Recenzja: AUDIO-TECHNICA ATH-ADX5000

Budowa

Duże pudło.

   Nazywanie modelu ATH-ADX5000 flagowym jest w sytuacji wyżej opisanej problematyczne, gdyż jest nim bez wątpienia ponad dwa razy droższy ATH-L5000. Zważywszy na jego limitowaną ilość, zapewne tylko przejściowo, lecz nie wiadomo, czy nie przerodzi się ów limit – zagrywką a la Ultrasone – w bardzo podobny model nielimitowany, który też będzie flagowym. Chwyt taki Audio-Technica zastosowała w odniesieniu do rocznicowych W2002, przeradzając je w nielimitowane W5000 o muszlach z innego drzewa, ale już nie w odniesieniu do jeszcze większymi i bardziej złotymi zgłoskami zapisanego w audiofilskich annałach modelu L3000. Ten flagowiec to niewątpliwy antenat obecnych L5000 – także obszyty luksusową skórą od brytyjskiego Connolly, analogicznie w limicie pięciuset sztuk, również najdroższy w ofercie – i nie doczekał się tańszej kontynuacji. (Rok 2007, cena $2450.) Jaki więc będzie los L5000 – powstałego po przeszło dekadzie sukcesora – przewidzieć niepodobna. Z uwagi na wielkie powodzenie, wykluczyć kontynuacji nie można, z uwagi na zaszłości historyczne, nie była ona raczej przewidywana.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że ADX5000 to flagowiec otwarty, a nawet otwarty bardzo. Otwartość była w jego przypadku jednym z głównych założeń, obok wyeliminowania wibracji i bardzo dużej membrany. Już w modelu W2002, z okazji swego czterdziestolecia, Audio-Technica, jako pierwsza, złamała barierę średnicy 50 mm, o której wtedy twierdzono, że powyżej w konstrukcjach dynamicznych zniekształcenia będą nie do opanowania. (Dla słuchawek planarnych większe membrany to betka.) A teraz dawny swój rekord poprawia – dzięki wolframowemu pokryciu mylarowego nośnika oraz super sztywnemu pierścieniowi mocującemu z kompozytu siarczku polifenylenu z włóknem szklanym, udało się dojść do ø 58 mm. Nie jest to wprawdzie nowy rekord absolutny, ten dzierżą Sony MDR-Z1R ze swą celulozowo-polimerową membraną ø 70 mm, niemniej wielkość imponująca, gwarantująca drugą pozycję. Z kolei super sztywność odnosi się nie tylko do osadzającego membranę w obudowie kompozytowego kołnierza, ale też do części napędowej, cechującej się prócz niej wyjątkową zwartością konstrukcji oraz szeregiem innowacji. Znajdujemy tam cewkę nawiniętą drutem miedzianym 6OFC i rdzenie magnetyczne z permenduru (stop żelaza z kobaltem, niobem, wanadem i tantalem), czyli mieszanki o rekordowym pod względem absorbcji gęstości magnetycznej współczynniku, rzędu 2,3 – 2,5 Tesli.

A w środku to.

Łączenie elementów zrealizowano przy tym w oparciu o niedawno opracowaną topologię powierzchni PAT.P – wynalazku na użytek redukcji drgań w bardzo długich wiertłach do wierceń profesjonalnych. Tak wykonane drajwery są jednocześnie najbardziej zwarte spośród wszystkich dotąd powstałych i generują najmniejsze z wszystkich drgania, co w połączeniu z Core Mount – sposobem montażu w muszlach zapewniającym najlepszy opływ powietrza, dawać ma szczególnie rozległe i niezaburzone pasmo akustyczne.

Ciąg dalszy to same muszle z magnezu, czyli materiału szczególnie niepodatnego na generowanie własnych i podtrzymywanie cudzych drgań rezonansowych – w tym wypadku ukształtowane w siateczkowe pokrywy „plaster miodu”, potęgującą zarówno wspomnianą antywibracyjność, jak i zapewniające zakładaną maksymalną otwartość. Jednocześnie są te siateczki okolone bardzo szczelnymi pierścieniami na obszarze łączenia z padami, tak by nie pojawiły się tam żadne przedmuchy pasożytnicze. Chwytaki pałąka i elementy przejścia od nich w regulacyjne prowadnice także wykonano z magnezu, a część nagłowna to dwie uprzyjemniająco wyścielone i obszyte alcantarą sztywne kształtki, przytwierdzone znów poprzez zaciskający element magnezowy do srebrzystych prowadnic z regulacyjnym żłobkowaniem. Chodzi ta regulacja bardzo lekko i jednocześnie trzyma pewnie – złego słowa nie powiem. Niespecjalnie grube pady o równej na całym obwodzie grubości także obszyto alcantarą, a całość jest bardzo lekka – waży zaledwie 270 gramów. Kabel w komplecie otrzymujemy jeden – odpinany, długości 3,0 m; podobnie jak cewki oparty o przewody z miedzi 6OFC. W wymiarze użytkowym jest cienki, lekki oraz mocno sprężynujący, z czego dwie pierwsze cechy są korzystne, a trzecia całkiem nie. Zakończono go wtykiem duży jack (6,3 mm) z odnośną adnotacją, iż jego obudowę wykonano ze specjalnej stali, także odpornej na wibracje. Fakt odpinania jest tu własnością dawniej u Audio-Techniki nie widywaną, realizowaną poprzez małe ale skuteczne przyłącza A2DC; takie same, jakie stosuje HiFiMan w swoich szczytowych Susvarach i HE-1000. W ofercie Audio-Techniki widnieje także kabel symetryczny, który we flagowcu limitowanym stanowi część kompletu, a dla ATH-ADX5000 pozostaje opcją zewnętrzną, wymagającą wysupłania dodatkowych $599.

A w środku tego to.

Wszystkie te skarby i innowacje lądują w eleganckiej walizeczce z tworzywa w odcieniu „kawa z mlekiem”; z nóżkami, dużym uchwytem i atłasową wyściółką. Prócz pojedynczego kabla i samych słuchawek niczego w niej nie znajdziemy – żadnych stojaków, pokrowców, zapasowych albo alternatywnych padów, ściereczek do pielęgnacji. Aby wejść w posiadanie walizeczki z zawartością, należy polskiemu dystrybutorowi (Audio Klan z siecią własnych sklepów TOP HiFi) uiścić 10 999 złotych, a co się w zamian usłyszy, tym się obecnie zajmiemy.

 

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

16 komentarzy w “Recenzja: AUDIO-TECHNICA ATH-ADX5000

  1. Michal Pastuszak pisze:

    Postanowilem sie podzielic moimi ostatnimi wrazeniami z krotkiego, prywatnego (nie moje klocki, dla jasnosci) odsluchu kilku czolowych sluchawek obecnej produkcji, jest to bardziej w formie ciekawostki i nie stanowi oczywiscie doglebnej recenzji.

    Mialem otoz przyjemnosc poobcowac z nowym Ofeuszem HE1, Abyss 1266 TC oraz serbskim wynalazkiem RAAL SR1a.

    Zaczne od Amerykancow, nowe TC , podpiete do odczepow kolumnowych jakiegos lampowca icon audio, chyba trioda, tak bardzo nie zagladalem w technikalia bo to dosc luzne spotkanie i bardziej na rozmowe nakierowane niz wlasciwe testowanie, no wiec te Abyss nowe graja znacznie przejrzystszym i szybszym dzwiekiem od tych najstarszych, jest tam tez nutka ciepla na srednicy, bardziej to organiczne, calosciowo jednak transparencja, rozlegla przestrzen, bez zadnego zlewania sie no i ich popisowa bron, pojemny, ciezki, przestrzenny bas, organowa muzyka musi tutaj wypasc swietnie. Duzo sluchania nie bylo, moze po 2 utwory, wiec sie nie bede rozpisywal. Podobalo mi sie.

    HE1 – gral z serwera muzycznego, tak samo jak Abyss i RAAL, ale z wlasnym wzmacniaczem/przetwornikiem. Dzwiek elegancki, jest wreszcie tak rzadki w sluchawkach zarys holograficzny bryl instrumentow, stabilne zawieszenie przestrzenne glosow, przestrzen okazala ale chyba mniejsza niz w Abyss, dzwiek ciemniejszy (dla mnie moze ciut za ciemny), bardzo ladny bas jak na elektrostaty (lepszy od Staxow) ale wyraznie o mniejszej mocy niz w Abyss, wzgledem Staxow brzmienie mniej rozrzedzone, bardziej zageszczone choc nie jakos nadzwyczajnie. Pieknie gladki dzwiek, taki ze mozna bez zmeczenia sluchac dlugo, wszystkie wymagane cechy najwyzszej klasy sluchawek sa tutaj spelnione. Spodziewalem sie chyba jeszcze czegos wiecej, ale to przez cene.

    RAAL – powiem tak, pomiedzy Abyss i HE1 mozna sobie argumentowac ktore daja ciekawszys pektakl, jeden ma lepsze to drugi tamto, calosciowo bardzo zblizony poziom, a cenowo ze wskazaniem mocnym na Abyss, choc wygoda jednoznacznie po stronie Sennheisera. Serbskie monitory naglowne sa jednak w zakresie realizmu przestrzennego, wielkosci scenicznej, rozdzielczosci (fakturowania), szybkosci (natychmiastowosc dzwiekow) i bezposredniosci na zupelnie innym poziomie niz dwaj poprzednicy. RAAL graly chyba ze wzmacniacza Benchmarka, bo i sam producent zdaje sie stroil je na tym urzadzeniu, calosc zdecydowanie najtansza i brzmienie najprawdziwsze. Nie podejmuje sie jednak powiedziec jak taki namacalny, sugestywny przekaz odbieralbym po 2-3 godzinach odsluchu, zapewne kwestia wlasnych preferencji (w tym i muzycznych) bedzie miala spory wplyw, choc jak ktos lubi prawde zyciowa bez zadnych upiekszen to ma ja tutaj jak chyba nigdy wczesniej. Sluchawki te potrzebuja co najmniej 100W wzmacniacza (graja przez specjalny adapter – jest w komplecie) tak sa zaprojektowane zwyczajnie, zatem to niejako wymog techniczny. Postep jednak jest i co wazniejsze nie kosztuje fortuny, bardzo pozytywna informacja oby wiecej takich konstrukcji zaczelo przybywac.

    To takie bardzo pobiezne wrazenia, zaluje ze nie moglem spedzic wiecej czasu i posluchac wlasnej muzyki. Abyss i HE1 zrobily na mnie dobre wrazenie ale zebym wrocil na nie chory to absolutnie nie, pewnie jakbym dostal taki dzwiek 10lat temu, byloby to kompletnie inne przezycie, ale obecnie juz wiele tych wspanialych cech mozna dostac za mniejsze pieniadze, choc niekoniecznie w jednym opakowaniu i jednoczesnie.

    Natomiast RAAL bede myslal czy by sobie kiedys nie sprawic, choc po namysle, to bardziej sie teraz wole skoncentrowac na wydobyciu calego potencjalu z nowej Audiotechniki ATH-L5000 bo to jednak taniej mnie wyjdzie, a jest w nich moim zdaniem sporo wciaz nieodkrytego muzycznego piekna, zwlaszcza ze po ostatnich wariacjach mam mocne watpliwosci czy sie juz wygrzaly….

    1. Piotr Ryka pisze:

      Bardzo dziękuję za ten wpis, stanowiący cenne uzupełnienie naszej wiedzy o słuchawkach najwyższych lotów, w tam zwłaszcza tych u nas niedostępnych, jak nowe Abyss i RAAL. Szczególnie na te RAAL zacząłem sobie ostrzyć zęby – ich ewentualny pojedynek z AKG K1000 byłby naprawdę czymś.

      1. Marcin pisze:

        Pierwszy raz słyszę o RAAL, ale opis poprzednika jest niezwykle ciekawy. Jako posiadacz K1000, byłbym niezwykle usatysfakcjonowany móc przeczytać o wspomnianym pojedynku. Czy na razie to tylko ostrzenie zębów, czy już może jakieś wstępne plany?

        1. Piotr Ryka pisze:

          Nie, konkretnych zabiegów jeszcze nie ma – na razie jest apetyt 🙂

  2. Alucard pisze:

    No i nareszcie się publicznie przyznałeś Michał że masz te L5000 🙂

  3. Kosq pisze:

    Ha sam jestem fanem AT, moje pierwsze słuchawki to DT770 i A700X, przy czym beyerdynamic wyewoluował do T1 a ATH najlepsze mam W1000Z. Tak jeszcze w miarę możliwości finansowych to AD2000X bym chciał do pełni sobie sprawić. Ceny tego nowego flagowca są już niestety poza zasięgiem, ale zawsze miło poczytać chociaż 🙂

    Pozdrawiam panie Piotrze!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Też pozdrawiam!

    2. Rafał pisze:

      Mam do zbycia ATH-AD2000X w b.dobrym stanie, mało używane, z dorobionymi gniazdami SMC i znacznie lepszym od fabrycznego kablem. Mój mail to: panzeb@wp.pl
      Panie Piotrze, proszę się nie gniewać na tę mini giełdę sprzętową 🙂

  4. Marecki pisze:

    Piotrze,
    Co w trawie piszczy?

    Pozdrowienia : )

    1. Piotr Ryka pisze:

      Jaka teraz recenzja? KANN CUBE.

      1. Marecki pisze:

        Tak.
        A dokładniej;
        na jakie recenzje się zanosi?
        – kilka najbliższych.

        Może warto byłoby publikować (od czasu do czasu:) )zapowiedzi?
        Wiem że grafik napięty, także…
        Wszystko w ramach możliwości ; )

        1. Piotr Ryka pisze:

          Po KANN CUBE będzie USB Fidata, a potem porównanie czterech planarów: Audeze LCD-4z, MrSpeakers ETHER 2, Final D8000 i Meze Empyrean. Chyba, że coś się zmieni…

          1. Marecki pisze:

            Zapowiada się ciekawie 🙂
            Jakieś gramofony na horyzoncie?

          2. Piotr Ryka pisze:

            Transrotor Alto z wkładką ZYX Ultimate OMEGA i ramieniem SME Series IV (12 cali).

  5. Radzik pisze:

    ADX5000 dobrze dogadywały by się z Rme ADi 2 Pro?? Cena w promocji kusi , ale martwię się że będzie za jasno .Jakaś inna alternatywa z Rme do 7 tys ?? LCD-3 ??

    1. Piotr Ryka pisze:

      Myślę, że nie będzie za jasno. RME nie ma jasnego brzmienia. W razie ewentualnej „katastrofy jasności” zawsze można podretuszować equalizerem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy