Podsumowanie
Nieuczciwością byłoby przemilczenie faktu, że na tej samej półce cenowej SAEQ PDA-1b wywarł korzystniejsze wrażenie. Pewnie dlatego, że jego brzmienie podobniejsze było do lampowego, a nie wchodzące głąbiej w możliwości tranzystorowe. To znaczy: tak, ono u SAEQ też doskonali dźwięk brany z tranzystorów, ale właśnie na podobieństwo lamp, stanowiąc dla nich konkurencję. Burson nie do końca zmierza w tę stronę, choć jego brzmienie to też popis głębi dźwięku i nasycania. Ale zarazem większy nacisk na wyraźność i wyłapanie szczegółów, mniejszy na melodykę i w jej ramach gładkość powierzchni. Bo owszem, lubię chropawienie, nawet się go domagam, ale pod postacią chrypek, grasejacji czy innych szorstkości, ale tych branych z życia, a nie elektrycznego pulsu tekstur powstającego po stronie nagrań. I, jak już mówiłem, nie umiem rozstrzygnąć, czy Burson jest aż tak dokładny, że widzi nagraniowe wady tam, gdzie ich inni nie widzą, czy sam te wady stwarza. Ale dla słuchającego bez znaczenia, on chce maksimum przyjemności. Lecz znowuż – z powodu czego robi się komuś przyjemnie? Dla lubiącego styl lampowy, przyjemność będzie czerpana z analogowości najbliższej życia, ale dla lubiącego analizy może być jej wyzwalaczem maksymalizm analityczny. – A co komu z tego bliższe, co mu najbardziej leży, to już nie moja rola wiedzieć, każdy to ma dla siebie. Słuchawkowce SAEQ i AUDMA, podobnie jak do obsługi kolumn przeznaczona Aura VA-40 Rebirth, są przykładami tranzystorów grających tak jak lampy. Burson Soloist Voyager nie podąża ich ścieżką, choć do pewnego momentu tak. Też idzie w pogłębianie zarówno barw jak brzmienia, też kładzie czarne tła, też wszystko dzieje się u niego w medium o krystalicznej czystości z wirującym planktonem. Wcale nie jest chłodniejszy ani mniej wypełniony, ani też mniej potężny. Ale gdy tamte dążą do gładzi i poprzez nią szlachetności tworzywa, on wybiera, trudno powiedzieć czy elektryczne, ale z pewnością elektryzujące wibrowanie tekstur, co może być drażniące, a może zadowalające, zależy od słuchającego. Jedne słuchawki to wibrowanie rozpoznają wyraźniej, inne mniej; u Ultrasone i ArcTec/Berlin (niech będzie przed ich recenzją) przy Phasemation nie było go wcale. Co mnie samemu akurat najbardziej odpowiadało, ale ktoś może widzieć to inaczej. Jest więc alternatywa – Burson Soloist Voyager to inny stylistycznie wzmacniacz, różny pod ważnym względem. Zachodzi przy tym analogia do różnic (weźmy najbliższy przykład) pomiędzy dopiero co zrecenzowanymi słuchawkami FiiO FT7 a wieloma innymi, choćby też niedawnymi opisowo NUR Harmonia. Mikronowej cienkości membrana FiiO, pracując bez komory akustycznej, którą zastępuje jej ucho, generuje podobną wibrację jak Burson, podczas kiedy u NUR, z ich dużą, w uniwersyteckim laboratorium na wydziale akustyki zaprojektowaną komorą rezonansu, dzieje się dokładnie na odwrót – wszystko zostaje wygładzone.
– I jedni wolą NUR, a inni FiiO.
W punktach
Zalety
- Szczytowej klasy słuchawkowy wzmacniacz tranzystorowy tańszy od elitarnej konkurencji.
- Dysponujący wieloma cechami zbieżnymi z lampowym wzorem dźwięku:
- Głębią
- Nasyceniem
- Bogactwem kolorytu
- Biologicznością postaci
- Ogólną siłą życia i siłą wżywania
- Naturalnością atmosfery
- W tym prawidłową (nigdy chłodną) temperaturą i dobrze uchwyconą tonalnością
- Czerpiący jednocześnie z tranzystorowych wzorów:
- Znakomitości dynamicznej
- Szybkości (w tym nie przeciągania fraz)
- Dokładności
- Ostrości konturów
- Całkowitej transparentności medium
- Wysokich ciśnień akustycznych
- Neutralności nastrojowej, gotowej oddać każde emocje
- Własnego nie przegrzewania atmosfery
- Głębi analitycznej
- Brzmieniowej ekscytacji i brzmieniowego fermentu na bazie tych analiz
- A zatem ekscytacji analitycznej (o ile ktoś jej chce)
- Class A
- Dual-mono
- Łącza XLR i RCA
- W akcji własnego autorstwa najwyższej klasy jakościowej nowe wzmacniacze operacyjne.
- Brak kondensatorów i transformatorów w ścieżce sygnału.
- Wyosobniona sekcja zasilania.
- Bardzo duża i trzystopniowo skalowana siła wzmocnienia pozwala ponieść każde słuchawki.
- Wyjątkowa precyzja elektronicznego potencjometru.
- Trzyzakresowy Crossfeed (krosowanie kanałów) nie pociąga za sobą spadku ostrości, a przecież zwykle tak się dzieje.
- Praktyczny i elegancki pilot.
- Można przyciemnić wyświetlacz.
- Efektowne i zgrane stylistycznie obudowy wzmacniacza i zasilacza.
- Do dokupienia fabryczny stelaż, równie świetnie skomponowany.
- Relatywnie szybkie osiąganie pełnej sprawności brzmieniowej.
- Znany na całym świecie australijski producent o znaczącym dorobku.
- Sprawdzona polska dystrybucja.
Wady i zastrzeżenia
- Częstokroć nie występuje gładkość tekstur znana z innych urządzeń, wyczuwa się ich wibrowanie.
- W związku z czym to raczej wzmacniacz dla lubiących tranzystorowe.
- Sekcja wzmocnienia osiąga podczas pracy wysoką temperaturę.
- Częste narzekania na to, że kabel zasilania ma gniazdo z przodu zasilacza. (Mnie to nie przeszkadzało.)
- Nie można całkiem zgasić wyświetlacza. (To owszem.)
Dane techniczne:
- Wymiary: 265 x 270 x 85 mm
- Ciężar: 7,0 kg sekcja wzmacniacza; 3,5 kg zasilacza
- Wejścia: 2 x XLR (2 x 3-pin), 2 x RCA, mic bypass
- Wyjścia słuchawkowe: 4-pin XLR (balanced), 6,35 mm (single-ended)
- Wyjścia: 1 x XLR (preamp), 1 x RCA (preamp), 1 x RCA (subwoofer)
- Pasmo przenoszenia: 0 – 48 kHz +/- 1 dB
- THD: poniżej 0,0015%
- Impedancja wejściowa: 32 kΩ
- Impedancja wyjściowa (wzmacniacz): 0,5 Ω
- Impedancja wyjściowa (preamp): 25 Ω
- OPAMP-y: V6 Vivid (Standard) lub V7 Vivid (Deluxe i Max)
- Zasilacz: 24 V/5 A (Standard) lub Super Charger 5A (Deluxe) i 15A (Max).
- Charakterystyka wyjść XLR/SE:
- (impedancja – moc XLR/SE – stosunek sygnału do szumu – separacja)
- 16 Ω – 10 W/5 W – 116 dB – 99%
- 32 Ω – 8 W/4 W – 111 dB – 99%
- 100 Ω – 3,8 W/1,9 W – 110 dB – 99%
- 150 Ω – 1,3 W/650 mW – 110 dB – 99%
- 300 Ω – 640 mW/320 mW – 109 dB – 99,5%
Cena: 23,5 tys. PLN (wersja Max); 20,5 tys. (wersja Deluxe); 17 tys. (wersja Standard)








