Odsłuch cd.: Ze słuchawkami
Wzmacniacz słuchawkowy w module przedwzmacniacza LCC-1 to, jak już zostało zaznaczone, nie żaden jakiś skromy dodatek w stylu „odczepcie się ode mnie – kiedy już tak koniecznie chcecie, to wam obsłużę też słuchawki”. To, podobnie jak u Aura Rebirth, pełnowartościowa konstrukcja obiecująca rasowe brzmienie szerokiego spektrum słuchawek, a zainstalowana tutaj jest jeszcze bardziej zaawansowana, może dać jeszcze więcej.
Zacząłem od sprawdzenia wydajności prądowej, której maksimum uzyskuje się podłączając źródło interkonektem XLR i oczywiście ustawiając moc na maksymalny poziom przyciskiem z lewej albo się posłużywszy pilotem. W tym ustawieniu udało się do bardzo dużej głośności rozpędzać zarówno bardzo wysokiej mocy żądające Dan Clark Audio STEALTH, jak i nieustępujące im pod tym względem HiFiMAN Susvara Unveiled; jedynie ekstremalnie trudne pierwotne Susvary miałyby głośnościowe ograniczenia w rzadkich przypadkach wyjątkowo cicho nagranych płyt; wzmacniacz należy zatem uznać za rzeczywiście mocny (jak zapewniał producent), choć nie aż ekstremalny. Przechodząc do postaci brzmienia:
Sennheiser HD 600
W pierwszych minutach wydało mi się, że wzmacniacz Aury nie jest w stanie prawidłowo obsłużyć trzystuomowych słuchawek, sporadycznie teraz występujących. Lecz nie – wystarczyło obniżyć przyciskiem moc, by wszystko się unormowało, by znikły zniekształcenia powodowane za mocną energetyczną pompą. Pokazało się brzmienie spokojne, całkowicie wyzbyte sopranowej agresji (zaskoczenie!), na bazie tego gęste (znowu!) i przyciemnione oraz mistrzowsko analogowe – pod względem parametru gęstości bardziej nią wysycone niż było przy kolumnach. Co ciekawe, nie zaistniała tym razem jakaś większa różnica między interkonektem symetrycznym a niesymetrycznym, jedynie Sulek RED (RCA) w ramach między nimi porównań udowadniał swą wyższość za sprawą zwiększonego pietyzmu dla dźwięku oraz zwiększonymi uzdolnieniami odnośnie subtelności; przy tym potrafił mocniej zaznaczać soprany bez żadnego uszczerbku dla kwestii analogowych, ale ogólny wyraz stylistyczny pozostawał bez zmiany, jako dźwięk masywny, spokojny, ściemniony i przede wszystkim popisowo analogowy, zupełnie jakby to nie był obwód push-pull, a przecież taki był. Niczego też nie dało się zarzucić dźwięczności, pomimo że masywność nie zawsze chadza z nią w parze. Ta tak samo okazała się bez zarzutu, podobnie jak subtelność.
Wysoce był zarazem zastanawiający fakt gęstego i masywnego brzmienia u Sennheiser HD 600, jako zjawisko naprawdę nieczęste; te słuchawki zwykly się pokazywać po nie aż do tego stopnia dociążonej stronie brzmienia, jedynie ciemny aranż to u nich regularny czynnik. Oprócz tego kazała zwracać na siebie uwagę sama wysoka jakość brzmienia, dobrze świadcząca o wzmacniaczu – jest bowiem cechą HD 600 więcej zyskiwać wraz z klasą wzmacniacza niż ma to miejsce u innych słuchawek. Odnotować też należało dużą do wielkiej scenerię (wielkość zależna od nagrania), efektownie modelowaną trzymanym w ryzach pogłosem i wyraźnie obrazującą dalekie plany, przy samych dźwiękach dużych na bliskim pierwszym planie, ale raczej bez grania w głowie, zwykle trochę przed twarzą.
AudioQuest NightHawk
Skoro wystartowaliśmy od klasyka, to dalej również klasyk; bardziej klasyczny pod tym względem jako już nieprodukowany, a mniej poprzez to, że dużo młodszy kalendarzowo. (Sennheiser HD 600 pozostają w produkcji od 1997.) Po raz kolejny zostałem zmuszony zakosztować goryczy powodowanej rynkową absencją tych bardzo niezwykłych NightHawk; nie zawsze tak się dzieje, nie bezwyjątkowo dowodzą wyższości nad klasykiem Sennheisera, ale tym razem znów dowiodły, przynajmniej w mym odbiorze. Jeszcze głębsze i gęstsze, doskonalej też trójwymiarowo modelowane przez nie brzmienia, miały w sobie „to coś”, co szczególnie działa na wyobraźnię – miały zarówno posmak autentyzmu, jak i znamię mistrzostwa. Mało tego, doskonalsza u tych NightHawk subtelność, wspanialej się obrazująca przestrzeń i wyższa analogowość. To ostatnie to norma, to pierwsze też dość częste, lecz przestrzeń u nich większa oraz dokładniej opisana, to już coś nieczęstego. Ale tak – sama przestrzeń bardziej u nich obecna, zarówno poprzez ssanie głębi, jak i obecność planktonu, też większym szumem własnym i tajemniczością pogłosów. Do tego wyważone tonalnie pasmo, subtelność high-endowego na pełną skalę poziomu, ciepło – ale bez ocieplenia – i całościowy jedwabisty analog zdobiony pięknie trójwymiarowym sopranem i efektownie potężnym basem. Miód!
HiFiMAN Susvara Unveiled
W obliczu tak dobrego brzmienia naszła mnie chętka konfrontacji z referencyjnym poziomem. Pod względem tonalności zjawiło się to samo, ale subtelność jeszcze wzrosła, co pozwolę sobie scharakteryzować jako większą szlachetność doskonalszej materii brzmieniowej. Sama substancja muzyczna zaistniała jako bardziej wielowarstwowa i z dotykowo subtelniejszą powierzchnią, a w całościowym odbiorze, w odniesieniu do wszystkich aspektów, zjawił się bardziej namacalny i trafiający w sedno realizm. Moc przy tym dawała radę, choć potencjometr dla koncertowych głośności daleko za połową, a w ramach subtelności pojawiły się znakomicie odbierane przez słuchającego chrypki i powierzchniowa złożoność faktur, w żadnym stopniu nie zaburzające, a jedynie zdobiące aksamitną gładkość brzmieniową.
Tonalność wyważona, natomiast stany emocjonalne z mocnym przechyłem w stronę refleksji i zadumy, aż po sam przejmujący smutek – zero przejawów radości, jedynie sama żywość, złożoność, piękno formy, ekstatyczne oklaski, wspaniała holografia i obszarowa potęga.
Dan Clark Audio STEALTH
U nich od razu zwracała uwagę fenomenalna szczegółowość i przenikliwość w odniesieniu do badawczego zgłębiania nagrań, przy wyższym aniżeli u NightHawk i Unveiled ustawieniu tonalnym, od tych ostatnich też jawnie cieplejszej i radośniejszej prezentacji. Wszystko to znów w ciemnym aranżu i analogowym popisie, przy mocnym basie, mocno akcentowanym rytmie, dużym dystansie od zniekształceń. Potężny rock, z dogłębną analizą i super wypełnieniem, ale u Susvar jeszcze lepszym. Znowu bez grania w głowie, za to z wielkim obszarem i jeszcze raz (to nieodmienne) znakomitą holografią. Lecz naturalność ludzkich głosów trochę lepsza u Susvar.
Ogólnie biorąc wzmacniacz słuchawkowy wbudowany w dzieloną Aurę niej jest aż elitarny, ale z pewnością high-endowy, i to taki pod każdym wzglądem. Jeszcze mu jakość podnosi analogowa wydolność, której przy architekturze push-pull raczej się słusznie nie oczekuje, ale niedawno brany pod lupę Lavardin, wcześniej poprzednia Aura i teraz ta, a jeszcze wcześniej końcówka mocy Leben CS-1000P, to wszystko są dowody, że taki typ obwodu z analogową melodyjnością bynajmniej się nie wykluczają – przeciwnie, bywa nieraz, że idą ręka w rękę.







