Recenzja: FELIKS-AUDIO Euforia

   „Jesteśmy firmą rodzinną, zajmującą się produkcją wzmacniaczy lampowych od kilkunastu lat. Produkujemy standardowe modele przeznaczone do seryjnej sprzedaży, jak również wzmacniacze na indywidualne zamówienie klienta. Wszystkie nasze produkty są wytwarzane w naszej firmie znajdującej się w Lublińcu. Jesteśmy dumni z pracy, którą wykonujemy i gwarantujemy wykonanie każdego modelu z maksymalną dbałością o szczegóły, zarówno w odniesieniu do jakości dźwięku, jak i wyglądu. Kupując nasze produkty wspierasz rozwój europejskiej inżynierii.”

Tyle firma o sobie. A ten Lubliniec? Gdzie on, na Boga, jest? Okazuje się, że na Śląsku. Ale nie zwykłym, tylko białym. Myślałem, że jest wyłącznie czarny – a tu nie, biały też. I właśnie Lubliniec jest tego białego stolicą, lecz niezależnie od tego wzmacniacze robią tam tradycyjnie śląskie, to znaczy całe czarne. Może nie tak do końca, bo stojące na białych nóżkach.

Sami piszą, że działają od lat kilkunastu, w innym miejscu znalazłem, że ponad dwudziestu; tak czy tak funkcjonują od dawna i zdążyli wypłynąć na szerokie światowe wody. Na CanJam Global się wystawiają, sympatyków mają po świecie, sklepy w Anglii i Singapurze ich wyroby sprzedają, mimo iż handel, jak to teraz, idzie głównie poprzez Internet. I nieźle idzie – wygląda na to – już choćby sądząc po ilości zagranicznych recenzji oraz lajków na angielskojęzycznej stronie mordkowej (facebookowej, jak to z angielszczyzny mawiają.)

Tyle zdążyłem naskrobać, a tu mail przyszedł w odpowiedzi na prośbę o uzupełnienie danych i napisano w nim, że założyciel firmy, inżynier Henryk Feliks, projektował wzmacniacze lampowe jeszcze w latach 70-tych, a w 90-tych założył firmę wykonującą je na indywidualne zamówienia. Marka Feliks-Audio zjawiła się zaś dziesięć lat temu, wraz z przejściem do produkcji rynkowej, i pierwszą jej bardziej znaną konstrukcją był wzmacniacz słuchawkowy Espressivo. Od kilku lat prowadzi też Feliks wzmożoną ekspansję na rynki zagraniczne i rozbudowuje portfolio, działając wciąż jako przedsiębiorstwo rodzinne – ojciec z trzema synami. Można zatem powiedzieć, że Feliks-Audio to polski odpowiednik amerykańskiego Woo Audio; podobnie rodzinnego, podobnie specjalizującego się we wzmacniaczach i podobnie lampowych. Z tym że Woo prawie wyłącznie słuchawkowych, a w aktualnej ofercie Feliksa są obok czterech takich (Echo, Espressivo, Elise i Euforia) także trzy głośnikowe integry (Arioso SE, William Push-Pull oraz PSE 2A3 Dual Mono), a także lampowe monobloki.

Tytułowa Euforia, jak pozwala domyślać się nazwa, jest spośród tych słuchawkowych najbardziej euforyczna, czyli wyrażając się prościej – najlepsza. Nazwę ma, trzeba przyznać, szumną i sam bym się, będąc producentem wzmacniaczy, raczej na taką nie porwał, ale to do odważnych świat należy, a „Euforia” brzmi niewątpliwie kusząco. Któż nie chciałby słuchając muzyki wpaść w euforyczny nastrój, więc w sumie czemu nie? Poza tym ta Euforia okazuje się referencyjnym wzmacniaczem słuchawkowym francuskiego Focala, który z nią właśnie wystawia od jakiegoś czasu swoje słuchawki na światowych imprezach. To z jednej strony mnie ucieszyło, bo przecież wielki prestiż, a z drugiej rozzłościło, bo o tym nie wiedziałem. Gdybym wiedział, zamiast odsyłać Utopie i Clear dystrybutorowi, bym ich do tej recenzji użył, a tak okazja przepadła. Głupia sprawa, lecz się w porę nie pochwalili i trudno, czasem tak bywa.

Budowa

    Na Białym Śląsku postanowiono, że euforyczny wzmacniacz słuchawkowy winien mieć konstrukcję lampową w układzie OTL na bazie montażu typu pająk, czyli z angielska point-to-point. Wzór OTL single-ended to schemat wzmacniacza lampowego uchodzący za szczególnie obiecujący, bo zdolny w największym stopniu oddać czar lampowego brzmienia, jako że OTL znaczy „bez transformatora wyjściowego”, czyli dopasowanie do słuchawek i głośników wprawdzie będzie trudniejsze, ale za to brzmienie najlepsze, bo przez transformator nie psute. Przy czym względem tego dopasowania są dwie szkoły; i jedni powiadają, że najlepsze w tym stanie rzeczy będą słuchawki z wysoką impedancją, pasującą najlepiej do impedancji wyjściowej lamp (kilkaset Ohmów), a inni że planarne, bo te jakość wysoką odwzorują najlepiej. Sam reprezentuję natomiast podejście czysto praktyczne i twierdzę, że najlepszymi będą po prostu takie, które najlepiej zagrają. Oczywiście z uwzględnieniem różnic cenowych, bo drożsi zwykle okazują się także lepsi, choć z istotnymi wyjątkami. O tym jednak w następnym rozdziale, a teraz garść szczegółów.

Wzmacniacz jest taki średni – można powiedzieć średni-średni. Nie duży i nie mały, a spośród średnich środkowy. Bo duży-średni to przykładowo Ayon, a duże-duże i największe są jeszcze dużo większe. Do bycia słuchawkową euforią starczyło w tym wypadku ważyć sześć kilogramów i mieć obwodu trzydzieści na dwadzieścia centymetrów przy wzroście osiemnastu. Który to wzrost wyznaczają lampy mocy Svetlana 6N13S (NOS), pochodzące ze sławnej manufaktury w Sankt Petersburgu, założonej przy Newskim Prospekcie przez Yaira Aiwaza jeszcze w 1889 roku jako wytwórnia papierosów i szybko przeistoczonej w zakłady produkcji maszyn. A od 1914 także lamp elektronowych i żarówek, co było wówczas sensacją. Dziś te zakłady wciąż istnieją, ale rzeźbią tam przede wszystkim w azotku i arsenku galu, natomiast z czasów dawniejszych zostały podwójne triody mocy znane z pięknego brzmienia, których dobrana para na Amazon.com kosztuje teraz dziewięćdziesiąt dolarów.

Dwie takie pokaźne triody ulokowano bardziej z tyłu, przed czarną, jak cała reszta, obudową transformatora, podczas gdy z przodu pysznią się też pokaźne triody sterujące Premium Psvane CV-181 Mk2 “Gold” ($196 za parę), jako reprezentantki ekskluzywnej marki największej chińskiej manufaktury Shuguang, powstałej również dawno temu, bo w 1958. Te lampy to ulepszony wariant popularnych 6SN7, sprawdzony i oceniony najwyżej spośród wielu porównywanych podczas recenzji wzmacniacza Cary CAD-300-SEI. Jedne i drugie lampy tkwią w teflonowych gniazdach o złoconych zaciskach, przy czym te większe mają bańki przejrzyste, a mniejsze napylono od wewnątrz srebrzystoszarym krystalicznym karbonem, mającym wpływać korzystnie na ich stabilność pracy poprzez wychwyt swobodnych elektronów. Miłym akcentem kolorystycznym, rozpraszającym powagę czerni, jest posiadanie przez te Psvane cokołów w kolorze miedzi, które są tak naprawdę oksydowanym aluminium, stanowiącym osłonę teflonowego rdzenia.

Panel frontowy, podobnie jak cały wzmacniacz, ma postać ascetyczną, zarazem jednak ujmującą dobrze skomponowaną formą i elegancją matowej czerni. Na środku samotny potencjometr, mający kreskę wyznacznika i otoczenie nie rzucającej się w oczy podziałki; po lewej pojedyncze gniazdo duży jack i obok biała dioda; a z prawej odciśnięte w czerni logo i nazwa FELIKS-AUDIO. Na wierzchu oprócz lamp jedynie transformator ze srebrzystym na wierzchu logo, a z tyłu jest najwięcej i w sumie najciekawiej. Bo nie tylko złocone gniazda wejściowe RCA, włącznik i gniazdo prądowe, ale też para złoconych gniazd wyjściowych, oznaczających funkcję przedwzmacniacza, a przede wszystkim obok czerwono podświetlanego włącznika i klasycznego wtyku na trzy bolce mały przełącznik dodatkowy, aktywujący funkcję „Cross-Feed”. Na marginesie dodam, że dobrze, iż o istnieniu tej funkcji zawczasu przeczytałem, ponieważ duża wtyczka zasilającego kabla całkiem jej aktywator zasłoniła, łatwo więc może się zdarzyć, że go właściciel nie zauważy. A to byłaby strata, ale o tym za chwilę.

Bodaj najlepsze 6SN7 jakie można dziś zdobyć.

Gdy chodzi o ergonomię, to same pozytywy. Wzmacniacz zajmuje niewiele miejsca, wtyk słuchawkowy ma łatwy dostęp i położenie z boku, a potencjometr chodzi gładko lecz z oporem, więc nie zachodzi obawa przypadkowego „BUM!” Jedynie dostęp do tego Cross-Feed może być utrudniony, ale jego regulujemy raz, więc na bieżąco nie. Aha – i bym zapomniał – dioda świeci łagodnym światłem, więc filtrowanie zbyteczne. (Plus.)

Odnośnie jeszcze podzespołów. Poza konstrukcją OTL zaopatrzoną w krosowanie, wysokiej jakości lampami, montażem point-to point oraz markowym transformatorem wzmacniacz szczyci się także okablowaniem wewnętrznym z czystego srebra w teflonie, kondensatorami Mundorfa i Nichicona, rezystorami Dale i Caddocka, a także teflonowymi podstawkami pod lampy. Posiada również wbudowany układ redukcji szumów, co w przypadku konstrukcji lampowych ma zasadnicze znaczenie. Tym razem brum nam nie zagrozi – zabójca pełni szczęścia został obezwładniony.

Całość ląduje w dużym pudle w osłonie profili z pianki, a oprócz samego wzmacniacza, kompletu lamp oraz zwykłego kabla zasilania znajdziemy tam jedynie instrukcję po polsku i angielsku. Stoi w niej, że czas rozgrzewania szklanych baniek wynosi 15 minut, a potem hulaj dusza…

Odsłuch

Bardzo to sympatycznie wygląda.

   Miałem być początkowo rozsądny, ale niedługo to trwało. Akurat tyle, by pooglądać kable zasilające i dojść do wniosku, że: „Co ja się będę męczył!” Wziąłem czarno-żółtego Harmoniksa, którego najbardziej lubię, i tyle tego rozsądku było. Wytłumaczyłem sobie przy tym, że jak na koniec będę porównywał wzmacniacze, to się zwyklejszych kabli użyje, żeby z audiofilskiego tonu spuścić i sam zasilający nie był w cenie wzmacniacza. Zadowolony z własnego sprytu brałem się więc do słuchania, klnąc jednak mimo tego w duchu, że referencyjne dla twórców Focale pechowo przeszły koło nosa. Lecz nic to – słuchawek wokół mnogość i można się nasłuchać. A zatem po kolei. Ale nie – najpierw dwie sprawy. Jedna to przypomnienie. Tego Harmoniksa tak lubię, ponieważ otwiera brzmienie. Słuchałem Euforii najpierw z paroma innymi zasilającymi o różnych cenach i klasie – i każdy dźwięk mniej czy bardziej domykał, tak jakby miał ten dźwięk napięcie powierzchniowe i niczym plama rtęci na krajach się podwijał. A z Harmoniksem dźwięki się strzępią, jakby wiatr wodę z tafii porywał, i bardzo takie zjawisko lubię. I jeszcze druga sprawa, taka bardziej w temacie. Odnośnie tego krosowania, to bawi się w nie kilku producentów słuchawkowych wzmacniaczy, a przykładami są Meier-Audio Corda, Phonitor SPL, czy Grace Design od 901 do 903. Efekt z reguły nie jest spektakularny, czasami wręcz rozczarowujący, jednak w przypadku Euforii pozytywny – dźwięk lepiej się kształtuje. Nabiera przestrzenności, a sama przestrzeń ożywa i bardziej wsysa słuchacza. Więc po przełączeniu ten normalny wydaje się spłaszczony i nie tyle może spokojny, co taki oklapnięty, by nie powiedzieć martwy. Zdecydowanie wolałem ten z mieszaniem, bez cienia wątpliwości. A teraz już o słuchawkach w kontekstach euforycznych.

Przy komputerze

Jak zawsze w tej lokalizacji szeroki przegląd spektrum i jak ostatnio zwykle poprzez przetwornik Normy plus iFi iOne z iUSB 3.0 i iDefenderem.

Fostex T60 RP

To są słuchawki prima i pełna rekomendacja. Jedynie miłośnicy sopranowego szaleństwa mogą je sobie odpuścić. Ale jak ktoś chce takich naprawdę popisowych w cenie niewiele ponad tysiąc i bez potrzeby zmiany kabla, to te są w najściślejszej czołówce. Odnośnie zaś relacji ze wzmacniaczem. Dźwięk zjawił się ciepły lecz nie gorący, albowiem przetwornik Normy gorącego nie robi. Doskonale łączący wspomniane rozszumienie zasilającego Harmoniksa z pełnością i muzykalnością interkonektu Sulka, a pośród tego sam dźwięk wzmacniacza: dociążony, subtelny, a także sprzedający wspomnianą uszlachetnioną przestrzeń.

A z tyłu dwie rzeczy ekstra.

Mała uwaga techniczna: to krosowanie polega na dodaniu niewielkiej ilości sygnału branego z przeciwnego kanału, co kiedy źle jest zrobione, zmiękcza jedynie i zamazuje obraz, a kiedy dobrze, to robi się ciekawiej, bo bardziej naturalnie. I właśnie tak się robiło – krzyżowa przestrzeń mocniej otaczała i się stawała prawdziwsza. Mocniej i bezpośredniej atakowała muzyką, zarówno poprzez bliskość i niemal skórne doznania, jak i lepsze różnicowanie dystansu od bliższych i dalszych źródeł. Lecz przede wszystkim bliskość i zanurzenie dawały znać o sobie, a nie jakieś obszary, holografie. To częsty sposób grania planarów, choć Abyss i Audeze LCD-XC są od tego dalekie. Tu jednak grało blisko, dożylnie i namacalnie, a także z owym czymś, co można nazwać eksplozją. Struny gitar, piszczałki organów, membrany pod pałkami miały taką gęstość i taką dynamikę, że dźwięk aż wybuchał. Wibrował nasyceniem, ciśnieniem się odciskał. I taką miał złożoność, że realizm poza dyskusją. Jedynie bez sopranowej siatki tła – że tak nazwę sopranowe koronki tkane przez słuchawki mające wyższą tonację i więcej procentowo góry. Natomiast T60 muzycznie idą bardziej dołem, choć iskrzyć sopranami potrafią. Więc to ich niższe brzmienie widzi się dopiero poprzez porównania i analizę, a nie samo słuchaczowi narzuca. Narzuca natomiast to, że gra to kapitalnie i to są tanie słuchawki grające jak bardzo drogie.

Sennheiser HD 600

Mimo wysokiej impedancji klasyczne Sennheisery nie dały rady dotrzymać pola słuchanej przed chwilą kapitalności. Zjawiła się pogłosowość aż na miarę obcości, tak jakby te same nagrania były starsze i gorsze. W muzyce instrumentalnej nie było to wyraźne, czasami nawet nieuchwytne, ale wokale mniej się okazały realistyczne, a cała muzyka nie tak kaloryczna i nie tak napierająca. Być może głównie za sprawą kabla, który nie jest w tych HD 600 najlepszy (a zamiennika nie miałem), ale na pewno w wersjach fabrycznych Euforia z Fosteksami spisywała się lepiej.

AudioQuest NightHawk (kabel Tonalium Audio)

Zdecydowanie lepiej – naturalniej – wypadły flagowce AudioQuesta zasobne w drogi kabel, ale i one w moim odczuciu nie dorównały Fosteksom. Od Sennheiserów grały gęściej i mniej obco, ale na tle T60 jednak cokolwiek obco, wyraźnie bardziej pogłosowo. Także chłodniej i mniej bezpośrednio, bo z dalszym pierwszym planem. A jednocześnie nie tak biologicznie, że całkiem żywi ludzie. Czuć było posmak nieprawdy, który mózg, swoim zwyczajem, szybko znosił, ale to jednak nie było to, nie taka przyjemność muzyczna. A więc Fosteksy górą i żadne drogie kable nie mogły tego zmienić.

Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio)

Jest wyjście, jest więc przedwzmacniacz.

Poczułem lekki dreszcz emocji wpinając te słuchawki, bo obok flagowych Focali te właśnie są przez Feliks-Audio używane jako testowe, a prócz tego impedancję mają zbliżoną do wyjściowej. No i zagrało pierwszorzędnie – ciemno, głęboko, gęsto. Bardziej miękko niż z Fosteksami i bardziej tajemniczo. Kocim krokiem od dźwięku do dźwięku i z mocnym światłocieniem. Analogowo bez prężności, z samą jedynie dynamiką w welurach i atłasach. Przy mniej naprężonych strunach i stonowanych sopranach; zarazem trójwymiarowych, a więc ciekawych w odbiorze. W ogóle znakomite, jak chodzi o rozpisanie dźwięków na trzeci wymiar, że wszystko autentycznie przestrzenne, jak to te T1 potrafią. Ale potrafią niezbyt często, tylko z dopasowanym wzmacniaczem. I ten niewątpliwe pasował, tak samo jak mój Twin-Head. Pełna analogowość, przekonujący autentyzm. Mniej eksplozyjny, nie tak prężny, a za to swobodnie, elegancko płynący i bardziej trójwymiarowy. Bez cienia najmniejszego sztuczności, śladu czegoś obcego. Żywa muzyka z materialnym podłożem i pozbawiona nachalności. Taka po prostu muzyka, bez prób popisywania. Cofnięta w uspokojony autentyzm a nie wariackie popisy. A w przypadku utworów proponujących dużą przestrzeń ta przestrzeń wielka, tajemnicza. Namacalna ciśnieniem akustycznym, ożywiana wibrującym planktonem i zalewana potężnym basem. Z tłami czarnymi i gęstymi, natomiast dźwiękiem bardziej aksamitnym niż lśniącym. Naturalność i spokój wraz z pełnym autentyzmem; żadnego popisywania się, styl elegancki, wyrównany. Uspokojony na górze i z mocną brzmieniową treścią, a całościowo dla lubiących muzykę a nie zrywy, eksplozje.

Sennheiser HD 800  (kabel Tonalium Audio)

Oto pierwsze słuchawki, z którymi całkowicie otwarła się góra. A więc więcej sopranów i wraz z tym wyżej, dalej, a także delikatniej. Dystans do pierwszego planu niż u Beyerdynamic mniejszy, ale przestrzeń bardziej rozległa, zarówno wszerz jak w głąb. Wyraźnie mocniejszy też szum tła, za sprawą tych sopranów, ale śladu najmniejszego obcości, czy jakiegoś złego pogłosu. Tekstury bardziej szeleszczące, a także bardziej chropawe, ale przy pełnej analogowości linii melodycznych i głosów. I godne podkreślenia wiązanie dźwięków z przestrzenią, dające silny autentyzm. Sam dźwięk nie taki eksplozyjny i mniej naprężony niż u wybuchowych T60 RP, zarazem też ciemniejszy, pełniejszy, bardziej trójwymiarowy i głęboki. Odrobinę mocniej tą głębią akcentujący średni zakres i poprzez lepszą trójwymiarowość bardziej odnośnie przestrzeni prawdziwy, ale to wszystko nieznacznie. Silniejsze przy tym wyciąganie wszystkiego z tła – albo mówiąc na odwrót – wokale i instrumenty mniej powiązane z przestrzenią. Niemniej mające dużą ekstensję – tutaj żadnego uszczerbku. A gdyby generalizować, to całościowo bardziej holograficznie i tak w manierze teatralnej, a mniej powszednio, normalnie. Poczucie realizmu mimo to równie duże, ponownie bezdyskusyjne. A zatem trzecie już słuchawki z pełnym dopasowaniem, że bierzesz taki system. W dodatku z najbardziej niesamowitą przestrzenią, że aż metafizyka. Detale bardzo wyraźne, soprany super strzeliste i kiedy trzeba rzewne, a bas gęsty dołem. Duży spektakl, bez wątpliwości.

MrSpeakers Ether Flow (kabel Tonalium Audio)

Nie będę udawał zaskoczonego, już wcześniej ich z tą Euforią słuchałem i wiedziałem, że dobrze pasują. Brzmienie lepiej wypełnione niż u T1 i HD 800, szczególnie także melodyjne i z rozciągniętym spektrum. Niższe niż u nich a jednocześnie z otwartą i trójwymiarową górą. Płynnie przechodzącą w średni zakres, przy brzmieniu lekko połyskliwym, bo ciemnym lecz rozświetlonym. Także z  pogłosem idealnie wpisującym się w dźwięki, że przestrzeń duża, trójwymiarowa, a śladu poczucia obcości. Przeciwnie, te słuchawki grały wyjątkowo muzycznie – najgłębiej, a przy tym gęsto, muzykalnie i płynnie. Bez śladu sztuczności, efekciarstwa, a w sposób zjednujący, aczkolwiek nie lepiej od tych dobrych poprzednich, w tym nie lepiej od wielokrotnie tańszych Fosteksów. Bardziej od nich głęboko i niewątpliwie gładziej, ale czy przez to bardziej poprawnie? – to nie byłbym zbyt pewny. Chyba T60 bym wolał, z ich autentyzmem szorstkim. Z kolei Sennheiser HD 800 najbardziej z wszystkich były spektakularne przestrzenią i z delikatnymi ozdobnikami. A T1 spokojnie eleganckie pięknem zdobytym bez wysiłku. Więc wszyscy na jednym poziomie; i z tego też taki wniosek, że wariacja samego Fosteksa na temat klasycznych, dawnych Fostex T50 od dużo droższej MrSpeakkers wcale nie okazuje się gorsza jakościowo, w każdym razie tym razem.

Odsłuch cd.

Fostex TH900 Mk2

Jedno gniazdko i całkiem z boku. A obok łagodna biała dioda.

Możliwość porównania różnych konstrukcji Fosteksa na lampach OTL to niewątpliwie gratka. Dynamiczne, pięć razy droższe, okazały się grać ciemniej i z wyraźnie mocniejszym akcentem na przestrzeń widzianą z wyższej perspektywy. O wiele więcej pogłosu, ale takiego na dobry efekt, a nie żadne wyobcowanie. Budującego wielką przestrzeń i swobodę oddechu. Także bardziej wyrwany z całości i mocniej zaakcentowany bas, ale wcale przez to nie lepszy.

Powiedziałbym, że TH900 grały wraz z HD 800 w stylu wyraźnego popisu, że aż lekkiej dziwności, a T60 RP bardziej zwyczajnie i też świetnie. Wokalem nie pogłębionym i nie pogłębionym a też potężnym basem, czym bardzo mnie przekonywały. Ale jak ktoś woli popisy i brzmienie wyżyłowane aż po metafizyczne misteria, to oczywiście tamte. Sam jednak metafizyczność i psychodelię wolę czerpać od dawnych Grado GS1000, których niestety nie mam.

Abyss AB-1266 (kabel Tonalium Audio)

Na koniec sięgnąłem po dużo droższe planary o nietypowej konstrukcji jednostronnych magnesów. To już słuchawki specjalne, elitarne w sensie cenowym i jakościowym. Od razu dało się to słyszeć – realizm skoczył do góry poprzez bogatsze i subtelniejsze brzmienie. Bardziej od poprzednich magiczne, mające więcej tlenu i misterniejsze w operowaniu detalem. Na bazie większej pieczołowitości obrysów, bogatszego rysunku tekstur i bardziej trójwymiarowych wszystkich dźwięków. Bardziej także na siebie zachodzących, wchodzących w mocniejszą kooperację, zarówno poprzez dłuższe wybrzmienia i lepsze czucie przestrzeni, jak i mocniejszą holografię oraz większą złożoność harmonii. Ogólnie zaś modelowania już w sposób całkiem high-endowy, kiedy wszystkiego staje się więcej. Lepsza obecność, też zanurzenie, a także tajemnica, bogactwo. Odwołując się do porównań z winem: bukiet o wiele bogatszy, dłuższy finisz i bardziej niepowszednie smaki. Wiec wszystko stało się lepsze i na pewno też bardziej niezwykłe, ale żeby zabiło przyjemność braną z wcześniej słuchanych, to tego bym nie powiedział. I może jeszcze uwaga odnośnie z tej samej półki pochodzących, wybyłych tak pechowo referencyjnych Focal Utopia. Je krótką chwilę na Feliks Audio z tymi Abyss porównywałem, tak niezobowiązująco. Focale mają lepsze wypełnienie i dźwięk taki bardziej „dopięty”, inaczej mówiąc mniej otwarty. Analogicznie referencyjny, tak samo z najwyższego poziomu, ale zarazem łatwiejszy do zaspokojenia torem, bo wypełnieniem się broniący. A Abyss są wybredne, trzeba je wypełnieniem dopieszczać. Ale Euforia dała radę, grały z nią pierwszorzędnie.

Z odtwarzaczem i w kontekście innego wzmacniacza

Teraz już miałem być rozsądny, ale znowu nie byłem. Pożyczyłem od znajomego drugiego Harmoniksa i tyle było kablowej diety. Bo psucie brzmienia jest bolesne i zdania jestem,  że nie warto. Tym pożyczonym podpiąłem do listwy wzmacniacz PhaSta w konfiguracji z lampą sterującą E188CC Mullarda, więc w optymalnej. Oba pracować miały z odtwarzaczem Ayon CD-35 HF Edition, lecz że ten ma pojedyncze wyjście RCA, trzeba je było przepinać pod prądem, aby z nich ciepło nie uszło. Lecz wpierw dwa słowa o Feliksie.

Najlepiej pasujące z wszystkich porównywanych okazały się Beyerdynamic T1.

Ayon podał sygnał ten przy komputerze deklasujący, nie od parady będąc jednym z paru najlepszych na świecie, a wraz z tym od razu do mnie dotarło, że Feliks-Audio Euforia to świetny wzmacniacz. Jednocześnie żywy i dobrze wypełniający, a także oferujący szlachetne soprany, przekonujący wokal i mocny, złożony bas. Doskonale się tego słuchało na jednych po drugich słuchawkach, bowiem zabrałem od komputera T60 RP, T1, HD 800 i Abyss 1266. Ale o nich na koniec, bardziej jako dodatek, a teraz muszę już nawiązać do drugiego wzmacniacza, bowiem to nawiązanie ważne, obrazujące rzecz kluczową. Tę mianowicie, w jakim stopniu jakość Euforii wyznacza krosowanie kanałów. Zacząłem bowiem od słuchania bez włączonego Cross-Feed i grało bardzo dobrze, wszakże miałem uwagi. Dźwięk odrobinę się tłamsił i na skrajach podwijał, pomimo o tyle lepszego sygnału i zasilającego Harmoniksa. Grało na pewno żywiej, z lepszą ekspozycją szczegółów i z bardziej intrygującą przestrzenią aniżeli przy komputerze, ale odrobinę nosowo. Tego by można nie wychwycić bez porównań, ale PhaSt właśnie był po to, by takie rzeczy łapać. I bezbłędnie w tej roli się spisał, grając dźwiękiem jeszcze żywszym, bardziej otwartym i bardziej przenikliwym w takim dobrym znaczeniu. Nie, że piłuje po uszach, albo cokolwiek w tym stylu, tylko ze świetną transparencją, migotliwie, misternie. Euforia tę miała tylko przewagę, że ciut lepiej wypełniała, ale z dźwiękami o słabszej ekstensji i nie tak żywej naturze. Grała spokojniej, stateczniej, pełniej, ale za bardzo wsobnie. Dźwięki się wystarczająco nie rozpościerały i nie kooperowały tak dobrze. Żadna tam duża różnica, ale do usłyszenia łatwa. Na wszelki wypadek zamieniłem jeszcze miejscami kable zasilające (identyczne, ale nigdy nic nie wiadomo), co jednak nic nie wniosło. I teraz moment przełomowy – włączyłem krosowanie. Już przy komputerze skonstatowałem, że dźwięk otwiera i ożywia, ale teraz, przy lepszym sygnale, stało się tak znacznie wyraźniej. W jednej sekundzie Euforia wyskoczyła przed PhaSta, i to dokładnie za sprawą tych samych przewag, którymi wcześniej przegrywała. Zaczęła grać bardziej żywiołowo, dźwięczniej – dźwiękami bardziej otwartymi, lepiej zmieszanym jeden z drugim i propagującymi w bardziej nasyconej muzyką przestrzeni. Przestrzeni wyczuwalnie ciekawszej, bogatszej o bardziej żywe soprany i więcej dźwięku w dźwięku.

To sformułowanie głupie, ale właśnie tak było – dźwięki się na krawędziach otwarły, stały bardziej trójwymiarowe, a w sensie poetyckim piękniejsze i jednocześnie ich całościowo przybyło – muzyczny obraz zgęstniał. I tak to grać zaczęło, że się po audiofilsku rozsiadłem i zaraz pierwszą z brzegu wziąłem muzykę fortepianową. Na używanych kontrolnie przez producenta wzmacniacza Beyerdynamic T1 zagrało nie tylko świetnie w sensie złożoności harmonii, wypełnienia i dopieszczenia dźwięku, ale przede wszystkim potężnie. Rozmach i dynamika robiły wielkie (nie przesadzam) wrażenie, a II Rapsodia węgierska spod palców György Cziffry wybrzmiała niemal tak dobrze, jak z kolumn Holophony. Aż się zacząłem zastanawiać, czy tego krosowania nie przydać własnemu wzmacniaczowi, a w każdym razie czy nie spróbować. Bo nie da się sprawy ocenić inaczej niż stwierdzeniem, że ono obroniło Euforię i dzięki niemu mogę napisać, że wzmacniacz jest popisowy. Bez żadnych kompleksów może stawać obok takich jak Sugden, Trilogy czy Phasemation i pod niektórymi względami wygrywać, zwłaszcza tą niecodzienną żywością całej dźwiękowej sfery. Duże triody w należytej oprawie potrafią wprawdzie lepiej dźwięk wypiękniać, ale za parokroć większe pieniądze i bez tego mieszania, a ono ma swój czar.

I jeszcze o słuchawkach. Relacje między nimi opisane poprzednio nie uległy zmianie, ale mogę dorzucić uściślenia. Fostex T60 RP wciąż grały rewelacyjnie – dźwiękiem, który można określić jako najbardziej prostoduszny. Bez cieni po zakamarkach ani poetyckich uniesień, tylko tak prosto z mostu, dynamicznie, najjaśniej oraz żywo. Bez zarzutu też szczegółowo i wciąż tak eksplozyjnie. Także chropawo, ale w dobry sposób, a przynajmniej ja lubię. Tak żeby drzewa miały korę a papier naprawdę szeleścił. Aby tekstury miały szorstkość odróżniającą życie od baśni. Następnie w kolejności cenowej Beyerdynamic T1 oferowały dźwięk głębszy, ciemniejszy i spokojniejszy, ale niezwykle potężny i przede wszystkim bardziej smakowity. Najwyższych nawet tonów nie zamieniały w piski, a każdej nucie oferowały miąższość i urodę. Także ciepło (grały najcieplej) i najlepsze spośród porównywanych wypełnienie. A po włączeniu krosowania taką bajeczną holografię i tej miary misterność, że wszystkie dosłownie nagrania, a już szczególnie o dużej złożoności, sprawiły mi wyjątkową radość. Gdyż wykonania solowe nie były jakkolwiek słabsze, no ale holografia jest głównie efektem zbiorowym. Kolejne HD 800 mniej miały tego miąższu a większą migotliwość, wyraźnie bowiem bardziej cisnęły na soprany. Ale też w dobry sposób, to mogło się podobać. Dźwięk stawał się bardziej myszkujący, bardziej w uszy się wciskał. Drobniejszy, delikatniejszy, a mniej słodki, aromatyczny. Bardziej zarazem kontrastowy pomiędzy rozwibrowaną górą, naturalistyczną ale delikatniejszą niż u T1 średnicą, a gęstym, potężnym basem. No i Abyss-1266, czyli ekskluzywna drożyzna. Te znów ukazały to, co można nazwać wyrafinowaniem. Odczyt detali i tekstur popisowo dokładny, dający wrażenie luksusu. Każdy dźwięk w ich reprodukcji miał jakby więcej załomków i bardziej też falował, przez co mniej stawał się jednoznaczny a bardziej tajemniczy. Niewątpliwie największe bogactwo informacyjne brało się z ich przekazu, jednakże holografia i wypełnienie w T1 były lepsze. I pewnie z dwóch powodów. Zarówno PhaSt, jak i Euforia dobrze je napędzały, ale nie na sto procent. Przy cicho nagranych płytach brak mocy się zaznaczał, a to musiało oznaczać brak pełnej dynamiki nawet w przypadku głośnych. A także wypełnienia, bo to zawsze idzie w parze. W efekcie prądożernym Abyssom  zabrakło trochę pary i dla nich na pewno wzmacniacze o mocy liczonej w watach. Bez nich zostaje wprawdzie to niezwykłe wyrafinowanie, ale brakuje ciała. I takie T1 wygrywają, słuchało ich się lepiej. Natomiast nie dziwię się firmie Focal, że wybiera Euforię, bo ich Utopie są równie jak te Abyss wyrafinowane, a do napędzenia dużo łatwiejsze i same z siebie bardziej cielesne.

Podsumowanie

   Tak dużo napisałem, że nie ma co podsumowywać; wszystko wydaje się chyba jasne? Wzmacniacz jest pierwszorzędny i adekwatny cenowo; i nie ma nawet co narzekać na brak symetryzacji, jako że krosowanie kanałów z nawiązką zastępuje ewentualne zyski w postaci szerszej sceny. W praktyce bowiem sygnał symetryczny niczego poza takim poszerzeniem nie daje, a i to tylko sporadycznie, na niewielu słuchawkach.

Nie pytajcie dlaczego układ cross-feed w Euforii tak się sprawdza, a u innych wypada słabiej. To jest pytanie do konstruktora, a jedyną narzucającą się sugestią wydaje mi się podpowiadająca, że tak się dzieje u OTL single-ended. Ale może sam układ jest lepszy? – postaram się dowiedzieć.Niezależnie jednak od odpowiedzi lub jej braku w praktyce Euforia gra euforycznie, można się w jej dźwięku zakochać. Toteż zupełnie się nie dziwię, że Focal na nią wskazał – addycja drugiego kanału spisuje się tu fantastycznie. Zwłaszcza w przypadku słuchawek mających masywne brzmienie, znakomicie się wpisujące w tą większą żywość obrazu. Wyobrażam więc sobie, że Audeze, Final D8000 albo Ultrasone Tribute 7, czy tańsze Pro Signature, zagrają równie fantastycznie jak te Utopie i T1. Producent używa także znanych mi tylko z nazwy ZMF Eikon, i pewnie nie bez racji.

Więc cóż? Gratuluję! Kolejny polski produkt nadspodziewanej jakości. Mistrzowsko zaprojektowany, mistrzowsko wykonany i mistrzowsko się spisujący. Nietani, ale od drożyzny odległy, a są przecież także Feliksy tańsze. Zapewne też bardzo dobre, bo z jakiej racji nie?

W punktach:

Zalety

  • Niezwykle żywe brzmienie.
  • Także takie dające poczucie, że dzieje się więcej niż w zwykłym słuchawkowym wzmacniaczu.
  • Za sprawą oczywiście cross-feed, wyjątkowo korzystnie zaimplementowanego.
  • Oprócz żywości oferującego też wyjątkową holografię.
  • Sam natomiast wzmacniacz posiada klasyczne zalety konstrukcji OTL na triodach.
  • Elegancję.
  • Wyrafinowanie.
  • Brzmieniową pełność.
  • Czystość medium.
  • Staranność artykulacji.
  • Przyjemne ciepło albo co najmniej neutralność temperatury.
  • Zawsze dobre oświetlenie.
  • W zależności od słuchawek jaśniejsze lub ciemniejsze, w niektórych z mocnym światłocieniem.
  • Mocny i różnorodny bas.
  • Namacalną średnicę z całkowitą bezpośredniością kontaktu.
  • Subtelne, trójwymiarowe soprany.
  • Dużo energii w dźwięku.
  • Także szybkość i dynamikę.
  • I dzięki temu wszystkiemu wytrzymuje najtwardszą konkurencję.
  • Najbardziej klasyczny schemat lampowego obwodu – OTL single-ended.
  • Stosunkowo niedrogie i dostępne a pierwszorzędne lampy.
  • Nie trzeba zatem (rzecz wyjątkowo rzadka) żadnych lampowych poprawek.
  • Żadnego uprzykrzenia brumem.
  • Same markowe podzespoły, może poza potencjometrem.
  • Okablowanie czystym srebrem w teflonie.
  • Funkcja przedwzmacniacza.
  • Elegancki, nie narzucający się wygląd z dodatkiem blasku lamp.
  • Praktyczny rozmiar dzięki niedużym gabarytom.
  • Znany producent o wyrobionej renomie.
  • To wzmacniacz referencyjny francuskiego Focala!
  • Bezproblemowe kupno i bezproblemowy serwis.
  • Moja rekomendacja.

Wady i zastrzeżenia

  • Kupujcie wyłącznie z układem cross-feed.
  • Bez niego bowiem wzmacniacz PhaSta jest nie tylko tańszy ale i lepszy.
  • Nie jest to wzmacniacz uniwersalny, niektóre słuchawki się z nim nie sprawdzają. (Lecz większość tak.)

Sprzęt do testu dostarczyła firma: FELIKS-AUDIO

Dane techniczne: FELIKS AUDIO Euforia

  • Lampowy wzmacniacz słuchawkowy konstrukcji single-ended OTL z włączaną funkcją krzyżowania kanałów (cross-feed).
  • Typ montażu wewnętrznego: point-to-point.
  • Pasmo przenoszenia: 8 Hz – 75 kHz +/- 3 dB (300 Ohm).
  • Moc wyjściowa: 250 mW.
  • Impedancja wejściowa: 100 kOhm.
  • THD: 0.4 % (300 ohm, 20 mW).
  • Optymalna impedancja słuchawek: 32 – 600 Ohm (włączając planar magnetics).
  • Lampy sterujące: 2 x Premium PsVane CV-181 Mk2 “Gold”.
  • Lampy mocy: 2 x Svetlana 6N13S (NOS).
  • Wysokiej klasy transformator zasilający.
  • Wysokiej klasy kondensatory Dale oraz Caddock.
  • Wewnętrzne okablowanie z czystego srebra w teflonowym oplocie.
  • Teflonowe podstawki pod lampy z pozłacanymi pinami.
  • Pozłacane gniazda RCA.
  • Układ cross-feed.
  • Udoskonalony mechanizm redukcji szumów.
  • Wymiary: 310 x 205 x 175 mm.
  • Wyjście słuchawkowe: 1 x jack 6,3 mm.
  • Waga:  6 kg.
  • Gwarancja: 3 lata.
  • Cena: 8399 PLN
Pokaż artykuł z podziałem na strony

30 komentarzy w “Recenzja: FELIKS-AUDIO Euforia

  1. Andrzej napisał(a):

    A własnie miałem napisać czy będzie coś od Felix Audio 😉
    Jak to jest z lampami OTL, bo cały czas myślałem, że OTL to tylko do słuchawek z wysoką impedancją.
    A tu sie okazuje, że i Fostexy i Focale dobrze pasują.
    A jeśli Focal wybrał wzmacniacz jako referencyjny do Utopii to tylko pogratulować! Duże wyróżnienie.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Tak to jest – teoria teorią, a praktyka praktyką. Oczywiście to świetne napędzanie Beyerdynamic T1 nie jest przypadkowe, ale inne słuchawki też potrafią pasować. Sprawdzać trzeba na ucho, jak zawsze zresztą.

  2. Mariusz napisał(a):

    A jak ten wzmacniacz ma się do Lebena?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Niestety, nie odpowiem. Lebenów, które zaraz po recenzji wybyły, słuchałem wyłącznie ze starym odtwarzaczem Sony, a Euforii tylko z Ayon CD-35 HF Edition. Tak więc odsłuchy te były całkowicie nieadekwatne i wszelkie odniesienia będą bez sensu.

      1. Stefan napisał(a):

        A porównanie do HA-3 Ayona, wprawdzie tu już są trafa, ale czy jedank Feliks dał radę?

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          To może już jutro, bo bezpośrednio nie porównywałem.

          1. Stefan napisał(a):

            Byłoby super, dziękuję.

          2. 3mmm napisał(a):

            Też byłbym wdzięczny.
            Pozdrawiam

          3. Piotr Ryka napisał(a):

            Dziś wieczorem posłucham, jutro napiszę.

          4. Piotr Ryka napisał(a):

            Już porównałem. Wzmacniacze grają podobnie, a jedyna wyraźniejsza różnica polega na tym, że Ayon nieco bardziej akcentuje soprany, co się przekłada na wyższą tonację i trochę bardziej eksponowane szczegóły. Bardzie srebrzy, szumi i szeleści, a Feliks gra niżej i nieco spokojniej (nawet przy włączonym krosowaniu). Oba jednak bardzo analogowo i w taki sposób, że bez wcześniejszego ustalenia tych różnic w otwartym teście, ślepy byłby niełatwy. Różnica była wyraźniejsza na Beyerdynamic T1 niż Fostex TH900.

          5. 3mmm napisał(a):

            Dziękuję za porównanie. Czy Ayona można upgrejdować? Nie żebym już potrzebował, ale może kiedyś, a do środka nie zaglądałem… Rozumiem że Leben by Nautilus sprzedał się i na porównanie trzeba będzie poczekać.
            Pozdrawiam serdecznie

          6. Piotr Ryka napisał(a):

            Tak, Leben pojechał do klienta do Warszawy i pewnie się sprzedał. Ayona upgradować oczywiście można. W razie czego mogę polecić specjalistę. Także lampy da się lepsze kupić.

  3. RH napisał(a):

    Panie Piotrze,
    W ramach poszukiwań zjawiskowych wzmacniaczy sluchawkowych musi Pan koniecznie posłuchać i najlepiej przetestować nowy wzmacniacz Cayin HA-300. miałem okazję spędzić przy nim długą chwilę wraz ze słuchawkami planarnymi i mogę napisać tylko jedno – niewiarygodny popis. Niech Pan spróbuje dostać go w swoje ręce i opisać.
    Z pozdrowieniami.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      To się powinno dać zrobić, o ile został ten sam dystrybutor (Audiomagic).

  4. Szkudi napisał(a):

    Super Panie Piotrze, że w końcu udało się przetestować Feliksa. Od dawna o nim czytam na forach zagranicznych i jego dobra prasa była wyjątkowo zastanawiająca, widzę że wcale nie na wyrost. A który z wzmacniaczy Phast/Feliks Panu osobiście bardziej przypadł do gustu? Tak zupełnie nieobiektywnie gdyby Pan miał któryś z nich zostawić ? 😊

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Nie słyszałem jeszcze PhaSta z kondensatorami Mundorfa. Tak jak tu były porównywane, czyli PhaSt ze słabszymi a Feliks lepszymi, to z włączonym krosowaniem Feliks grał ciekawiej.

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    I jeszcze uzupełnienie recenzji, niewątpliwie istotne. Układ Cross-Feed w Feliks-Audio Euforia jest autorstwa samego Feliksa. Długo ponoć nad nim pracowali, ale efekt jest kapitalny.

  6. Sławek napisał(a):

    Portal konkurencyjny prezentuje recenzję słuchawkowca Fezz Audio Lupi Omega.
    Ten Lupi mniej kieszeń łupi, bo jest po 3500 zł około. Ciekawie wypadłoby bezpośrednie porównanie tych 2 polskich lampowych słuchawkowców…

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Ciekawe. Fezz skontaktował się ze mną w zeszłym tygodniu – mieli przysłać swe dzieło do recenzji, nie przysłali. Może jeszcze przyślą…

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Recenzja została ustalona na po wakacjach.

        1. Sławek napisał(a):

          Dziękuję za wiadomość. Będę czekał we wrześniu na recenzję.

          1. Łukasz napisał(a):

            Ogólnie robi się ciekawie na polskim. Żeby jeszcze trochę namieszać.. zwracam uwagę na taką manufakturę: White Bird Amplification – Virtus-01. Jeżeli gra tak samo dobrze jak wygląda to mógłby pozamiatać.
            Może również warto byłoby przetestować ?

          2. Piotr Ryka napisał(a):

            Wzmacniacze White Bird mają na HiFiPhilosophy swoje recenzje, proszę użyć wyszukiwarki. Firma niedawno się skontaktowała i podobno po wakacjach mają być następne.

  7. szczepan napisał(a):

    Witam. Jak Pan sądzi , mógłby to być dobry kompan dla Ultrasone Edition 5 ?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Myślę, że mógłby. Ale nie testowałem, więc ręczyć nie mogę.

      1. szczepan napisał(a):

        A gdyby miał Pan coś polecić do tych słuchawek … Dzięki

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Najlepiej grające słyszałem je z własnym OTL, ale on jest nie do kupienia. Myślę, że każdy rasowy wzmacniacz słuchawkowy powinien się sprawdzić, natomiast gdybanie, że ten byłby lepszy albo tamten bez zrobienia odsłuchu, byłoby całkiem nieodpowiedzialne. PhaSt, Euforia, Sugden, Trilogy 933, Phasemation, Ayon, Cary 300 SEI, SPL Phonitor, Woo WA5-LE, iFiPRO, Octave V16, Fostex HP-V8, Wells Headtrip, Mytek Manhattan – wszystkie są godne polecenia.

          1. szczepan napisał(a):

            Dziękuję . Muszę się zabrać do roboty .Pozdrawiam

    2. Marek S. napisał(a):

      Ed5 zagrały mi lepiej na Violectric v220 (może być 281) niż Spl Phonitor 2.

      1. Kosq83 napisał(a):

        Ja tak właśnie do SPL Phonitor X się próbuje przymierzyć, sprzedać trochę grantów i się szarpnąć. T1, W1000Z i Hope VI (brakuje mi LCD-2 do pełni kolekcji) mam zamiar z tym słuchać – a tu ta Euforia, gdzie T1 są jako referencja do testowania. I jak tu być mądrym..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy