Recenzja: Burson Soloist Voyager 

Brzmienie cd.

Dan Clark Audio STEALTH

    Czy faktycznie tak dobrze flagowy Burson radzi sobie ze słuchawkami o najwyższych potrzebach prądowych, to miało się okazać dopiero przy STEALTH, które chcą wyjątkowo dużo. Oprócz tego odznaczają się rzadką cechą, właściwą elitarnym – obca im powściągliwość sopranów. Dopiero one, albo AKG K1000, Stax SR-009 też Audio-Technica ATH-L5000 uświadamiają do jakiego stopnia górny zakres u większości słuchawek dostajemy stłumiony. Co zarazem oznacza, że nie tylko moc współpracującego wzmacniacza powinna być dla STEALTH wyjątkowa, ale także kultura. Do czego też dociąga chwila przyzwyczajenia – przechodząc ze zwyklejszych zjawia się sopranowy szok. Ale jak wartościowy! Siedząc obok orkiestry jazzowej też zostaniemy na wylot sopranami przeszyci – sam tego nie wytrzymywałem, wychodziłem z klubów jazzowych. Tej miary sopranowy ostrzał i z Bursonem się zjawił, a na niemałą ozdobę imponująco prezentował na wyjątkowo głębokiej, holograficznie formowanej scenie. Jednocześnie z mocniejszym niż u pozostałych kontrastem sopranowej jasności na czarnym podkładzie basu i przy średnicy więcej niż zazwyczaj sopranem obfitej i wraz z tym ofensywnej – wyższej tonalnie, jaskrawszej i maksymalnie realistycznej, pozbawionej zabiegów z łagodzącymi obłościami, obniżeniami, ocieplaniem, słodzeniem. Granie dożylne przez grubą igłę, piki sopranów realistycznie ostre, obecność w koncertowych salach realniejsza niż wcześniej i zarazem od słuchającego więcej wymagająca, bo relaks w żadnym razie. Ażeby było osobliwiej, brzmienie łagodniało wraz z wyłączeniem procesora K2 (który ma z założenia analogowość prawdziwościowo poprawiać), cofając się w głąb sceny i tonując sopranową furię wyczuwalnym, w tym wypadku kojącym pogłosem. Dobrze więc, znowu dobrze, że działo się w ten sposób, bo każdy przetwornik oprócz tego takiego układu nie ma. 

    W odróżnieniu od Ultrasone, a podobieństwie do pozostałych, powróciła chropawość tekstur i lekka do średniej chrapliwość głosów. Z tej okazji wkroczyło coś, co ten Burson ma za pazuchą, mianowicie krosowanie kanałów. W odróżnieniu od lwiej części urządzeń tym dysponujących, u Bursona wraz z aktywacją nie pojawia się przykre, mnie przynajmniej drażniące rozmywanie konturów – obraz wciąż pozostaje ostry, natomiast trochę się ociepla i sopranowo łagodnieje, co na sopranowe szaleństwa STEALTH bardzo dobrze działało, z krosowaniem słuchało się milej. Słuchało w ustawieniu CROSSFEED HIGH, przy czym stopniowość wyczuwalna, ale różnice między stopniami śladowe, a ustawienie w badanym przypadku najwyższe najkorzystniejsze. (Oczywiście z punktu widzenia moich potrzeb, gdyby komuś się zapomniało, że recenzja to rzecz subiektywna.) Ale i tu było względnie, bo wokale, zwłaszcza kobiece, przy krosowaniu wypadały lepiej, ale już Scherzo No.2 Chopina w wykonaniu jakże niesłusznie zapomnianego Xavera Scharwenki ⌈5⌉ wolałem bez krosowania i wciąż bez K2. 

  Ogólnie zaś współpraca STEALTH z Bursonem trudna, ale owocna. Owocna zwłaszcza dla tych, którzy chcą właśnie tych sopranów – takich prawdziwych, bez złagodzeń.

HiFiMAN Susvara Unveiled

    Sopranową fosforyzację flagowe HiFiMAN podały pod postacią łagodniejszego światła. ⌈6⌉ Zarówno dzięki bogatszej aranżacji scenicznej (lepsze pomiary odległości i więcej relacji międzydźwiękowych), jak i śladowemu przyrostowi ciepła, a przede wszystkim obniżeniu tonacji. Popisowe soprany starowały u nich z niższego pułapu, wolniej nabierając smukłości, a fisz nie był aż tak srebrny i tak przeszywający. Ale i tu wyłączanie K2 owocowało łagodzącą oprawą pogłosu i widzeniem z większego dystansu, prokurując mniejszą dosadność. Pasowanie ogólne nie było aż tak dobre jak z Ultrasonami – towarzyszyła pewna chropawość i nie taka aż głębia – w zamian, na pocieszenie, ślad słodyczy i ocieplenia. Wyraźność maksymalna, medium o całkowitej czystości, opowiadanie staranne, skanowanie tekstur mikroskopowe. Podobno wzmacniacz Bursona najlepiej współpracuje z Audeze, w co chętnie gotowym wierzyć; w wyobraźni jawi się jako komplementarna synergia. Ale że sam za Audeze nie przepadam (lubię, doceniam, nie przepadam), nie posiadam tych słuchawek w kolekcji, sprawdzenie było niemożliwe.  

    Zapadłem w słuchanie, i jak to często bywa, podniesienie głośności okazało się dobrym sposobem na pozbycie krytycznych uwag. Soprany ożyły i pojaśniały, bezpośredniość średnicy wzrosła, podstawa basowa spotężniała. Mocniejsza niewątpliwie niż u STEALTH i równie niewątpliwie skromniejsza niż przy Ultrasonach, ale jej siła atrakcji to w przypadku STEALTH naturalność membran i talerzy oraz zjawiskowa rozdzielczość, czego w takich jakościach nawet Ultrasone nie dały. Unveiled też nie ukazały tak agresywnie prawdziwych sopranów, co nadrabiały lepszą wizją – kubatury bębnów i rozstaw instrumentów plus widok pomieszczenia były u nich na wyższym poziomie. Także same membrany tylko o włos mniej prawdziwe, a momentami wcale. Tak naprawdę jedynie werbel odrobinę prawdziwością odstawał, reszta 1:1. 

      Na pozostałym obszarze opisu to, co zawsze u tych Unveiled – piękna paleta kolorów, bezpośredniość zupełna i rewelacyjnej jakości „obroty sfer muzycznych”. Odrobinę mniej głębi niż przy najlepszy wzmacniaczach lampowych i nie aż tyle aromatu czy miąższości, ale całościowe obrazowanie w porządku, bardzo nawet. Niemniej to Ultrasone pasowały najlepiej, to ich słuchało się w największym skupieniu i spełnieniu.

Przy odtwarzaczu 

   Ten etap to już inna rola opisowa, tak naprawdę porównanie do lamp. Czyli do Antique Sound Lab Twin-Head ⌈8⌉, z którego pozostała obudowa, w niej doskonalsze od oryginalnych transformatory i potencjometry (dwa krokowe DACT), dołożone kondensatory bocznikujące, a wyjściowe tak duże, że w tubusach poza nią. Od góry powtykanych dziesięć lamp NOS, samych najlepszych gatunkowo i rocznikowo. ⌈9⌉ – Nie piszę tego dla chwalenia „czegoż to pan recenzent nie ma”, tylko wyskalowania porównywanych obiektów. Pan recenzent tego wzmacniacza poza porównaniami nie używa, muzyki ma po dziurki w nosie od słuchania recenzowanych. Ale kiedy już porównuje, to zwykle przykro mu się robi, że nie swojego słucha, musi te dostarczone drugie. A jak było tym razem? Za pośrednictwem wziętych do pomocy Unveiled, STEALTH i Ultrasone, też jeszcze nie zrecenzowanych ArcTec/Berlin AB 92, przez kilka godzin porównywałem, sięgając po płyty zawierające wyselekcjonowane utwory. Słuchałem opisywanego Bursona zarówno w konfiguracji interkonektu XLR (Tellurium Q Black Diamond), jak i łączenia RCA (Sulek RED), w pierwszym przypadku mając możność porównań natychmiastowych, via przepięcie słuchawek w trakcie grania. Wnioski? Tym razem (bywa inaczej) niczego nowego nie doświadczyłem – owszem, brzmienie jeszcze się pogłębiło, czernie stały jeszcze czarniejsze a wyraźność przyrosła, ale styl formowania dźwięku ani trochę nie uległ zmianie – ani emocje inne, ani gładsze faktury. Nawet, powiedziałbym – przeciwnie – teraz też i u Ultrasone na tle wzmacniacza wzorcowego pojawiło się minimalne drżenie powierzchni, u pozostałych, za wyjątkiem ArcTec/Berlin, silniejsze. Czy on jest za dokładny, ten Solis Voyager Max, czy to jego niedoskonałość? – tego nie umiem rozstrzygnąć. Nie ulegało natomiast kwestii, że lampy ASL są zwinniejsze i bardzie gibkie na liniach melodycznych, ich ruch muzyczny płynniejszy. Ale żeby ktoś zaraz nie pomyślał, że to było znaczące. Tego było na koniec noża, garstka by się nie uzbierała. Zależy więc od wrażliwości słuchającego oraz dostępu do porównań. Bo jak dla kogoś końcem skali są chińskie kombajniki za dwa tysiące złotych ze słuchawkami za podobnie, to Burson takie grąży gęstszym i szczegółowszym, też bardziej wyrafinowanym dźwiękiem.

   I tak, owszem – te za dwa, za cztery mogą gładziej – z reguły gładko grają, ale sama gładkość to jedno, a siła życiowa drugie. Wysycenie muzyki barwą, nastrojem, niuansowością i nade wszystko stopniem wżycia, to są aspekty decydujące, które na tle takich tańszych tylko Burson posiada w zakresie high-end skali. (Na obronę kombajnów dodam, że FiiO K19 bardzo dobrze się bronił, a AUDMA to coś bajecznego i innowacyjność w rozkwicie, ale po drogich pieniądzach.)

 

[6] Niektóry dawniej sławni popadają w niepamięć, gdy inni w sławie trwają. A jeszcze inni, kiedyś niechciani, cieszą się wymuszaną sławą. (Przykład wiodący – Gustaw Mahler.)

[7] Z wiekiem, w miarę dalszego wygrzania, upodobniają się do pierwszych Susvar, co mi się nie podoba.

⌈8⌉ Nieprodukowanego od dawna, już nawet marka nie istnieje.

⌈9⌉ Nieprawda, w sekcji zasilania zamiast oryginalnych 350B Western Electric (straszna spiekota finansowa) podróbki Valve Art. Audio.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy