Recenzja: FELIKS-AUDIO Euforia

Odsłuch

Bardzo to sympatycznie wygląda.

   Miałem być początkowo rozsądny, ale niedługo to trwało. Akurat tyle, by pooglądać kable zasilające i dojść do wniosku, że: „Co ja się będę męczył!” Wziąłem czarno-żółtego Harmoniksa, którego najbardziej lubię, i tyle tego rozsądku było. Wytłumaczyłem sobie przy tym, że jak na koniec będę porównywał wzmacniacze, to się zwyklejszych kabli użyje, żeby z audiofilskiego tonu spuścić i sam zasilający nie był w cenie wzmacniacza. Zadowolony z własnego sprytu brałem się więc do słuchania, klnąc jednak mimo tego w duchu, że referencyjne dla twórców Focale pechowo przeszły koło nosa. Lecz nic to – słuchawek wokół mnogość i można się nasłuchać. A zatem po kolei. Ale nie – najpierw dwie sprawy. Jedna to przypomnienie. Tego Harmoniksa tak lubię, ponieważ otwiera brzmienie. Słuchałem Euforii najpierw z paroma innymi zasilającymi o różnych cenach i klasie – i każdy dźwięk mniej czy bardziej domykał, tak jakby miał ten dźwięk napięcie powierzchniowe i niczym plama rtęci na krajach się podwijał. A z Harmoniksem dźwięki się strzępią, jakby wiatr wodę z tafii porywał, i bardzo takie zjawisko lubię. I jeszcze druga sprawa, taka bardziej w temacie. Odnośnie tego krosowania, to bawi się w nie kilku producentów słuchawkowych wzmacniaczy, a przykładami są Meier-Audio Corda, Phonitor SPL, czy Grace Design od 901 do 903. Efekt z reguły nie jest spektakularny, czasami wręcz rozczarowujący, jednak w przypadku Euforii pozytywny – dźwięk lepiej się kształtuje. Nabiera przestrzenności, a sama przestrzeń ożywa i bardziej wsysa słuchacza. Więc po przełączeniu ten normalny wydaje się spłaszczony i nie tyle może spokojny, co taki oklapnięty, by nie powiedzieć martwy. Zdecydowanie wolałem ten z mieszaniem, bez cienia wątpliwości. A teraz już o słuchawkach w kontekstach euforycznych.

Przy komputerze

Jak zawsze w tej lokalizacji szeroki przegląd spektrum i jak ostatnio zwykle poprzez przetwornik Normy plus iFi iOne z iUSB 3.0 i iDefenderem.

Fostex T60 RP

To są słuchawki prima i pełna rekomendacja. Jedynie miłośnicy sopranowego szaleństwa mogą je sobie odpuścić. Ale jak ktoś chce takich naprawdę popisowych w cenie niewiele ponad tysiąc i bez potrzeby zmiany kabla, to te są w najściślejszej czołówce. Odnośnie zaś relacji ze wzmacniaczem. Dźwięk zjawił się ciepły lecz nie gorący, albowiem przetwornik Normy gorącego nie robi. Doskonale łączący wspomniane rozszumienie zasilającego Harmoniksa z pełnością i muzykalnością interkonektu Sulka, a pośród tego sam dźwięk wzmacniacza: dociążony, subtelny, a także sprzedający wspomnianą uszlachetnioną przestrzeń.

A z tyłu dwie rzeczy ekstra.

Mała uwaga techniczna: to krosowanie polega na dodaniu niewielkiej ilości sygnału branego z przeciwnego kanału, co kiedy źle jest zrobione, zmiękcza jedynie i zamazuje obraz, a kiedy dobrze, to robi się ciekawiej, bo bardziej naturalnie. I właśnie tak się robiło – krzyżowa przestrzeń mocniej otaczała i się stawała prawdziwsza. Mocniej i bezpośredniej atakowała muzyką, zarówno poprzez bliskość i niemal skórne doznania, jak i lepsze różnicowanie dystansu od bliższych i dalszych źródeł. Lecz przede wszystkim bliskość i zanurzenie dawały znać o sobie, a nie jakieś obszary, holografie. To częsty sposób grania planarów, choć Abyss i Audeze LCD-XC są od tego dalekie. Tu jednak grało blisko, dożylnie i namacalnie, a także z owym czymś, co można nazwać eksplozją. Struny gitar, piszczałki organów, membrany pod pałkami miały taką gęstość i taką dynamikę, że dźwięk aż wybuchał. Wibrował nasyceniem, ciśnieniem się odciskał. I taką miał złożoność, że realizm poza dyskusją. Jedynie bez sopranowej siatki tła – że tak nazwę sopranowe koronki tkane przez słuchawki mające wyższą tonację i więcej procentowo góry. Natomiast T60 muzycznie idą bardziej dołem, choć iskrzyć sopranami potrafią. Więc to ich niższe brzmienie widzi się dopiero poprzez porównania i analizę, a nie samo słuchaczowi narzuca. Narzuca natomiast to, że gra to kapitalnie i to są tanie słuchawki grające jak bardzo drogie.

Sennheiser HD 600

Mimo wysokiej impedancji klasyczne Sennheisery nie dały rady dotrzymać pola słuchanej przed chwilą kapitalności. Zjawiła się pogłosowość aż na miarę obcości, tak jakby te same nagrania były starsze i gorsze. W muzyce instrumentalnej nie było to wyraźne, czasami nawet nieuchwytne, ale wokale mniej się okazały realistyczne, a cała muzyka nie tak kaloryczna i nie tak napierająca. Być może głównie za sprawą kabla, który nie jest w tych HD 600 najlepszy (a zamiennika nie miałem), ale na pewno w wersjach fabrycznych Euforia z Fosteksami spisywała się lepiej.

AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio)

Zdecydowanie lepiej – naturalniej – wypadły flagowce AudioQuesta zasobne w drogi kabel, ale i one w moim odczuciu nie dorównały Fosteksom. Od Sennheiserów grały gęściej i mniej obco, ale na tle T60 jednak cokolwiek obco, wyraźnie bardziej pogłosowo. Także chłodniej i mniej bezpośrednio, bo z dalszym pierwszym planem. A jednocześnie nie tak biologicznie, że całkiem żywi ludzie. Czuć było posmak nieprawdy, który mózg, swoim zwyczajem, szybko znosił, ale to jednak nie było to, nie taka przyjemność muzyczna. A więc Fosteksy górą i żadne drogie kable nie mogły tego zmienić.

Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio)

Jest wyjście, jest więc przedwzmacniacz.

Poczułem lekki dreszcz emocji wpinając te słuchawki, bo obok flagowych Focali te właśnie są przez Feliks-Audio używane jako testowe, a prócz tego impedancję mają zbliżoną do wyjściowej. No i zagrało pierwszorzędnie – ciemno, głęboko, gęsto. Bardziej miękko niż z Fosteksami i bardziej tajemniczo. Kocim krokiem od dźwięku do dźwięku i z mocnym światłocieniem. Analogowo bez prężności, z samą jedynie dynamiką w welurach i atłasach. Przy mniej naprężonych strunach i stonowanych sopranach; zarazem trójwymiarowych, a więc ciekawych w odbiorze. W ogóle znakomite, jak chodzi o rozpisanie dźwięków na trzeci wymiar, że wszystko autentycznie przestrzenne, jak to te T1 potrafią. Ale potrafią niezbyt często, tylko z dopasowanym wzmacniaczem. I ten niewątpliwe pasował, tak samo jak mój Twin-Head. Pełna analogowość, przekonujący autentyzm. Mniej eksplozyjny, nie tak prężny, a za to swobodnie, elegancko płynący i bardziej trójwymiarowy. Bez cienia najmniejszego sztuczności, śladu czegoś obcego. Żywa muzyka z materialnym podłożem i pozbawiona nachalności. Taka po prostu muzyka, bez prób popisywania. Cofnięta w uspokojony autentyzm a nie wariackie popisy. A w przypadku utworów proponujących dużą przestrzeń ta przestrzeń wielka, tajemnicza. Namacalna ciśnieniem akustycznym, ożywiana wibrującym planktonem i zalewana potężnym basem. Z tłami czarnymi i gęstymi, natomiast dźwiękiem bardziej aksamitnym niż lśniącym. Naturalność i spokój wraz z pełnym autentyzmem; żadnego popisywania się, styl elegancki, wyrównany. Uspokojony na górze i z mocną brzmieniową treścią, a całościowo dla lubiących muzykę a nie zrywy, eksplozje.

Sennheiser HD 800  (kabel Tonalium Audio)

Oto pierwsze słuchawki, z którymi całkowicie otwarła się góra. A więc więcej sopranów i wraz z tym wyżej, dalej, a także delikatniej. Dystans do pierwszego planu niż u Beyerdynamic mniejszy, ale przestrzeń bardziej rozległa, zarówno wszerz jak w głąb. Wyraźnie mocniejszy też szum tła, za sprawą tych sopranów, ale śladu najmniejszego obcości, czy jakiegoś złego pogłosu. Tekstury bardziej szeleszczące, a także bardziej chropawe, ale przy pełnej analogowości linii melodycznych i głosów. I godne podkreślenia wiązanie dźwięków z przestrzenią, dające silny autentyzm. Sam dźwięk nie taki eksplozyjny i mniej naprężony niż u wybuchowych T60 RP, zarazem też ciemniejszy, pełniejszy, bardziej trójwymiarowy i głęboki. Odrobinę mocniej tą głębią akcentujący średni zakres i poprzez lepszą trójwymiarowość bardziej odnośnie przestrzeni prawdziwy, ale to wszystko nieznacznie. Silniejsze przy tym wyciąganie wszystkiego z tła – albo mówiąc na odwrót – wokale i instrumenty mniej powiązane z przestrzenią. Niemniej mające dużą ekstensję – tutaj żadnego uszczerbku. A gdyby generalizować, to całościowo bardziej holograficznie i tak w manierze teatralnej, a mniej powszednio, normalnie. Poczucie realizmu mimo to równie duże, ponownie bezdyskusyjne. A zatem trzecie już słuchawki z pełnym dopasowaniem, że bierzesz taki system. W dodatku z najbardziej niesamowitą przestrzenią, że aż metafizyka. Detale bardzo wyraźne, soprany super strzeliste i kiedy trzeba rzewne, a bas gęsty dołem. Duży spektakl, bez wątpliwości.

MrSpeakers Ether Flow (kabel Tonalium Audio)

Nie będę udawał zaskoczonego, już wcześniej ich z tą Euforią słuchałem i wiedziałem, że dobrze pasują. Brzmienie lepiej wypełnione niż u T1 i HD 800, szczególnie także melodyjne i z rozciągniętym spektrum. Niższe niż u nich a jednocześnie z otwartą i trójwymiarową górą. Płynnie przechodzącą w średni zakres, przy brzmieniu lekko połyskliwym, bo ciemnym lecz rozświetlonym. Także z  pogłosem idealnie wpisującym się w dźwięki, że przestrzeń duża, trójwymiarowa, a śladu poczucia obcości. Przeciwnie, te słuchawki grały wyjątkowo muzycznie – najgłębiej, a przy tym gęsto, muzykalnie i płynnie. Bez śladu sztuczności, efekciarstwa, a w sposób zjednujący, aczkolwiek nie lepiej od tych dobrych poprzednich, w tym nie lepiej od wielokrotnie tańszych Fosteksów. Bardziej od nich głęboko i niewątpliwie gładziej, ale czy przez to bardziej poprawnie? – to nie byłbym zbyt pewny. Chyba T60 bym wolał, z ich autentyzmem szorstkim. Z kolei Sennheiser HD 800 najbardziej z wszystkich były spektakularne przestrzenią i z delikatnymi ozdobnikami. A T1 spokojnie eleganckie pięknem zdobytym bez wysiłku. Więc wszyscy na jednym poziomie; i z tego też taki wniosek, że wariacja samego Fosteksa na temat klasycznych, dawnych Fostex T50 od dużo droższej MrSpeakkers wcale nie okazuje się gorsza jakościowo, w każdym razie tym razem.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

30 komentarzy w “Recenzja: FELIKS-AUDIO Euforia

  1. Andrzej napisał(a):

    A własnie miałem napisać czy będzie coś od Felix Audio 😉
    Jak to jest z lampami OTL, bo cały czas myślałem, że OTL to tylko do słuchawek z wysoką impedancją.
    A tu sie okazuje, że i Fostexy i Focale dobrze pasują.
    A jeśli Focal wybrał wzmacniacz jako referencyjny do Utopii to tylko pogratulować! Duże wyróżnienie.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak to jest – teoria teorią, a praktyka praktyką. Oczywiście to świetne napędzanie Beyerdynamic T1 nie jest przypadkowe, ale inne słuchawki też potrafią pasować. Sprawdzać trzeba na ucho, jak zawsze zresztą.

  2. Mariusz napisał(a):

    A jak ten wzmacniacz ma się do Lebena?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niestety, nie odpowiem. Lebenów, które zaraz po recenzji wybyły, słuchałem wyłącznie ze starym odtwarzaczem Sony, a Euforii tylko z Ayon CD-35 HF Edition. Tak więc odsłuchy te były całkowicie nieadekwatne i wszelkie odniesienia będą bez sensu.

      1. Stefan napisał(a):

        A porównanie do HA-3 Ayona, wprawdzie tu już są trafa, ale czy jedank Feliks dał radę?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To może już jutro, bo bezpośrednio nie porównywałem.

          1. Stefan napisał(a):

            Byłoby super, dziękuję.

          2. 3mmm napisał(a):

            Też byłbym wdzięczny.
            Pozdrawiam

          3. Piotr Ryka napisał(a):

            Dziś wieczorem posłucham, jutro napiszę.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Już porównałem. Wzmacniacze grają podobnie, a jedyna wyraźniejsza różnica polega na tym, że Ayon nieco bardziej akcentuje soprany, co się przekłada na wyższą tonację i trochę bardziej eksponowane szczegóły. Bardzie srebrzy, szumi i szeleści, a Feliks gra niżej i nieco spokojniej (nawet przy włączonym krosowaniu). Oba jednak bardzo analogowo i w taki sposób, że bez wcześniejszego ustalenia tych różnic w otwartym teście, ślepy byłby niełatwy. Różnica była wyraźniejsza na Beyerdynamic T1 niż Fostex TH900.

          5. 3mmm napisał(a):

            Dziękuję za porównanie. Czy Ayona można upgrejdować? Nie żebym już potrzebował, ale może kiedyś, a do środka nie zaglądałem… Rozumiem że Leben by Nautilus sprzedał się i na porównanie trzeba będzie poczekać.
            Pozdrawiam serdecznie

          6. Piotr Ryka napisał(a):

            Tak, Leben pojechał do klienta do Warszawy i pewnie się sprzedał. Ayona upgradować oczywiście można. W razie czego mogę polecić specjalistę. Także lampy da się lepsze kupić.

  3. RH napisał(a):

    Panie Piotrze,
    W ramach poszukiwań zjawiskowych wzmacniaczy sluchawkowych musi Pan koniecznie posłuchać i najlepiej przetestować nowy wzmacniacz Cayin HA-300. miałem okazję spędzić przy nim długą chwilę wraz ze słuchawkami planarnymi i mogę napisać tylko jedno – niewiarygodny popis. Niech Pan spróbuje dostać go w swoje ręce i opisać.
    Z pozdrowieniami.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To się powinno dać zrobić, o ile został ten sam dystrybutor (Audiomagic).

  4. Szkudi napisał(a):

    Super Panie Piotrze, że w końcu udało się przetestować Feliksa. Od dawna o nim czytam na forach zagranicznych i jego dobra prasa była wyjątkowo zastanawiająca, widzę że wcale nie na wyrost. A który z wzmacniaczy Phast/Feliks Panu osobiście bardziej przypadł do gustu? Tak zupełnie nieobiektywnie gdyby Pan miał któryś z nich zostawić ? 😊

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie słyszałem jeszcze PhaSta z kondensatorami Mundorfa. Tak jak tu były porównywane, czyli PhaSt ze słabszymi a Feliks lepszymi, to z włączonym krosowaniem Feliks grał ciekawiej.

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    I jeszcze uzupełnienie recenzji, niewątpliwie istotne. Układ Cross-Feed w Feliks-Audio Euforia jest autorstwa samego Feliksa. Długo ponoć nad nim pracowali, ale efekt jest kapitalny.

  6. Sławek napisał(a):

    Portal konkurencyjny prezentuje recenzję słuchawkowca Fezz Audio Lupi Omega.
    Ten Lupi mniej kieszeń łupi, bo jest po 3500 zł około. Ciekawie wypadłoby bezpośrednie porównanie tych 2 polskich lampowych słuchawkowców…

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ciekawe. Fezz skontaktował się ze mną w zeszłym tygodniu – mieli przysłać swe dzieło do recenzji, nie przysłali. Może jeszcze przyślą…

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Recenzja została ustalona na po wakacjach.

        1. Sławek napisał(a):

          Dziękuję za wiadomość. Będę czekał we wrześniu na recenzję.

          1. Łukasz napisał(a):

            Ogólnie robi się ciekawie na polskim. Żeby jeszcze trochę namieszać.. zwracam uwagę na taką manufakturę: White Bird Amplification – Virtus-01. Jeżeli gra tak samo dobrze jak wygląda to mógłby pozamiatać.
            Może również warto byłoby przetestować ?

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Wzmacniacze White Bird mają na HiFiPhilosophy swoje recenzje, proszę użyć wyszukiwarki. Firma niedawno się skontaktowała i podobno po wakacjach mają być następne.

  7. szczepan napisał(a):

    Witam. Jak Pan sądzi , mógłby to być dobry kompan dla Ultrasone Edition 5 ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Myślę, że mógłby. Ale nie testowałem, więc ręczyć nie mogę.

      1. szczepan napisał(a):

        A gdyby miał Pan coś polecić do tych słuchawek … Dzięki

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Najlepiej grające słyszałem je z własnym OTL, ale on jest nie do kupienia. Myślę, że każdy rasowy wzmacniacz słuchawkowy powinien się sprawdzić, natomiast gdybanie, że ten byłby lepszy albo tamten bez zrobienia odsłuchu, byłoby całkiem nieodpowiedzialne. PhaSt, Euforia, Sugden, Trilogy 933, Phasemation, Ayon, Cary 300 SEI, SPL Phonitor, Woo WA5-LE, iFiPRO, Octave V16, Fostex HP-V8, Wells Headtrip, Mytek Manhattan – wszystkie są godne polecenia.

          1. szczepan napisał(a):

            Dziękuję . Muszę się zabrać do roboty .Pozdrawiam

    2. Marek S. napisał(a):

      Ed5 zagrały mi lepiej na Violectric v220 (może być 281) niż Spl Phonitor 2.

      1. Kosq83 napisał(a):

        Ja tak właśnie do SPL Phonitor X się próbuje przymierzyć, sprzedać trochę grantów i się szarpnąć. T1, W1000Z i Hope VI (brakuje mi LCD-2 do pełni kolekcji) mam zamiar z tym słuchać – a tu ta Euforia, gdzie T1 są jako referencja do testowania. I jak tu być mądrym..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy