Recenzja: EAR Yoshino HP4

    Zacznijmy tym razem od osoby. EAR, czyli Esoteric Audio Research Ltd., to dzieło jednego człowieka – Tima de Paravicini (1945 – 2020). Wbrew włosko brzmiącemu nazwisku twórcy firma brytyjska, a dokładniej angielska, z siedzibę w Cambridge. Założona w 1976, wraz z jednoproduktową wówczas ofertą wzmacniacza lampowego  EAR 509, oferowanego tak nawiasem do dzisiaj.

Tim miał ciekawe życie – przyszedł na świat w Nigerii, gdzie jego ojciec był geologiem. W wieku lat siedmiu powrócił z rodzicami do ich rodzimej Anglii, w której jego przodkowie nie osiedlili się pokolenie ani dwa wcześniej, tylko żyli tam od praszczurów – byli baronetami i aktywnymi uczestnikami wojny domowej z 1642 roku. Był zatem Tim baronem – przedstawicielem wyższego stanu szlacheckiego, który już jako nastolatek pasjonował się sprzętem audio, i mimo stania z czasem światowej sławy ekspertem, w gruncie rzeczy był samoukiem.
Anglia mu niespecjalnie odpowiadała – wychowany w ciepłym klimacie mając 21 lat na powrót przeniósł się do Afryki, tym razem do RPA. Tam krążył zawodowo pomiędzy branżą komputerową a branżą audio, która na koniec wzięła górę. Wzięła, ponieważ zaproszono go do Japonii, gdzie podjął pracę jako projektant dla Luxmana. Szło dobrze, ale nie bycie Japończykiem zamykało drogę awansu na szczytowe pozycje w firmie, tak więc zabrawszy japońską żonę po raz wtóry wrócił Tim do rodzinnej Anglii, gdzie takich barier nie stawiano. Tu współpracował początkowo z firmą Tangent, ale wkrótce założył własną – i od tego momentu mamy już do czynienia ze sławnym Esoteric Audio Research Ltd. by Tim de Paravicini.

Kiedy pod koniec zeszłego roku klasyk poród słuchawkowych wzmacniaczy – tytułowy EAR HP4 – do mnie przybywał, Tim był jeszcze wśród nas, ale nim zdążyłem lampy i trafa wygrzać, 17  grudnia odszedł.

EAR to firma wyspecjalizowana w produktach lampowych – i nie z tego głównie powodu, że Tim wolał brzmienia lampowe w sensie subiektywnego preferowania. To swoją drogą, lecz wbrew obiegowym opiniom uważał lampy także za lepsze technicznie, argumentując – z powszechnie znaną porywczością – że są szybsze i odporniejsze na zniekształcenia, a na dodatek lepiej znoszą wysokie temperatury, zwykle towarzyszące dużym mocom. W dodatku historycznie ugruntowała się zasada, że urządzenia lampowe to klasa A, podczas gdy tranzystorowe to AB lub B; Tim zaś, skrajnie uwrażliwiony na zniekształcenia, wolał te w klasie A. I jeszcze jedno: Tim od wczesnych lat działalności znany był jako twórca szczytowej klasy, wręcz uważanych za najlepsze na świecie transformatorów, których sposób nawijania uzwojeń wciąż pozostaje tajemnicą. Co oczywiście sprzyjało jego konstrukcjom lampowym, tym szybciej zyskały sławę. Wymieńmy choćby sławną „Mickey Mouse” – lampowy wzmacniacz EAR V12, znany nie tylko z wybitnego napędzania kolumn, ale też uważany za referencyjny dla słuchawek AKG K1000.

Osierocona przez twórcę firma z Cambridge, angielskiego zagłębia audio, prowadzona teraz przez syna, od początku z dumą podkreśla, że to tam, a nie gdzieś na Dalekim Wschodzie, projektowane i wykonywane są jej wyroby. Projektowane przez prawdziwego mistrza i wykonywane z wielką pieczołowitością, gwarantującą najwyższą jakość. Może się też Esoteric Audio Research Ltd. poszczycić przynależnością do branży profesjonalnej, jako że baron Timothy de Paravicini współpracował z wieloma zawodowymi muzykami i studiami nagrań, projektując min. wyposażenie studyjne dla Pink Floyd.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

8 komentarzy w “Recenzja: EAR Yoshino HP4

  1. Bogdan pisze:

    Super, że mamy wnkońcu i polską recenzję. To taki trochę wzmacniacz legenda, co wszyscy o nim wiedzą, ale niewielu widziało. A jak by on się z grubsza brzmieniowo miał do Ayona HA3 i Woo wa5? Pytam ogólnie, ale i z perspektywy Meze Empyrean.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Od Ayona wydaje się lepszy i względem Woo z jego sprzedażowymi lampami też. Ale jak wyglądałaby konfrontacja z Woo mającym lampy mocy i prostowniki od Emission Labs kontra EAR z, powiedzmy, kompletem czterech Sophia Electric, tego nie podejmuję się zgadywać. Jedno i drugie brzmienie na pewno byłoby świetne, ale które lepsze i jak się różniące – nie wiem. Niewątpliwą zaletę EAR jest całkowity brak brumu. To rzadka cecha lampowców.

  2. Bogdan pisze:

    Dziekuje. Moj egzemplarz Ayona na szczescie kompletnie cichy. A czemu lepszy w dwoch zdaniach? Ayon z lampami mullarda gra swietnie, nie bardzo wiem co mogloby byc lepsze, ale jak sie nie poslucha to sie nie wie, stad pytanie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jak ma lampy Mullarda, to inna sprawa. Myślałem o takim prosto z półki. Mającego lampy Mullarda nie słyszałem. A lepsze może być wszystko: kształt sceny, zanurzenie w muzyce, jej realizm, otwartość i poetyckość, dynamika, poryw, ciśnienie, angaż emocjonalny – masa rzeczy.

  3. Bogdan pisze:

    Dziękuję bardzo. Muszę powiedzieć, że niezależnie od (świetnej) treści dużą wartością Pana recenzji są właśnie porównania. Nie sposób wszystkiego posłuchać, ale jest szansa odniesienia do czegoś znanego. Jak zawsze w audio jest też kwestia zależności elementów.

    Ja w połączeniu Meze Empyrean z Ayonem HA-3 (o którego tak dopytuję) trafiłem chyba dobrze. Jest i czar lampy i wirtuozeria. Meze wcale nie mają przywar, które im się zarzuca (brak dynamiki). Nic (odpukać!) u mnie nie brumi i piękne lampy widać jak na dłoni – coś czego EAR nie ma, bo u niego są schowane.

    Ta jeszcze do kompletu brakuje recenzji Auris Nirvana. I może Lucarto Songolo. Ciekawe byłyby też DNA Stratus i ampsandsound, ale to już egzotyka chwalona za oceanem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na razie będą słuchawki T+A z dedykowanym wzmacniaczem i wzmacniacz słuchawkowy Rogue Audio.

  4. Bogdan pisze:

    Też pięknie, choć bezlampowo jak rozumiem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Rogue ma lampy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy