Recenzja: Avatar Audio HOLOPHONY Nr3

   Recenzje mają różną genezę: Czasami coś staje się gwiazdą, albo jeszcze przed debiutem na nią się zapowiada – i nie ma zmiłuj, trzeba opisać. Czasami czytelnicy proszą, czasami dystrybutorzy, czasami sam recenzent ma chrapkę. Od czasu do czasu zdarza się też antagonizm opinii i trzeba go rozstrzygać, albo pojawia recenzja podejrzanie entuzjastyczna bądź podejrzanie krytyczna i rzecz należy zweryfikować. Nierzadko też dwa lub więcej czynników występuje łącznie, czasami nawet wszystkie. Różnie to zatem bywa, a ta recenzja genezę miała króciutką: Zadzwonił telefon, padło pytanie, padła odpowiedź – i sprawa uzgodniona. Albowiem Avatar Audio to w mej ocenie firma niezwykła; jak prawie żadna inna walcząca o jakość dźwięku a nie rynek. Firma z pasją budząca szacunek dla uporu, zaangażowania i przede wszystkim osiągnięć. Bo nie bijąca głową w mur błędnym mniemaniem o własnej szczególności, tylko rezultatami potrafiąca zdumiewać. Ale znaczona też piętnem melancholii, bo pan Cezariusz Andrejczuk – twórca i animator – mówi o sobie ze smutkiem, że urodził się albo trzydzieści lat za późno, albo trzydzieści za wcześnie. Tak czy owak w złych czasach. Bo teraz capes-łapes i wszystko prędko-prędko, przeważnie byle jak. Byle zarobić po stronie producentów i byle kupić kupujących, co w marketingu ma korzenie i w marketingu owoce. Narzucić styl, wykreować modę, za grosze zrobić, z zyskiem sprzedać – i jakoś biznes się kręci, dopóki może…

A Avatar Audio by chciało inaczej: siąść na koncercie, posłuchać, a potem w domu, na bazie posiadanych nagrań, mieć niemalże to samo. I bez potrzeby wydawania wielkich sum, niemniej pewne koszty pod dyktando pewnych założeń pozostają nieuniknione. Nie da się odwzorować prawdziwego brzmienia na bazie zupełnej taniości – w przypadku głośnikowych kolumn na bazie tanich głośników i prostych pudeł ze sklejki. Zarazem sytuacja jest nieco inna niż w przypadku wychodzącego pięćdziesiąt lat wcześniej z analogicznych założeń Josepha Grado – samych głośników nie trzeba już od zera konstruować, wystarczy sięgać po dawne. Bo dawniej mniej prędko i mniej chciwie było, za to bardziej uważnie. Bardziej zwracano uwagę na jakość, mniej na marketing i księgowość. W efekcie super czułe membrany z celulozy i wyrafinowane tory lampowe, a nie membrany ceramiczne czy z karbonowych spieków, gnane kilowatami z tranzystora. A jeszcze chętniej się teraz sięga po słuchawki bezprzewodowe, niebieskim ząbkiem czeszące kieszonkowego DAP-a. I brzmi to nawet nieźle, ale prawdziwego koncertu na pewno z tego nie będzie. A bardziej ogólnie rzecz ujmując muzyka przede wszystkim jako erzac przebywania we własnym świecie u ludzi wtrąconych do wynajętych klitek i pracujących w korpo. Więc nie coś odświętnego, swoista msza estetyczno-emocjonalno-myślowa, tylko rodzaj ścianki działowej separującej od zgiełku. Takich dożyliśmy czasów i chwalą to jako postęp, co ma wprawdzie zaplecze w postaci kostek mydła na głowę i skuteczności procedur medycznych, ale już niekoniecznie niezależności myślenia i estetycznej refleksji.

Tośmy sobie ponarzekali na jak zawsze nie takie czasy i tylko raz jeszcze na koniec inwokacji podkreślę, że Avatar Audio to firma cenna. Możemy być dumni z tego, że u nas takie rzeczy się dzieją i szkoda wielka by była, gdyby dziać się przestały. Na szczęście takich firm mamy sporo i wciąż wyrastają nowe, bo ludzi z pomysłem i pasją nie brak i coś dobrego na dłuższą metę powinno z tego wyrosnąć – rynek oferujący gamę dobrych produktów i doceniająca to klientela. A póki co witamy na tym rynku zmodyfikowane Avatar Audio HOLOPHONY Nr3, o nowej obudowie z bambusa i udoskonalonej zwrotnicy.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

4 komentarzy w “Recenzja: Avatar Audio HOLOPHONY Nr3

  1. Grzesiek napisał(a):

    Może by tak coś w „normalnych pieniądzach” tak w okolicach 10000?

  2. tommypear napisał(a):

    W tej cenie wybieram blumenhofery geniuin fs3.

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Szkoda tylko, że na ostatnim AVS flagowe Blumenhofery, w dodatku pod pieczą twórców, grały jak grały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy