Audio-Technica marką odsyłającą do wspomnień. Pierwsze posiadane wysokiej klasy słuchawki (dziś powiedzielibyśmy „high-endowe”) były ich właśnie autorstwa. To działo się tak dawno, że należały do obszaru technicznego przez markę od dekad już nie eksploatowanego – to były elektrostaty. Druga połowa lat 70-tych minionego w bólach stulecia to okres licznych prób oswojenia tej technologii w wymiarze ogólnorynkowym; firmy – zarówno te wciąż istniejące jak minione – z tą technologią teraz zupełnie nie wiązane, jak AKG, Sony, Beyerdynamic, Pioneer, Micro Seiki i właśnie Audio-Technica, na równi z ciągle kojarzonymi, jak Stax, Koss i odnośnie późniejszych czasów Sennheiser, oferowały zestawy słuchawki-napęd w postrzeganej za niedościgłą domenie elektrostatów.
Jakieś pół roku trwało posiadanie zestawu Audio Technica ATH-7, zastąpionego później zestawem Stax SR-5/SRD-6 – i nie, wcale nie dlatego, że ten Staksa okazał się lepszy, tylko o zamianę poprosił ktoś, od kogo te ATH-7 kupiłem – on również doszedł do wniosku, że je woli. A że to był nie tylko sprzedawca, ale także kolega, nie wypadało odmówić. (Różnice były zresztą śladowe: Audio-Technica minimalnie mocniej eksponowała szczegóły i była narracyjnie chłodniejsza.)
Na tym moja w roli posiadacza przygoda z marką się nie skończyła, wiele lat później stałem się właścicielem przez długie lata będących flagowymi słuchawek ATH-W5000 „Raffinato” (debiut 2005), pyszniących się hebanowymi okrywami muszli i konstrukcyjnie już dynamicznych, o których nawet z dzisiejszej perspektywy należałoby stwierdzić, że były popisowo szczegółowe i niezwykłe przestrzennie. Trudne były do napędzenia w sensie synergii brzmieniowej ze wzmacniaczem, ale kiedy ta zostawała odnaleziona, dawały popis mistrzostwa. (Skądinąd Audio-Technica proponowała własny wzmacniacz – rozbudowany obsługowo, zaawansowany technicznie i podobno udany, ale w Europie nieosiągalny.)
Jeszcze większy popis dawały używane przez około pół roku, pożyczone od innego kolegi i też dla swoich czasów flagowe ATH-L5000 (debiut 2018), mające muszle okryte czaszami z drzewa sykomory w oprawie anilinowej skóry Connolly Leather. Przepyszny skutkiem wygląd i zachwycające brzmienie, które pozwoliłem sobie określić najlepszym u słuchawek dynamicznych od czasów legendarnych Sony MDR-R10 (1988). Warto na kanwie zauważyć (co winno stać się przestrogą), że kolega niesyty fabryczną ich doskonałością postanowił je podrasować padami od Dekoni i jakimś drogim okablowaniem – efekt okazał się fatalny: fenomenalna, ale trzymana w muzycznych ryzach szczegółowość wyrwała się spod kontroli, soprany aż dostały bzika, szalenie trudno było to ich rozbzikowanie godzić z elementarną bodaj muzykalnością. Ale w wydaniu producenckim słuchawki były genialne, po raz kolejny udowadniające, tym razem absolutnie szczytowo, że detaliczność i w ślad za nią precyzja obrazowania to ten komponent brzmienia, który u Audio-Techniki osiąga absolutne mistrzostwo.
Rzućmy rys historyczny i przechodzimy do konkretów.
Najzwięźlej rzecz ujmując odnośnie marki Audio-Technica:
Rok powstania 1962, miejsce – Tokio, założyciel Hideo Matsushita, jego specjalność – technika nagraniowa oraz wkładki gramofonowe. Firma rozrosła się dzięki inwestycjom państwowym towarzyszącym tokijskiej Olimpiadzie z 1964 roku, do obsługi sprzętowej której też Audio-Technicę wybrano, ale pierwsze słuchawki – model AT-700 – powstały dopiero dziesięć lat później, pod datą 1974. Stan obecny – wielka firma o ogólnoświatowym zasięgu, produkująca także aparaturę profesjonalną. Najbardziej pamiętne dokonania w domenie słuchawkowej to limitowane, rocznicowe modele powstałe z okazji czterdziestolecia – sławne ATH-W2002 i ATH-L3000 (oba zamknięte); jeden i drugi z komorami akustycznymi z chmielograbu japońskiego (Asada-Zakura), zaliczanego z uwagi na twardość i gęstość drewniny do tak zwanych „drzew żelaznych”. Oba kolekcjonersko cenione, a już zwłaszcza ten drugi, tak samo jak jego piętnaście lat późniejsze rozwinięcie do ATH-L5000 okryty skórą Connolly Leather, od czego przydomek „Letherheaed”.
Szczególne dokonania i teraz nie są obce marce Audio-Technica, w 2023 zaistniał zestaw opracowany pod egidą obchodów sześćdziesięciolecia – dynamiczne słuchawki oraz lampowy wzmacniacz obdarzone imieniem japońskiego boga gromów Narukami; pochodzące z niego słuchawki Audio-Technica ATH-AWKG Narukami (€4500) wyróżniają się muszlami z czarnej persymony Kurogaki – drewna którego zaledwie jeden na wiele tysięcy leciwych egzemplarzy w następstwie specyficznej gleby podłoża daje szczególny wygląd plamistego łączenia lakowej czerni z miodowym złotem. Narukami są oczywiście zamknięte w swych ultra popisowych muszlach z dwubarwnej persymony, pod wspaniałymi, z bardzo daleka rozpoznawalnymi okrywami skrywają przetworniki D.A.D.S. (Double Air Damping System) z membranami ø53 mm napędzanymi układem magnetycznym Permendur na bazie zaawansowanego technologicznie niemieckiego pochodzenia stopu kobaltu z żelazem w tytanowym kołnierzu.
Tyle odnośnie historii i flagowych teraz dla marki słuchawek zamkniętych, przechodzimy do flagowych od grudnia 2025 słuchawek otwartych.
Technika audio
Do tego grudnia flagowymi pozostawały opisane jeszcze w połowie 2019 Audio-Technica ATH-ADX5000, których wygląd i wsad technologiczny znamionują wysoki stopień pokrewieństwa względem opisywanych. Nie są zatem tytułowe ATH-ADX7000 całkowicie nowym pomysłem, jakimś nowatorskim od podstaw rozwiązaniem technicznym, są jedynie i aż rozwinięciem dawnego – wygląd zewnętrzny tak zbliżony, że nietrudno pomylić. Pałąki całkiem identyczne, jeśli nie liczyć tego, że prowadnice u nowych flagowych są cieńsze i z twardszego metalu, co daje bardziej ażurowy wygląd i wizualnie lżejszą konstrukcję, de facto jednak cięższą. Brak przy tym, analogicznie jak poprzednio, nagłownej opaski, głowa oprze się bezpośrednio o dwa centymetrowej szerokości łukowe profile okryte czarnym welurem. A tak naprawdę prawie nie oprze – boczny napór okrągłych padów z aksamitu lub Alcantary (obie wersje w zestawie, aksamitna wyborem firmowym) pomimo braku czucia nadmiernego uścisku utrzymuje słuchawki w pewnym osadzeniu na głowie niemalże bez pomocy podparcia pałąka.
Posłuchajmy przez chwilę opisów producenta
W odróżnieniu od konstrukcji zamkniętych czy półotwartych, model ATH-ADX7000 został opracowany w duchu koncepcji True Open-Air Audio (TOA). Rozwiązanie to umożliwia nieskrępowany przepływ powietrza przez obudowy przetworników elektroakustycznych, co skutkuje redukcją ciśnienia wewnętrznego oraz minimalizacją niepożądanych rezonansów. W efekcie użytkownik otrzymuje brzmienie czyste i naturalne, a odsłuch pozostaje komfortowy nawet podczas wielogodzinnych sesji.
Fundamentem doskonałości modelu ATH-ADX7000 jest rewolucyjna technologia HXDT (High-Concentricity X Dynamic Transducer). Opiera się ona na zaawansowanych metodach formowania i dopasowywania, które zapewniają idealną synergię pracy membrany, odgrody, magnesu oraz cewki drgającej. Precyzja osadzenia poszczególnych elementów jest imponująca, osiągając dokładność rzędu ±0,02 mm, co stanowi wynik wielokroć lepszy niż w przypadku konwencjonalnych konstrukcji.
Tak rygorystyczne spasowanie jest kluczem do uwolnienia pełnego potencjału otwartej konstrukcji modelu ATH-ADX7000, umożliwia płynny i spójny ruch membrany, co przekłada się na błyskawiczną reakcję na impulsy, większą szczegółowość oraz nieskazitelną czystość dźwięku. Dzięki optymalizacji transferu energii w układzie magnetycznym technologia HXDT gwarantuje brzmienie o wysokiej dynamice i wierności.
Udoskonalona cewka drgająca przetwornika, charakteryzująca się wysoką impedancją (490 omów), zwiększa siłę mechaniczną układu bez niepotrzebnego zwiększania jego masy. Następstwem tego rozwiązania są bardziej wyraziste i kontrolowane basy, szerszy zakres dynamiki oraz wyjątkowa krystaliczność dźwięku w całym spektrum przetwarzanych częstotliwości.
Powracając do różnic względem poprzedniego flagowca. Pewne różnice można dostrzec odnośnie samych muszli, które w najnowszych „siedmiotysiączkach” mają aż osiem w miejsce sześciu szprosów podtrzymujących konstrukcję z kołyską cewki o zauważalnie zmniejszonej średnicy. To zmniejszenie mogło zaistnieć dzięki wzmacnianiu i skupianiu pola magnetycznego permedurowym jarzmem, a równocześnie membrana z folii PET (politereftalan etylenu) wciąż imponuje rozpiętością aż ø58 mm, wyjątkowo jak na konstrukcję dynamiczną dużą. Wraz z ilością tych szprosów urosła z 270 do 330 g waga całości bez okablowania, równolegle wrosła też transparentność akustyczna, bo pod ażurem maskownicy widzimy cieńsze szprosy i mniej obszerny krążek centralny. Zwężono również okalającą magnezową ramę (z najlepszego więc pochłaniacza wibracji), dźwięk propaguje teraz swobodniej i jest lepiej kontrolowany. Przyrosła też z 420 na 490 Ω impedancja, a czułość pozostała niezmieniona, wciąż opiewając na 100 dB.
– I oto mamy w Audio-Technica ATH-ADX7000 jedne z bardzo nielicznych teraz popisowych słuchawek z wysoką impedancją – Sennheiser HD800 i HD800S, ZMF Atrium i Vérité oraz dwie pierwsze wersje Beyerdynamic T1 są pod tym względem rodziną.
Technologicznym filarem akcentowana przez producenta technologia High-Concentricity X Dynamic Transducer, o której należy dodać, że nie tylko zapewnia wyjątkową harmonię współpracy membrany, odgrody, magnesu i cewki, ale też oferuje pietystyczną dokładność uformowania membrany.
Pomimo wzrostu wagi słuchawki są leciutkie, niemal ich nie znać na głowie. Wyposażono je, jak już mówiłem, w nową odmianę padów: do optymalnych we flagowcu wcześniejszym z Alcantary doszlusowały nowe z aksamitu – i te producent instaluje jako opcję z wyboru, albowiem dawać mają trafniejsze tonalnie, bardziej napowietrzone i rozleglejsze scenicznie brzmienie, o słabszym wprawdzie basie, ale wyższej kulturze sopranów i całościowej naturalności. Jedne i drugie pady są na gotowy użytek w komplecie, jednak wymiana między nimi nie będzie tutaj błahostką – trzeba się palpacyjnie nagimnastykować, zanim wąski i wiotki rant okalająco-mocujący raczy się pasownie umościć w wąskiej szczelinie wokół muszli. Przy tej okazji uwaga, że w odróżnieniu od szczytowych modeli zamkniętych, nie są te pady profilowane, nie są wyższe za uchem – rolę odginającego profilowania do równoległości membrany z małżowiną powierzono ukształtowaniu pałąka.
Drugą i zarazem ostatnią rzeczą którą można zamieniać, są dwa zestawy okablowania. Nie różnią się jakością ani długością; przy jednakowym 3,0 m długości (brawo za brak skracania skutkującego niewygodą) różnią się tylko końcówkami: jeden ma duży jack, a drugi 4-pin. Po drugiej stronie, na końcach domuszlowych widełek, specjalne, tylko w tej firmie występujące mikro przyłącza koaksjalne, z uwagi na co (dla mnie lepiej, a dla słuchawek nie wiem) brak możliwości łatwego zastępowania okablowaniem zewnętrznym. (Nie pożyczymy go od innych.)
Wszystko razem ląduje w walizce z aluminium, gdzie oprócz samych słuchawek i podwojonych kompletów padów oraz okablowania znajdziemy materiały piśmiennicze w postaci małej książeczki.
Słuchawki są całkowicie „Made in Japan”, powstają w półmilionowym Machida na obszarze aglomeracji tokijskiej i po przeciwnej stronie Honsiu w ćwierćmilionowym Fukui.
Pozostaje kwestia cenowa. Wycena opiewa na 15 199 PLN, są zatem od poprzedniej wersji flagowej otwartych u Audio-Techniki blisko półtora raza droższe. No cóż, tanio to raczej nie jest, ale dzisiejszy rynek słuchawkowy kształtuje prestiż produktowy cenami i tak dużo wyższymi, przykładowo flagowe Meze z dotychczasowych piętnastu tysięcy w nowym wcieleniu jednym susem skoczyły na dwadzieścia pięć.
Postać brzmienia
Sam producent zachwala, a i w pierwszych recenzjach nie brakuje zachwytów. Sam też chwaliłem poprzedni model flagowy o sygnaturze 5000, jego rozwinięcie w oczywisty sposób powinno być doskonalsze.
Przy komputerze
Słuchawki przyjechały nie wiedziałem w jakim stopniu ograne, ale prędko się okazało, że w niewielkim. Podpięte do redakcyjnego wzmacniacza dual-mono, obsługiwanego przez redakcyjny przetwornik na parze kości D/A Burr-Brown PCM1794A, wspomaganych procesorem Victor Musical Industries JVC 8009 K2 (poczwórna interpolacja) ukazały muzyczny obraz o nadzwyczajnej dokładności odwzorowania poszczególnych dźwięków, ale trochę zanadto skupiony na głównych figurach brzmieniowych, za mały nacisk przykładający do przywołania ciepłej atmosfery i ukazania tego wszystkiego, co składa się (tak to nazwijmy) na poszum i wir muzyczny. Inaczej mówiąc, wizerunek cokolwiek sterylny i przesadnie techniczny, jednocześnie nie dość sycący w mierze nie tylko ciepła, ale także czynnika masy.
Pamiętając jak grały ATH-ADX5000 po osiągnięciu pełnej sprawności, pewien byłem, że czas będzie na to najlepszym lekarstwem, wystarczy pozwolić pograć. Toteż sobie pograły i zajęło to jakiś tydzień, a w międzyczasie zaszła zmiana – przetwornik Phasemation zastąpiony został przybyłym po recenzję Gustardem X30 (13 200 PLN) na czterech kościach ESS Sabre ES9039SPRO; przetwornikiem proponującym o włos mniej śpiewności (ale już nie gładkości) względem aktywowanego układu K2 w Phasemation, w zamian za trochę więcej masy i głębszy wgląd w brzmieniowe treści, przy generalnie tym samym, bardzo wysokim poziomie ogólnym.
Sam Gustard musiał nabrać temperatury, co mu zajęło przeszło dobę, system grał potem przez kilka dni non stop, nareszcie wziąłem się za odsłuchy mające dawać rozstrzygnięcie odnośnie pierwszorzutowego podejścia do badanych, tj. z PC za źródło. Dla porządku nadmienię, że korzystałem z gęstych plików dyskowych (najwyższa jakość), TIDAL-a i YouTube, w opisie nie będę się rozmieniał na ich różnice jakościowe, nie zachodziły bowiem wpływające na osąd całościowy.
Przejdźmy nareszcie do sedna, do brzmienia tych ATH-ADX7000 w stanie uznanym za ograny. Ich styl nie uległ zmianie, to znaczy ciągle daniem głównym pozostawała dokładność obrazowania z naciskiem bardziej na linię brzmienia niż efekty pomniejsze. Ale tu musimy się dobrze zrozumieć, bo nie chodzi mi o to, że na przykład wokalista najbardziej, a akompaniament już nie tak. Zarówno dźwięki prowadzące, jak te towarzyszące, Audio-Technica ATH-ADX7000 ukazywała z najwyższą precyzją – ba, nawet to nie jest wystarczająco powiedziane, z miejsca zwróciło bowiem uwagę, że cechą jej (naprawdę ważną) jest umiejętność odnajdywania w przekazie rzeczy na pozór zatraconych. Sięgnijmy po taki przykład: klasyk „Mbube” Solomona Lindy z 1939 roku, wylansowany w 1961 na super przebój przez zespół The Tokens pod tytułem „The Lion Sleeps Tonight”, to również w przebojowej wersji utwór wielogłosowy (choć na mniej głosów), który w reprodukcji większości słuchawek uwypukli ikoniczny falset Jaya Sigela, pozostałe sprowadzając do roli dodatku. Całe skupienie idzie na ten jeden dominujący, a resztę się prawie pomija i bierze za samo tło, ale nie w wydaniu Audio-Techniki ATH-ADX7000, która te pozostałe głosy czyniła odrębnymi i wyraźnymi – dopiero w jej odtworzeniu będziemy mieli do czynienia z utworem rzeczywiście wielogłosowym.
Ten motyw się powtarzał – jeden, drugi, dziesiąty utwór instrumentalny czy wokalny, bez różnicy – stawał się polem odnajdywania rzeczy w przekazie zagubionych: z tła wyciąganych dźwięków w to tło u innych słuchawek tak mocno wprasowanych, że niezdolnych się zjawiać pod postacią odrębnej, niepomijalnej obecności.
Powiem tak, przy całym szacunku do pozostałych umiejętności recenzowanej Audio-Techniki, to ta wywarła na mnie największe wrażenie. Te słuchawki są trochę jak detektyw odnajdujący niewidoczne dla innych tropy, co w ten sposób opisywane zalatuje wprawdzie przesadą, ale jest taki wątek i jest on dla tych słuchawek ważny. Potrafią wzbogacać obraz o przytłoczone innymi dźwięki, ich obrazowanie dzięki temu nabiera innego wyrazu i można tę jego inność cenić.
Oprócz tego co ważne? Ważny szereg kolejnych rzeczy, poczynając od tej, że ten z wyjątkową skrupulatnością odmalowywany muzyczny obraz zjawiał się utwór po utworze z pierwszym planem blisko słuchacza, ale nie w jego głowie. Zjawiał się jako szeroka panorama na bazie pierwszoplanowych dużych dźwięków, które trzeba było uznawać za wyjątkowo starannie odtwarzane, ale to bez udziału wyostrzania konturów. Tego nie było – dźwięki były modelowane sferycznie i było to bardzo cenne. Wyróżniało je także to, że wszystkie były, jak już parę razy mówiłem, z ponadprzeciętną starannością wyosobniane z tła i modelowo gładkie w sensie muzycznego ujęcia. Także treściwe, esencjalne i z mocnym kontrastem pośród ciemnego o całkowitej klarowności i przejrzystości aranżu. Nie brakowało też energii, wypełnienia i dynamiki – obraz jawił się jako żywy i bardzo mocny w sensie siły oddziaływania. Nie przejawiał natomiast aż takiej misterności, jak ten z flagowej, limitowanej wersji zamkniętej ATH-L5000, ani z wziętej do porównania Susvara Unveiled. Względem porównywanej bezpośrednio ostatniej całościowa naturalność muzyczna oraz sama muzyczna tkanka (poprzez czynniki bogactwa treści, wzajemne tej treści zróżnicowanie oraz przestrzenne relacje dźwięków i modelujący udział pogłosu) nie były aż tak wybitne, niemniej ciągle pozostawały na bardzo wysokim poziomie.
Audio-Technica przejawiała kilkakroć już akcentowaną przewagę dźwięków zasadniczych nad otoczkami i dodatkami, u porównywanych Unveiled więcej towarzyszyło linii głównej całościowego poszumu i bogactwa oprawy, a sama treść muzyczna jawiła się jako bardziej złożona, misterniejsza, więcej komponentowych czynników oferująca, poprzez co bardziej mieniąca się i różnorodna.
Oczywista nie jest wzorcowo uczciwe branie do porównań słuchawek dwakroć z okładem droższych, a kiedy dodać do nich cenę zewnętrznego okablowania (też drogiego), zbliżymy się do trzykrotności. Z drugiej strony celem ideał i na drodze do niego Audio-Technica ATH-ADX7000 przejawiała tendencję do mocniejszego izolowania składników i podkreślania roli głównych, podczas kiedy Susvary wolały muzyczną całość w formie bardziej skomasowanej i jednocześnie bardziej zróżnicowanej wewnętrznie, większą ilością czynników równocześnie oddziałującej.
Wróćmy od porównań do tego co cechowało recenzowane. Cechowała je duża, imponująca nawet dawka energii z towarzyszeniem napowietrzenia. Cechował mocny smak, w tym indywidualizmu wokali. Cechowały głębokie czernie tła, zaznaczająca się obecność architektury wnętrz i szerokie rozpostarcie sceniczne. Sceny dowolne rozmiarowo na szerokość i na głębokość, natomiast bez tendencji podrywania dźwięku do lotu i bez poczucia bezkresu w odniesieniu do tego co nad głową. (A niektóre słuchawki tak mają.)
Przejedźmy się po paśmie. Zgodnie z obietnicami nienaganne się okazały soprany. Czyste, sferycznie formowane, bez ograniczeń wysokości, na zawołanie przenikliwe, a nigdy nie drażniące. Wraz z tego rodzaju sopranami znakomita też dźwięczność – wszystko, co opiera się na niej, doznawało całkowitego spełnienia. Wokale darzące ciepłem i biologizmem substancji – żywi, prawdziwi ludzie na dotyk wyciągniętej dłoni, z oddechem, z indywidualizmem głosowym i z paletą nastrojów. No i bas. Ten brzmieniowo zróżnicowany, popisowo wewnętrznie złożony, bardzo dobrze ukazujący sposoby jego nagrywania i wagę przykładaną do jego obecności. Toteż w jednych utworach obecność basu słabsza, kiedy w innych dominująca; jedynie czysto ciśnieniowa strona nie aż rangi arcymistrzowskiej, tutaj Ultrasone E7, E9 i T7 oraz Spirit Torino Valkyria wyznaczyły standardy nieosiągalne dla innych, choćby nie wiem jak drogich.
Postać brzmienia: Przy odtwarzaczu
Jak napisałem w jednym z komentarzy poprzedzających recenzję, miałem spore oczekiwania odnośnie faktu należenia recenzowanych do bardzo wąskiej obecnie grupy wysokojakościowych słuchawek wysokoomowych, grupy niegdyś wiodącej. Posiadany wzmacniacz pochodzi bowiem z czasów owego „niegdyś”, konstruowany był głównie z myślą o tego rodzaju słuchawkach, co mu pozwala znakomicie współpracować z Sennheiser HD 600 i HD 800, a jeszcze lepiej z Beyerdynamic T1 z dwóch pierwszych generacji. Lecz równocześnie nie przeszkadza w popisach z nowego narybku ekskluzywnymi niskoomowymi, niemniej nadzieje były i były rozbudzone. Ale pierwsze, co się okazało, to ani spełnienie oczekiwań, ani odnośnie nich porażka, tylko stwierdzenie, że ta Audio-Technica jest bardzo wymagająca. Wymagająca w tym sensie, że wydłużyła czas oczekiwania na dobrą współpracę – gdy po godzinie stania wzmacniacza pod prądem AudioQuest NightHawk i Susvara Unveiled już grały satysfakcjonująco, ona jeszcze nie chciała. To znaczy – nie, nie grała jakoś źle czy choćby tylko przeciętnie – ale czułem, że to jeszcze nie to, że może stać się znacznie lepiej. I rzeczywiście, po trzech godzinach, czasie potrzebnym lampom do osiągnięcia pełnej sprawności (chociaż po pięciu czy dwudziestu będą jeszcze sprawniejsze), brzmienie nabrało ciepła i głębszego smaku, nabrało też wigoru. Przestało być nadzwyczaj precyzyjne ale emocjonalnie zdystansowane, przy czym nie było w tym zdystansowaniu chłodu ani braku płynności, tylko ubytek ostatecznego ciepła z domieszką surowości, która potem zupełnie zanikła. (Przy tranzystorze dużo prędzej surowości nie było.) Można zatem powiedzieć, że recenzowana Audio-Technica mocniej od przymierzanej konkurencji analizowała stan termiczny wzmacniacza i jego nasycenie prądem, do pełni rozwinięcia skrzydeł potrzebując dłużej trwającego rozbiegu. A gdy taki uzyskiwała, zjawiały się dwie Audio-Techniki – jedna przy pracy wzmacniacza obwodem OTL, druga non-OTL.
Konieczna tutaj dygresja. Posiadana kiedyś i współpracująca z trochę innym garniturem lamp Audio-Technica ATH-W5000 preferowała obwód non-OTL (czyli poprzez transformator wyjściowy), preferowała nie wyłącznie poprzez dawaną przezeń większą moc i w rezultacie większy wigor, ale też i odnośnie trafności tonalnej, ściślej normalizacji sopranów. Przy OTL zbyt wyrywnych i działających trochę samopas, przy non-OTL wkomponowanych w całościowy dynamizm i większą potęgę brzmienia. Ten zapamiętany stan rzeczy skłonił mnie do sprawdzenia ewentualnych odmienności w wydaniu recenzowanych, i nie można powiedzieć że sytuacja w pełni się powtórzyła, bowiem soprany w obu obwodach spisywały się bez zarzutu i niewątpliwie stanowiły pozytyw, ale gdy obwód OTL generował naturalniejsze brzmienie w wymiarze samej artykulacji (prawdziwsze ludzkie głosy oraz staranniej formowane frazy), to non-OTL brał górę gdy chodzi o szybkość, dynamizm oraz potęgę brzmienia zarówno w odniesieniu do całości, jak w szczególności basu. Można było zatem wybierać i jednocześnie żałować, że to się nie chce złączyć; może kiedyś przerobię wzmacniacz na mocniejsze 45’ oferowane przez Emission Labs, ale czy zachowują całą kulturę i zjawiskowe ciepło przekazu? (Nic to, najwyżej się wróci.)
Wracając do Audio-Techniki.
W odniesieniu do obu stylistyk nietrudno odgadnąć, że obwód OTL lepiej pasował do solowych i w duetach produkcji wokalnych oraz muzyki małych składów za wyjątkiem rockowej, a chóry, symfonika i ciężki rock wolały bazować na przymiotach stylu non-OTL, aczkolwiek nie odnosiło się to do wszystkich bezwyjątkowo nagrań, najlepsze jakościowo czasem wolały OTL. (Muzyce elektronicznej i jazzowej było tu raczej wszystko jedno.)
Ale dla tej recenzji nie to jest najważniejsze, ani nawet szczególnie ważne. Ważne, że słuchawki bez względu na wybór obwodu zawsze prezentowały nie tylko perfekcyjną dokładność odtwórczą bez uciekania się do sztucznego chwytu z podostrzaniem konturów, ale też znakomicie, z poczuciem pełnej naturalności, potrafiły obrazować układy sceniczne, w czym górowały nad NightHawk. (Choć nie nad Susvarami.) Ważne również, że potrafiły generować brzmienia gęste, plastyczne, czerniami tła i przez dobrze używane pogłosy efektownie dopełnianymi, że separację i szczegółowość miały na szczytowym poziomie, a smak samej muzyki dawały mocny, zindywidualizowany i temperaturowo wysoki.
W żadnym wypadku nie należy się więc domyślać w Audio-Technica ATH-ADX7000 słuchawek konturujących cienką kreską dźwięki wyprane z wypełnienia i basowo oszczędne. Okazało się być dokładnie na odwrót – super wyraźne i super separowane modelowane były sferycznie, a gęstość substancjalna i poprzez nią stopień wypełnienia, jak również siła uderzenia wysoce nadprzeciętne. Krótko mówiąc grało z rozmachem: treściwie, dynamicznie i znakomicie technicznie. (Nazwa przecież zobowiązuje.) Ale nie sposób nie dodać do tego, że rozpiętość sceniczna, a już szczególnie głębia, były nie jak u Susvara Unveiled czy ATH-L5000 na zawołanie dech zapierające, też wyrafinowanie wybrzmień nie aż takie.
ATH-ADX7000 to znakomite słuchawki, ale nie pod wszystkimi względami rangi absolutnie mistrzowskiej. Takie jedynie w mierze separacji, szczegółowości i wyraźności, a ciśnieniowość i na przeciwnym biegunie finezja, jak również poetyka wybrzmień, znają lepsze przykłady. Także sceniczny rozmach takie poznał – przykładowo siła rażenia holografii u Susvar była większa, a o baśniowych scenicznych klimatach dawnych z prawdziwego mahoniu Grado GS1000 czy z brzostownicy japońskiej legendarnych Sony MDR-R10, o nich można tu było tu sobie jedynie powspominać. Z tym, że pod żadnym z wymienionych względów nie okazały się recenzowane w jakimkolwiek stopniu ułomne. – Realizacja każdego aspektu wypadała co najmniej udanie, u tych wskazanych za najmocniejsze wręcz mistrzowsko. Jedynie nieliczni inni, w większości dawno nieprodukowani, wykazali się kiedyś pod niektórymi względami mistrzostwem jeszcze wyższym, co po części brało się z tego, że u ATH-ADX7000 mamy do czynienia z przewagą dźwięku zasadniczego nad scalającymi obraz poszumowymi dodatkami, także z przewagą elementu mocnego nad delikatnym i konkretnego nad niuansowym. (Tak, oczywiście, tego rodzaju przewagi mają miejsce w każdych słuchawkach, lecz proporcje bywają różne, różne także zakresy.)
Odnośnie tego trzeba dodać, że ATH-ADX7000 darzą nie tylko mocą i potęgą na bazie dynamiki gnającej gęste dźwięki – nie skąpią także intymności. Lecz właśnie takiej nie opartej na delikatności i niuansach, a na sile budowania nastroju. Te nastroje się pojawiają i niejednokrotnie aż przytłaczają – mogą być pod dyktat muzyki wszelakie i dowolnie głębokie; pod kluczowym względem nastrojowości nie ma najmniejszego uszczerbku. Tym niemniej dominantami to, że nowe Audio-Techniki obrazują i separują mistrzowsko, że dzieje się to z werwą i w oparciu o gęstą, szlachetną substancjalnie tkankę brzmieniową, a przede wszystkim, że to angażuje, angażuje naprawdę mocno. Słuchało mi się świetnie, w pełni byłem zadowolony.
Podsumowanie
W japońskim pejzażu słuchawkowym, najrozleglejszym produkcyjnie, pośród modeli szczytowych przeważały i wciąż przeważają konstrukcje zamknięte. Tak, owszem Stax, Pioneer i Yamaha się z tego wyłamały, ale Sony, Denon, Final, Fostex, Onkyo, Technics, JVC i brana teraz na stół sekcyjny nowym dziełem Audio-Technica za regułę miały i wciąż mają swoje naj-naj szczytowe proponować zamknięte. Takimi są dopiero co wprowadzone Final Audio DX10000CL i takimi wiodące dziś u Audio-Techniki ATH-AWKG Narukami. Ale od swego firmowego konkurenta o konstrukcji zamkniętej szczytowe w dziale otwartych Audio-Technica ATH-ADX7000 nie odstają zbytnio cenowo swoimi piętnastoma tysiącami naprzeciwko dwudziestu paru. Jakie zachodzą pomiędzy relacje, tego nie umiem powiedzieć, ale zakładając, że Narukami są pokrewne wcześniejszym ATH-L5000, zapewne proponują bardziej oddalone od słuchacza dźwięki sytuowane na większej scenie, również większy udział pogłosu oraz większą misterność. Naprzeciw tego flagowe otwarte to brzmienia bliższe, większe i podkreślające siłę bezpośredniego odziaływania, w nie mniejszym stopniu także walor wyodrębniania dźwięków i poprzez to wzmocnionej u wszystkich indywidualnej ich obecność.
Jak napisałem na samym wstępie opisu brzmienia, wyosobnianie i podkreślanie udziału dźwięków u innych słuchawek zagubionych w poszumie, bez mała bądź też całkiem indywidualnie straconych, to bodaj najmocniejsza strona otwartej Audio-Techniki. Kto pragnie takiej obecności oraz przedkłada siłę wyrazu brzmień wiodących nad całościowy muzyczny poszum, też woli to co mocne od tego co zniuansowane, woląc wiodące smaki jako w wyrazie bardziej jednolite, nie obarczane jakimś szczególnym bogactwem odcieni i dystynkcji subtelnych rozróżnień, ten znajdzie tutaj coś dla siebie – brzmienie na najwyższym poziomie bez pustoszenia budżetu. Kudy tam bowiem cenie piętnastu tysięcy za te Audio-Technica do cen za Spirit Torino Valkyria, Shangri-La czy chociażby nowych flagowych Final. Kudy też im do ceny porównywanych tutaj Susvar. Ale jak chodzi o porównanie do czegoś z oferty Final, to nie od rzeczy będzie przymierzyć brzmieniowo do kosztujących dziewięć tysięcy otwartych DX6000, o których w ich recenzji zawarłem opis będący bez mała przeciwieństwem opisu teraz recenzowanych; charakterystykę słuchawek podkreślających całościowy muzyczny wyraz kosztem skrupulatnego rozbioru na brzmieniowe składowe. Słuchawek operujących estradowym impetem – koncertowo potężnych w wyrazie kiedy napędzać je wzmacniaczem dużej mocy o odpowiedniej dynamice, a tylko takich im trzeba. Ta moc i ta dynamika są u obu przymierzanych pokrewne, ale gdy jedne brzmienia na tej bazie scalają, drugie wyodrębniają, a który styl się woli, to już nie mej osobie wiedzieć odnośnie poszczególnych odbiorców.
W punktach
Zalety
- Popis wyosobniania dźwięków z tła.
- Przywracania do pełnej obecności tych, które w innych słuchawkach się gubią.
- Podłożem czego super separacja.
- I super szczegółowość.
- Podłożem też klarowność i przejrzystość medium.
- Ale to wszystko nie na bazie jakiegoś wydelikacenia.
- Przeciwnie, dominuje żywioł, moc dźwięku i dynamika.
- Także nie na podłożu przesadnej techniczności.
- Albowiem:
- Wysokie nasycenie.
- Wysoka kontrastowość.
- Czarne tła.
- Modelowanie światłocieniem.
- Znakomita sferyczność tych wymodelowanych dźwięków.
- Co tyczy wszystkich bez wyjątku.
- W tej sytuacji soprany nigdy nie drasną uszu.
- A jednocześnie te soprany nie mają żadnych ograniczeń gdy chodzi o skalę i ekstensję.
- Całościowy naturalizm głosowy.
- I autentyzm wokali.
- Mocny i wyrazisty bas, w zależności od danego utworu i użytego wzmacniacza od średniego po dominujący.
- Duże sceny z pierwszymi planami najczęściej blisko słuchacza.
- Ale bez grania w głowie.
- Duże przy tej bliskości dźwięki.
- Dawka tlenu.
- Wyraźnie zaznaczająca się architektura wnętrz.
- Szeroko rozpościerane plenery o znacznej głębokości.
- Ukazywanie perspektywy na wysokości oczu.
- Wszystko to razem mocno działa na słuchacza, a jednocześnie nie męczy.
- Słuchać można przez cały dzień.
- Lekkie.
- Wygodne.
- Efektownie się prezentujące.
- Wysoka impedancja odsuwa od zniekształceń i poprawia wyraźność.
- Nadzwyczajna precyzja konstrukcji przetworników w technologii »True Open-Air«.
- Membrany ø58 mm, a zatem wyjątkowo duże.
- Wstawione w potężny układ magnetyczny skupiany permedurowym jarzmem.
- Poprawiona przejrzystość i swoboda propagowania dźwięku względem modelu poprzedniego.
- Stosunkowo łatwo napędzać.
- Przewiewny, prawie że nieobecny pałąk.
- Dobre trzymanie zadanej pozycji muszli.
- Dwa rodzaje padów w komplecie.
- Dwa trzymetrowe kable słuchawkowe – niesymetryczny i symetryczny.
- Opakowaniem aluminiowy neseser.
- Biorąc poprawkę na teraźniejszość, jak na słuchawki z ekstraligi przytomna cena.
- Najwyższa renoma producenta.
- Made in Japan
- Sprawdzona polska dystrybucja
Wady i zastrzeżenia
- Wymiana padów nie banałem.
- Jak chodzi o skalę wyrafinowania, główny nacisk położono na wektor ataku.
- Kable mają przy muszlach specyficzne podpięcia, wypożyczanie od innych słuchawek nie wchodzi w rachubę.
- Holografia, sceniczna głębia i wielosmakowość brzmienia przy tej samej precyzji i przejrzystości znają doskonalsze przykłady. (By nie szukać daleko, z Audio-Technica ATH-L5000.)
Dane techniczne
- Słuchawki przewodowe, wokółuszne, dynamiczne, otwarte
- Rama: stop magnezu
- Układ magnetyczny: magnesy neodymowe, cewki z gęsto nawiniętego drutu miedzianego, jarzma permedurowe
- Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 50 kHz
- Impedancja: 490 Ω
- Czułość: 100 dB/mW
- Złącza przy muszlach: gniazda A2DC (Audio Designed Detachable Coaxial)
- Średnica membrany: ø58 mm
- Waga: 330 g
- Wyposażenie:
– kabel niesymetryczny 3,0 m z pozłacanym wtykiem Jack 6,3 mm
– kabel symetryczny 3,0 m z 4-pinowym wtykiem XLR
– dwa komplety padów – aksamitne i z Alcantary
– aluminiowa walizka transportowa
– etui na przewody
– materiał opisowy w formie małej książeczki
Cena: 15 199 PLN
System
- Źródła: PC z przetwornikami Phasemation HD-7A i Gustard X30, odtwarzacz CD Cairn Soft Fog V2
- Wzmacniacze słuchawkowe: ASL Twin-Head Mark III, Phasemation EPA-007
- Słuchawki: Audio-Technica ATH-ADX7000, AudioQuest NightHawk (kabel FAW Hybrid), Dan Clark Audio STEALTH (kabel Tonalium-Metrum Lab), Fostex TH1000 RP mk2, HiFiMAN Susvara Unveiled (kabel Tonalium-Metrum Lab), Sennheiser HD 600
- Interkonekty: Next Level Tech ETHER, Sulek RED, Tellurium Q Black Diamond
- Kable zasilające: Acoustic Zen Gargantua II, Harmonix X-DC350M2R, Illuminati Power Reference One, La Sound Titan, Sulek 9×9 Power
- Listwa: Sulek Edia
- Kondycjoner masy: QAR-S15
- Stolik: Rogoz Audio 6RP2/BBS
- Podkładki pod sprzęt: Avatar Audio Nr1, Divine Acoustics KEPLER, Solid Tech „Disc of Silence”













Przepraszam za kilka wyparowanych komentarzy i jednodniowe zniknięcie strony, to efekty uboczne przenoszenia na inny hosting. Nie powinno się to powtórzyć, tak utrzymują informatycy. Obiecany na wrzesień tekst o charakterze filozoficznym został już napisany, ale z uwagi na to, że składa się z przeszło 20 tys. słów i jest w nim dużo dolnych przypisów, jego wrzucanie potrwa długo, zwłaszcza, że jeszcze się nie zaczęło. Na pociechę recenzja przetwornika Gustard powinna się wyłonić za parę dni.