Recenzja: Cayin HA-300

Odsłuch cd.

Obie części równie eleganckie, co nie jest bynajmniej regułą.

   Na koniec zabawy od przodu, czyli przez słuchawkowe gniazda, zafundowałem sobie Crosszone CZ-1, też licząc na niezwykłość. I ponownie zjawił się rozmach i wielka kubatura. Jak zawsze z nimi scena zgęstniała, muzyczne plany skomasowały. Na obszarze działania, zarówno wszerz jak w głąb, więcej zaczęło się dziać, jak również wyraźnie dźwignął się sufit – na wiele metrów w górę. Bardziej literacko się wyrażając, stało się bardziej teatralnie. Wrażenie uczestnictwa w spektaklu pod względem koncentracji bodźców wyraźnie w porównaniu do słuchawek z dwoma tylko przetwornikami wzrosło. (Crosszone mają sześć – przypominam.) Natomiast względem najlepszych spośród słuchanych dotąd Sennheiser HD 800 same te bodźce były słabsze. Nie idące przez tak przejrzyste medium, nie mające tak wyrazistej postaci. Działające bardziej grupowo i bardziej jako wypadkowa, mniej jako pojedynczy sygnał. By się w tym dobrze odnaleźć potrzebna była dłuższa chwila adaptacji, tak chociaż z kilka minut. Ażeby mózg nauczył się te grupowe bodźce rozróżniać i lepiej je separować. Gęstość ich, włożona w obszar wielkiej i niespotykanie wysokiej areny działań miała swój inny – inaczej oddziałujący – klimat. Bardziej relacyjny, a mniej opisowy, w odniesieniu do pojedynczych faktów i bardziej sumaryczny, a mniej indywidualny. To mogło się podobać, to było zasadniczo inne. Trzeba jednakże odnotować, że wzmacniacz Octave V16 generował z tymi Crosszone wyraźnie bardziej transparentne medium i lepiej porządkował im scenę, tak więc wciąż pozostaje niepobity jako ich wzmacniaczowa referencja.

Pora na drugie danie główne, na głośnikowe odczepy. Z nimi zabawę zacząłem od AKG K1000 i tego nie pożałowałem. Jedyne, co mogło nieco rozczarować, to brak zapasu mocy. Wzmacniacz wyrobił się pod jej względem na styk, do mocowej porażki niewiele zabrakło. Trzeba było z potencjometrem pojechać hen za dwunastą, mimo iż Ayon sygnał miał ustawiony na „High”, dając o 3V więcej werwy niż przeciętny odtwarzacz. Ale porażki nie było, był całkowity sukces. Poczynając od tego, że zagrało to ciepło, spójnie i w stopniu najwyższym muzykalnie, co wcale w przypadku K1000 nie jest czymś oczywistym. Albowiem da się powiedzieć, a nawet powiedzieć trzeba, iż to są słuchawki obnażające, dokładnie obrazujące cechy podpinanego toru. Tak więc bez wahań napiszę, iż flagowy wzmacniacz Cayina jest ciepły (bez tego ciepła narzucania) i muzykalny wysoce, a także łączący najlepsze cechy push-pull i single-ended dużych triod. Wartki i dynamiczny z bardzo szybko zbierającym się dźwiękiem, a jednocześnie w wybrzmieniach i pogłosach wysmakowany i kolorystycznie bogaty. Operujący brzmieniem pełnym, czarującym i nastrojowym, uzupełniając to dodatkowo poprawiającym plastyczność światłem. Technicznie jest bez zarzutu i jak na lampy przystało budujący muzyczne klimaty. Zjawia się i szybki rozbieg, i piękna parabola lotu. Pospołu napierają szczegóły (i bardzo są wyraźne) i zjawia całościowy nastrój. Wraz z tym widowisko kompletne – jest porządek, jest tempo, jest akrobacja i jest malarskość. Słucha się w urzeczeniu, bo powiedzmy to bez ogródek – AKG K1000 dają techniczny kształt brzmienia oraz czucie muzyki na najwyższym z możliwych poziomie. Czystość medium, kubiczność form i kreowanie przestrzeni mają przy odpowiednim kablu i napędzaniu na tym samym  poziomie co Sennheiser Orpheus czy Sony MDR-R10. Momentalnie się daje usłyszeć, jak wyzwolone zostają soprany, jak prawdziwszą postać zyskują głosy i jak nabiera trzeciego wymiaru przestrzeń. I – co może jest najważniejsze – jak dźwięk każdy zyskuje złożoność.

Klasyczny zestaw – triody mocy 300B sterowane przez duo triody 6SN7.

Pisałem o tym nieraz, a teraz przypominam, ponieważ Cayin HA-300 był w stanie to pokazać. I to nie na zasadzie przebłysku, że jedne rzeczy ekstra, a w innym miejscu niedoróbki, tylko kompletnie, w każdym wymiarze, jako całe słuchanie muzyki. Rozsiadłem się więc wygodniej i szedłem przez repertuar z nie mąconą czymkolwiek satysfakcją, raz po raz machinalnie powtarzając: – No, to jest pierwszorzędny wzmak!” Wcale nie w jakimś mniejszym sensie, zrelatywizowanym do ceny albo jakości źródła. Grał Cayin popisowo w kryteriach absolutnych. Lecz by nie popaść w przesadę uzupełnijmy tę wizję o jakościowe aspekty w odniesieniu do słuchanego porównawczo toru referencyjnego. Z o wiele droższymi lampami, podziałem na dwuczęściowy przedwzmacniacz i osobną, zdecydowanie mocniejszą hybrydową końcówkę mocy, oraz w układzie OTL a nie push-pull single-ended via wyjściowy transformator. Nie ma sposobu ocenić, czy gdyby w miejsce Sophia Mesh Plate Globe włożyć w Cayina Takatsuki Electric (co pewnie wiązałoby się z koniecznym dopasowaniem biasu), albo bez tej konieczności użyć flagowych Sophia Electric 300B Royal Princess, na ile wówczas brzmienia by się zrównały. Z pewnością jednak zbliżyłyby się wyraźnie, natomiast z dobrymi ale nie referencyjnymi lampami 300B zjawiły się różnice. Przerobiony dogłębnie Twin-Head z przerobionym dogłębnie Croftem (jeden i drugi z lampami, że lepszych dla nich nie ma) zaznaczyli swoje przewagi zarówno w odniesieniu do mocy, jak i jakości głosu oraz trzeciego wymiaru. Muzyka popłynęła bardziej wartko, skala dynamiczna przyrosła, kubiczność form podobnie. Nieznacznie doszło też wypełnienia i wzmogły się  wrażenia lampowe. Muzyka zyskała na uwodzicielskości, magia stała się jeszcze większa. Każdy dźwięk bardziej był dopieszczany i jednocześnie sam bardziej pieścił. Lepiej się modelował sferycznie, układał w bardziej falującą całość, bardziej także zniewalającą głębią i klarownością faktur. Tyle, że to działo się już poza wyobraźnią; to znaczy Cayin grał tak dobrze, że podczas jego słuchania nie pojawiały się impresje o jeszcze lepszym brzmieniu. A jeśli już, to najwyżej jako przebłyski, a nie całościowy kontekst.

Jak napisałem poprzednio – grał w pełni zadowalająco w kryteriach absolutnych, mając jeszcze w zapasie któreś najlepsze 300B i próbę, czy nie lepsze od użytych w nim kopii 6SN7 WE będą Shuguang Treasure CV181-Z, które podczas testów Cary SED-300-SEI pobiły (i to wyraźnie) całą gamę najlepszych 6SN7 vintage. Ma zatem flagowy wzmacniacz Cayina otwartą drogę do progresu o czynnik dużej poprawy, a chociaż dość kosztowną, to w kontekście jego ceny rzędu nie więcej niż trzydziestu procent. Nic w takim razie zaporowego, rzecz jak najbardziej do łyknięcia. Lecz i bez tego, czyli jak go dają, przy dobrym źródle z AKG K1000 od tyłu lub Sennheiser HD 800 z przodu będzie grał popisowo – a już zwłaszcza jak tu, przy lepszych dla tych słuchawek kablach.

Na koniec przeszedłem na kolumny. Poczynając od nieco bardziej skutecznych monitorów Reference 3A, które okazały się przy swoich 93 dB skuteczności mieć odrobinę większy zapas mocy od AKG K1000 (z ich skutecznością 74 dB/mW i słuchaniem przy samym uchu). Zagrało bardzo przyjemnie i jak to się mawia „smacznie”, aczkolwiek nie bez pewnych niedociągnięć. Dźwięk się pokazał otwarty i jak najbardziej nośny, ale troszkę nosowy. Bardzo nieznacznie, lecz wyczuwalnie, przy bardziej badawczym słuchaniu. Nie było też zjawiskowej dynamiki ani błyskawicznego ataku; jednakże wszystko w tempie, żadnego ociągania. I przede wszystkim dobra muzykalność i dobra głębia sceny.

Rewelacyjne brzmienie z Sennheiser HD 800.

Cały teatr za linią głośników i z mocnym czuciem dali, a same dźwięki ciekawie poskładane z melodyjnej gładkości i chropawości tekstur. Do tego dobre wypełnienie, przyzwoitej jakości (bazujący głównie na przestrzenności) bas i całkiem zadowalająca dźwięczność z tym minimalnym dymkiem. Ładnie ukazana harmonia i przekonujące wokale, że w sumie nie jakiś wielki spektakl; ale niezgorszy, na dobrym audiofilskim poziomie.  I przede wszystkim poza nieznacznym deficytem mocy żadnych wad, same wspomniane zalety. Deficytem nie w sensie głośności – grać bardzo głośno było można – ale jako brakiem na cały wolumen dynamiki. Za to słabych jakościowo nagrań słuchało się z przyjemnością – system je jak najbardziej uzdatniał a nie degenerował – natomiast te dobre były świetne, nic z ich jakości nie znikało. Zero sztucznych podostrzeń, bardzo tylko nieznaczna kompensacja dynamik i dźwięczności, całkiem też zadowalająca otwartość. A przecież te kolumny nie były idealnie idealnie dobrane, przydałyby się czulsze. Z takimi zagrałoby pewnie na pełny wymiar, tak samo jak z AKG K1000. A dodatkowo lepiej przy jeszcze lepszych lampach.

Tak już całkiem na koniec wtaszczyłem na odsłuchowe pole czterodrożne Audioform Adventure 304 o efektywności jeszcze gorszej – zaledwie 91 dB. Przede wszystkim by sprawdzić, co dziać się będzie po przekroczeniu limitu. Lecz nic się nie podziało; kolumny grały tak samo sprawnie jak podstawkowe monitory po przestawieniu potencjometru zaledwie o jeden krok. Co chyba by wskazywało, że producent ich skuteczności nie doszacował, więc w sumie dobra wiadomość. Dźwięk się pokazał większy, odrobinę cieplejszy oraz wyraźnie głębszy i lepiej obrazujący. Bardziej obecny, bardziej sferyczny i bardziej dotykowy, jak również bardziej elastyczny i lepiej odróżniający składniki miękkie od twardych. Scena także się lepiej wypełniła i równie dobrze czuć było jej głębokość, co pod obecność medium o większej sile ciśnienia lepiej określało dystanse. Przyrosła też całościowa muzykalność: krawędzie lepiej się obrobiły, a linie melodyczne zafalowały piękniej. Ogólnie zatem wszystko lepsze i tylko bardzo cicho nagrane płyty (mam nieco takich) nie pozwalały się słuchać na wysokim poziomie głośności. Szkoda, no ale nie dla czterodrożnych kolumn z głośnikami o karbonowych membranach ten wzmacniacz pomyślano. Wyobrażam sobie, że z którymiś Avatar Audio, albo z kolumną tubową, dałby spektakl naprawdę nieprzeciętnej jakości, zwłaszcza że nie ma uwidoczniających się wad. Dźwięk w całość się pięknie składa i niczego się mu nie da zarzucić. Ma czar, ma dynamikę i ma wyraziste obrazowanie, a brzmienia i klimaty zostają lepiej oddane niż przez drogi tranzystor.

I jeszcze na koniec rzecz obiecana: obwód symetryczny vs niesymetryczny. Symetryczny grał głośniej i bardziej dynamicznie, a także z większym naciskiem na wyodrębnianie szczegółów. Niesymetryczny spokojniej i bardziej poetycko, z akcentem na refleksję i silną nastrojowość. Różnice stylistyczne nie były jednak wielkie; o wiele większe sie wydają podczas czytania opisu.

 

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Cayin HA-300

  1. RH pisze:

    Panie Piotrze, nareszcie ta recenzja. Jak już kiedyś wspomniałem, miałem okazję słuchać tego wzmacniacza ze słuchawkami planarnymi i byłem zauroczony. Pańska recenzja potwierdza moje odczucia, są w punkt. Brzmienie orkiestry w tym zestawieniu do dzisiaj mam w głowie.
    Świetny sprzęt, a świnka powoli puchnie.
    Z pozdrowieniami.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Idzie Mikołaj i Święta, to może spuchnie prędziutko 🙂

  2. miroslaw frackowiak pisze:

    Widze ze moj Cary300 broni sie dzielnie,bo nie ma zadnych problemow np.z napedzeniem dowolnie moich K-1000 poza tym jest w jednej bryle i nie jest az tak ciezki, jak ten tu i inne…ma tez pilota co ulatwia zycie.
    Napedza kolumny wspaniale tak ze to dalej moj faworyt ,jako najlepsza integra na swiecie.
    Jakie jest twoje zdanie Piotrze odnosnie ostatnich lampowych wzm do sluchawek ,moze jakis raking,troche ostatnio przetestowales tych wzm…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ażeby stworzyć ranking, trzeba by móc wszystkie postawić obok siebie i tymi samymi interkonektami najwyższej klasy podłączyć do tego samego najwyższej klasy źródła, co jest oczywiście niewykonalne.Bez tego można jedynie pisać o tym, które są dobre i dlaczego, a inne nie tak dobre i z jakiego powodu. Poza tym jedne wzmacniacze są leprze dla takich słuchawek, inne dla owakich – ogólnie biorąc gmatwanina. Ale jest w tym wszystkim ważna rzecz pocieszająca – ogół współczesnych słuchawkowych wzmacniaczy prezentuje dobry poziom.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Jak anons dprzucę, że na zbliżającym się AVS ma być inny popisowy wzmacniacz – ALO Audio Studio Six – a także nowe słuchawki flagowe Fosteksa i MrSpeakers.

  4. zibi pisze:

    Panie Piotrze, w przeszlosci bardzo Pan chwalil w swojej recenzji Ayona HA-3, okreslajac go nawet wtedy mianem najlepszego wzmacniacza na polskim rynku. Zabraklo mi odniesienia do niego w tej recenzji, co tez w jakims sensie rozumiem, bo obu pewnie nie mial pan jednoczesnie na stanie. Natomiast kuluarowo chcialbym zapytac jak Pan ocenia Cayina wzgledem sporo jednak tanszego Ayona? Pomijam aspekt mozliwosci napedzenia kolumn przez Cayina bo ten sie dla mnie w jego przypadku nie liczy. Gdyby porownywac jakosc grania na wyjsciu sluchawkowym, ktory z tych wzmacniaczy zrobil na Panu wieksze wrazenie?
    Stoje przed zakupem w miare uniwersalnego lampowca, ktory jednak wiekszosc czasu bedzie gral na wiekszej klasy planarach. Mozliwosci odsluchu i bezposredniego porownania tych wzmacniaczy jest znikoma ze wzgledu na nielicznych dystrybutorow tego sprzetu.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Miałem jednego i drugiego równocześnie, ale bezpośrednie porównanie odniosłem do własnego wzmacniacza referencyjnego. Odnośnie relacji Cayin vs Ayon, to ten pierwszy generuje brzmienie nieco pełniejsze i o bogatszej kolorystyce, a drugi kładzie większy nacisk w przenikanie w głąb brzmienia. Przy też bardzo dobrej muzykalności jest bardziej analityczny; nie lepiej analizujący, tylko tę analizę bardziej widać. Do tego czy do tego proponowałbym włożyć lampy mocy Emission Labs, będzie z pewnością lepiej. Ale uwaga – Ayon po poprawieniu jest całkowicie cichy, Cayin niestety brumi. Da się to pewnie wyeliminować, jednak stan sklepowy jest taki.

      1. RH pisze:

        Panie Piotrze, chciałbym krótko skomentować kwestię brumienia – siedziałem przed tym wzmacniaczem przez kilka godzin, żonglowałem ustawieniami, jednak żadnego brumienia nie pamiętam. Aż się drapię w głowę sięgając w zakamarki pamięci, ale chyba bym zauważył…?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Bo to może być kwestia egzemplarza. W szczególności konkretnych lamp (niektóre same brumią), ale także sposobu poprowadzenia wewnątrz kabli i dostrojenia prądowego lamp mocy. U mnie brumił wyraźnie i nic na to nie poradzę. Wolałbym żeby nie, ale kłamał nie będę.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Jeszcze może uzupełnię, że na AKG K1000 i HiFiMAN HE-6 najmniejszego brumienia nie było, ale przy ich niskiej skuteczności to norma.

  5. Piotr pisze:

    Ciekawe jak wypadłyby HD800S skoro stare 800-tki tak dobrze sie zgrały.
    Piotrze, czy HD800 w opisanym zestawieniu nie były zbyt jasne co zawsze mnie w nich drażniło.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno nie były zbyt jasne, tylko proszę pamiętać, że testowane były z kablem Tonalium. Ale oryginalny też nie jest jasny. Odnośnie zaś poszczególnych modeli z serii osiemset, to osobiście wybieram przy dobrym torze najstarsze HD 800. I cieszę się, że właśnie nimi dysponuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy