Recenzja: EAR Yoshino HP4

Technologia i wygląd

Klasyk.

   Wzmacniacz słuchawkowy de Paraviciniego to urządzenie pokaźne. Po wysupłaniu dwudziestu przeszło tysięcy zostajemy właścicielami masywnego kloca – od frontu całego w złoceniach i chromach, skrywającego najwyższej próby technologię lampową. Na to w każdym razie wskazywałyby mnogie recenzje, w których obsługujący wysokiej klasy słuchawki dynamiczne i planarne HP4 stawiany bywa wyżej od topowych zestawów elektrostatycznych. Tego akurat nie sprawdzę, takiego zestawu nie mam (ewentualnie z pamięci), niemniej to się wydaje możliwe.

Przechodząc do rzeczy. Wzmacniacz zjawił się na rynku w okolicach 2000 roku i zdążył stać się klasykiem, na co potrzeba czasu i talentu twórcy. Przez jednych uważany za najlepszy na świecie, przez innych może nie aż – tak czy tak z pewnością szczytowy i elitarny, był HP4 w czasach rynkowego debiutu postrzegany jako szokowo drogi, kosztował $5250. Używając modnego dziś wyrażenia, śmiało można powiedzieć, iż był jego twórca trendsetterem, wytyczającym kierunek branży słuchawkowego audio ku coraz wyższym cenom. Dziś już nikogo nie zdumiewa te pięć tysięcy dolarów za słuchawkowy wzmacniacz; najdroższe takie  kosztują dwadzieścia razy więcej. Wzmacniaczy słuchawkowych o cenach z okolic dwudziestu tysięcy złotych i wyższych jest zaś pokaźna pula, z roku na rok coraz większa. I do tej puli na krajowej niwie dołącza protoplasta-trendsetter i wcielenie luksusu w jednym – Esoteric Audio Research HP4.

Ta marka nie miała szczęścia do polskiej dystrybucji, kolejne przedstawicielstwa zawodziły. Podpisywały umowy, sprzętu nie zamawiały, na półkach wyrobów EAR albo nie było wcale, albo nie było prawie. Obecnie są, czego dowodem egzemplarz testowany.

Już zdążyłem nadmienić, że wzmacniacz jest luksusowy i pokaźny – z pokrętłami na rzecz tego luksusu pokrytymi prawdziwym złotem. Ale mogą być srebrne, gdyby ktoś sobie nie życzył aż tak ostentacyjnego przepychu. Dwa są z prawej i więcej żadnych; większe do obsługi potencjometru z profilującym nacięciem na szerokim obwodzie; mniejsze to włącznik, który się tylko przekręca, tak mniej więcej o ósmą część obrotu. Wtedy zapała się bursztynowa dioda, świecąca dość łagodnie, acz mogłaby łagodniej. Na lewo od pokręteł duże, kwadratowe wgłębienie z matowo czarnym tłem, w którego czterech rogach rozlokowano słuchawkowe gniazda: dwa z lewej dla słuchawek o niskiej impedancji, dwa z prawej o wysokiej. Obciążać można wszystkie naraz – i trzeba jednocześnie stwierdzić, że ubytek jakości przy większym niż jedno obciążaniu jest śladowy, nieomal żaden.

I to taki klasyczny.

Pośrodku basenu z gniazdami jest mały przycisk POWER AMP, którego przyciśnięcie uruchamia wyjście liniowe z tyłu, dzięki któremu wzmacniacz zaczyna pracować jak przelotka, którą można usadowić pomiędzy źródłem lub przedwzmacniaczem a wzmacniaczem da kolumn. Przelotka bardzo pokaźna i wyjątkowo przyciągająca spojrzenia.

Urządzenie jest głębsze niż szersze – rzadziej, chociaż nierzadko spotykanym wzorem rozciąga się bardziej do tyłu. Co będzie ułatwiało znalezienie miejsca, ale mimo takiego uformowania lśniący front ma rozmiary pokaźne: szeroki na 245 mm i wysoki na 95 mm jest niemożliwy do przeoczenia. Głębokość to 320 mm; już nie w złoceniach gałek i chromach, tylko w okrywie matowoczarnej blachy. Blachę z wierzchu po lewej znaczą dwa rzędy szczelin, z uwagi na cztery we wnętrzu  lampy i dwa transformatory sterujące. Trzecie trafo, toroidalne wejściowe, jest jeszcze pokaźniejsze i ma orientację pionową, wraz z czterema dużymi i dwoma mniejszymi kondensatorami składając się na sekcję zasilania. Która jest odgrodzona od reszty grubą, metalową osłoną – nie ma zatem obawy o atak magnetycznych pól. Osłonięte przegrodą, wentylowane i strojone impedancyjnie dwoma transformatorami lampy mocy to 6SN7 z logami samego EAR (użytkownicy podpowiadają ich wymianę). Kondensatory i oporniki są markowe, rozplanowanie i montaż przewlekany staranne, okablowanie solidnie grube i prowadzone z rozmysłem. Całość pracuje w klasie A w oparciu o wejścia i wyjścia RCA i XLR, a przełączenia między sekcjami symetryczną a niesymetryczną obsługuje zapadkowy przełącznik z tyłu. Urządzenie można uziemić, jest odpowiedni na to zacisk, gniazdo zasilania rzecz jasna jest trójbolcowe, dostęp do bezpiecznika łatwy. Obudowa wspiera się na czterech gumowych walcach, które zastąpiłem czymś lepszym. W komplecie oprócz wzmacniacza i kabla zasilania dostajemy dużego formatu ale dość lakoniczną instrukcję.

Odnośnie technicznych danych napotykamy dylemat, jako że nie jest jasne, czy wzmacniacz może oddać słuchawkom 0,6 W mocy (jak utrzymują jedni), czy 1,0 W (jak sugerują drudzy). Na pewno jednak w klasie A. Sam producent tej mocy nie określa – z technicznych parametrów podaje symbol lamp, wymiary oraz wagę, a także czułość 300 mV, równowagę balansu ±0,5 dB, odstęp od szumu 90 dB i THD 0,5%. Oznajmia także z dumą, jak było już mówione, że wszystkie gniazda słuchawkowe można obciążać jednocześnie; a nie zostało napisane, ale podobno można obstalować wersję z wyjściami słuchawkowymi symetrycznymi (1 x 4-pin lub 2 x 3-pin). W standardzie wszystkie cztery na jack 6.35 mm.

Dwadzieścia lat panowania.

Instrukcja nie zawiera żadnego rysunku ani schematu, co dość zaskakujące. (Schemat obwodu był kiedyś w Internecie i był chwalony za elegancję i oryginalność). Niby rysunek nie jest konieczny, skoro wszystko zostało opisane, ale utarło się zamieszczać w instrukcjach schematy frontu i tyłu z podpisanymi funktorami.

Nagromadzone przez lata w Internecie i recenzjach pochwały tyczyły jednak w mniejszym stopniu jakości obwodu, w większym jakości brzmienia. I, jak mówiłem, nawet jeśli nie było mowy o najlepszym słuchawkowym wzmacniaczu na świecie, to na pewno o jednym z najlepszych.

Przed przystąpieniem do sprawdzania tego wrócę do kwestii ceny. W zbliżonych kwotach możemy teraz nabyć lampowe Cary Cad-300-SEI, Cayina HA-300 i Woo Audio WA-5000LE lub super tranzystorowego Niimbus Ultimate Series HPA US4+. Wszystko to wzmacniacze ponadprzeciętne, aż elitarne nawet, które musimy brać pod uwagę jako alternatywy. 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

8 komentarzy w “Recenzja: EAR Yoshino HP4

  1. Bogdan pisze:

    Super, że mamy wnkońcu i polską recenzję. To taki trochę wzmacniacz legenda, co wszyscy o nim wiedzą, ale niewielu widziało. A jak by on się z grubsza brzmieniowo miał do Ayona HA3 i Woo wa5? Pytam ogólnie, ale i z perspektywy Meze Empyrean.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Od Ayona wydaje się lepszy i względem Woo z jego sprzedażowymi lampami też. Ale jak wyglądałaby konfrontacja z Woo mającym lampy mocy i prostowniki od Emission Labs kontra EAR z, powiedzmy, kompletem czterech Sophia Electric, tego nie podejmuję się zgadywać. Jedno i drugie brzmienie na pewno byłoby świetne, ale które lepsze i jak się różniące – nie wiem. Niewątpliwą zaletę EAR jest całkowity brak brumu. To rzadka cecha lampowców.

  2. Bogdan pisze:

    Dziekuje. Moj egzemplarz Ayona na szczescie kompletnie cichy. A czemu lepszy w dwoch zdaniach? Ayon z lampami mullarda gra swietnie, nie bardzo wiem co mogloby byc lepsze, ale jak sie nie poslucha to sie nie wie, stad pytanie.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jak ma lampy Mullarda, to inna sprawa. Myślałem o takim prosto z półki. Mającego lampy Mullarda nie słyszałem. A lepsze może być wszystko: kształt sceny, zanurzenie w muzyce, jej realizm, otwartość i poetyckość, dynamika, poryw, ciśnienie, angaż emocjonalny – masa rzeczy.

  3. Bogdan pisze:

    Dziękuję bardzo. Muszę powiedzieć, że niezależnie od (świetnej) treści dużą wartością Pana recenzji są właśnie porównania. Nie sposób wszystkiego posłuchać, ale jest szansa odniesienia do czegoś znanego. Jak zawsze w audio jest też kwestia zależności elementów.

    Ja w połączeniu Meze Empyrean z Ayonem HA-3 (o którego tak dopytuję) trafiłem chyba dobrze. Jest i czar lampy i wirtuozeria. Meze wcale nie mają przywar, które im się zarzuca (brak dynamiki). Nic (odpukać!) u mnie nie brumi i piękne lampy widać jak na dłoni – coś czego EAR nie ma, bo u niego są schowane.

    Ta jeszcze do kompletu brakuje recenzji Auris Nirvana. I może Lucarto Songolo. Ciekawe byłyby też DNA Stratus i ampsandsound, ale to już egzotyka chwalona za oceanem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na razie będą słuchawki T+A z dedykowanym wzmacniaczem i wzmacniacz słuchawkowy Rogue Audio.

  4. Bogdan pisze:

    Też pięknie, choć bezlampowo jak rozumiem.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Rogue ma lampy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy