Recenzja: Audeze CRBN

   Naczytałem się, nasłuchałem i teraz nie wiem od czego zacząć. Może zacznę więc od początku, czyli od producenta i jego pomysłu. Albo nie – najpierw nakreślę sytuację ogólną słuchawkowego rozwoju; krótko, bo tyle już razy od niej zaczynałem. Zatem przypomnę jedynie, że z tym rozwojem w sensie progresu jakościowego ciągle za dobrze nie jest, albowiem podtrzymujące szczytową jakość, osiągniętą jeszcze na początku lat 90-tych XX wieku, to obecnie słuchawki niemożliwie wręcz drogie. (Zestaw Sennheise4r HE-1.) Inne się kręcą w pobliżu, a takie RAAL, wielokrotnie tańsze, także szczytów sięgają, ale ich nie mogę jednoznacznie rekomendować nie mając póki co pewności, że rozwiązały już całkowicie problemy ze wzbudzaniem obudów. Szczytową jakość prezentują również, wedle internetowych świadectw, elektrostaty HiFiMAN-a, lecz tych dotychczas nie słyszałem, poza tym też są piekielnie drogie. Ogólnie zatem sytuacja średnia, bo z jednej strony ogromny wysyp słuchawek wszelkich typów i wszelakich jakości, a z drugiej pewnych dawno ustanowionych rekordów brzmieniowego zaawansowania wciąż nie udaje się poprawić. (Coś niczym rekord w skoku wzwyż, ustanowiony przez Javiera Sotomayora 27 lipca 1993.)

Lecz skoro taki wysyp, w tym tych najwyższych lotów, to z każdą kolejną próbą odżywa nadzieja na poprawienie rekordu, albo przynajmniej na jego wyrównanie po kosztach niższych od sennheiserowskich. Kolejna taka próba leży właśnie przed nami.

No dobrze. Po wykonaniu zacieru ze słuchawkowej sytuacji ogólnej w kontekście historycznym, możemy już się zabierać za jego fermentację w ujęciu firmy Audeze i jej najświeższego pomysłu. A pomysł to nie byle jaki i nie z audiofilskiego podwórka.

Żeby się rozsiąść wygodnie w temacie, zyskując wystarczająco szeroki kontekst, musimy jeszcze odrobić trzy lekcje. Kolejność bez znaczenia, dlatego pierwszą niech będzie ów pomysł spoza audiofilskiej branży. Tak naprawdę nie pomysł, a potrzeba. Potrzeba bardzo ważna, wynikająca z konieczności używania słuchawek przez część pacjentów poddawanych badaniu rezonansem magnetycznym. Za pośrednictwem słuchawek są im podawane komendy odnośnie zachowania i przez słuchawki otrzymują materiał informacyjny podczas obrazowania w tej technice pracy mózgu. (Które obszary są aktywne w odpowiedzi na dane bodźce i które biorą udział przy przetwarzaniu różnych danych – np. przy grze w szachy albo podczas słuchania muzyki.) Problem polegał na tym, że w polu rezonansu nie powinno się znaleźć nic metalowego, potrzebne zatem były słuchawki niemetalowe. I takie firma Audeze stworzyła na bazie technologii elektrostatycznej i membran z nanorurek. Później zdobyte doświadczenia przeniosła w sektor audiofilski – tak wyglądała w największym skrócie droga rozwojowa prowadząca do recenzowanych Audeze CRBN.

Druga lekcja jest krótka i tyczy drogi rozwojowej samej firmy Audeze. Zaznajomieni chociaż trochę ze sferą luksusowych słuchawek wiedzą, że to jeden z dwóch producentów (drugim HiFiMAN), którzy przywrócili rynkowi słuchawki planarne z wyżyn high-endowych. Technologię planarną rozwija marka Audeze od dwóch dekad, odnotowując na tym polu bardzo znaczące sukcesy. Ale ciągnie wilka do lasu – powtarzające się wzmianki o wyższości elektrostatów musiały ją uwierać.

Lekcja trzecia jest nieco dłuższa, opisuje historię elektrostatów. Elektrostatów, czyli słuchawek o reaktywnych elektrycznie membranach włożonych pomiędzy statory, który to wzór konstrukcyjny opracowała firma Stax i zaprezentowała pierwszy raz na tokijskiej wystawie technicznej w 1959 roku. A wówczas okazało się, że dźwięk z takich słuchawek jest lepszy; od tamtej pory do dzisiaj można się natknąć na opinie podkreślające wyższość elektrostatów. Ich złote lata to koniec lat 70-tych i początek 80-tych; większość wiodących firm produkujących słuchawki czuła się wówczas w obowiązku mieć elektrostatyczny model. A później, w 1988, Sony udowodniło, że klasyczne słuchawki dynamiczne wcale nie muszą być gorsze – a że te dynamiczne są średnio biorąc dużo tańsze i mogą korzystać ze słuchawkowych wzmacniaczy o bardzo małych rozmiarach, rynek porzucił elektrostaty, pozostał przy nich samotny Stax. Dawało mu to pozycję lidera jeżeli chodzi o jakość, lecz nie przekuło się w potęgę, firma pozostała niszowa.

Elektrostaty po latach pozostawania w niszy były przywracane do łask inaczej niż słuchawki planarne – nie powróciły z wielką pompą przez szeroko rozwarte wrota, tylko pomału i po cichu. Najpierw Sennheiser wrócił do nich tym przepotwornie drogim zestawem, i było wokół tego wprawdzie niemało szumu, lecz przecież nie sprzedażowego. Mało zatem kto słyszał, posiadał nikt nieomal – to była egzotyka. Też paru innych, mało znanych producentów, pokazało własne elektrostaty, ale nie zdobyły szerszego uznania. Kolejnym znaczącym momentem było dołączenie do elektrostatycznej oferty modelu pochodzącego od globalnego producenta HiFiMAN-a, którego właściciel zaczynał dawno temu swe słuchawkowe próby od budowania elektrostatów, a w 2018-tym pokazał pierwszy model rynkowy – popisowy i stanowiący niejako kontrę względem datowanego na 2016-ty popisu Sennheisera.

To wszystko jednak mało znaczyło w sensie rozmiarów rynkowych, te strasznie drogie Sennheisery i HiFiMAN-y nie mogły stać się popularne. Popularności nie zdobyły też żadne inne nowe konstrukcje w sektorze elektrostatów; nieustająco liderem tego rynku pozostawał Stax, dokładający od siebie kolejne modele szczytowe (łącznie trzy). To były jedyne elektrostaty jednocześnie ze szczytów jakościowych i dla obywateli, a nie wyłącznie dla samych królewskich i miliarderskich rodzin. Tym niemniej gama ofertowa odnośnie elektrostatów szczytowych znowu urosła do kilku, a z tą recenzją dodajemy na uszy kolejny taki model, i tak naprawdę pierwszy rzeczywiście groźny dla Staksa, jako podobnie kosztujący i podobnie mistrzowski.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

10 komentarzy w “Recenzja: Audeze CRBN

  1. ductus pisze:

    Drogi Piotrze, jak zawsze znakomicie napisana recenzja. Twoje znawstwo tematu i doświadczenie znajdują tu pełne odzwierciedlenie. Jako świeży posiadacz Staxa X9000 będę bardzo ciekaw, co o nich napiszesz. Przy okazji -drobiazg: W podsumowaniu użyłeś nazwy LRT zamiast LST (Linear-S-Transformer). Wyjaśniam, że LRT był poprzedzającą LST konstrukcją, robioną na podstawie moich kryteriów zadanych niemieckiemu elektronikowi Peterowi R. (były raptem tego ze dwie sztuki?).
    Pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnych świąt Wielkanocnych
    Stefan /ductus

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Przepraszam, literkę zaraz poprawię. Odnośnie recenzji X9000, to nie rysuje się jako bliska przyszłość. Do twojego Berlina daleko, a polska dystrybucja wspomina o lipcu. Jasne więc, że bezpośredniego porównania z Audeze nie będzie, a szkoda. Czytałem twoją relację z bycia szczęśliwym posiadaczem nowego flagowego Staksa i jego wstępne porównanie z Orfeuszem. Jeżeli te słuchawki są tak bliskie jakościowo, to gratulacje dla Staksa. (Brzmienie Orfeusza dobrze pamiętam jako niesamowite.)

  2. ductus pisze:

    Dzięki Piotrze. Nie sądzę, żeby było tak do mnie daleko, nawet pociągiem. Zapraszam! Na forach pisze się różne rzeczy nt. X9k często zapominając podać z jakiego źródła i wzmocnienia korzystają słuchający, jakie mają preferencje muzyczne. Preferowanie jednego ze wzmacniaczy (np. Carbon CC czy Paltauf) nie oznacza, że flagowiec zagra z tym optymalnie. Tym bardziej, że prądowo wymagające X-y nie koniecznie zabłysną.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Dzięki za zaproszenie, ale do porządnej recenzji potrzeba nieco zżycia, posłuchania bodaj przez parę dni. Spokojnie zaczekam do lata, może wówczas Audeze będzie miał mp3store, może AudioKlan znowu pożyczy. A w drugą stronę droga ta sama, możesz wpaść do Krakowa ze swoimi skarbami, możemy razem porównać. Zapraszam.

  3. ductus pisze:

    Dziękuję za zaproszenie. Może w 2 poł. lipca, gdyby ci pasowało i… były słuchawki, albo… przywiozę swoje.Chyba połączę z jakimś wypadem w Tatry. Pozdrawiam, Stefan

    1. Piotr+Ryka pisze:

      OK, to mamy trochę czasu.

  4. Alucard pisze:

    Plumkacze w postaci elektrostatów plumkaczami, ale ja niedługo stanę przed wyborem następnych słuchawek, jako że moje HEDDy pojechały już do Pana z Krakowa. Rozważam Final Audio D8000 i Ultrasone Tribute 7. Słuchałem obu i znam obie pary ale to było już prawie 3 lata temu. Zastanawiam się które wybrać do cieżkiej elektroniki, ale bardziej mi leżały D8000 z tego co pamiętam i bardziej w ich stronę się skłaniam. Chyba od Pioneerów Master też jednak je wolałem bo zawsze je miałem z tyłu głowy, podczas posiadania Master1. Swoją drogą ile ciekawe ile jest teraz par HEDDów w Krakowie, w rękach prywatnych użytkowników? Tylko te dwie pary? 😉

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Czy nie dość wyraźnie napisałem w recenzji, że Audeze CRBN to nie płumkacz? Bas i ciśnienia mają większe niż D8000 i tylko nieznacznie słabsze niż T7.

  5. Alucard pisze:

    Trzymam Cie za slowo 😉

  6. Piotr+Ryka pisze:

    Tak przy okazji rozmów na temat tego, czym jest „muzykalność”, warto przypomnieć ten artykuł:

    https://hi-fi.com.pl/artyku%C5%82y/inne/felietony/2964-korzenie-legendy-single-ended.html

    i podziękować panu Ludwikowi Igielskiemu za ten tekst.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy