Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

Odsłuch 

I elegancka tylna ścianka.

   Karta pamięci, na niej wybór testowych plików różnych formatów i gęstości, zbiór gatunkowych słuchawek. Zacznijmy od doskonale pasujących Grado GH2, też z założenia przenośnych.

Z Grado GH2

Małe, zgrabne, leciutkie, nauszne – jedyne co do streetowego grania w nich nie pasuje, to dość gruby i ciężki kabel, na dodatek zamontowany na stałe i zakończony wtykiem 3,5 mm – żegnajcie przeto  symetryczne wyjścia. (Odnośnie tej symetryczności odwieczna kontrowersja: bo wg jednych to lepsze brzmienie, wg nielicznych gorsze, a jeszcze inni utrzymują, iż to praktycznie bez znaczenia – symetrycznie czy nie. Przy tych słuchawkach tego nie sprawdzimy, ale przy innych owszem.)

Tak w ogóle, to pierwszorzędnie zagrało i już po parunastu sekundach wiedziałem, że brzmienie jest high-endowe. Ale wylądowałem w dylemacie: – najlepsze z którym filtrem? Siedmiopunktowa to zagwozdka, lecz tak naprawdę zwężona do wyboru między domyślnym „Minimum Phase Fast Roll-Off”, a „Minimum Phase Slow Roll-Off”, w skrócie klasycznymi „Fast” i „Slow”. Odpowiedź jednoznaczna nie wchodziła w rachubę: atutem „Fast” głębsze wnikanie w materią brzmienia i większe poczucie niezwykłości poprzez misterność i pogłosy; atutem „Slow” bardziej analogowa melodyjność i większe poczucie swojskości. W sumie dylemat odnośnie dwóch z trzech styli brzmienia – szkoły z lekka udziwniającej i z lekka umilającej. Pomiędzy nimi realizm, w każdej też dochodzący do głosu, lecz nie realizm czysty. Z „Fast” minimalnie naznaczony odrealnieniem, tak jakbyś znalazł się w górach albo skalnej grocie – w polu władania silnego echa, przez które całe otoczenie (nawet towarzysz podróży i nawet własne ręce) stają się trochę obcy.

Wnęka na kartę pamięci może łyknąć aż 1TB.

Ze „Slow” z kolei trochę za swojsko, za gładko, za melodyjnie. – Że co? Że nie może być „za melodyjnie”? – Ależ może, o ile tej melodyjności nie okrasimy szczyptą nieumilających składników. Wówczas będzie za słodko, za milusio, za przaśnie. Z tym że – bardzo istotne – dźwięk w reprodukcji tandemu A&futura SE180 z Grado GH2 nie był ani z „Fast” jednoznacznie wyobcowany, ani ze „Slow” za milusi; niemniej każdorazowo w któryś z tych kierunków zwrócony. Ostatecznie zdecydowałem się na „Fast”, mimo iż przeważnie wybieram „Slow”. Jednak w głosie Elvisa Presleya (plik kupowany, chwalący się byciem zripowanym z winylu pochodzącego z legendarnej kolekcji RCA Victor LIVING STEREO) to „Slow” stawało się odrobinę za ciepłe i za swojskie, przez co za mało inspirujące. Być może lampowe wyjścia w zapowiadanych odtwarzaczach do „Slow” będą pasowały lepiej, a tu pasowanie też było dobre, nawet na chwilę je wybrałem, ale wróciłem do „Fast”.

Odłóżmy dylematy, skupmy się na postaci brzmienia. Z oboma filtrami prezentowało poziom, który w dziwaczejącej coraz bardziej nomenklaturze audiofilskiej można określić mianem „high-end dobrze ugruntowany”. Nie taki osiągnięty ledwo-ledwo, wspinaniem na paluszki i wyciąganiem rączek, tylko bezwysiłkowo należący do rewiru high-endu, ale nie szczytowego. Górny region górnego regionu to typowe „przeddzidzie przeddzidzia” ze starej anegdoty o podziale dzidy, lecz w tym wypadku nasza dzida oznacza świetne brzmienie –  co nie jest nim, nie jest też dzidą. Nie dźgnie słuchacza świetną jakością, będzie kijowe albo klocem.

Podświetlenie potencjometru informuje kolorem o typie czytanego pliku.

To ugruntowanie brało się z wielu czynników: szczegółowości, dynamiki i potężności, tak samo  różnorodności, stopnia wyrafinowania i plastycznych efektów świetlnych. Także pobudzającego muzycznego dotyku i wysokiego poziomu naturalizmu w połączeniu z rozciągniętym szeroko pasmem. Czemu więc nie high-end szczytowy? Albowiem nie było tej części aranżu, która odpowiada za najwyższą misterność. Za takie ukazanie każdego brzmienia, które czyni je zachwycającym. Najgłębszej warstwy harmonicznej, ostatecznego szlifu konturów i faktur, sopranowego szaleństwa, dźwięku zrodzonego z samej ekspresji przepływającego powietrza, skrajnego ożywienia medium i poczucia przepastnej głębi. Tego nie było, ale przecież za to płaci się jak za drogie auto … (Drogie auta i drogie audio kosztują analogicznie.) A tu odtwarzacz za siedem tysięcy i słuchawki za dwa. Z tej pary świetne granie, high-end właśnie ugruntowany. Brzmienie jakością analogiczne do wielu zestawień DAC + słuchawkowy wzmacniacz za kilkadziesiąt tysięcy.

Z Ultrasone T7

To słuchawki też pasujące do odtwarzaczy przenośnych, ale im to pasowanie zepsułem. Zepsułem kablem grubszym, cięższym i sztywniejszym od oryginalnego, za to zdecydowanie lepszym. Przy okazji też symetrycznym. Poprzez przejściówkę z jego czteropinu mogłem użyć wyjścia Pentaconn, co w połączeniu ze słuchawkami za kilkanaście tysięcy przesunęło poziom do góry. To wciąż nie był high-end szczytowy, i takiego nie oczekujmy, ale odnośnie misterności, głębi i wyrafinowania mogący zdziałać więcej. Przy filtrze „Fast” silniej wchodzący w echowość, mimo to realistyczniejszy. Można to było zmienić w trzech krokach dotykowych, ale filtr „Slow”, oferujący brzmienie pełniejsze i cieplejsze, a przede wszystkim bezechowe, dawał w moim odczuciu nutkę pospolitości, mniej skłaniał do słuchania. Natomiast u „Fast” połączenie akustycznej oprawy echowym cieniem z minimalną ciepłotą i wysoką analogowością przy pełni namacalnego realizmu, to było już nawiązanie do high-endu z jego wyżyn. Nie zrealizowanego do końca, ale to już był ten powiew jakości, ten przedsmak ostatecznej. Zwłaszcza kiedy chwilę posłuchać, by w pełni zaaklimatyzować uszy.

Kolorowy i dotykowy ekran ma rozdzielczość HD.

I najważniejsze w tym – grało tak dobrze, że długie słuchanie bez znużenia; ciągle się miało ochotę słuchać. Jasne, że to nie była sceneria jak przy wolnostojących kolumnach i nie aż tyle warstw tworzących, co przy drogiej aparaturze, ale ubytków czuć nie było, a przynajmniej ja, lubiący słuchawkowe granie, żadnych spłyceń nie czułem. Wszelakie wybredności (a mam ich zapas spory) zostały wyłączone, została czysta przyjemność. Dla porównania rzucę: za siedem tysięcy z hakiem plus cena tych słuchawek można kupić szczytowy telewizor, a kiedy patrzę na ich obraz (akurat jestem przy kupnie), to mam ochotę płakać. Taka ukształtowała się różnica między współczesną technologią obrazu a technologią dźwięku. Dorzucę też, że kto nie kupił tych T7, a stać go było, też nie dał im kabla Tonalium albo innego takiej klasy, ten nie postąpił roztropnie. Ale tu przed tym przestrzegałem. Zresztą, gusty bywają różne, niczego nie będę narzucał. Alternatywą topowe T+A, ale dwa razy droższe i raczej nie do odtwarzaczy przenośnych.

Przy T7 zjawiła się też możliwość porównania wyjścia niesymetrycznego z symetrycznym. W papierach odtwarzacza stoi, że symetryczne jest mocniejsze – i faktycznie, o jakieś dziesięć punktów na 150-cio punktowej skali. Ale to mało ważne; istotny fakt, że poprzez symetryczne wyższa jakość. Przy niesymetrycznym brzmienie T7 ulegało spłaszczeniu odnośnie wszystkich parametrów. Nie stawało się złe ani przeciętne, ale się jakościowo kurczyło.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

  1. Miltoniusz pisze:

    Bardzo ciekawy test. Co do telewizorów, łatwo nie jest. Od kiedy nie ma plazm Panasonica, których też jestem miłośnikiem (i użytkownikiem) nie wiadomo co kupować. Jak już się Pan zdecyduje, świetnie byłoby przeczytać recenzję. Mam też Oleda LG – niczego nie można mu zarzucić – w zasadzie jest perfekcyjny. Ale jak wracam do plazmy – pojawia się magia. Przejście w drugą stronę jest ok – LG niczego nie brakuje. Ale powrót do plazmy – i znów cuda się dzieją. Co do A&K – szkoda że SP3000 się opóźnia. Bardzo lubię SP1000 i liczę na więcej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Byłem zdeterminowany nabyć Panasonica JZ2000, ale ze zdumieniem dowiedziałem się z testów, że w zamian za lepsze dopasowanie gniazd do wymogów konsol (HDMI 2.1) zwężona w nim została paleta gradacji barw. Musiano usunąć najbardziej zaawansowaną wersję filtra barwnego (który odcienie potrafi mnożyć), bo gryzł się z tym HDMI 2.1. W efekcie Panasonic stracił ważny atut lepszego obrazowania, przestał tak wyraźnie górować nad konkurencją. Pozostaje w tej sytuacji zeszłoroczny HZ2000, jeszcze ten filtr mający, ale dość uważnie mu się przyjrzałem i nie byłem zadowolony. U niego także obraz jest za jaskrawy, zbyt brutalnie kontrastowy, cukierkowy, niewystarczająco plastyczny. Ogólnie znana sprawa: za mało odcieni szarości, za niska gradacja pod czernią, niewystarczająco różnorodna w efekcie także biel i co za tym idzie trójwymiarowość wszystkich obiektów wydobywana stopniowaniem barw.

      Wracając do odtwarzaczy. Prawie na pewno będzie w najbliższym czasie SP2000T, ale kiedy SP3000, tego na razie nie wiadomo. Za to dziś przyjechały Beyerdynamic T1 V3. Też długo kazały na siebie czekać, ale z innego powodu; na rynku są od pół roku, ale na pniu się wszystkie sprzedają.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Przyjechały już dwa alternatywne przetworniki, tak więc będzie poszerzający opis. Poza tym przyjechały słuchawki Grado GH2, HiFiMAN R10 w obu wersjach i Beyerdynamic T1 V3. A słuchawkowy zalew trwa. Już w drodze na rynek nowy flagowiec Dana Clarka, już są w sprzedaży Sendy Audio PEACOCK.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy