Postać brzmienia: Przy odtwarzaczu
Jak napisałem w jednym z komentarzy poprzedzających recenzję, miałem spore oczekiwania odnośnie faktu należenia recenzowanych do bardzo wąskiej obecnie grupy wysokojakościowych słuchawek wysokoomowych, grupy niegdyś wiodącej. Posiadany wzmacniacz pochodzi bowiem z czasów owego „niegdyś”, konstruowany był głównie z myślą o tego rodzaju słuchawkach, co mu pozwala znakomicie współpracować z Sennheiser HD 600 i HD 800, a jeszcze lepiej z Beyerdynamic T1 z dwóch pierwszych generacji. Lecz równocześnie nie przeszkadza w popisach z nowego narybku ekskluzywnymi niskoomowymi, niemniej nadzieje były i były rozbudzone. Ale pierwsze, co się okazało, to ani spełnienie oczekiwań, ani odnośnie nich porażka, tylko stwierdzenie, że ta Audio-Technica jest bardzo wymagająca. Wymagająca w tym sensie, że wydłużyła czas oczekiwania na dobrą współpracę – gdy po godzinie stania wzmacniacza pod prądem AudioQuest NightHawk i Susvara Unveiled już grały satysfakcjonująco, ona jeszcze nie chciała. To znaczy – nie, nie grała jakoś źle czy choćby tylko przeciętnie – ale czułem, że to jeszcze nie to, że może stać się znacznie lepiej. I rzeczywiście, po trzech godzinach, czasie potrzebnym lampom do osiągnięcia pełnej sprawności (chociaż po pięciu czy dwudziestu będą jeszcze sprawniejsze), brzmienie nabrało ciepła i głębszego smaku, nabrało też wigoru. Przestało być nadzwyczaj precyzyjne ale emocjonalnie zdystansowane, przy czym nie było w tym zdystansowaniu chłodu ani braku płynności, tylko ubytek ostatecznego ciepła z domieszką surowości, która potem zupełnie zanikła. (Przy tranzystorze dużo prędzej surowości nie było.) Można zatem powiedzieć, że recenzowana Audio-Technica mocniej od przymierzanej konkurencji analizowała stan termiczny wzmacniacza i jego nasycenie prądem, do pełni rozwinięcia skrzydeł potrzebując dłużej trwającego rozbiegu. A gdy taki uzyskiwała, zjawiały się dwie Audio-Techniki – jedna przy pracy wzmacniacza obwodem OTL, druga non-OTL.
Konieczna tutaj dygresja. Posiadana kiedyś i współpracująca z trochę innym garniturem lamp Audio-Technica ATH-W5000 preferowała obwód non-OTL (czyli poprzez transformator wyjściowy), preferowała nie wyłącznie poprzez dawaną przezeń większą moc i w rezultacie większy wigor, ale też i odnośnie trafności tonalnej, ściślej normalizacji sopranów. Przy OTL zbyt wyrywnych i działających trochę samopas, przy non-OTL wkomponowanych w całościowy dynamizm i większą potęgę brzmienia. Ten zapamiętany stan rzeczy skłonił mnie do sprawdzenia ewentualnych odmienności w wydaniu recenzowanych, i nie można powiedzieć że sytuacja w pełni się powtórzyła, bowiem soprany w obu obwodach spisywały się bez zarzutu i niewątpliwie stanowiły pozytyw, ale gdy obwód OTL generował naturalniejsze brzmienie w wymiarze samej artykulacji (prawdziwsze ludzkie głosy oraz staranniej formowane frazy), to non-OTL brał górę gdy chodzi o szybkość, dynamizm oraz potęgę brzmienia zarówno w odniesieniu do całości, jak w szczególności basu. Można było zatem wybierać i jednocześnie żałować, że to się nie chce złączyć; może kiedyś przerobię wzmacniacz na mocniejsze 45’ oferowane przez Emission Labs, ale czy zachowują całą kulturę i zjawiskowe ciepło przekazu? (Nic to, najwyżej się wróci.)
Wracając do Audio-Techniki.
W odniesieniu do obu stylistyk nietrudno odgadnąć, że obwód OTL lepiej pasował do solowych i w duetach produkcji wokalnych oraz muzyki małych składów za wyjątkiem rockowej, a chóry, symfonika i ciężki rock wolały bazować na przymiotach stylu non-OTL, aczkolwiek nie odnosiło się to do wszystkich bezwyjątkowo nagrań, najlepsze jakościowo czasem wolały OTL. (Muzyce elektronicznej i jazzowej było tu raczej wszystko jedno.)
Ale dla tej recenzji nie to jest najważniejsze, ani nawet szczególnie ważne. Ważne, że słuchawki bez względu na wybór obwodu zawsze prezentowały nie tylko perfekcyjną dokładność odtwórczą bez uciekania się do sztucznego chwytu z podostrzaniem konturów, ale też znakomicie, z poczuciem pełnej naturalności, potrafiły obrazować układy sceniczne, w czym górowały nad NightHawk. (Choć nie nad Susvarami.) Ważne również, że potrafiły generować brzmienia gęste, plastyczne, czerniami tła i przez dobrze używane pogłosy efektownie dopełnianymi, że separację i szczegółowość miały na szczytowym poziomie, a smak samej muzyki dawały mocny, zindywidualizowany i temperaturowo wysoki.
W żadnym wypadku nie należy się więc domyślać w Audio-Technica ATH-ADX7000 słuchawek konturujących cienką kreską dźwięki wyprane z wypełnienia i basowo oszczędne. Okazało się być dokładnie na odwrót – super wyraźne i super separowane modelowane były sferycznie, a gęstość substancjalna i poprzez nią stopień wypełnienia, jak również siła uderzenia wysoce nadprzeciętne. Krótko mówiąc grało z rozmachem: treściwie, dynamicznie i znakomicie technicznie. (Nazwa przecież zobowiązuje.) Ale nie sposób nie dodać do tego, że rozpiętość sceniczna, a już szczególnie głębia, były nie jak u Susvara Unveiled czy ATH-L5000 na zawołanie dech zapierające, też wyrafinowanie wybrzmień nie aż takie.
ATH-ADX7000 to znakomite słuchawki, ale nie pod wszystkimi względami rangi absolutnie mistrzowskiej. Takie jedynie w mierze separacji, szczegółowości i wyraźności, a ciśnieniowość i na przeciwnym biegunie finezja, jak również poetyka wybrzmień, znają lepsze przykłady. Także sceniczny rozmach takie poznał – przykładowo siła rażenia holografii u Susvar była większa, a o baśniowych scenicznych klimatach dawnych z prawdziwego mahoniu Grado GS1000 czy z brzostownicy japońskiej legendarnych Sony MDR-R10, o nich można tu było tu sobie jedynie powspominać. Z tym, że pod żadnym z wymienionych względów nie okazały się recenzowane w jakimkolwiek stopniu ułomne. – Realizacja każdego aspektu wypadała co najmniej udanie, u tych wskazanych za najmocniejsze wręcz mistrzowsko. Jedynie nieliczni inni, w większości dawno nieprodukowani, wykazali się kiedyś pod niektórymi względami mistrzostwem jeszcze wyższym, co po części brało się z tego, że u ATH-ADX7000 mamy do czynienia z przewagą dźwięku zasadniczego nad scalającymi obraz poszumowymi dodatkami, także z przewagą elementu mocnego nad delikatnym i konkretnego nad niuansowym. (Tak, oczywiście, tego rodzaju przewagi mają miejsce w każdych słuchawkach, lecz proporcje bywają różne, różne także zakresy.)
Odnośnie tego trzeba dodać, że ATH-ADX7000 darzą nie tylko mocą i potęgą na bazie dynamiki gnającej gęste dźwięki – nie skąpią także intymności. Lecz właśnie takiej nie opartej na delikatności i niuansach, a na sile budowania nastroju. Te nastroje się pojawiają i niejednokrotnie aż przytłaczają – mogą być pod dyktat muzyki wszelakie i dowolnie głębokie; pod kluczowym względem nastrojowości nie ma najmniejszego uszczerbku. Tym niemniej dominantami to, że nowe Audio-Techniki obrazują i separują mistrzowsko, że dzieje się to z werwą i w oparciu o gęstą, szlachetną substancjalnie tkankę brzmieniową, a przede wszystkim, że to angażuje, angażuje naprawdę mocno. Słuchało mi się świetnie, w pełni byłem zadowolony.








Przepraszam za kilka wyparowanych komentarzy i jednodniowe zniknięcie strony, to efekty uboczne przenoszenia na inny hosting. Nie powinno się to powtórzyć, tak utrzymują informatycy. Obiecany na wrzesień tekst o charakterze filozoficznym został już napisany, ale z uwagi na to, że składa się z przeszło 20 tys. słów i jest w nim dużo dolnych przypisów, jego wrzucanie potrwa długo, zwłaszcza, że jeszcze się nie zaczęło. Na pociechę recenzja przetwornika Gustard powinna się wyłonić za parę dni.