Recenzja: Audio-Technica ATH-ADX7000

Postać brzmienia

    Sam producent zachwala, a i w pierwszych recenzjach nie brakuje zachwytów. Sam też chwaliłem poprzedni model flagowy o sygnaturze 5000, jego rozwinięcie w oczywisty sposób powinno być doskonalsze.

Przy komputerze

     Słuchawki przyjechały nie wiedziałem w jakim stopniu ograne, ale prędko się okazało, że w niewielkim. Podpięte do redakcyjnego wzmacniacza dual-mono, obsługiwanego przez redakcyjny przetwornik na parze kości D/A Burr-Brown PCM1794A, wspomaganych procesorem Victor Musical Industries JVC 8009 K2 (poczwórna interpolacja) ukazały muzyczny obraz o nadzwyczajnej dokładności odwzorowania poszczególnych dźwięków, ale trochę zanadto skupiony na głównych figurach brzmieniowych, za mały nacisk przykładający do przywołania ciepłej atmosfery i ukazania tego wszystkiego, co składa się (tak to nazwijmy) na poszum i wir muzyczny. Inaczej mówiąc, wizerunek cokolwiek sterylny i przesadnie techniczny, jednocześnie nie dość sycący w mierze nie tylko ciepła, ale także czynnika masy. 

     Pamiętając jak grały ATH-ADX5000 po osiągnięciu pełnej sprawności, pewien byłem, że czas będzie na to najlepszym lekarstwem, wystarczy pozwolić pograć. Toteż sobie pograły i zajęło to jakiś tydzień, a w międzyczasie zaszła zmiana – przetwornik Phasemation zastąpiony został przybyłym po recenzję Gustardem X30 (13 200 PLN) na czterech kościach ESS Sabre ES9039SPRO; przetwornikiem proponującym o włos mniej śpiewności (ale już nie gładkości) względem aktywowanego układu K2 w Phasemation, w zamian za trochę więcej masy i głębszy wgląd w brzmieniowe treści, przy generalnie tym samym, bardzo wysokim poziomie ogólnym.

 

 

 

 

    Sam Gustard musiał nabrać temperatury, co mu zajęło przeszło dobę, system grał potem przez kilka dni non stop, nareszcie wziąłem się za odsłuchy mające dawać rozstrzygnięcie odnośnie pierwszorzutowego podejścia do badanych, tj. z PC za źródło. Dla porządku nadmienię, że korzystałem z gęstych plików dyskowych (najwyższa jakość), TIDAL-a i YouTube, w opisie nie będę się rozmieniał na ich różnice jakościowe, nie zachodziły bowiem wpływające na osąd całościowy.

     Przejdźmy nareszcie do sedna, do brzmienia tych ATH-ADX7000 w stanie uznanym za ograny. Ich styl nie uległ zmianie, to znaczy ciągle daniem głównym pozostawała dokładność obrazowania z naciskiem bardziej na linię brzmienia niż efekty pomniejsze. Ale tu musimy się dobrze zrozumieć, bo nie chodzi mi o to, że na przykład wokalista najbardziej, a akompaniament już nie tak. Zarówno dźwięki prowadzące, jak te towarzyszące, Audio-Technica ATH-ADX7000 ukazywała z najwyższą precyzją – ba, nawet to nie jest wystarczająco powiedziane, z miejsca zwróciło bowiem uwagę, że cechą jej (naprawdę ważną) jest umiejętność odnajdywania w przekazie rzeczy na pozór zatraconych. Sięgnijmy po taki przykład: klasyk „Mbube” Solomona Lindy z 1939 roku, wylansowany w 1961 na super przebój przez zespół The Tokens pod tytułem „The Lion Sleeps Tonight”, to również w przebojowej wersji utwór wielogłosowy (choć na mniej głosów), który w reprodukcji większości słuchawek uwypukli ikoniczny falset Jaya Sigela, pozostałe sprowadzając do roli dodatku. Całe skupienie idzie na ten jeden dominujący, a resztę się prawie pomija i bierze za samo tło, ale nie w wydaniu Audio-Techniki ATH-ADX7000, która te pozostałe głosy czyniła odrębnymi i wyraźnymi – dopiero w jej odtworzeniu będziemy mieli do czynienia z utworem rzeczywiście wielogłosowym.
     Ten motyw się powtarzał – jeden, drugi, dziesiąty utwór instrumentalny czy wokalny, bez różnicy – stawał się polem odnajdywania rzeczy w przekazie zagubionych: z tła wyciąganych dźwięków w to tło u innych słuchawek tak mocno wprasowanych, że niezdolnych się zjawiać pod postacią odrębnej, niepomijalnej obecności.

     Powiem tak, przy całym szacunku do pozostałych umiejętności recenzowanej Audio-Techniki, to ta wywarła na mnie największe wrażenie. Te słuchawki są trochę jak detektyw odnajdujący niewidoczne dla innych tropy, co w ten sposób opisywane zalatuje wprawdzie przesadą, ale jest taki wątek i jest on dla tych słuchawek ważny. Potrafią wzbogacać obraz o przytłoczone innymi dźwięki, ich obrazowanie dzięki temu nabiera innego wyrazu i można tę jego inność cenić.

    Oprócz tego co ważne? Ważny szereg kolejnych rzeczy, poczynając od tej, że ten z wyjątkową skrupulatnością odmalowywany muzyczny obraz zjawiał się utwór po utworze z pierwszym planem blisko słuchacza, ale nie w jego głowie. Zjawiał się jako szeroka panorama na bazie pierwszoplanowych dużych dźwięków, które trzeba było uznawać za wyjątkowo starannie odtwarzane, ale to bez udziału wyostrzania konturów. Tego nie było – dźwięki były modelowane sferycznie i było to bardzo cenne. Wyróżniało je także to, że wszystkie były, jak już parę razy mówiłem, z ponadprzeciętną starannością wyosobniane z tła i modelowo gładkie w sensie muzycznego ujęcia. Także treściwe, esencjalne i z mocnym kontrastem pośród ciemnego o całkowitej klarowności i przejrzystości aranżu. Nie brakowało też energii, wypełnienia i dynamiki – obraz jawił się jako żywy i bardzo mocny w sensie siły oddziaływania. Nie przejawiał natomiast aż takiej misterności, jak ten z flagowej, limitowanej wersji zamkniętej ATH-L5000, ani z wziętej do porównania Susvara Unveiled. Względem porównywanej bezpośrednio ostatniej całościowa naturalność muzyczna oraz sama muzyczna tkanka (poprzez czynniki bogactwa treści, wzajemne tej treści zróżnicowanie oraz przestrzenne relacje dźwięków i modelujący udział pogłosu) nie były aż tak wybitne, niemniej ciągle pozostawały na bardzo wysokim poziomie.
     Audio-Technica przejawiała kilkakroć już akcentowaną przewagę dźwięków zasadniczych nad otoczkami i dodatkami, u porównywanych Unveiled więcej towarzyszyło linii głównej całościowego poszumu i bogactwa oprawy, a sama treść muzyczna jawiła się jako bardziej złożona, misterniejsza, więcej komponentowych czynników oferująca, poprzez co bardziej mieniąca się i różnorodna. 

     Oczywista nie jest wzorcowo uczciwe branie do porównań słuchawek dwakroć z okładem droższych, a kiedy dodać do nich cenę zewnętrznego okablowania (też drogiego), zbliżymy się do trzykrotności. Z drugiej strony celem ideał i na drodze do niego Audio-Technica ATH-ADX7000 przejawiała tendencję do mocniejszego izolowania składników i podkreślania roli głównych, podczas kiedy Susvary wolały muzyczną całość w formie bardziej skomasowanej i jednocześnie bardziej zróżnicowanej wewnętrznie, większą ilością czynników równocześnie oddziałującej.

   Wróćmy od porównań do tego co cechowało recenzowane. Cechowała je duża, imponująca nawet dawka energii z towarzyszeniem napowietrzenia. Cechował mocny smak, w tym indywidualizmu wokali. Cechowały głębokie czernie tła, zaznaczająca się obecność architektury wnętrz i szerokie rozpostarcie sceniczne. Sceny dowolne rozmiarowo na szerokość i na głębokość, natomiast bez tendencji podrywania dźwięku do lotu i bez poczucia bezkresu w odniesieniu do tego co nad głową. (A niektóre słuchawki tak mają.)   

     Przejedźmy się po paśmie. Zgodnie z obietnicami nienaganne się okazały soprany. Czyste, sferycznie formowane, bez ograniczeń wysokości, na zawołanie przenikliwe, a nigdy nie drażniące. Wraz z tego rodzaju sopranami znakomita też dźwięczność – wszystko, co opiera się na niej, doznawało całkowitego spełnienia. Wokale darzące ciepłem i biologizmem substancji – żywi, prawdziwi ludzie na dotyk wyciągniętej dłoni, z oddechem, z indywidualizmem głosowym i z paletą nastrojów. No i bas. Ten brzmieniowo zróżnicowany, popisowo wewnętrznie złożony, bardzo dobrze ukazujący sposoby jego nagrywania i wagę przykładaną do jego obecności. Toteż w jednych utworach obecność basu słabsza, kiedy w innych dominująca; jedynie czysto ciśnieniowa strona nie aż rangi arcymistrzowskiej, tutaj Ultrasone E7, E9 i T7 oraz Spirit Torino Valkyria wyznaczyły standardy nieosiągalne dla innych, choćby nie wiem jak drogich.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

1 komentarz w “Recenzja: Audio-Technica ATH-ADX7000”

  1. Piotr Ryka pisze:

    Przepraszam za kilka wyparowanych komentarzy i jednodniowe zniknięcie strony, to efekty uboczne przenoszenia na inny hosting. Nie powinno się to powtórzyć, tak utrzymują informatycy. Obiecany na wrzesień tekst o charakterze filozoficznym został już napisany, ale z uwagi na to, że składa się z przeszło 20 tys. słów i jest w nim dużo dolnych przypisów, jego wrzucanie potrwa długo, zwłaszcza, że jeszcze się nie zaczęło. Na pociechę recenzja przetwornika Gustard powinna się wyłonić za parę dni.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

© HiFi Philosophy