Recenzja: Cayin HA-300

Odsłuch

I z estetycznym wysmakowaniem.

Właśnie z uwagi na to nie zrobiłem odsłuchu przy komputerze, od razu idąc na najgłębszą wodę, czyli do porównania z też dwuczęściowym i też lampowym ASL Twin-Head. Przy źródle też referencyjnym, jakie stanowił odtwarzacz Ayon CD-35 HF Edition, z uwagi na symetryczność recenzowanego spinany z nim kablem symetrycznym – i też referencyjnym, bo za taki uważam Tellurium Q Black Diamond. Ale dla porównania również niesymetrycznym Sulkiem RCA, i o tym porównaniu za chwilę, a ściślej przy słuchaniu kolumn.

I jedna jeszcze na początek uwaga, tym razem z gatunku mniej przyjemnych. Wzmacniacz nieznacznie brumi. Nie jest to uciążliwe, nie słychać w trakcie muzyki, ale bez tego brumu byłoby niewątpliwie milej. Tu wszakże pocieszenie – po kilku dniach stania pod prądem brum wyraźnie złagodniał, a niezależnie od tego pewny jestem, że dobry znawca elektronicznych tematów mógłby go całkowicie wyeliminować poprzez regulatory prądowe lamp mocy, które Twin-Head fabrycznie posiada, a Cayin niestety nie. I dość może będzie wstępów, przejdźmy do sedna sprawy.

Odsłuch powinien się odbyć wyłącznie w oparciu o słuchawki drogie, by nawiązywać do referencji wzmacniacza, jednakże zafiksowałem się w fascynacji dla Fostex T60RP, zwłaszcza odkąd mam dla nich kabel Tonalium. Też zresztą stosunkowo tani, kosztujący jak same słuchawki półtora tysiąca, a zatem połowę mniej niż standardowy Tonalium. I z tymi Fosteksami…

Co się od razu narzuciło, to piękne rozwarcie pasma. Słuchawki planarne mają tendencję do grania głównie środkiem (choć Abyss na przykład nie), a te Fosteksy właściwy swemu rodzajowi genotyp po antenatach wzięły i ze zwykłymi wzmacniaczami do takiego stopnia rozwarcie u nich nie dochodzi. Tu natomiast było czymś oczywistym, że idą przez pełne spektrum; nie tylko efektownie oddając średnicę i akcentując basy, ale także częstując obficie stroną sopranową. I na dodatek (jak całość zresztą) pięknie wydaną w trzech wymiarach, a także (co jest tych słuchawek asem atutowym) znakomicie spojoną z resztą. Bo właśnie koherencja jest cechą, która na wielu szczególne wywiera wrażenie i z jej właśnie powodu znajomy muzyk je nabył, pogardzając wszelką drożyzną.

Mógłbym się rozpisać na stron parę, deliberując o tego brzmienia niuansach, ale wystarczy jeśli powiem, że grało to popisowo pod każdym dosłownie względem. Dźwiękiem ciepłym i nasyconym, szczególnie koherentnym i jednocześnie wszystko – łącznie z nawałą detali – obejmującym. Perliste, strzeliste i trójwymiarowe (a tylko wówczas są piękne) soprany; mocny, także objętościowy i podkreślający się bas; a między nimi znakomicie oddane i też mocno się wybijające wokale, o budzącym uznanie wyważeniu tonalnym. Nie chude ani grube, tylko całe „jak trzeba”, że bez zarzutu w ogóle. Bardzo wobec tego przekonujące i całkiem bezpośrednie, że takich rzeczy chcesz słuchać co dnia i szukasz. Łączące gładkość melodyki z chropawością faktur i grasejacji, osadzone na spójnej scenie przy pełnej wizualizacji postaci, jak również z czuciem dotyku. Są to bowiem, pomimo niewysokiej ceny, słuchawki jak najbardziej high-endowe (z kablem Tonalium tym bardziej), a popisowy push-pull 2x single-ended od Cayina okazał się idealnym napędem. Push-pull i planary to zresztą z reguły dobry zestaw; i w ogóle wzmacniacze konstrukcji push-pull są dobre do słuchawek „trudnych”, czego duet Octave V16 z Crosszone CZ-1 dobitnym był przykładem.

 

 

 

 

O Crosszone w kontekście flagowego Cayina także zaraz coś opowiem, ale skoro jesteśmy już przy Fosteksach, to wpierw o relacjach planarnych Fostex T60RP z cztery przeszło razy droższymi flagowymi do niedawna Fostex TH900 Mk2. I znów, tak samo jak przy FEZZ Audio Omega Lupi, dało się odczuć pewien regres. Dźwięk się zjawił chłodniejszy i jednocześnie dalszy, o mniejszej także (choć nieznacznie) sile ataku. Ciemniejszy, oferujący mniejszą dozę światła, jak również mocniej rozstrzelony. Z wyraźnie większą alienacją basów i sopranów na skrajach, nie tak dobrze łączonych przez nie tak idealnie spasowaną z nimi i równie silnie się akcentującą średnicę. Niemniej – i mocno to wybijam – dźwięk ten był całościowo potężny i jak najbardziej spektakularny, wywierający wrażenie. Nie pozostawiający słuchającemu wątpliwości, że tor i zasilane nim słuchawki to ekstra liga światowa.

Trzeba przy tym zwrócić uwagę na mocniej akcentowaną przez TH900 akustykę wnętrz, aczkolwiek bez rewelacyjnych tego następstw. Pogłos, jak prawie zawsze u nich, dawał o sobie znać w sposób niepomijalny, jednakże nie dość pracował na rzecz całościowej poprawy, nie przywołując bycia w dobrze opisanym przez siebie wnętrzu. Słychać było echo – i tyle.

Oraz dbałością o każdy detal.

Zupełnie inaczej sprawa ta wyglądała w przypadku słuchawek dynamicznych o wysokiej impedancji. I znów w odniesieniu do wzmacniaczy push-pull nie jest to żadne novum; zarówno FEZZ, jak Octave, jak i oba Lebeny, wyraźnie lepiej się spisywały z wysoko impedancyjnymi Sennheiser HD 800 niż z porównywalnymi cenowo dynamikami o niskiej impedancji. Odłóżmy jednak porównania, sięgnijmy po istotę. W przypadku flagowych Sennheiserów mocniej jeszcze wybijająca się akustyka dawała jednoznaczny pozytyw, tak samo jak przy Omega Lupi oferując dodatkowy efekt plasowania się trójwymiarowego dźwięku w trójwymiarowych wnętrzach. A przy tym gało to pełną parą, że nie zawaham się napisać, iż staje flagowy Cayin w szeregu najlepszych dla tych słuchawek wzmacniaczy. Odczucia z nimi nie okazały się wprawdzie aż na miarę słuchanych chwilę później z odczepów głośnikowych AKG K1000, niemniej był to najgrubszego kalibru słuchawkowy popis.

Pierwsza rzecz – całkowita otwartość. Żywe, ciśnieniowe, namacalnie obecne, ale o całkowitej czystości medium. Najmniejszej bariery pomiędzy dźwiękami a słuchaczem; zerwane wszystkie zasłony, najcieńszej nawet woalki. I pośród tego rzecz druga – oprawa akustyczna jako trójwymiarowa forma zewnętrzna tworząca realistyczną scenerię trójwymiarowym samym dźwiękom. Wyjątkowo dobrze przestrzennie zrobionym i w wyjątkową przestrzeń wkładanym, że naprawdę jak rzadko kiedy realistyczny obraz brzmień i scenografii na słuchawkach. Jeszcze dodatkowo uplastyczniany przez efektowny światłocień, pojawiający się w atmosferze dość mrocznej, podbijającej klimat. A wewnątrz tego klimatu nie tylko silna gra emocji, ale też zjawiskowa dźwięczność i niecodziennie złożony spektakl harmoniczny. Fortepian stawał jak żywy, z wszystkimi składnikami życia. Trójwymiarowością i bogactwem harmonik, blaskiem i niecodzienną dźwięcznością, a także siłą wyrazową potęgi dźwięku o wiele większą niż zwykle. Potężny się jawił i napierający, do bólu niemalże realny; przywołując efekty znane z odsłuchów kolumnowych a nie słuchawkowych.

Fakt, że referencyjne źródło wnosiło od siebie wiele, ale takiego fortepianu z HD 800 (pomijając tor własny) dawno już nie słyszałem. Więc stuprocentowa satysfakcja, zwłaszcza że dźwięk głęboki i nośny, a wyjątkowo staranne obrazowanie harmoniczne prowadzone przy pełnej muzykalności. Do tego brzmieniowy układ czerpiący z najlepszych wzorców od lamp i tranzystorów. Tranzystorowa szybkość i dynamika zmieszane z lampową poezją i czarem. Tak właśnie dziać się powinno, to są teoretyczne zalety układu lampowego push-pull zmostkowanego z single-ended, za co Cayin się ostro zabrał i popisowo zrealizował. Nie szczędząc przy tym sił i środków i nie oszczędzając na lampach. Pewnie, że 300B da się wyszukać niejedne lepsze, ale Sophia Electric Mesh Plate Globe to już porządne lampy. Tworzące mocny klimat, nie tylko poprawne granie. Głębokie barwy przy nastrojowym oświetleniu i zasadniczo podnoszący odbiór efekt plastyczno-holograficzny. A tego właśnie trzeba obwodowi push-pull, aby nie popadł w tranzystorowy pośpiech. Żeby nie było tylko „tempo, tempo”, ale też odpowiednio muzyczna atmosfera, przywołująca brzmieniową niezwykłość. A w przeciwieństwie do flagowyych Focal Utopii, albo flagowych HiFiMAN Susvara, flagowe Sennheiser HD 800 tego klimatu nie przywołują same w sensie muzykalności czy magiczności. Same dać mogą wielką scenę, holografię, pogłosy opisujące wnętrza i harmoniczną złożoność, natomiast klimatyczność na pewno budował tutaj wzmacniacz. I wobec tego oklaski.

Kabel łączący obie części swoistym popisem siły, choć Gargantua i tak grubsza.

Z pasujących słuchawek dynamicznych o dużej impedancji przeszedłem do pasujących bez względu na impedancję słuchawek ortodynamicznych (planarnych). MrSpeakers Ether Flow C, bo o nich teraz mowa, zagrały super muzykalnie, a w dodatku świetliście, przejrzyście i treściwie, ale pod względem opisu harmonii i budowania sceny słabiej. Bardziej zwyczajnie i kameralnie, choć niewątpliwie z klasą. Bardziej w stylu odpowiednim dla muzyki pop albo jazzu, a mniej uniwersalnie. To znaczy pewnie – każda muzyka – ale ta większa, poczynając już od fortepianu solo, na Sennheiserach wypadła okazalej. Zwłaszcza że wolumen dynamiczny także był u nich lepszy, a nie sama sceneria i rozpiska harmonik.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Cayin HA-300

  1. RH pisze:

    Panie Piotrze, nareszcie ta recenzja. Jak już kiedyś wspomniałem, miałem okazję słuchać tego wzmacniacza ze słuchawkami planarnymi i byłem zauroczony. Pańska recenzja potwierdza moje odczucia, są w punkt. Brzmienie orkiestry w tym zestawieniu do dzisiaj mam w głowie.
    Świetny sprzęt, a świnka powoli puchnie.
    Z pozdrowieniami.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Idzie Mikołaj i Święta, to może spuchnie prędziutko 🙂

  2. miroslaw frackowiak pisze:

    Widze ze moj Cary300 broni sie dzielnie,bo nie ma zadnych problemow np.z napedzeniem dowolnie moich K-1000 poza tym jest w jednej bryle i nie jest az tak ciezki, jak ten tu i inne…ma tez pilota co ulatwia zycie.
    Napedza kolumny wspaniale tak ze to dalej moj faworyt ,jako najlepsza integra na swiecie.
    Jakie jest twoje zdanie Piotrze odnosnie ostatnich lampowych wzm do sluchawek ,moze jakis raking,troche ostatnio przetestowales tych wzm…

    1. Piotr Ryka pisze:

      Ażeby stworzyć ranking, trzeba by móc wszystkie postawić obok siebie i tymi samymi interkonektami najwyższej klasy podłączyć do tego samego najwyższej klasy źródła, co jest oczywiście niewykonalne.Bez tego można jedynie pisać o tym, które są dobre i dlaczego, a inne nie tak dobre i z jakiego powodu. Poza tym jedne wzmacniacze są leprze dla takich słuchawek, inne dla owakich – ogólnie biorąc gmatwanina. Ale jest w tym wszystkim ważna rzecz pocieszająca – ogół współczesnych słuchawkowych wzmacniaczy prezentuje dobry poziom.

  3. Piotr Ryka pisze:

    Jak anons dprzucę, że na zbliżającym się AVS ma być inny popisowy wzmacniacz – ALO Audio Studio Six – a także nowe słuchawki flagowe Fosteksa i MrSpeakers.

  4. zibi pisze:

    Panie Piotrze, w przeszlosci bardzo Pan chwalil w swojej recenzji Ayona HA-3, okreslajac go nawet wtedy mianem najlepszego wzmacniacza na polskim rynku. Zabraklo mi odniesienia do niego w tej recenzji, co tez w jakims sensie rozumiem, bo obu pewnie nie mial pan jednoczesnie na stanie. Natomiast kuluarowo chcialbym zapytac jak Pan ocenia Cayina wzgledem sporo jednak tanszego Ayona? Pomijam aspekt mozliwosci napedzenia kolumn przez Cayina bo ten sie dla mnie w jego przypadku nie liczy. Gdyby porownywac jakosc grania na wyjsciu sluchawkowym, ktory z tych wzmacniaczy zrobil na Panu wieksze wrazenie?
    Stoje przed zakupem w miare uniwersalnego lampowca, ktory jednak wiekszosc czasu bedzie gral na wiekszej klasy planarach. Mozliwosci odsluchu i bezposredniego porownania tych wzmacniaczy jest znikoma ze wzgledu na nielicznych dystrybutorow tego sprzetu.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Miałem jednego i drugiego równocześnie, ale bezpośrednie porównanie odniosłem do własnego wzmacniacza referencyjnego. Odnośnie relacji Cayin vs Ayon, to ten pierwszy generuje brzmienie nieco pełniejsze i o bogatszej kolorystyce, a drugi kładzie większy nacisk w przenikanie w głąb brzmienia. Przy też bardzo dobrej muzykalności jest bardziej analityczny; nie lepiej analizujący, tylko tę analizę bardziej widać. Do tego czy do tego proponowałbym włożyć lampy mocy Emission Labs, będzie z pewnością lepiej. Ale uwaga – Ayon po poprawieniu jest całkowicie cichy, Cayin niestety brumi. Da się to pewnie wyeliminować, jednak stan sklepowy jest taki.

      1. RH pisze:

        Panie Piotrze, chciałbym krótko skomentować kwestię brumienia – siedziałem przed tym wzmacniaczem przez kilka godzin, żonglowałem ustawieniami, jednak żadnego brumienia nie pamiętam. Aż się drapię w głowę sięgając w zakamarki pamięci, ale chyba bym zauważył…?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Bo to może być kwestia egzemplarza. W szczególności konkretnych lamp (niektóre same brumią), ale także sposobu poprowadzenia wewnątrz kabli i dostrojenia prądowego lamp mocy. U mnie brumił wyraźnie i nic na to nie poradzę. Wolałbym żeby nie, ale kłamał nie będę.

          1. Piotr Ryka pisze:

            Jeszcze może uzupełnię, że na AKG K1000 i HiFiMAN HE-6 najmniejszego brumienia nie było, ale przy ich niskiej skuteczności to norma.

  5. Piotr pisze:

    Ciekawe jak wypadłyby HD800S skoro stare 800-tki tak dobrze sie zgrały.
    Piotrze, czy HD800 w opisanym zestawieniu nie były zbyt jasne co zawsze mnie w nich drażniło.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Na pewno nie były zbyt jasne, tylko proszę pamiętać, że testowane były z kablem Tonalium. Ale oryginalny też nie jest jasny. Odnośnie zaś poszczególnych modeli z serii osiemset, to osobiście wybieram przy dobrym torze najstarsze HD 800. I cieszę się, że właśnie nimi dysponuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy