Powracamy do marki Aura. Półtora roku temu pisałem recenzję zintegrowanego wzmacniacza Aura VA-40 Rebirth, obecnie staje przed nami tej samej marki dzielony. Wprowadzony do oferty niedawno i wyglądowo pokrewny, złożony z dwóch segmentów identycznych pokrojem, ale z czernią za dominantę, w miejsce u tamtego srebrzystego korpusu.
Najkrócej o samej firmie. Zaistniała poprzez stworzenie wzmacniacza AURA VA-40 Bowers & Wilkins, w którego powstawaniu sami John Bowers ani Roy Wilkins nie mieli żadnego udziału. Maszyna powstała z inspiracji i poprzez realizację wizji dwóch inżynierów z Portsmouth, Michaela Tu i Andrew Hunta, a firma Bowers & Wilkins, będąca najpierw sklepem handlującym elektroniką, a dopiero od 1966 producentem głośników, wzięła wzmacniacz pod swoje skrzydła, o co ją zresztą proszono. Współpraca z twórcami wzmacniacza nie rozwinęła się jednak pomyślnie, po roku od rozpoczęcia sprzedaży Michael Tu postanowił się wynieść do Japonii i tam rozwijać już tylko na własne konto interes, rejestrując swój powstały w 1989 Aura Design Ltd. na wyspach japońskich. Niemniej wzmacniacz rozpoczął życie w świadomości audiofilskiego grona, pewna ilość stała się czyjąś własnością, a wokół tych sprzedanych zaczęła się tworzyć legenda „rewelacyjnego wzmacniacza po bardzo tanich pieniądzach”.
Robiąc skok z końca lat 80-tych do 2024 roku lądujemy w objęciach wzmacniacza już tylko japońskiego, sygnowanego przez tokijski klaster produktowy Yukimu; wzmacniacza już nie tak taniego (12 900 PLN), stanowiącego zgodnie z przydomkiem Rebirth odświeżoną, gruntownie udoskonaloną wznowę mającego lata temu niełatwy start pierwowzoru. Recenzja kończyła się słowami „Ta Aura się udała”, a wcześniej było o zaciekawieniu, nawet o magii i fascynacji.
To teraz znowu skok, już tylko o półtora roku: siadamy przed tą samą, szacując po wyglądzie maszyną, ale już podzieloną na przedwzmacniacz i wzmacniacz właściwy oraz w tym przedwzmacniaczu wzmacniacz słuchawkowy – tak dobry, że właśnie: „Proszę siadać!”. Urządzenie już nie jest autorstwa Michaela Tu; wzorując się na jego rozwiązaniach zaprojektował je Isamu Nakazono z Yukimu Corporation. Czym różni się we wnętrzu, to spróbujemy wybadać, a powierzchowność to architektoniczna analogia, jedynie z szatą kolorystyczną zmienioną na głównie czarną a nie srebrną, plus usprawnione odprowadzanie ciepła, które wraz ze znacznym przyrostem mocy też odpowiednio wzrosło, a wciąż musi się nieniszcząco zmieścić w spłaszczonej obudowie.
Rzecz jasna wzrosła także cena:
Przedwzmacniacz/wzmacniacz słuchawkowy LCC-1 kosztuje 19 900 PLN
Końcówka mocy LCP-1 – 16 990 PLN













