Recenzja: Astell & Kern SP2000T

   Jak się oflagowywać, to się oflagowywać – trzy z czterech poprzednich recenzji opisywały albo flagowe dla japońskich marek Final i Stax słuchawki, albo flagowy dla koreańskiego Aurendera odtwarzacz plikowy. Obecna będzie zaś tyczyła też koreańskiego i też flagowego odtwarzacza plików, ale od Astell & Kern i mobilnego.  

    Przez cały niemal czas obracamy się zatem w dalekowschodnim kręgu producentów oraz audiofilizmu nowej generacji – słuchawkowego, plikowego i przenośnego. Co prawda słuchawek Staksa do odtwarzacza przenośnego bezpośrednio podpiąć się nie da, nie należą zatem do takich, z którymi można powędrować (co tyczy także ważącego naście kilo Aurendera); ale tak czy inaczej wszystko to są  przejawy najnowszych trendów, preferujących słuchawki zamiast głośników i pliki zamiast płyt.

   Tytułowy  Astell & Kern SP2000T był już na tych łamach zapowiadany jako przewidywanym na jesień zeszłego roku flagowy model przejściowy, poprzedzający nadejście flagowego na dłuższy czas SP3000. Jego samego z kolei poprzedziły recenzje prototypu  Astell & Kern A&ultima SP2000 oraz skierowanego na rynek stopień niższego modelu A&futura SE180, z towarzyszeniem osobnego opisu trzech dla niego wymiennych modułów przetwornikowych, z których może zamiennie korzystać.

    Zapowiedź się spełniła – czasowo i rzeczowo – SP2000T rzeczywiście się zjawił i faktycznie jest teraz odtwarzaczem flagowym.

   Dlaczego spóźnia się i nie wiadomo kiedy będzie (ale raczej dość prędko) SP3000, na to odpowiedź daje wstęp do recenzji A&futura SE180, w którym wyliczyłem szereg zagadkowych kataklizmów spadłych na branżę układów scalonych. Zdarzeń zatrącających sabotażem lub zmową; jakkolwiek to tam było (a rzecz na milę brzydko pachnie) mamy do czynienia od przeszło już dwóch lat z poważnym deficytem układów procesorowych. Któremu to deficytowi telewizyjni eksperci (czyli średnio biorąc idioci[1]), jak na własne uszy niedawno słyszałem wieszczą wieloletnie, może nawet w dekady idące trwanie, jako że „na poprawę nie ma szans”. (Tak jakby w dzisiejszych czasach fabryki układów scalonych nie dało się już wybudować i jakby nie były właśnie budowane.)  Niemniej „budowane” nie znaczy „produkujące” – deficyt trwa w najlepsze. W tej sytuacji SP3000 być może będzie zaraz, a może nie tak prędko (co zależy od tego, jak szybko będą dostępne procesory programowalne od Asahi Kasei), natomiast SP2000T leży teraz koło mnie i prosi się o opis. A że mam miękkie serce, biorę się zaraz do rzeczy – co mi tam w końcu szkodzi. 

    Nadmienię jeszcze o samym Astell & Kern, iż jest zaistniałą w 2013 marką należącą do założonej w 1999 przez siedmiu byłych dyrektorów Samsunga seulskiej firmy Dreamus (pierwotnie ReignCom), do której należą także marki iRiver, FLO, Yurion i Funcake Entertainment Services. Samo Dreamus jest z kolei zależne od SK Telecom Co., Ltd. – największego południowokoreańskiego dostawcy telefonii komórkowej, zarazem jednego z filarów czebolu[2] SK Group – międzynarodowego koncernu zatrudniającego 70 tys. pracowników.

    A jako drugi „wstępniak” podywagujmy wokół ceny, opiewającej obecnie (nie wiadomo jak długo) na 11 tys. PLN. To nie jest mało ani dużo: bo sporo tak w ogóle, ale jak na model flagowy przenośnego odtwarzacza wiodącej marki (fakt, że flagowego zbiegiem okoliczności), to znacznie mniej niż bywało. Leżący też koło mnie Astell & Kern AK380 był modelem flagowym w 2015-tym i naonczas kosztował 17 tysięcy, a przecież jest znacznie mniejszy i ma skromniejsze możliwości (że nie wspomnę o sile nabywczej tych siedemnastu teraz i wtedy). W tej sytuacji odnotować należy postęp i – w odróżnieniu od masła, a jeszcze bardziej kart graficznych – brak podwojenia ceny. Flagowy odtwarzacz Astella nie tylko jej nie podwoił, jeszcze blisko połowę ściął. Masło przy tym zostało sobą (nie będzie już bardziej śliskie ani kaloryczniejsze), karty zaś podwoiły prędkości i niczym całoroczne choinki głupawo teraz świecą.

    – Co ze zmianami u odtwarzaczy?

[1] Głoszący bzdury w rodzaju: „Do połowy kwietnia Rosja całkowicie wyczerpie swój ofensywny potencjał.”, albo: „Jesienią (zeszłego roku) będziemy mieli do czynienia z milionem zachorować na Covid dziennie, system opieki zdrowotnej zupełnie się załamie.”

[2] Czebol – określenie odniesione do południowokoreańskiego koncernu założonego w latach 70-tych przez władze wojskowe. (Min. LG, Samsung, Hyundai i Daewoo.)

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

12 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern SP2000T

  1. Fon pisze:

    Za rogiem czai się nie dla wszystkich ale większości kryzys i dobrze, że są firmy ,które to być może zauważają, tylko przyklaskiwać należy za takie nowości .

  2. Patryk pisze:

    A pobije KANN CUBE`a ? Nie slyszalem lepszego DAP`a do dzisiaj.

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Pobije.

      1. Piotr+Ryka pisze:

        Oczywiście w ramach mojego gustu i nie pod względem mocy.

        1. Patryk pisze:

          Ciekawe. Wlasnie chyba ta moc daje mu tak duzo. Przy okazji poslucham jak bedzie mozliwosc.
          Bardzo dziwne jest to: Nie bylem nigdy fanem SABRE-9038PRO , a KANN CUBE wielka niespodzianka: Fantastycznie gra! Chyba wszystko razem ma wplyw na ogolne brzmienie.

          1. Piotr+Ryka pisze:

            W przypadku SP2000T decydujące są cztery kości przetworników i tryb lampowy. Mnie to połączenie wyjątkowo się podobało na tle porównywanego bezpośrednio AK380, także na tle słuchanych kiedykolwiek innych przenośnych. Relacja jakość/cena w odniesieniu do wszystkich flagowych bardzo korzystna.

  3. Marcin pisze:

    KANN to niższa liga. Nie jakaś urojona. Czytelna od pierwszego odsłuchu. Zgadzam się, że tryb hybrydowy brzmi najlepiej.

  4. qwertz pisze:

    Panie Piotrze, napisał Pan, że takiej jakości dźwięk typu stacjonarnego daje niejeden kombajn ale w żadnym razie na wynos. Czyli będzie dużo lepiej niż któreś z przenośnych urządzeń np. iFi Diablo albo ifi idsd Micro Signature + źródło z telefonu? Ale zakładam, że nie aż tak dobrze jak ze stacjonarnym np. z iFi Pro iDSD Signature?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Nie mogłem zrobić bezpośredniego porównania do iFi Diablo, poza tym nie wiem, jak ono współpracuje z różnymi smartfonami, bo są pewnie jakieś różnice. Ale generalnie wniosek wydaje mi się prawidłowy – lepiej niż Diablo ze smartfonem, słabiej niż iDSD Signature wspierane przez iCan, ale też chyba i solo.

  5. Patryk pisze:

    Panie Piotrze,
    czy porównania SP2000T z SP2000SS były przeprowadzane zestawiając je ze sobą bezpośrednio czy to po prostu wrażenia spisane z „pamięci”?

    1. Piotr+Ryka pisze:

      Z pamięci. Bezpośrednio jeden i drugi do AK380.

  6. Piotr+Ryka pisze:

    Ważna uwaga: SP2000T kończy rynkowy żywot, brak podzespołów do jego produkcji. (Co za świat.)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy