Recenzja: Divaldi AMP 01

Odsłuch: Przy odtwarzaczu i w kontekście innego wzmacniacza

Divaldi_AMP_01_011_HiFi Philosophy

Co tu dużo mówić – HD 800 były zachwycone z obecności takiego towarzysza!

   Na koniec przenieśmy się w miejsce tradycyjne, czyli pod odtwarzacz CD, ale uwagę skupmy nie na tym jak grają poszczególne słuchawki, tylko na porównaniu ze wzmacniaczem Phasemation.

Znowu porównawczo odsłuchałem wszystkich po kolei słuchawek, a samo porównanie między wzmacniaczami okazało się subtelne, wymagające uwagi; grały bowiem dosyć podobnie, a jednak z od razu wyczuwalną innością, którą należało zdefiniować. Definiowanie to odnosi się w tekście poniższym wspólnie do wszystkich poza mającymi najwyższą impedancję Sennheiserów HD 600, o których napiszę na końcu.

W czym odmienność? Hmm, taka właściwie tylko jedna pod względem całościowego wyrazu, ale zarazem złożona. Złożona z tego, że Phasemation podawał mniej sopranów, a średni zakres względem konkurenta miał pogrubiony i mniej nieco subtelny. Zacznijmy jednak od stwierdzenia, że w teście oba urządzenia miały nieco inne warunki, bo Phasemation podpięty był symetrycznie przewodami Siltecha, a Divaldi niesymetrycznie Tarą Air1. Nie można go inaczej podpinać, tak więc nic na tym nie tracił, choć kable Siltecha są z dużo wyższej półki, więc jednak tracił. Znacznie więcej tracił jednak konkurent, który zdecydowanie zyskuje na symetrycznym podpięciu nie tylko do źródła ale i słuchawek, czego tu nie otrzymał. Zyskuje jednak głównie w sensie prezentacji scenicznej, podczas gdy sam dźwięk okazuje się raczej podobny, lepszy tylko nieznacznie. Tak więc summa summarum porównanie było dość uczciwe, a przy tym nie chodziło o wskazanie zwycięzcy, tylko o specyfikę brzmienia wzmacniacza Divaldi na tle konkurencji, a więc zwłaszcza urządzeń cenowo zbliżonych. I tu kosztujący 6900 PLN Phasemation dość dobrze pasował, będąc sporo droższym, ale nie jakoś drastycznie; tak więc pozycjonując tańszego Divaldi w sposób wymagający.

Divaldi_AMP_01_022_HiFi Philosophy

Nawet sztuka LCD 3 którą posiadamy, przypomniała sobie, jak należy grać.

Wracając do meritum. Owe występujące w większej dawce u Divaldi soprany nie tylko były liczniejsze, ale także szły wyżej i były smuklejsze. Nie cienkie, nie wrzecionowate, tylko właśnie smuklejsze, z lepszą, jak to się mawia, figurą. Znakomicie się ich słuchało, a przy tym dopiero w bezpośrednim porównaniu okazywało się, że te od Phasemation są w tali pogrubione, bardziej krępe i niższe. Na pewno nie tak przyjemne w odbiorze i nie tak subtelne. To wrażenie pogłębiał fakt, że soprany te były w przypadku wzmacniaczu Divaldi bardziej naturalnym przedłużeniem średnicy, gładko przechodząc od zakresów średnich do wyższych i wysokich –  całościowo bardzo spójnie i z gracją. W porównaniu dźwięk od Phasemation był bardziej kanciasty i nie tak ładnie się ruszał, co próbował nadrabiać masywnością, ale raczej bez powodzenia. Przysłuchawszy się uważnie ludzkim głosom i instrumentom stwierdziłem, że w przypadku wszystkich słuchawek poza HD 600, Divaldi operował przyjemniejszym dźwiękiem; lepiej doświetlonym, ładniej falującym, z dokładniej obrobionymi krawędziami i przebiegami po trajektoriach o finezyjniej kreślonych łukach. Ten od Phasemation był bardziej ciosany, a średnicę miał bardziej oderwaną, nie przechodzącą tak płynnie w wysokie tony, które na dodatek szybciej się u niego kończyły. Mówiąc najzwięźlej – dźwięk od Divaldi był ładniejszy, sprawiający większą przyjemność. Działo się tak z jeszcze jednego powodu. Otóż ten od Divaldi był gładszy, ale nie gładkością czyniącą go powierzchownym, bo takiej gładkości nie lubię, tylko przy zachowaniu całego bogactwa szczegółów, pełnej złożoności melodyki i przy całym bagażu akustycznym ruszał się właśnie płynniej, podczas gdy u Phasemation muzyczne trajektorie były bardziej schodkowe i z minimalną acz niepożądaną szorstkością. Po trosze wynikało to też z tego, że tonację miał nieznacznie niższą i mniej dawał światła, a wypadkowa była taka, że Divaldi grał ładniej i zgrabniej, a więc oczywiście słuchało się go przyjemniej. Można też powiedzieć, że jego muzyka była zwinniejsza, jej delikatność bardziej delikatna, a kontrast pomiędzy tym co eteryczne a tym co mocne wyraźniejszy.

Divaldi_AMP_01_026_HiFi Philosophy

To co się zaś działo w parze Pandora Hope VI, sprawiało, że ręce same składały się do oklasków!

To wszystko zaś pomimo tego, że Phasemation ma czterozakresowe dostrojenie impedancyjne i regulator twardości brzmienia, a Divaldi nie ma. I dopiero przejście na impedancję 600 Ohm wraz ze słuchawkami Sennheiser HD 600 pozwoliło japońskiemu konkurentowi zabłysnąć, bo właśnie z tymi słuchawkami jego odrobinę zgrubna szorstkość przeistoczyła się w brzmienia chropawe wprawdzie, ale już tą chropowatością znamionującą najwyższą klasę; owo jakże przyjemne pogłębienie tekstur, potrafiące łączyć mistrzowską szczegółowość z muzykalnością. A że Divaldi w przypadku tak wysokiej impedancji tego tak dobrze nie umiał, te jedne słuchawki wypadły z Phasemation lepiej. Co ciekawe, nie odnosiło się to do również wysoko ohmowych HD 800, przy których trzystu Ohmach Divaldi okazał się radzić sobie lepiej, ukazując to wszystko co przedstawiłem powyżej. Dopiero dawka sześciuset odwracała role, choć nie na zasadzie, że w ich przypadku Divaldi grał słabiej, tylko Phasemation bardziej zyskiwał.

Divaldi_AMP_01_029_HiFi PhilosophyDivaldi_AMP_01_005_HiFi PhilosophyDivaldi_AMP_01_014_HiFi Philosophy

 

 

 

 

Wyjątek ten nie zmienia całościowej oceny, zgodnie z którą nowy konkurent na rynku średnio kosztujących słuchawkowych wzmacniaczy wypadł popisowo, z wszystkimi słuchawkami prezentując wysoki poziom, a najwyższy z Pandorą Hope, Audeze LCD-3 i Sennheiserami HD 800. Za każdym razem była to inna prezentacja, i za każdym pozwalająca czerpać najwyższą przyjemność. Od szalejących Pandor, przez obiektywne i akustycznie wyrafinowane HD 800, po basowo potężne i całe utopione w muzyce Audeze.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Divaldi AMP 01

  1. Maciej pisze:

    Polski produkt a wygląd zagraniczny, tak trzymać !

  2. Marecki pisze:

    „Maleństwo”, ale jak widać wielkie duchem!
    Na pewno będę go brał pod uwage.

    Troszkę szkoda, że zabrakło tych zbalansowanych dziurek, ale jak widać w starciu z Phasemation, i bez tego sobie poradził!

    Szkoda też, że zabrakło szczytowych Pandor i Hifimanów HE 560.
    Mam nadzieję, że pojawią się niebawem na łamach HifiPhilosphy!

    Pozdrawiam

    1. Piotr Ryka pisze:

      Szczytowe Pandory spośród obecnie dostępnych były. Modele X i VIII mają się pojawić dopiero po nowym roku. HE-560 słuchałem przez chwilę przyniesione przez znajomego, który sam miał je tylko na dwa dni. Natomiast egzemplarza do testów od polskiego dystrybutora jakoś nie mogę się doprosić.

  3. Michal Pastuszak pisze:

    Mnie braklo w tescie K812 (zbyt niska impedancja ?), te nauszniki znam dosc dobrze (bo je posiadam), wiec sporo by mi powiedzial ich opis w zestawieniu z Divaldim.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Słuchałem ich z nim, ale w tej chwili są pożyczone, a nie chciałem robić opisów z pamięci. W każdym razie pasują.

  4. Adam pisze:

    Także posiadam k812, czy divaldi byłby krokiem do przodu w stosunku do brystona bha1 , którego używam?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Nie, Bryston to ten sam poziom. Nie mam go wprawdzie do bezpośredniego porównania, ale to maszyna analogicznej klasy. Trochę inna stylistycznie; bardziej kładąca nacisk na elegancję brzmienia, podczas gdy Divaldi bardzie jest żywiołowy, ale różnice na pewno byłyby minimalne. Miary dopasowania do K812 u obu podobne, jednak nie umiem ich dokładnie oszacować, bo takie coś tylko w bezpośrednim pojedynku, a także przy konkretnym źródle i okablowaniu.

  5. slawsim pisze:

    Mam wrażenie, że pod koniec recenzji nastąpił błąd. Sennheisery HD 600 mają impedancję taką jak HD 800 czyli 300 ohm anie 600.

    1. Piotr Ryka pisze:

      To nie błąd. Stare wersje HD 600 miały 600 Ohmów, a taka była użyta.

      1. slawsim pisze:

        W takim razie zwracam honor:) Kierowałem się moimi w wersji 300 ohm. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy