Recenzja: AUDIO-TECHNICA ATH-ADX5000

Odsłuch

Czyli…

   Zacząć muszę od przynudzania, czyli od wygrzewania. Słuchawki są pod jego względem dość trudne, to znaczy potrzebują dużo czasu. Niemniej od startu grają bardzo dobrze, zmiany nie pojawiają się zasadnicze. Przyrasta całościowa kultura, dźwięk nieco się ociepla, potęga narasta w sporym stopniu, jednak nie doświadczymy żadnych zasadniczych przeobrażeń. Styl pozostaje ten sam, jedynie umacnia się i dociera. Trudno wszakże nie zauważyć, że z nieco technicznego przeistacza w czysto muzyczny, z cokolwiek oziębłego w przyjemnie ciepły, a z dysponującego umiarkowaną siłą (ciśnienie, potęga, gęstość) w żywiołowy, żywotny i mocny.

Tyle odnośnie spraw wstępnych, a teraz w ruch komputer, przetwornik Ayon Sigma i wzmacniacz Phasemation, zamiennie z Ayon HA-3. Ale jedna jeszcze wpierw kwestia techniczna: bać się czy nie bać tych czterystu przeszło Ohm impedancji? Według mnie nie ma potrzeby. Ostatecznie super popularne Beyerdynamic T1 i Sennheiser HD 800 mają podobnie dużą i nikt się tym nie przejmuje. Na wszelki jednak wypadek sprawdziłem sytuację przy odtwarzaczu przenośnym Astell & Kern AK380 – i okazało się, że nasza Audio-Technica dla sprzętu przenośnego wprawdzie nie została stworzona, niemniej już taki średnio mocny, jak ten właśnie AK380, radzi sobie z nią całkiem dobrze i przy potencjometrze odjechanym w okolice maksimum dźwięk produkują wspólnie bardzo głośny i naładowany energią, a żadnych zniekształceń nie ma.

Wraz z tą konstatacją dochodzimy do sprawy, która przy sprzęcie stacjonarnym okazała się tego nowego otwartego flagowca Audio-Techniki signum. Każde wybitne słuchawki takie mają, dla każdych coś jest wizytówką. Dla tych jest nią mistrzowska precyzja obrazowania i odporność na zniekształcenia. Niezależnie od klasy sprzętu, przy nie najlepszych nawet torach, artykulacja będzie wyjątkowo wyraźna i wraz z nią zjawi się separacja, natomiast zniekształceń nie uświadczysz na żadnym obszarze pasma przy najtrudniejszych nawet testach. Permendurowe przetworniki o ogromnych membranach okolonych super sztywnymi kołnierzami pracują niczym mistrzowska obrabiarka, dopieszczą każdy detal. Dźwięk wielki i malutki wychodzą z tej obróbki cyzelowane z dokładnością do milimetra – dykcja budzi najwyższe uznanie, przestery są niemożliwe. Wszystko się tutaj uwyraźnia – śladu nie ma zlewania, mamrotu, buczenia – jak również nic nie idzie na żywioł. To znaczy – żywioł może być: żywiołowa muzyka nie zmieni się w spokojną (prędzej na odwrót) – ale i w trakcie szalejącej burzy atakujących dźwięków wszystko zostanie odseparowane i wyartykułowane z najwyższą starannością, i na dodatek w świetnym tempie. Nowy produkt Audio-Techniki nie ma bowiem tendencji do długiego podtrzymywania dźwięków – szybkość narastania przedkłada nad poetyckie przeciąganie frazy.

Najnowsze dziecko ze szczytów oferty Audio-Techniki.

Może od razu tu napiszę, że porównując z najlepszymi – jak Meze Empyrean,  Audeze LCD-4z, czy Final D8000, nie tknęło mnie poczucie przez tego nowego gracza odstawania. To była ta sama liga, ale z przynależnością do niej też tańszych Sennheiser HD 800 i Beyerdynamic T1. Cokolwiek by o tym sądzić, Ayon Sigma i Phasemation nie stwarzał warunków pozwalających kogokolwiek w tej stawce wyróżnić. Pozwalały natomiast odczuć mocno różnice stylów – i na tym się teraz skoncentrujemy. Ale wpierw jeszcze jeden nawrót do spraw technicznych i odnośna uwaga, że czteropozycyjny regulator impedancji w słuchawkowym wzmacniaczu  dawał bardzo wyraźne różnice dla tych o impedancji niskiej, które przy niewłaściwym ustawieniu grały wyraźnie słabiej. Natomiast wysokoomowej Audio-Technice było właściwie wszystko jedno, regulator nic dla niej nie znaczył. Nie był natomiast obojętny dwupozycyjny przełącznik „GAIN” – wolała niższe ustawienie; zyskując wraz z nim większą ogładę – tę audiofilską „muzykalność”.

Wejdźmy głębiej w charakterystykę recenzowanych, odnosząc ją do gamy produktów konkurencji. Mamy już od nowej szczytowej Audio-Techniki wyjątkową wyraźność i niepodatność na zniekształcenia – a co więcej? Może zacznę od aury. Świeży flagowiec z Tokio nie grał ciemniej ni jaśniej od pozostałych w stawce, i jeśli szukać pod tym względem różnic, to chyba jedynie to znaleźć, że Audeze LCD-4z grały bardziej w potocznym sensie miło. Trochę cieplejszym i łagodniejszym dźwiękiem, gdyż mniej naznaczonym obecnością sopranów w środku pasma; który to dźwięk całościowo był niższy, bardziej zwarty i mniej echowy. Taki bardziej przyjazny i w dobrym sensie codzienny; mniej próbujący się czymś wyróżnić i czymś zaimponować. Nie tak ostentacyjnie narzucający czarne tła i na nich zadające szyku blaski w ekscytujących oprawach echa, tylko spokojne, pastelowe barwy na bryłach dźwiękowych o większej masie i spokojniejszym, elegantszym ruchu. (Co nie znaczy, że były te LCD-4z powolne; znaczy – że spokojniejsze w odbiorze. A przy tym wyjątkowo sympatyczne i mimo braku wyrywności budzące wielki respekt klasą.)

Ale my o Audio-Technice, i w odniesieniu do niej kolejna ważna sprawa – duża scena, mimo iż z bliskim pierwszym planem. Przeważnie bywa tak, że albo duża scena, a wówczas pierwszy plan daleki, albo ten pierwszy blisko, a za nim scena bardziej kameralna lub taka niespecjalnie widoczna. Pod tym względem nowa Audio-Technica z przedziału szczytowego okazała się dość osobliwa – odchodząca w niemałym stopniu od szkoły brzmienia prezentowanej przez poprzedzającego ją flagowca zamkniętego. Tam plan pierwszy lokował się dalej i przede wszystkim operowano małymi źródłami dźwięku, co sumarycznie dawało bardziej przemożne i całościowe wrażenie ogromu. W przeciwieństwie do zamkniętego poprzednika nowy flagowiec otwarty plan pierwszy przysuwa do słuchacza i źródła prezentuje duże. Lecz niezależnie od tego także daleki horyzont; budowany jak zwykle przez echa, w tym wypadku bardzo umiejętnie wkomponowane w całość. Nie powstaje w rezultacie wrażenie obcości, czy wręcz odrealnienia – powstaje sama wielka scena o bliskim planie pierwszym. Nie tak jednak ogromna, jak u ATH-W5000, i zaprojektowana inaczej. Brak integracji z tym bliskim planem pierwszym poprzez przyłączanie się coraz dalszych, tylko wyczuwa się dwa ośrodki, z których jeden ważniejszy. Duże źródła w bezpośredniej bliskości wyraźnie dominują, ale z tyłu, hen za nimi, też mocno daje znać o sobie wielka, lecz bardziej samoistna przestrzeń.

Z magnezowym pałąkiem.

To sporo różni otwartą Audio-Technicę od głównych konkurentów dynamicznych – wzmiankowanych Sennheiser HD 800 i Beyerdynamic T1. Pierwsze swój front ustawiają trochę dalej, tym niemniej też dosyć blisko, i też mają duże źródła dźwięku, natomiast sferę akustyki wnętrz i koherencji dalszych planów z pierwszym bez wątpienia mocniej uwydatniają. Nie powstaje u nich wrażenie rozbicia na mocny front i dużo słabsze tło, tylko wrażenie spójnej przestrzeni w ramach całościowego oglądu. Z kolei u T1 pierwszy plan jest też blisko, ale dalsze z nim lepiej sklejone, mniej natomiast zauważa się ogrom. Za to co innego się zauważa – wyjątkową sferyczność bryły. Od kiedy to odkryłem (to znaczy od niedawna) ciągle robi to na mnie wrażenie; są pod tym względem T1 wyjątkowe. Żadne z dotychczas wymienionych taką bryłą nie dysponują, trzeba dopiero sięgać po Final Sonorous X albo AKG K1000. Co nie znaczy, że wszystkie wymienione nie miały dźwięków sferycznych. Miały je, ale nie w takim stopniu – dobre, ale nie zjawiskowe. Stosunkowo najbliżej zjawiskowości lokowały się Ultrasone Tribute 7, jednak też minimalnie za. Natomiast gdy chodzi o sferyczność spektaklu jako całości, to na to nacisk szczególny kładły Sennheiser HD 800 i także Meze Empyrean. I znów wszyscy o to dbali, lecz one trochę bardziej.

Wracając do recenzowanych. Kolejna dla nich kluczowa sprawa, to natura samego dźwięku. Już wiemy o nim jako o dużym, bliskim i szczególnie wyraźnym oraz dalekim od zniekształceń. Też o tym, że narasta szybko i nie jest przeciągany, a pogłosy dozuje umiarkowanie, niemniej są wyczuwalne. Uzupełnijmy ten opis o transparentność i natlenienie. Nie da się ukryć, że dźwięki proponowane przez ADX5000 stanowią (podobnie jak scena) specyficzną mieszankę i stylem się wyróżniają. Nie zaczynają od fundamentów basowych, by przejść w całym paśmie do wypełnienia; tak postępują przede wszystkim Ultrasone i w dużym stopniu Audeze. Substancjalność u Audio-Techniki nie jest filarem wszystkiego, a tylko jednym z wielu substratów budowania całości. Ich konstrukcja brzmieniowa jest lżejsza – za to duża, natleniona i nośna. Wraz z wygrzewaniem przybywało masy, kontury się wypełniały – i w pewnej chwili doszło do tego, że dźwięk stał się potężny. Lecz to potęga bardziej wichury niż głazu; czegoś przenikliwszego, ruchomego. W basowych partiach kontur i zakreślony nim obszar były ważniejsze od czynnika tonażu, który pozostawał umiarkowany.

I magnezowymi muszlami.

To samo tyczyło ciśnienia dźwięku, które bardziej owiewało niż gniotło. Ale zrozummy się dobrze – to nie są pustostany. Bas ma nie tylko obrys, ma także mocną treść. Membrana się uwidacznia, doskonale czuć uderzenie i czuć też dobrze masywność. Która nie jest jednakże dominantą, jak u Audeze LCD-4z, czy Final D8000, nie mówiąc o Tribute 7. Te ostatnie są pod tym względem szalone, momentalnie nas miażdżą. Wyraźnie je to od odróżniało od pozostałych w stawce, dawały inny spektakl. Ale ostrożnie z zachwytami – taki potencjał ciśnienia wymaga pietystycznej oprawy, inaczej będą przestery. Poza tym Ultrasone, a także Sennheisery i Beyerdynamic, grały na etapie przy komputerze z kablami Tonalim-Metrum Lab, co im dawało przewagę. Nie twierdzę, że Audio-Technica z tym kablem by zyskała, bo tego nie wie się a priori, ale są powody tak sądzić, gdyż jeszcze się nie zdarzyło, by którekolwiek nie zyskały. (Przynudzam z tym Tonalium, ale musimy siedzieć w faktach.)

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

16 komentarzy w “Recenzja: AUDIO-TECHNICA ATH-ADX5000

  1. Michal Pastuszak pisze:

    Postanowilem sie podzielic moimi ostatnimi wrazeniami z krotkiego, prywatnego (nie moje klocki, dla jasnosci) odsluchu kilku czolowych sluchawek obecnej produkcji, jest to bardziej w formie ciekawostki i nie stanowi oczywiscie doglebnej recenzji.

    Mialem otoz przyjemnosc poobcowac z nowym Ofeuszem HE1, Abyss 1266 TC oraz serbskim wynalazkiem RAAL SR1a.

    Zaczne od Amerykancow, nowe TC , podpiete do odczepow kolumnowych jakiegos lampowca icon audio, chyba trioda, tak bardzo nie zagladalem w technikalia bo to dosc luzne spotkanie i bardziej na rozmowe nakierowane niz wlasciwe testowanie, no wiec te Abyss nowe graja znacznie przejrzystszym i szybszym dzwiekiem od tych najstarszych, jest tam tez nutka ciepla na srednicy, bardziej to organiczne, calosciowo jednak transparencja, rozlegla przestrzen, bez zadnego zlewania sie no i ich popisowa bron, pojemny, ciezki, przestrzenny bas, organowa muzyka musi tutaj wypasc swietnie. Duzo sluchania nie bylo, moze po 2 utwory, wiec sie nie bede rozpisywal. Podobalo mi sie.

    HE1 – gral z serwera muzycznego, tak samo jak Abyss i RAAL, ale z wlasnym wzmacniaczem/przetwornikiem. Dzwiek elegancki, jest wreszcie tak rzadki w sluchawkach zarys holograficzny bryl instrumentow, stabilne zawieszenie przestrzenne glosow, przestrzen okazala ale chyba mniejsza niz w Abyss, dzwiek ciemniejszy (dla mnie moze ciut za ciemny), bardzo ladny bas jak na elektrostaty (lepszy od Staxow) ale wyraznie o mniejszej mocy niz w Abyss, wzgledem Staxow brzmienie mniej rozrzedzone, bardziej zageszczone choc nie jakos nadzwyczajnie. Pieknie gladki dzwiek, taki ze mozna bez zmeczenia sluchac dlugo, wszystkie wymagane cechy najwyzszej klasy sluchawek sa tutaj spelnione. Spodziewalem sie chyba jeszcze czegos wiecej, ale to przez cene.

    RAAL – powiem tak, pomiedzy Abyss i HE1 mozna sobie argumentowac ktore daja ciekawszys pektakl, jeden ma lepsze to drugi tamto, calosciowo bardzo zblizony poziom, a cenowo ze wskazaniem mocnym na Abyss, choc wygoda jednoznacznie po stronie Sennheisera. Serbskie monitory naglowne sa jednak w zakresie realizmu przestrzennego, wielkosci scenicznej, rozdzielczosci (fakturowania), szybkosci (natychmiastowosc dzwiekow) i bezposredniosci na zupelnie innym poziomie niz dwaj poprzednicy. RAAL graly chyba ze wzmacniacza Benchmarka, bo i sam producent zdaje sie stroil je na tym urzadzeniu, calosc zdecydowanie najtansza i brzmienie najprawdziwsze. Nie podejmuje sie jednak powiedziec jak taki namacalny, sugestywny przekaz odbieralbym po 2-3 godzinach odsluchu, zapewne kwestia wlasnych preferencji (w tym i muzycznych) bedzie miala spory wplyw, choc jak ktos lubi prawde zyciowa bez zadnych upiekszen to ma ja tutaj jak chyba nigdy wczesniej. Sluchawki te potrzebuja co najmniej 100W wzmacniacza (graja przez specjalny adapter – jest w komplecie) tak sa zaprojektowane zwyczajnie, zatem to niejako wymog techniczny. Postep jednak jest i co wazniejsze nie kosztuje fortuny, bardzo pozytywna informacja oby wiecej takich konstrukcji zaczelo przybywac.

    To takie bardzo pobiezne wrazenia, zaluje ze nie moglem spedzic wiecej czasu i posluchac wlasnej muzyki. Abyss i HE1 zrobily na mnie dobre wrazenie ale zebym wrocil na nie chory to absolutnie nie, pewnie jakbym dostal taki dzwiek 10lat temu, byloby to kompletnie inne przezycie, ale obecnie juz wiele tych wspanialych cech mozna dostac za mniejsze pieniadze, choc niekoniecznie w jednym opakowaniu i jednoczesnie.

    Natomiast RAAL bede myslal czy by sobie kiedys nie sprawic, choc po namysle, to bardziej sie teraz wole skoncentrowac na wydobyciu calego potencjalu z nowej Audiotechniki ATH-L5000 bo to jednak taniej mnie wyjdzie, a jest w nich moim zdaniem sporo wciaz nieodkrytego muzycznego piekna, zwlaszcza ze po ostatnich wariacjach mam mocne watpliwosci czy sie juz wygrzaly….

    1. Piotr Ryka pisze:

      Bardzo dziękuję za ten wpis, stanowiący cenne uzupełnienie naszej wiedzy o słuchawkach najwyższych lotów, w tam zwłaszcza tych u nas niedostępnych, jak nowe Abyss i RAAL. Szczególnie na te RAAL zacząłem sobie ostrzyć zęby – ich ewentualny pojedynek z AKG K1000 byłby naprawdę czymś.

      1. Marcin pisze:

        Pierwszy raz słyszę o RAAL, ale opis poprzednika jest niezwykle ciekawy. Jako posiadacz K1000, byłbym niezwykle usatysfakcjonowany móc przeczytać o wspomnianym pojedynku. Czy na razie to tylko ostrzenie zębów, czy już może jakieś wstępne plany?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Nie, konkretnych zabiegów jeszcze nie ma – na razie jest apetyt 🙂

  2. Alucard pisze:

    No i nareszcie się publicznie przyznałeś Michał że masz te L5000 🙂

  3. Kosq pisze:

    Ha sam jestem fanem AT, moje pierwsze słuchawki to DT770 i A700X, przy czym beyerdynamic wyewoluował do T1 a ATH najlepsze mam W1000Z. Tak jeszcze w miarę możliwości finansowych to AD2000X bym chciał do pełni sobie sprawić. Ceny tego nowego flagowca są już niestety poza zasięgiem, ale zawsze miło poczytać chociaż 🙂

    Pozdrawiam panie Piotrze!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Też pozdrawiam!

    2. Rafał pisze:

      Mam do zbycia ATH-AD2000X w b.dobrym stanie, mało używane, z dorobionymi gniazdami SMC i znacznie lepszym od fabrycznego kablem. Mój mail to: panzeb@wp.pl
      Panie Piotrze, proszę się nie gniewać na tę mini giełdę sprzętową 🙂

  4. Marecki pisze:

    Piotrze,
    Co w trawie piszczy?

    Pozdrowienia : )

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jaka teraz recenzja? KANN CUBE.

      1. Marecki pisze:

        Tak.
        A dokładniej;
        na jakie recenzje się zanosi?
        – kilka najbliższych.

        Może warto byłoby publikować (od czasu do czasu:) )zapowiedzi?
        Wiem że grafik napięty, także…
        Wszystko w ramach możliwości ; )

        1. Piotr Ryka pisze:

          Po KANN CUBE będzie USB Fidata, a potem porównanie czterech planarów: Audeze LCD-4z, MrSpeakers ETHER 2, Final D8000 i Meze Empyrean. Chyba, że coś się zmieni…

          1. Marecki pisze:

            Zapowiada się ciekawie 🙂
            Jakieś gramofony na horyzoncie?

          2. Piotr Ryka pisze:

            Transrotor Alto z wkładką ZYX Ultimate OMEGA i ramieniem SME Series IV (12 cali).

  5. Radzik pisze:

    ADX5000 dobrze dogadywały by się z Rme ADi 2 Pro?? Cena w promocji kusi , ale martwię się że będzie za jasno .Jakaś inna alternatywa z Rme do 7 tys ?? LCD-3 ??

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że nie będzie za jasno. RME nie ma jasnego brzmienia. W razie ewentualnej „katastrofy jasności” zawsze można podretuszować equalizerem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy