Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

Co, w czym – i co w tym?

Czarne pudełko ze srebrnymi nadrukami.

   Odtwarzacz jest pokaźny, choć nie tak bardzo, jak też już wycofany, podobnie do niego kosztujący KANN Cube. Tamten miał front czternaście na dziewięć centymetrów przy wadze pół kilograma, u tego to trzynaście na osiem przy obciążeniu ćwierć i trochę. (Dokładnie to 129,2 x 77,0 x 19,9 mm i 376 g.) Ten rozmiar pasuje do przeciętnej dłoni, choć prędzej męskiej niż żeńskiej. Obok pasującego rozmiaru trzymanie ułatwiają skosy ścianek bocznych, pasujące do ułożenia lewej. (Nie wiem czy jest wersja dla leworęcznych, którzy trzymają w prawej i dotykają lewą, ale w tej sytuacji powinna.)

Forma ogólna jest kanciasta i oparta o wiele płaszczyzn, czyli charakterystyczna dla Astell & Kern. Duży prostokąt frontu zamykają od góry i dołu płaskie ścianki, natomiast obydwie boczne nie tylko są ukośne, ale też wielopłaszczyznowe. Efektem lepsze ułożenie kciuka na lewej i ułatwiające obsługę wgłębienie wokół pokrętła. To jedyne pokrętło (flagowy Cayin miał dwa), pozbawione funkcji włączania i przycisku. Wysterowuje samą głośność, jako alternatywa regulacji palcem góra-dół po ekranie. (Praktyczne udogodnienie, podchwycone przez część konkurencji.) Lecz wokół pokrętła coś się dzieje – coś, co z kolei podchwycił Astell. Jakiś czas temu Chord wylansował rozróżnianie odtwarzanego pliku poprzez kolor świecenia – tu kolorowa poświata zjawia się wokół pokrętła. Spokojnie świeci, bez rażenia, a barwy są zasadniczo różne, nie sposób się pomylić. Czerwień sygnalizuje plik 16-bitowy, 24-bit to zieleń, 32 błękit, a MQA fiolet.

Korpus wykonano z aluminium i wykończono stalową powłoką w tytanowym odcieniu, obdarzoną przez twórców mianem „Moon Silver”, moim zdaniem nietrafnie. Zajmujący cały front ekran jest kolorowy, dotykowy i ma rozdzielczość HD, czym producent się szczyci.

Na komplet regulatorów i przyłączy poza wspomnianym pokrętłem i dotykowym ekranem składa się tradycyjnie umieszczony u góry z prawej przycisk włącz/wyłącz oraz na lewo od niego trzy gniazda słuchawkowe. To Pentaconn jack 4,4 mm, jack 3,5 mm (niesymetryczny i jack 2,5 mm (symetryczny). Optimum to oczywiście Pentaconn – gniazdo symetryczne o największej powierzchni styku.

Z czarnym wnętrzem.

Na prawej ściance, poniżej pokrętła, ulokowano nowatorski, wielofunkcyjny przycisk obsługowy „Przód”, „Tył”, „Pauza”, a powyżej pokrętła (powtórzony po przeciwnej stronie), znalazł miejsce przycisk wymiany przetwornika; który to przetwornik jest wyjmowany niczym pistoletowy magazynek, tyle że wyciągany do góry wraz z gniazdami.[2]

Producent nazywa to rozwiązanie „modułowym” i w jego ramach oferuje dwa przetworniki – dostarczany standardowo z odtwarzaczem 8-kanałowy  SEM1 na bazie ESS Sabre ES9038PRO, potrafiący obsłużyć pliki do 32-bit/384 kHz i DSD256, oraz alternatywny SEM2 na bazie Asahi Kasei AKM AK4497EQ Dual DAC, z obsługą do 32-bit/768 kHz i DSD512. (Oba z odczytem MQA.)  W przygotowaniu są SEM3 i 4, ale nie umiem powiedzieć, na jakich kościach.

Nietypowa w tej sytuacji staje się strona lewa, z której zniknęły po przeniesieniu na prawą tradycyjne przyciski obsługowe. Ich miejsce zajął samotny, umieszony u samej góry jeden z dwóch mocujących zacisków pozwalających wymieniać przetwornik.

Na dolnej ściance są tylko dwie szczeliny: jedna dla uniwersalnego gniazda łączności i ładowania – USB C, druga dla karty pamięci micro SD, o dopuszczalnej pojemności do 1TB. (Sam odtwarzacz ma wbudowaną 256 GB.) Ważnym uzupełnieniem moduł Bluetooth 5.0 z odczytem kodeków A2DP, AVRCP, Qualcomm® aptX™ HD i LDAC, którego znakomite działanie zostało już stwierdzone przy okazji recenzji głośników bezprzewodowych Audioengine. Alternatywą łączność bezprzewodowa poprzez Wi-Fi 802.11 b/g/n (2.4GHz), przy czym obsługiwany przez obie może być nie tylko streaming, ale też przesył danych do i z bazy pamięci w standardzie File Drop.

I czarno-srebrną zawartością.

Powodem do dumy producenta okazuje się też ścianka tylna – czarna, lśniąca, ozdobna, wykonana z poliwęglanu.

Wewnątrz, poza wymiennym przetwornikiem o wadze 102 g, pracuje zegar wzorcowy o dokładności 800 fs, obsługujący dwa wielordzeniowe procesory – programowalny dla słuchawkowego wzmacniacza i nieprogramowalny dla pamięci.

Skoligacony z procesorem wzmacniacz operacyjny oferuje poziom wyjściowy 6,0 V RMS i posługuje nowo opracowaną, chronioną patentem technologią TERATON ALPHA. To, wg słów producenta, nowa metoda „skutecznego usuwania szumów zasilania, wydajnego zarządzania energią i wzmocnienia przy minimalnych zniekształceniach, skutecznie zbliżająca dźwięk do oryginału”. Przeprojektowano też sam zbudowany w technologii AMP wzmacniacz, wyposażając go w nowe płytki i obwody.

Bateria ma pojemność 3,800 mAh/3,8 V i jest litowo-polimerowa. Podtrzymuje pracę do maksymalnie dziesięciu godzin i ładuje się w trzy.

Urządzenie otrzymujemy w czarnym, tekturowym pudełku z uchylanym wieczkiem. Pokrycie lakiernicze matowe, firmowe nadruki srebrne. W komplecie prócz odtwarzacza kabel USB, mała instrukcja z poglądowymi schematami i trzy komplety laminatowych osłon na wszystkie ścianki do samodzielnej instalacji.

W bardziej płaskim, ale tego samego rozmiaru i z takim samym wieczkiem pudełku, otrzymamy alternatywny przetwornik, na który wydać trzeba 1700 złotych.

Pozostały parametry techniczne. Dla obu modułów to pasmo przenoszenia o zasięgu 20 Hz – 70 kHz (dopasowane więc do plików pozyskanych z zapisu SACD), stosunek szumu własnego do sygnału (S/N) 122 – 129 dB (w zależności od wyjścia), przesłuch międzykanałowy 138 – 147 dB, THD 0.0005%.

Gniazd słuchawkowych duży wybór.

Normalne wzmocnienie może zostać podbite do wyższego, a w ramach palety własnych ustawień możemy się przełączać się między siedmioma filtrami cyfrowymi, użyć rozbudowanego equalizera (domyślnie wyłączony), włączyć/wyłączyć jeden z transferów bezprzewodowych, aktywować lub nie funkcję Drop, zmieniać jasność ekranu, czas aktywacji wygaszacza, styl ekranowego menu – i sporo jeszcze innych rzeczy.

Wrażenia ogólne są pozytywne, ale nie wolne od uwag. Flagowy Cayin w trzymaniu był wygodniejszy, lecz z drugiej strony mocniej grzał, a SE180 aż tak nie grzeje. Rozmiary jednak ma pokaźne i wagę także sporą – co prawda trend rozrostu szczyt znalazł u KANN Cube, a w SE180 się cofa, ale jeszcze parę lat temu flagowe DAP-y były o wiele mniejsze, a przecież ładnie grały. Tym niemniej (o czym zaraz się przekonamy) brzmieniowo jednak słabsze, a kosztowały więcej. Może to zatem dobry trend? – ten wzrost wielkości i spadek ceny. I jeszcze jedna rzecz – moc odtwarzacza jest w pełni satysfakcjonująca; wymagające słuchawki planarne i wysokoomowe okazały się ekscytować świetnym dźwiękiem nawet bez podbijania wzmocnienia.

[2] Niektóre erkaemy też miały magazynki ładowane od góry.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

  1. Miltoniusz pisze:

    Bardzo ciekawy test. Co do telewizorów, łatwo nie jest. Od kiedy nie ma plazm Panasonica, których też jestem miłośnikiem (i użytkownikiem) nie wiadomo co kupować. Jak już się Pan zdecyduje, świetnie byłoby przeczytać recenzję. Mam też Oleda LG – niczego nie można mu zarzucić – w zasadzie jest perfekcyjny. Ale jak wracam do plazmy – pojawia się magia. Przejście w drugą stronę jest ok – LG niczego nie brakuje. Ale powrót do plazmy – i znów cuda się dzieją. Co do A&K – szkoda że SP3000 się opóźnia. Bardzo lubię SP1000 i liczę na więcej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Byłem zdeterminowany nabyć Panasonica JZ2000, ale ze zdumieniem dowiedziałem się z testów, że w zamian za lepsze dopasowanie gniazd do wymogów konsol (HDMI 2.1) zwężona w nim została paleta gradacji barw. Musiano usunąć najbardziej zaawansowaną wersję filtra barwnego (który odcienie potrafi mnożyć), bo gryzł się z tym HDMI 2.1. W efekcie Panasonic stracił ważny atut lepszego obrazowania, przestał tak wyraźnie górować nad konkurencją. Pozostaje w tej sytuacji zeszłoroczny HZ2000, jeszcze ten filtr mający, ale dość uważnie mu się przyjrzałem i nie byłem zadowolony. U niego także obraz jest za jaskrawy, zbyt brutalnie kontrastowy, cukierkowy, niewystarczająco plastyczny. Ogólnie znana sprawa: za mało odcieni szarości, za niska gradacja pod czernią, niewystarczająco różnorodna w efekcie także biel i co za tym idzie trójwymiarowość wszystkich obiektów wydobywana stopniowaniem barw.

      Wracając do odtwarzaczy. Prawie na pewno będzie w najbliższym czasie SP2000T, ale kiedy SP3000, tego na razie nie wiadomo. Za to dziś przyjechały Beyerdynamic T1 V3. Też długo kazały na siebie czekać, ale z innego powodu; na rynku są od pół roku, ale na pniu się wszystkie sprzedają.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Przyjechały już dwa alternatywne przetworniki, tak więc będzie poszerzający opis. Poza tym przyjechały słuchawki Grado GH2, HiFiMAN R10 w obu wersjach i Beyerdynamic T1 V3. A słuchawkowy zalew trwa. Już w drodze na rynek nowy flagowiec Dana Clarka, już są w sprzedaży Sendy Audio PEACOCK.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy