
Sam też czułem taką potrzebę, choć nie jakąś przemożną, ale Tonalium-Metrum Lab na pewno je otwierał i pewnie też uszlachetniał. Tego drugiego nie jestem wprawdzie pewien, bo to były sekundowe migawki, ale należy zakładać, że tak.
HEDDphone TWO to ogólnie wyższy poziom i produkują większe dźwięki. Do mocnego DAP jak najbardziej się nadają, ale ich rozbłysk to brzmienie z kilkuwatowym wzmacniaczem. Wymiana kabla w ich przypadku jak najbardziej uzasadniona.
Tak, wiem. Temat z kablem już chyba wszystkim wiadomy i do zamknięcia.
Dodam tylko, że jak dla mnie z padami welurowymi grają gorzej. Robiłem dwa razy podchody w odstępach kilkumiesięcznych i szybko wracały do pudła.
Pozdrawiam serdecznie
Marek
Skórzane pady, tak jak napisałem w recenzji, to brzmienie bardziej przenikliwe, bardziej dbające o niuanse, złożoność harmonii i lepiej potrafiące odwzorowywać delikatniejsze brzmienia. Welurowe są bardziej prostoduszne, mniej pogłosowe, całościowo zwyklejsze i bardziej optymistyczne. Słuchało mi się ich dobrze, bo zapewniają relaks, ale skórzane to głębsza analiza, więcej finezji, lepsza ekspozycja szczegółów, bardziej wyrafinowany i wyżej sięgający sopran.
Też oczywiście pozdrawiam i życzę jak najprzyjemniejszego słuchania.
Swoją drogą, jeśli nie chcemy wkrótce mieć chińskich porządków w Europie, jeśli nie chcemy być chińską kolonią, to warto wybrać nie-chińskie prodkty, nie-chińskie samochody, nie-chińskie technologie energetyczne, nie-chińskie smartfony i także nie-chińskie słuchawki. To wojna cywilizacji.
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Globalne-ocieplenie-Chinom-niestraszne-Wciaz-buduja-nowe-elektrownie-weglowe-8699591.html
Tymczasem Unia gra beztrosko w zielone i udaje, że świat na niej się kończy.
Nie ze złośliwości, a ciekawości mam pytanie nt kabla: „392 włókien krystalicznej miedzi pokrytej srebrem”. Otóż, nie sadząc, że to miedź amorficzna – każda jest krystaliczna. Czy może chodzi o monokrystaliczną? Pozdrawiam. MS.
„Included 392 wires of high-purity silver-plated monocrystalline cooper cable”.
Dziękuję. Może nie powinienem uogólniać, rozumiem jednak, że miedź monokrystaliczna nie musi być wystarczającą…
Wystarczająca to jest ta miedź, którą daje do swoich przewodów Entreq. Z tym, że on żyły gorące robi z litego srebra, a tylko pasywne z miedzi.
Ta też jest niezła: https://www.hifi.pl/slownik/occ.php
Żeby one jeszcze były robione większe głowy. Ja się nie do końca mieszczę w swoje i chyba ostatecznie się pozbędę bo nie mogę nigdy znaleźć odpowiedniej pozycji na głowie. Szkoda bo dźwięk mi leży bardzo.
Znajdziesz lepsze i wygodniejsze. Na pewno.
Krzywdy nie mam, mam jeszcze SE Master 1 i D8000. Ultrasone PURE w zapasie i CAL! do telefonu. Ale myslę nad Audeze LCD3.
Mój aktualny zestaw Chord Qutest + Anni zasilane zasilaczem Lucarto, wydaje się idealny do nich.
To czego Ci jeszcze brakuje?
Hmmm jakbym miał powiedzieć czego mi jeszcze brakuje teraz to tego zestawu co słuchałem w siedzibie firmy Lucarto – topowego DACa Ferro z wzmacniaczem Songolo 😉 No i właśnie któryś Audeze, może LCD2 ale chyba LCD3 jednak lepsze. No i szkoda że słuchawki Solitaire P mają ten dziwny bląd w budowie który nie pozwala również ich zakładać na duże głowy. Gniecie mnie w nich w głowę ta stal przy muszlach.
Z tymi Solitaire to rzeczywiście pech, bo są rewelacyjne. Natomiast Audeze LCD-3 ponad wszelką wątpliwość przewyższają LCD-2, nawet nie będę o tym dyskutował, to zbyt oczywiste. Mniej oczywiste jest trafienie na idealny brzmieniowo egzemplarz, dotychczas miałem do czynienia z dwoma. A na lampy Łukasza przecież uzbierasz, to kwestia czasu.