Recenzja: Cayin HA-300

   Zacznijmy od przypomnienia. Cayin to zainicjowana w 1993 roku marka handlowa elektroniki audiofilskiej powstającej w zakładach AVIC Zhuhai Spark Electronic Equipment, a AVIC to Aviation Industry Corporation of China – potężna korporacja zakładów lotniczych powstałych jeszcze w 1951 roku na potrzeby chińskiego przemysłu zbrojeniowego. Tak więc mamy do czynienia z technologią wysokiego poziomu i brakiem ograniczeń finansowych. W efekcie oferuje Cayin szeroką gamę wzmacniaczy, co ciekawe lampowych, ale to akurat pozostaje atutem, jako że brzmienie lampowe ma przeważnie smak bogatszy i bardziej nastrojowy od tranzystorowego. W dodatku można je indywidualnie dopieszczać coraz lepszymi lampami, tak więc podwójna zabawa.

Zabawę we wzmacniacze słuchawkowe grubszego kalibru zaczynał Cayin od modelu HA-1A, który wiele lat temu chwaliłem, a potem zrecenzowałem. Bardzo solidna konstrukcja o nietypowym wyglądzie dawała (i w poprawionej wersji wciąż daje) dużo mocy i dużo jakości. Na dodatek to także wzmacniacz głośnikowy, niemniej taki z dopiskiem, że słuchawki na pierwszym miejscu. I podobnie jest w przypadku recenzowanego modelu flagowego, aczkolwiek nie chciałbym przesądzać, co ważniejsze. Dobrze zrobione urządzenie powinno w równym stopniu nasycać brzmieniową klasą słuchawki i kolumny, o ile jedne i drugie są przez nie brane na muszkę, a tak jest w tym wypadku. Toteż miejmy nadzieję, że tak będzie i tym razem, zwłaszcza że to popisowe dzieło chińskiej marki, stawiane przez nią za wzór. Podobnie jak u włoskiego Riviera AIC-10, obu wzmacniaczy zintegrowanych japońskiego Lebena, czy kanadyjskiego Cary CAD-300-SEI, w przypadku popisowego chińskiego Cayin HA-300 mamy do czynienia z topowej klasy wzmacniaczem dwufunkcyjnym – słuchawkowym i głośnikowym. I podobnie jak tamte to kawał urządzenia, a przy tym rzecz kosztowna. Na domiar dwuczęściowa, bo z wydzielonym stopniem zasilania, i w każdej części dużo ważąca (10 + 19 kg) za sumarycznie 5000 euro. I można jeszcze, na koniec zagajenia, dopowiedzieć, że model flagowy HA-300 to w jakiejś mierze rozwinięcie starszego HA-1A, ponieważ także obwód push-pull, ale w mieszance z single-ended na dużych triodach w klasie A.

Budowa i jej konsekwencje

Chińskie audio szturmuje szczyty.

Wejdźmy głębiej w konkrety. Single-ended plus push-pull (czyli podwójny, zmostkowany single-ended pracujący w klasie A) istotnie to jest, i na dodatek taki maksymalny. Potężnie zasilany, z potężnymi lampami mocy i pracujący w tej najwyższej klasie A, czym przypomina niemieckiego Octave V16. Zabawa we wzmocnienie zaczyna się od wydzielonego stopnia zasilania o wadze dziesięciu kilogramów, zasobnego w transformator toroidalny i baterię czterech lamp prostowniczych nos RCA 22DE4. Poprzez profesjonalny (lotniczy – spełniający wymogi US Aviation standard) kabel połączeniowy zasila on – i każdy oddzielnie – trzy zakresy impedancji słuchawek: 8-64 Ω; 65-250 Ω; 251-600 Ω, jak również z osobna mający najniższą impedancję 4-8 Ω obwód głośnikowy.

Oddzielanie to w ogóle specjalność wzmacniacza, który ma także podział na obwody symetryczny i niesymetryczny oraz krokowy potencjometr. Stosownie do tego na froncie części zasilającej jest wprawdzie jedynie samotny podświetlany włącznik główny, ale na zasadniczej dużo naprawdę różności, w postaci skobelkowych przełączników Balanced/Unbalanced i Low/Mid/High impedancji słuchawek z lewej, a z prawej przełączników Balanced/Unbalanced dla przełączania źródła i dodatkowo jeszcze wyboru słuchawkowego wyjścia. Plus oczywiście same te wyjścia (duży jack i symetryczny 4-pin) po lewej, poniżej przełączników, i przede wszystkim na ozdobę, nadającą całości specyficznego charakteru, całe centrum zajmują dwa bursztynowo podświetlane mierniki wysterowania, przywołujące okrągłym kształtem i wychylnymi wskaźnikami styl retro. Zadbano przy tym o symetrię całości, wyważając strony poprzez dociążenie lewej wyjątkowo dużym i z ciemnym wypełnieniem gniazdem 4-pinu, a prawej zbliżoną doń wielkością i też podkreślająca się ciemnym wnętrzem w chromowanej otoce gałką krokowego potencjometru.

Nie oszczędzano przy tym na surowcach. Nie dość że przełączniki są elegancko chromowane, a wskaźniki te same co u niemieckiego SPL Phonitora, to jeszcze w obu segmentach panele przednie to lite aluminium grubości 12 milimetrów, dla podkręcenia klimatu w górnej części na całą szerokość urozmaicane podłużnymi prześwitami, przez które widać lampy. (Dodatkowo przydającymi się przy przenoszeniu.) Na sekcji wzmacniającej to dwie duże triody 300B Full Music Mesh Plate w wersji Globe, sterowane przez tradycyjne dla nich sterowniki – dwie duo triody 6SN7, będące replikami w wykonaniu Shuguanga klasycznych Western Electric. Na zasilaczu zaś króluje wspomniana kompania czterech oryginalnych lamp prostowniczych RCA 22DE4, z których każda prostuje inny obwód, zapewniając brak zbyt daleko posuniętej współdzielności tychże, ergo możliwości zakłóceń. Wszystkie lampy są osadzone na ceramicznych podstawkach ze złoconymi zaciskami, a potencjometr to 24-krokowa konstrukcja własna w oparciu o selekcjonowane rezystory.

Udanie!

Obwód posiada w sekcji zbalansowanej transformatory wejściowe i wyjściowe, i cały zrealizowany został w montażu point-to-point kablami ze srebrzonej miedzi. Z tyłu na sekcji zasilania mamy jedynie gniazdo sieciowego kabla i obok wielkie połączeniowego, a na wzmacniaczu głównym oprócz gniazda łącznika po parze wejść RCA i XLR oraz komplet odczepów głośnikowych. Korpusy obu części są efektownie lakierowane na lśniący, gołąbkowy błękit, a lampy mocy mają obwiednie z grubych chromowanych pierścieni, mocno podnoszących elegancję całości. Każda z sekcji posiada łatwo zdejmowalną klatkę ochronną lamp z tworzywem powleczonego metalu, a za lampami na obu wypiętrzają się z elegancko zaokrąglonymi narożami obudowy transformatorów – każda zwieńczona grubą pokrywą z pięknie szczotkowanego aluminium i grawerunkiem Cayin.

Wszystko to wyjątkowo starannie opracowane i zmontowane z zegarmistrzowską precyzją, że najmniejszego uchybienia nie znajdziesz, a lampy wchodzą w gniazda pasownie i tkwią w nich bez chwierutania nawet po rozgrzaniu (w zestawie jest komplet białych rękawiczek do ich obsługi). Całość spoczywa na eleganckich, chromowanych podstawkach i kosztuje niestety sporo, bo ponad dwadzieścia tysięcy, ale wedle zapewnień producenta, a także według paru już opublikowanych recenzji, to wzmacniacz referencyjny.

Odsłuch

I z estetycznym wysmakowaniem.

Właśnie z uwagi na to nie zrobiłem odsłuchu przy komputerze, od razu idąc na najgłębszą wodę, czyli do porównania z też dwuczęściowym i też lampowym ASL Twin-Head. Przy źródle też referencyjnym, jakie stanowił odtwarzacz Ayon CD-35 HF Edition, z uwagi na symetryczność recenzowanego spinany z nim kablem symetrycznym – i też referencyjnym, bo za taki uważam Tellurium Q Black Diamond. Ale dla porównania również niesymetrycznym Sulkiem RCA, i o tym porównaniu za chwilę, a ściślej przy słuchaniu kolumn.

I jedna jeszcze na początek uwaga, tym razem z gatunku mniej przyjemnych. Wzmacniacz nieznacznie brumi. Nie jest to uciążliwe, nie słychać w trakcie muzyki, ale bez tego brumu byłoby niewątpliwie milej. Tu wszakże pocieszenie – po kilku dniach stania pod prądem brum wyraźnie złagodniał, a niezależnie od tego pewny jestem, że dobry znawca elektronicznych tematów mógłby go całkowicie wyeliminować poprzez regulatory prądowe lamp mocy, które Twin-Head fabrycznie posiada, a Cayin niestety nie. I dość może będzie wstępów, przejdźmy do sedna sprawy.

Odsłuch powinien się odbyć wyłącznie w oparciu o słuchawki drogie, by nawiązywać do referencji wzmacniacza, jednakże zafiksowałem się w fascynacji dla Fostex T60RP, zwłaszcza odkąd mam dla nich kabel Tonalium. Też zresztą stosunkowo tani, kosztujący jak same słuchawki półtora tysiąca, a zatem połowę mniej niż standardowy Tonalium. I z tymi Fosteksami…

Co się od razu narzuciło, to piękne rozwarcie pasma. Słuchawki planarne mają tendencję do grania głównie środkiem (choć Abyss na przykład nie), a te Fosteksy właściwy swemu rodzajowi genotyp po antenatach wzięły i ze zwykłymi wzmacniaczami do takiego stopnia rozwarcie u nich nie dochodzi. Tu natomiast było czymś oczywistym, że idą przez pełne spektrum; nie tylko efektownie oddając średnicę i akcentując basy, ale także częstując obficie stroną sopranową. I na dodatek (jak całość zresztą) pięknie wydaną w trzech wymiarach, a także (co jest tych słuchawek asem atutowym) znakomicie spojoną z resztą. Bo właśnie koherencja jest cechą, która na wielu szczególne wywiera wrażenie i z jej właśnie powodu znajomy muzyk je nabył, pogardzając wszelką drożyzną.

Mógłbym się rozpisać na stron parę, deliberując o tego brzmienia niuansach, ale wystarczy jeśli powiem, że grało to popisowo pod każdym dosłownie względem. Dźwiękiem ciepłym i nasyconym, szczególnie koherentnym i jednocześnie wszystko – łącznie z nawałą detali – obejmującym. Perliste, strzeliste i trójwymiarowe (a tylko wówczas są piękne) soprany; mocny, także objętościowy i podkreślający się bas; a między nimi znakomicie oddane i też mocno się wybijające wokale, o budzącym uznanie wyważeniu tonalnym. Nie chude ani grube, tylko całe „jak trzeba”, że bez zarzutu w ogóle. Bardzo wobec tego przekonujące i całkiem bezpośrednie, że takich rzeczy chcesz słuchać co dnia i szukasz. Łączące gładkość melodyki z chropawością faktur i grasejacji, osadzone na spójnej scenie przy pełnej wizualizacji postaci, jak również z czuciem dotyku. Są to bowiem, pomimo niewysokiej ceny, słuchawki jak najbardziej high-endowe (z kablem Tonalium tym bardziej), a popisowy push-pull 2x single-ended od Cayina okazał się idealnym napędem. Push-pull i planary to zresztą z reguły dobry zestaw; i w ogóle wzmacniacze konstrukcji push-pull są dobre do słuchawek „trudnych”, czego duet Octave V16 z Crosszone CZ-1 dobitnym był przykładem.

 

 

 

 

O Crosszone w kontekście flagowego Cayina także zaraz coś opowiem, ale skoro jesteśmy już przy Fosteksach, to wpierw o relacjach planarnych Fostex T60RP z cztery przeszło razy droższymi flagowymi do niedawna Fostex TH900 Mk2. I znów, tak samo jak przy FEZZ Audio Omega Lupi, dało się odczuć pewien regres. Dźwięk się zjawił chłodniejszy i jednocześnie dalszy, o mniejszej także (choć nieznacznie) sile ataku. Ciemniejszy, oferujący mniejszą dozę światła, jak również mocniej rozstrzelony. Z wyraźnie większą alienacją basów i sopranów na skrajach, nie tak dobrze łączonych przez nie tak idealnie spasowaną z nimi i równie silnie się akcentującą średnicę. Niemniej – i mocno to wybijam – dźwięk ten był całościowo potężny i jak najbardziej spektakularny, wywierający wrażenie. Nie pozostawiający słuchającemu wątpliwości, że tor i zasilane nim słuchawki to ekstra liga światowa.

Trzeba przy tym zwrócić uwagę na mocniej akcentowaną przez TH900 akustykę wnętrz, aczkolwiek bez rewelacyjnych tego następstw. Pogłos, jak prawie zawsze u nich, dawał o sobie znać w sposób niepomijalny, jednakże nie dość pracował na rzecz całościowej poprawy, nie przywołując bycia w dobrze opisanym przez siebie wnętrzu. Słychać było echo – i tyle.

Oraz dbałością o każdy detal.

Zupełnie inaczej sprawa ta wyglądała w przypadku słuchawek dynamicznych o wysokiej impedancji. I znów w odniesieniu do wzmacniaczy push-pull nie jest to żadne novum; zarówno FEZZ, jak Octave, jak i oba Lebeny, wyraźnie lepiej się spisywały z wysoko impedancyjnymi Sennheiser HD 800 niż z porównywalnymi cenowo dynamikami o niskiej impedancji. Odłóżmy jednak porównania, sięgnijmy po istotę. W przypadku flagowych Sennheiserów mocniej jeszcze wybijająca się akustyka dawała jednoznaczny pozytyw, tak samo jak przy Omega Lupi oferując dodatkowy efekt plasowania się trójwymiarowego dźwięku w trójwymiarowych wnętrzach. A przy tym gało to pełną parą, że nie zawaham się napisać, iż staje flagowy Cayin w szeregu najlepszych dla tych słuchawek wzmacniaczy. Odczucia z nimi nie okazały się wprawdzie aż na miarę słuchanych chwilę później z odczepów głośnikowych AKG K1000, niemniej był to najgrubszego kalibru słuchawkowy popis.

Pierwsza rzecz – całkowita otwartość. Żywe, ciśnieniowe, namacalnie obecne, ale o całkowitej czystości medium. Najmniejszej bariery pomiędzy dźwiękami a słuchaczem; zerwane wszystkie zasłony, najcieńszej nawet woalki. I pośród tego rzecz druga – oprawa akustyczna jako trójwymiarowa forma zewnętrzna tworząca realistyczną scenerię trójwymiarowym samym dźwiękom. Wyjątkowo dobrze przestrzennie zrobionym i w wyjątkową przestrzeń wkładanym, że naprawdę jak rzadko kiedy realistyczny obraz brzmień i scenografii na słuchawkach. Jeszcze dodatkowo uplastyczniany przez efektowny światłocień, pojawiający się w atmosferze dość mrocznej, podbijającej klimat. A wewnątrz tego klimatu nie tylko silna gra emocji, ale też zjawiskowa dźwięczność i niecodziennie złożony spektakl harmoniczny. Fortepian stawał jak żywy, z wszystkimi składnikami życia. Trójwymiarowością i bogactwem harmonik, blaskiem i niecodzienną dźwięcznością, a także siłą wyrazową potęgi dźwięku o wiele większą niż zwykle. Potężny się jawił i napierający, do bólu niemalże realny; przywołując efekty znane z odsłuchów kolumnowych a nie słuchawkowych.

Fakt, że referencyjne źródło wnosiło od siebie wiele, ale takiego fortepianu z HD 800 (pomijając tor własny) dawno już nie słyszałem. Więc stuprocentowa satysfakcja, zwłaszcza że dźwięk głęboki i nośny, a wyjątkowo staranne obrazowanie harmoniczne prowadzone przy pełnej muzykalności. Do tego brzmieniowy układ czerpiący z najlepszych wzorców od lamp i tranzystorów. Tranzystorowa szybkość i dynamika zmieszane z lampową poezją i czarem. Tak właśnie dziać się powinno, to są teoretyczne zalety układu lampowego push-pull zmostkowanego z single-ended, za co Cayin się ostro zabrał i popisowo zrealizował. Nie szczędząc przy tym sił i środków i nie oszczędzając na lampach. Pewnie, że 300B da się wyszukać niejedne lepsze, ale Sophia Electric Mesh Plate Globe to już porządne lampy. Tworzące mocny klimat, nie tylko poprawne granie. Głębokie barwy przy nastrojowym oświetleniu i zasadniczo podnoszący odbiór efekt plastyczno-holograficzny. A tego właśnie trzeba obwodowi push-pull, aby nie popadł w tranzystorowy pośpiech. Żeby nie było tylko „tempo, tempo”, ale też odpowiednio muzyczna atmosfera, przywołująca brzmieniową niezwykłość. A w przeciwieństwie do flagowyych Focal Utopii, albo flagowych HiFiMAN Susvara, flagowe Sennheiser HD 800 tego klimatu nie przywołują same w sensie muzykalności czy magiczności. Same dać mogą wielką scenę, holografię, pogłosy opisujące wnętrza i harmoniczną złożoność, natomiast klimatyczność na pewno budował tutaj wzmacniacz. I wobec tego oklaski.

Kabel łączący obie części swoistym popisem siły, choć Gargantua i tak grubsza.

Z pasujących słuchawek dynamicznych o dużej impedancji przeszedłem do pasujących bez względu na impedancję słuchawek ortodynamicznych (planarnych). MrSpeakers Ether Flow C, bo o nich teraz mowa, zagrały super muzykalnie, a w dodatku świetliście, przejrzyście i treściwie, ale pod względem opisu harmonii i budowania sceny słabiej. Bardziej zwyczajnie i kameralnie, choć niewątpliwie z klasą. Bardziej w stylu odpowiednim dla muzyki pop albo jazzu, a mniej uniwersalnie. To znaczy pewnie – każda muzyka – ale ta większa, poczynając już od fortepianu solo, na Sennheiserach wypadła okazalej. Zwłaszcza że wolumen dynamiczny także był u nich lepszy, a nie sama sceneria i rozpiska harmonik.

Odsłuch cd.

Obie części równie eleganckie, co nie jest bynajmniej regułą.

   Na koniec zabawy od przodu, czyli przez słuchawkowe gniazda, zafundowałem sobie Crosszone CZ-1, też licząc na niezwykłość. I ponownie zjawił się rozmach i wielka kubatura. Jak zawsze z nimi scena zgęstniała, muzyczne plany skomasowały. Na obszarze działania, zarówno wszerz jak w głąb, więcej zaczęło się dziać, jak również wyraźnie dźwignął się sufit – na wiele metrów w górę. Bardziej literacko się wyrażając, stało się bardziej teatralnie. Wrażenie uczestnictwa w spektaklu pod względem koncentracji bodźców wyraźnie w porównaniu do słuchawek z dwoma tylko przetwornikami wzrosło. (Crosszone mają sześć – przypominam.) Natomiast względem najlepszych spośród słuchanych dotąd Sennheiser HD 800 same te bodźce były słabsze. Nie idące przez tak przejrzyste medium, nie mające tak wyrazistej postaci. Działające bardziej grupowo i bardziej jako wypadkowa, mniej jako pojedynczy sygnał. By się w tym dobrze odnaleźć potrzebna była dłuższa chwila adaptacji, tak chociaż z kilka minut. Ażeby mózg nauczył się te grupowe bodźce rozróżniać i lepiej je separować. Gęstość ich, włożona w obszar wielkiej i niespotykanie wysokiej areny działań miała swój inny – inaczej oddziałujący – klimat. Bardziej relacyjny, a mniej opisowy, w odniesieniu do pojedynczych faktów i bardziej sumaryczny, a mniej indywidualny. To mogło się podobać, to było zasadniczo inne. Trzeba jednakże odnotować, że wzmacniacz Octave V16 generował z tymi Crosszone wyraźnie bardziej transparentne medium i lepiej porządkował im scenę, tak więc wciąż pozostaje niepobity jako ich wzmacniaczowa referencja.

Pora na drugie danie główne, na głośnikowe odczepy. Z nimi zabawę zacząłem od AKG K1000 i tego nie pożałowałem. Jedyne, co mogło nieco rozczarować, to brak zapasu mocy. Wzmacniacz wyrobił się pod jej względem na styk, do mocowej porażki niewiele zabrakło. Trzeba było z potencjometrem pojechać hen za dwunastą, mimo iż Ayon sygnał miał ustawiony na „High”, dając o 3V więcej werwy niż przeciętny odtwarzacz. Ale porażki nie było, był całkowity sukces. Poczynając od tego, że zagrało to ciepło, spójnie i w stopniu najwyższym muzykalnie, co wcale w przypadku K1000 nie jest czymś oczywistym. Albowiem da się powiedzieć, a nawet powiedzieć trzeba, iż to są słuchawki obnażające, dokładnie obrazujące cechy podpinanego toru. Tak więc bez wahań napiszę, iż flagowy wzmacniacz Cayina jest ciepły (bez tego ciepła narzucania) i muzykalny wysoce, a także łączący najlepsze cechy push-pull i single-ended dużych triod. Wartki i dynamiczny z bardzo szybko zbierającym się dźwiękiem, a jednocześnie w wybrzmieniach i pogłosach wysmakowany i kolorystycznie bogaty. Operujący brzmieniem pełnym, czarującym i nastrojowym, uzupełniając to dodatkowo poprawiającym plastyczność światłem. Technicznie jest bez zarzutu i jak na lampy przystało budujący muzyczne klimaty. Zjawia się i szybki rozbieg, i piękna parabola lotu. Pospołu napierają szczegóły (i bardzo są wyraźne) i zjawia całościowy nastrój. Wraz z tym widowisko kompletne – jest porządek, jest tempo, jest akrobacja i jest malarskość. Słucha się w urzeczeniu, bo powiedzmy to bez ogródek – AKG K1000 dają techniczny kształt brzmienia oraz czucie muzyki na najwyższym z możliwych poziomie. Czystość medium, kubiczność form i kreowanie przestrzeni mają przy odpowiednim kablu i napędzaniu na tym samym  poziomie co Sennheiser Orpheus czy Sony MDR-R10. Momentalnie się daje usłyszeć, jak wyzwolone zostają soprany, jak prawdziwszą postać zyskują głosy i jak nabiera trzeciego wymiaru przestrzeń. I – co może jest najważniejsze – jak dźwięk każdy zyskuje złożoność.

Klasyczny zestaw – triody mocy 300B sterowane przez duo triody 6SN7.

Pisałem o tym nieraz, a teraz przypominam, ponieważ Cayin HA-300 był w stanie to pokazać. I to nie na zasadzie przebłysku, że jedne rzeczy ekstra, a w innym miejscu niedoróbki, tylko kompletnie, w każdym wymiarze, jako całe słuchanie muzyki. Rozsiadłem się więc wygodniej i szedłem przez repertuar z nie mąconą czymkolwiek satysfakcją, raz po raz machinalnie powtarzając: – No, to jest pierwszorzędny wzmak!” Wcale nie w jakimś mniejszym sensie, zrelatywizowanym do ceny albo jakości źródła. Grał Cayin popisowo w kryteriach absolutnych. Lecz by nie popaść w przesadę uzupełnijmy tę wizję o jakościowe aspekty w odniesieniu do słuchanego porównawczo toru referencyjnego. Z o wiele droższymi lampami, podziałem na dwuczęściowy przedwzmacniacz i osobną, zdecydowanie mocniejszą hybrydową końcówkę mocy, oraz w układzie OTL a nie push-pull single-ended via wyjściowy transformator. Nie ma sposobu ocenić, czy gdyby w miejsce Sophia Mesh Plate Globe włożyć w Cayina Takatsuki Electric (co pewnie wiązałoby się z koniecznym dopasowaniem biasu), albo bez tej konieczności użyć flagowych Sophia Electric 300B Royal Princess, na ile wówczas brzmienia by się zrównały. Z pewnością jednak zbliżyłyby się wyraźnie, natomiast z dobrymi ale nie referencyjnymi lampami 300B zjawiły się różnice. Przerobiony dogłębnie Twin-Head z przerobionym dogłębnie Croftem (jeden i drugi z lampami, że lepszych dla nich nie ma) zaznaczyli swoje przewagi zarówno w odniesieniu do mocy, jak i jakości głosu oraz trzeciego wymiaru. Muzyka popłynęła bardziej wartko, skala dynamiczna przyrosła, kubiczność form podobnie. Nieznacznie doszło też wypełnienia i wzmogły się  wrażenia lampowe. Muzyka zyskała na uwodzicielskości, magia stała się jeszcze większa. Każdy dźwięk bardziej był dopieszczany i jednocześnie sam bardziej pieścił. Lepiej się modelował sferycznie, układał w bardziej falującą całość, bardziej także zniewalającą głębią i klarownością faktur. Tyle, że to działo się już poza wyobraźnią; to znaczy Cayin grał tak dobrze, że podczas jego słuchania nie pojawiały się impresje o jeszcze lepszym brzmieniu. A jeśli już, to najwyżej jako przebłyski, a nie całościowy kontekst.

Jak napisałem poprzednio – grał w pełni zadowalająco w kryteriach absolutnych, mając jeszcze w zapasie któreś najlepsze 300B i próbę, czy nie lepsze od użytych w nim kopii 6SN7 WE będą Shuguang Treasure CV181-Z, które podczas testów Cary SED-300-SEI pobiły (i to wyraźnie) całą gamę najlepszych 6SN7 vintage. Ma zatem flagowy wzmacniacz Cayina otwartą drogę do progresu o czynnik dużej poprawy, a chociaż dość kosztowną, to w kontekście jego ceny rzędu nie więcej niż trzydziestu procent. Nic w takim razie zaporowego, rzecz jak najbardziej do łyknięcia. Lecz i bez tego, czyli jak go dają, przy dobrym źródle z AKG K1000 od tyłu lub Sennheiser HD 800 z przodu będzie grał popisowo – a już zwłaszcza jak tu, przy lepszych dla tych słuchawek kablach.

Na koniec przeszedłem na kolumny. Poczynając od nieco bardziej skutecznych monitorów Reference 3A, które okazały się przy swoich 93 dB skuteczności mieć odrobinę większy zapas mocy od AKG K1000 (z ich skutecznością 74 dB/mW i słuchaniem przy samym uchu). Zagrało bardzo przyjemnie i jak to się mawia „smacznie”, aczkolwiek nie bez pewnych niedociągnięć. Dźwięk się pokazał otwarty i jak najbardziej nośny, ale troszkę nosowy. Bardzo nieznacznie, lecz wyczuwalnie, przy bardziej badawczym słuchaniu. Nie było też zjawiskowej dynamiki ani błyskawicznego ataku; jednakże wszystko w tempie, żadnego ociągania. I przede wszystkim dobra muzykalność i dobra głębia sceny.

Rewelacyjne brzmienie z Sennheiser HD 800.

Cały teatr za linią głośników i z mocnym czuciem dali, a same dźwięki ciekawie poskładane z melodyjnej gładkości i chropawości tekstur. Do tego dobre wypełnienie, przyzwoitej jakości (bazujący głównie na przestrzenności) bas i całkiem zadowalająca dźwięczność z tym minimalnym dymkiem. Ładnie ukazana harmonia i przekonujące wokale, że w sumie nie jakiś wielki spektakl; ale niezgorszy, na dobrym audiofilskim poziomie.  I przede wszystkim poza nieznacznym deficytem mocy żadnych wad, same wspomniane zalety. Deficytem nie w sensie głośności – grać bardzo głośno było można – ale jako brakiem na cały wolumen dynamiki. Za to słabych jakościowo nagrań słuchało się z przyjemnością – system je jak najbardziej uzdatniał a nie degenerował – natomiast te dobre były świetne, nic z ich jakości nie znikało. Zero sztucznych podostrzeń, bardzo tylko nieznaczna kompensacja dynamik i dźwięczności, całkiem też zadowalająca otwartość. A przecież te kolumny nie były idealnie idealnie dobrane, przydałyby się czulsze. Z takimi zagrałoby pewnie na pełny wymiar, tak samo jak z AKG K1000. A dodatkowo lepiej przy jeszcze lepszych lampach.

Tak już całkiem na koniec wtaszczyłem na odsłuchowe pole czterodrożne Audioform Adventure 304 o efektywności jeszcze gorszej – zaledwie 91 dB. Przede wszystkim by sprawdzić, co dziać się będzie po przekroczeniu limitu. Lecz nic się nie podziało; kolumny grały tak samo sprawnie jak podstawkowe monitory po przestawieniu potencjometru zaledwie o jeden krok. Co chyba by wskazywało, że producent ich skuteczności nie doszacował, więc w sumie dobra wiadomość. Dźwięk się pokazał większy, odrobinę cieplejszy oraz wyraźnie głębszy i lepiej obrazujący. Bardziej obecny, bardziej sferyczny i bardziej dotykowy, jak również bardziej elastyczny i lepiej odróżniający składniki miękkie od twardych. Scena także się lepiej wypełniła i równie dobrze czuć było jej głębokość, co pod obecność medium o większej sile ciśnienia lepiej określało dystanse. Przyrosła też całościowa muzykalność: krawędzie lepiej się obrobiły, a linie melodyczne zafalowały piękniej. Ogólnie zatem wszystko lepsze i tylko bardzo cicho nagrane płyty (mam nieco takich) nie pozwalały się słuchać na wysokim poziomie głośności. Szkoda, no ale nie dla czterodrożnych kolumn z głośnikami o karbonowych membranach ten wzmacniacz pomyślano. Wyobrażam sobie, że z którymiś Avatar Audio, albo z kolumną tubową, dałby spektakl naprawdę nieprzeciętnej jakości, zwłaszcza że nie ma uwidoczniających się wad. Dźwięk w całość się pięknie składa i niczego się mu nie da zarzucić. Ma czar, ma dynamikę i ma wyraziste obrazowanie, a brzmienia i klimaty zostają lepiej oddane niż przez drogi tranzystor.

I jeszcze na koniec rzecz obiecana: obwód symetryczny vs niesymetryczny. Symetryczny grał głośniej i bardziej dynamicznie, a także z większym naciskiem na wyodrębnianie szczegółów. Niesymetryczny spokojniej i bardziej poetycko, z akcentem na refleksję i silną nastrojowość. Różnice stylistyczne nie były jednak wielkie; o wiele większe sie wydają podczas czytania opisu.

 

 

Podsumowanie

   Każdy chce się teraz popisać, mający coś wspólnego ze słuchawkami najbardziej. Małe audio robi furorę – słuchawki i monitory bliskiego pola biją rekordy popularności. Wraz z tą tendencją ich producentom nie brak środków na te popisy, a jak ukazał przykład firmy Beyerdynamic – całe dekady wzdragającej się przed produkcją drożyzny – w tego rodzaju skromności bez końca nie da się wytrwać. Prędzej czy później zjawia się myśl o prestiżu i trzeba szturmem brać jakościową szpicę. Producent niedrogich lampowych wzmacniaczy wszelkiego przeznaczenia, znany od dawna Cayin, też poczuł tego potrzebę i odpowiednią wenę twórczą, rzecz elegancko finalizując. Powstały w efekcie wzmacniacz słuchawkowy z dodatkową obsługą niezbyt wymagających głośników ma szereg niepoślednich zalet, wynikających w dużej części z realizacji obwodu push-pull ze zmostkowanym single-ended na znanych z pięknego brzmienia 300B. Na dodatek te lampy, podobnie jak pozostałe, są od razu w dobrym gatunku, nie trzeba zaraz pędzić po lepsze. Dzięki czemu już w stanie sprzedażowym zjawia się satysfakcja – brzmienie magiczne i upojne, a nie tylko poprawne. Co spełnia nawet z naddatkiem oczekiwania odnośnie wzmacniacza za ponad dwadzieścia tysięcy; nie sposób czuć się oszukanym. To samo dotyczy jakości wykonania i wszystkich użytych surowców, a przede wszystkim całościowego wyglądu oraz technicznych możliwości. Wzmacniacz prezentuje się pierwszorzędnie i nie tylko ma dobre lampy. Także oddzielne obwody symetryczny i niesymetryczny oraz osobno zasilane podobwody dla trzech zakresów impedancji słuchawek oraz czwarty dla kolumn. W efekcie jest całkowicie uniwersalny, włącznie z wysokiego poziomu obsługą AKG K1000 czy Abyss AB1266. Na dodatek bonusowo z dobrą obsługą mniej wymagających głośników – a takich wysoko skutecznych zapewne już świetną. Że wszystko na poziomie bardzo już bliskim urządzeń stanowiących top topów, oferowanych za ceny od dwóch do dziesięciu razy wyższe. Przy czym można zakładać, że dawszy temu HA-300 optymalne a nie jedynie dobre lampy (co kosztowało będzie między trzy a osiem tysięcy, zależnie od wyboru) ten poziom się całkowicie zrówna, ograniczając do samych różnic niuansowych. Wychodzi zatem na to, że w punkcie startowym optymalizacji Cayin wypadnie taniej od klasycznego Cary CAD-300-SEI, aczkolwiek zaledwie o trzy tysiące. To jednak dość aby mesh-owe średniej klasy 300B od Sophia Electric zastąpić rewelacyjnymi i na dodatek mocniejszymi od Emission Labs.

 

W punktach:

Zalety

  • Pełna obsługa wszystkich słuchawek za wyjątkiem dokanałowych, niezależnie od ich wymogów prądowych i impedancji.
  • Duży zapas mocy w odniesieniu do wszystkich poza AKG K1000 i podobnie nietypowych.
  • Stosownie do ceny high-endowy poziom jakości dźwięku.
  • Łączący dynamikę i szybkość obwodu push-pull z poetyką dużych triod single-ended.
  • W efekcie głębia i nasycenie.
  • Wyrazistość i detaliczność.
  • Piękne wybrzmienia i pogłosy.
  • Urokliwy światłocień.
  • Połączenie gładkiej melodyki z grasejacją i głębokimi tłoczeniami tekstur.
  • Trójwymiarowość sceny, postaci i samych brzmień.
  • W przypadku słuchawek mogących to oddać wyjątkowo dogłębna i sferycznie zobrazowana analiza harmoniczna.
  • Całkowita przejrzystość i bezpośredniość. (Za wyjątkiem przekraczających limit mocy kolumn.)
  • Dobrze zdany test mowy potocznej.
  • Odpowiednie falowanie w koloraturach.
  • Treściwy i przestrzenny bas.
  • Ogólna nastrojowość – bardziej w stylu single-ended niż push-pull.
  • Natychmiastowe wrażenie: „Gra świetnie!”
  • Ze słuchawkami AKG K1000 (kabel Entreq Atlantis z końcówkami na odczepy głośnikowe) spektakl brzmieniowy na miarę szczytowego high-endu.
  • Ale i z Sennheiser HD 800 (kabel symetryczny Tonalium) popis przestrzenności i analizy harmonicznej.
  • W sumie więc jeden ze szczytowych wzmacniaczy dla najbardziej popularnych słuchawek high-endowych.
  • Przyjazna postawa wobec gorszych jakościowo nagrań.
  • Zjawiskowa postać tych dobrych.
  • Piękny wygląd.
  • Kawał urządzenia. (Dwie części o łącznej wadze 29 kg.)
  • Dobrej jakości lampy na wyposażeniu.
  • Wysokiej jakości wszystkie surowce.
  • Wewnętrzne rozdzielenie obwodów.
  • W tym symetrycznego i niesymetrycznego oraz różnej impedancji słuchawek.
  • Krokowy potencjometr.
  • Pasujące wzorniczo do całości, przywołujące klimat retro wychyłowe mierniki wysterowania.
  • Dwa razy po osiem watów wysokojakościowej mocy na odczepach głośnikowych.
  • Montaż point-to-point okablowaniem z gatunkowej srebrzonej miedzi.
  • Znany producent.
  • Polska dystrybucja.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Lekki brum na wysoko skutecznych słuchawkach. (Mało przeszkadzający i zapewne do całkowitego wyeliminowania.)
  • Lampy mocy Sophia Electric 300B Mesh Plate Globe są gatunkowe, ale bez wysiłku można wskazać znacząco lepsze.
  • Słuchawki dynamiczne o wysokiej impedancji, bądź jakiekolwiek wysokiej klasy planarne, będą najwłaściwszym wyborem.
  • Wysoka cena ma w tym wypadku uzasadnienie, lecz nieuchronnie naraża na stawanie w szranki z potężną konkurencją.

 

Dane techniczne Cayin HA-300:

  • Lampy: 2 x 6SN7, 2 x 300B, 4 x 22DE4
  • Wymiary:  286 x 210 x 345 mm (wzmacniacz), 159 x 210 x 345 mm (zasilacz).
  • Waga:  19 kg (wzmacniacz); 10 kg (zasilacz).
  • Pobór mocy: 185 W.
  • Wejścia: 1 x XLR, 1 x RCA.
  • Obwód: Single-Ended Class A (kolumny i słuchawki).
  • Czułość wejściowa: 200 mV ~ 440 mV (słuchawki); 400 mV (kolumny)
  • Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 50 kHz wzmacniacz słuchawkowy; 10 Hz – 60 kHz wzmacniacz głośnikowy.
  • Wyjścia: 1 x 6.35 mm, 1 x 4-pin XLR, 1 x odczepy kolumnowe.
  • Moc wyjściowa w poszczególnych zakresach:
  • – na wyjściu słuchawkowym symetrycznym: 1800+1800 mW (L), 2200 + 2200 mW (M), 3700+3700 mW (H);
  • – na słuchawkowym niesymetrycznym: 1100+1100 mW (L), 2400 + 2400 mW (M), 5000 + 5000 mW (H)
  • – na kolumny: 2 x 8 W.
  • Zakresy impedancji:
  • – L: 8~64 Ω
  • – M: 62~250 Ω
  • – H: 251~600 Ω
  • – 4~8 Ω (kolumny)
  • S/N: 100 dB
  • THD: 1 % (1 kHz)
  • Cena: 21 500 PLN

 

System:

  • Źródło: Ayon CD-35 HF Edition.
  • Przedwzmacniacz: ASL Twin-Head Mark III.
  • Końcówka mocy: Croft Polestar1.
  • Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Cayin HA-300.
  • Słuchawki: AKG K1000 (kabel Entreq Atlantis), Crosszone CZ-1, Fostex T60 RP (kabel Tonalium), Fostex TH900 Mk2, MrSpeakers Ether Flow C (kabel Tonalium), Sennheiser HD 800 (kabel Tonalium).
  • Kolumny: Audioform Adventure 304, Reference 3A.
  • Interkonekty: Siltech Empress Crown RCA, Sulek Audio 6 x 9 RCA.
  • Kable głośnikowe: Sulek Audio 6 x 9.
  • Kable zasilające: Acrolink MEXCEL 7N-PC9700, Harmonix X-DC350M2R, Sulek Power.
  • Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS.
  • Stopki antywibracyjne: Acoustic Revive RIQ-5010, Avatar Audio Nr1, Solid Tech Discs of Silence, Symposium Acoustics Rollerblock Seris 2+.
  • Listwa: Power Base High End.
  • Kondycjoner masy: QAR-S15.
  • Podkładki pod kable: Acoustic Revive RCI-3H, Rogoz Audio 3T1/B.
Pokaż artykuł z podziałem na strony

12 komentarzy w “Recenzja: Cayin HA-300

  1. RH pisze:

    Panie Piotrze, nareszcie ta recenzja. Jak już kiedyś wspomniałem, miałem okazję słuchać tego wzmacniacza ze słuchawkami planarnymi i byłem zauroczony. Pańska recenzja potwierdza moje odczucia, są w punkt. Brzmienie orkiestry w tym zestawieniu do dzisiaj mam w głowie.
    Świetny sprzęt, a świnka powoli puchnie.
    Z pozdrowieniami.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Idzie Mikołaj i Święta, to może spuchnie prędziutko 🙂

  2. miroslaw frackowiak pisze:

    Widze ze moj Cary300 broni sie dzielnie,bo nie ma zadnych problemow np.z napedzeniem dowolnie moich K-1000 poza tym jest w jednej bryle i nie jest az tak ciezki, jak ten tu i inne…ma tez pilota co ulatwia zycie.
    Napedza kolumny wspaniale tak ze to dalej moj faworyt ,jako najlepsza integra na swiecie.
    Jakie jest twoje zdanie Piotrze odnosnie ostatnich lampowych wzm do sluchawek ,moze jakis raking,troche ostatnio przetestowales tych wzm…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ażeby stworzyć ranking, trzeba by móc wszystkie postawić obok siebie i tymi samymi interkonektami najwyższej klasy podłączyć do tego samego najwyższej klasy źródła, co jest oczywiście niewykonalne.Bez tego można jedynie pisać o tym, które są dobre i dlaczego, a inne nie tak dobre i z jakiego powodu. Poza tym jedne wzmacniacze są leprze dla takich słuchawek, inne dla owakich – ogólnie biorąc gmatwanina. Ale jest w tym wszystkim ważna rzecz pocieszająca – ogół współczesnych słuchawkowych wzmacniaczy prezentuje dobry poziom.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Jak anons dprzucę, że na zbliżającym się AVS ma być inny popisowy wzmacniacz – ALO Audio Studio Six – a także nowe słuchawki flagowe Fosteksa i MrSpeakers.

  4. zibi pisze:

    Panie Piotrze, w przeszlosci bardzo Pan chwalil w swojej recenzji Ayona HA-3, okreslajac go nawet wtedy mianem najlepszego wzmacniacza na polskim rynku. Zabraklo mi odniesienia do niego w tej recenzji, co tez w jakims sensie rozumiem, bo obu pewnie nie mial pan jednoczesnie na stanie. Natomiast kuluarowo chcialbym zapytac jak Pan ocenia Cayina wzgledem sporo jednak tanszego Ayona? Pomijam aspekt mozliwosci napedzenia kolumn przez Cayina bo ten sie dla mnie w jego przypadku nie liczy. Gdyby porownywac jakosc grania na wyjsciu sluchawkowym, ktory z tych wzmacniaczy zrobil na Panu wieksze wrazenie?
    Stoje przed zakupem w miare uniwersalnego lampowca, ktory jednak wiekszosc czasu bedzie gral na wiekszej klasy planarach. Mozliwosci odsluchu i bezposredniego porownania tych wzmacniaczy jest znikoma ze wzgledu na nielicznych dystrybutorow tego sprzetu.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Miałem jednego i drugiego równocześnie, ale bezpośrednie porównanie odniosłem do własnego wzmacniacza referencyjnego. Odnośnie relacji Cayin vs Ayon, to ten pierwszy generuje brzmienie nieco pełniejsze i o bogatszej kolorystyce, a drugi kładzie większy nacisk w przenikanie w głąb brzmienia. Przy też bardzo dobrej muzykalności jest bardziej analityczny; nie lepiej analizujący, tylko tę analizę bardziej widać. Do tego czy do tego proponowałbym włożyć lampy mocy Emission Labs, będzie z pewnością lepiej. Ale uwaga – Ayon po poprawieniu jest całkowicie cichy, Cayin niestety brumi. Da się to pewnie wyeliminować, jednak stan sklepowy jest taki.

      1. RH pisze:

        Panie Piotrze, chciałbym krótko skomentować kwestię brumienia – siedziałem przed tym wzmacniaczem przez kilka godzin, żonglowałem ustawieniami, jednak żadnego brumienia nie pamiętam. Aż się drapię w głowę sięgając w zakamarki pamięci, ale chyba bym zauważył…?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Bo to może być kwestia egzemplarza. W szczególności konkretnych lamp (niektóre same brumią), ale także sposobu poprowadzenia wewnątrz kabli i dostrojenia prądowego lamp mocy. U mnie brumił wyraźnie i nic na to nie poradzę. Wolałbym żeby nie, ale kłamał nie będę.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Jeszcze może uzupełnię, że na AKG K1000 i HiFiMAN HE-6 najmniejszego brumienia nie było, ale przy ich niskiej skuteczności to norma.

  5. Piotr pisze:

    Ciekawe jak wypadłyby HD800S skoro stare 800-tki tak dobrze sie zgrały.
    Piotrze, czy HD800 w opisanym zestawieniu nie były zbyt jasne co zawsze mnie w nich drażniło.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno nie były zbyt jasne, tylko proszę pamiętać, że testowane były z kablem Tonalium. Ale oryginalny też nie jest jasny. Odnośnie zaś poszczególnych modeli z serii osiemset, to osobiście wybieram przy dobrym torze najstarsze HD 800. I cieszę się, że właśnie nimi dysponuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy