Recenzja: Astell&Kern A&ultima SP2000

Budowa

Thick as a brick wcale nie jest.

   jaki sposób z SP1000 zrobiono SP2000? Przede wszystkim wzięto dwa nowe przetworniki. Dwa, bowiem zgodnie ze słuszną koncepcją konstruowania wyższej klasy obwodów audio potrzebujemy co najmniej po osobnym na kanał. (W stacjonarnych przetwornikach bywa, że jest to i szesnaście.) Konkretnie zamiast 2 x DAC AK4497EQ Asahi Kasei 32bit/384 kHz i DSD 256 użyte zostały w nowym 2 x DAC AK4499EQ Asahi Kasei 32bit/768 kHz i DSD 512 – po nowszym zatem module od tego samego producenta, z poszerzonymi możliwościami. Próbkowaniem PCM podniesionym do 768 kHz i podwojonym DSD natywnym przy mniejszych zniekształceniach, jednak według zapewnień samego Astella nie było to tak banalnie proste – bierzemy dwie nowe kostki i tyle. Jako że celem lepszej obsługi tych lepszych zdecydowano się na przeprojektowanie całego obszaru obwodów wewnętrznych, po raz pierwszy całkowicie – bez żadnej kolaboracji po drodze – odseparowując sekcję obwodu wyjścia zbalansowanego od tej dla niezbalansowanego. Przy okazji przeprojektowano także sam wzmacniacz, zarówno sekcję OP obróbki wstępnej, jak i analogowej wyjściowej, odnośnie czego brak bliższych informacji, ale dowiadujemy się rzeczy najważniejszej, że mianowicie w SP2000 moc wyjściowa to 6 Vrms dla zbalansowanego gniazda 2,5 mm i 3 Vrms dla standardowego 3,5 mm. Są to co prawda jedynie połówkowe wartości względem najpotężniejszego (ale już nie tak łatwo przenośnego) KANN CUBE, u którego to odpowiednio 12 Vrms i 6 Vrms, ale zarazem zdecydowanie więcej niż u poprzedniego SP1000, gdzie mieliśmy 3,9 Vrms i 2,2 Vrms. Nie wspominając o flagowcach jeszcze starszych, u których było jeszcze słabiej. Moc zatem nieustannie w górę.

Nie wszystko się zmieniło – pozostał ten sam 8-rdzeniowy procesor i ten sam zegar referencyjny z precyzją taktowania 200 fs (femtosekund), ale odnotujmy też zmiany kolejne – pamięć wbudowana to teraz 512 a nie 256 GB, aczkolwiek wsuwana w szczelinę na dolnej krawędzi zewnętrzna na karcie  microSD to wciąż maksymalnie dodatkowe 512 GB. Poprawiono też moduł Wi-Fi, zaopatrując go w lepszą (trójwymiarową teraz, więc bardziej omnikierunkową) antenę, przy obsłudze standardów 2,4 i 5 GHz. A wszystko z myślą o lawinowo narastającej modzie na słuchawki bezprzewodowe, których reprezentatywnego przedstawiciela za chwilę będę recenzował, a tutaj zamiast niego pojawią się słuchawki dokanałowe z przewodem.

Mały poeta?

Prócz tych nowin technicznych producent bardzo podnosi kwestię pozornie wyglądającą na błahą, zwraca mianowicie uwagę na niezwykle precyzyjnie wymodelowane pokrętło potencjometru. Faktycznie wyfrezowano je misternie i chwyta się je teraz lepiej, za czym stoi drobniutkie, ale głębsze niż u SP1000, ząbkowanie obwodu – skośnymi frezami przeciągnięte na całą powierzchnię boczną. (Analogicznie jak w przypadku większego pokrętła u KANN CUBE, trochę inaczej niż u SP1000.) Prócz podwyższonej funkcjonalności, na którą składa się też dodanie przyciskowej funkcji włącznika (brak go obecnie u góry, już w SP1000 tak było), świadczyć ma ta finezyjna obróbka metalu o ekskluzywności wyrobu, uzupełnianej od strony wizualnej kanciastymi jak zawsze u Astella i ozdobnie wielopłaszczyznowymi frezami metalowej obwiedni. A skoro już o niej mowa, to muszę też zaznaczyć, iż egzemplarz testowy był przedstawicielem wersji STAINLESS STEEL, o której powiadają, że brzmienie ma bardziej wyraziste, podczas kiedy alternatywna COPPER sugeruje bycie mniej dokładną brzmieniowo, natomiast w zamian bardziej płynną.

Wraz z nowymi kostkami przetworników zjawiają się też wyższe parametry ogólne – stosunek szumu do sygnału podwyższony o kilka decybeli (do 125 dla wyjścia zbalansowanego), jak również współczynnik THD poprawiony do wartości 0,0004%. Tak więc nie tylko więcej mocy, ale przy okazji także mniej szumu i zniekształceń kosztem nieco większego ciężaru, ale już nie większych pieniędzy.

Ponieważ nic się o tym nie wspomina, należy przyjąć, że zmianom nie uległ wewnętrzny moduł zasilania – to prawdopodobnie wciąż akumulator 3,7 V Li-ion o pojemności 3300 mAh, oferujący do dwunastu godzin pracy. (Przesada, w praktyce znacznie mniej.)

Ale nie wariat? A może?

Obsługa łączności Wi-Fi i Bluetooth, czytanie wszystkich formatów, systemy operacyjne Windows 7,8 i 10 oraz MAC OS X 10.7 lub nowszy – to oczywiście dla topowego Astell&Kern norma, podobnie jak 5-calowy wyświetlacz dotykowy o rozdzielczości 720 x 1 280 z funkcją ciąganej palcem regulacji głośności. Jak również wyjście optyczne przez gniazdo słuchawkowe 3,5 mm. Jednak jest i redukcja – względem SP1000 i AK380 brak w nowym portu dokowania (po lewej na spodniej krawędzi), skutkiem czego pojawiający się właśnie, ewidentnie jako musztarda po obiedzie, wzmacniacz zewnętrzny dla SP1000, do SP2000 się nie nada. Najwyraźniej uznano, że moc w nowym podwojona zewnętrznego wsparcia już nie wymaga, z każdymi słuchawkami nowy sobie poradzi solo. Ładowanie i pobór danych odbywa się via gniazdo USB 3.0 typu C umieszczone na spodniej krawędzi (stosowny kabel w komplecie), i są oczywiście trzy klasyczne przyciski sterujące, w odróżnieniu od tych na poprzednikach nie mające postaci guziczków, tylko podłużnych beleczek.

Jak to pakują i co oprócz kabla USB dodają, tego nie wiem, ponieważ otrzymałem goły egzemplarz przedprodukcyjny. Prezentujący się pierwsza klasa i ciekawiej od poprzednika, dzięki głębszemu wcięciu krawędzi bocznej z potencjometrem. Przy funkcjonalności bez zarzutu, jeśli nie liczyć tego, że dosyć mocno się rozgrzewa, a także spory jest i ciężkawy. Kanciasty również, jednakże w ten sposób uformowany, że dłoń tego prawie nie wyczuwa. Ale przed nami najważniejsze.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Astell&Kern A&ultima SP2000

  1. Calluna pisze:

    W recenzji wkradła się pewną nieścisłośc. AKM 4497 ma także 32/768 kHz.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Fakt, ale na stronie dystrybutora podają w specyfikacji dla SP1000 obsługę plików do 32-bit/384kHz
      /mp3store.pl/article/59-astell-kern-aultima-sp1000-stainless-steel.8809440334926.2017470639586130800.html

      Nauczka, że wszystko trzeba samemu sprawdzać. Na szczęście gdy chodzi o porównanie brzmień, nikt mi niczym namieszać nie może.

  2. Przemysław pisze:

    Cieszę się, że ostatecznie do recenzji udało się pozyskać poprzednika. Szkoda, że za każdą poprawą osiągów nowych flagowych playerów AK idzie dość znaczny wzrost masy (na szczęście już nie ceny).

    Przyznaję, że kusi mnie ich mocna „kostka”, którą Pan ostatnio recenzował, ale brzmieniowo bliższy byłby mi SP2000. Bez jednoczesnej konfrontacji Cube’a i SP2k z moimi słuchawkami się nie obędzie (szczególnie z D8k, których mój TEAC nie jest w stanie napędzić i jakimś cudem lepiej radzi sobie z Cz1).

    Jeszcze raz dziękuję za recenzję, podjęcie starań w celu pozyskania do porównania z SP2k poprzednika SP1k i serdecznie pozdrawiam!!!

    1. Piotr Ryka pisze:

      Gdy o mnie chodzi, to sobie sprawiłbym jednak KANN CUBE. Chociaż niewykluczone, że z UT7 po kablu symetrycznym SP2000 byłby równie holograficzny. Ale ja z muzyką po świecie nie ganiam, tak więc nie jestem miarodajny. Poza tym to bardziej precyzyjne i bogatsze informacyjne granie flagowca to też oczywisty atut.

  3. 1piotr13 pisze:

    Witam
    Mam pytanie, niestety nie związane z powyższym artykułem, ale może Pan mi na nie udzieli odpowiedź. Czy generalnie, kolejność włączania (uruchamiania) poszczególnych elementów zestawu grającego ma według Pana znaczenie ? Czy np. jako pierwszy element załączamy wzmacniacz, następnie CD, czy wzmacniacz na samym końcu itd. ?

    1. Paweł pisze:

      Często w instrukcji urządzenia jest opisana sekwencja włączania / wyłączania.
      U mnie najpierw włącza się źródło i kolejne elementy a dopiero ostatnią końcówkę mocy.
      Przy końcówce dającej 400 W na kanał przy 4 omach jak z odtwarzacza SACD lampowego jakieś śmieci elektroniczne w formie sygnału pójdą na głośniki to mogłyby stanowić zagrożenie dla wysokotonowych.

      1. Piotr Ryka pisze:

        Można przyjąć za regułę, że system włącza się w kolejności: źródło-przedwzmacniacz-wzmacniacz i wyłącza w odwrotnej. Przed wyłączeniem należy ustawić potencjometr na „0”. Niektórzy radzą odłączać przed wyłączeniem od wzmacniacza słuchawkowego słuchawki.

  4. Sławomir S. pisze:

    Ciekawe, czym różnią się użyte w teście AK T5p od Beyerdynamic T5p v2 ? Czy tylko grafiką na muszlach?

    1. Piotr Ryka pisze:

      Pisze o nich, że Beyerdynamic je stuningował. W jaki sposób – w ten temat jeszcze nie wnikałem. Brzmieniowo są ciekawe i raczej delikatnie brzmiące.

      1. marcinl0 pisze:

        „raczej delikatnie” czyli jak rozumiem sama góra i kompletny brak basu.

        Czy nie lepiej podłączyć po prostu „zwykłe” Beyerdynamic T1 rev2 600ohm które nie narzekają na brak basu a są zaskakująco głośne jak na 600 ohm impedancji dzięki technologii Tesla.

        1. Piotr Ryka pisze:

          To nie znaczy, że nie mają basu. Bas mają jak najbardziej, natomiast dźwięki średniego zakresu nie są tak muskularne, jak na przykład u MrSpeakers Ether 2.

  5. Miltoniusz pisze:

    Panie Piotrze, bardzo dziękuję za dodanie do recenzji porównania z SP1000, podobnie zresztą Kann Cube. Przyznam, że nie liczyłem na aż tak dogłębną analizę, ale ale cieszę się że tak się właśnie stało. Takie porównania to sól recenzji i dlatego tak sobie je cenię. To wiele wyjaśnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy