Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

    Zacznijmy od cytatu:

    Ostanie miesiące przyniosły całą „serię niefortunnych zdarzeń”, która dotknęła japońskie firmy. W lipcu 2020 r. doszło do pożaru w fabryce firmy Nittobo w Fukushimie wytwarzającej specjalne włókna szklane wykorzystywane do produkcji mikroprocesorów. To pogłębiło zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw (spowodowane pandemią). W październiku spłonęła fabryka zaawansowanych czujników należąca do Asahi Kasei Microdevices. W drugiej połowie marca doszło natomiast do pożaru w jednej z fabryk japońskiej firmy Renesnas Electronics Corp., jednego z największych na świecie producentów mikroprocesorów dla branży motoryzacyjnej. (…) Tymczasem na Tajwanie produkcji chipów może zagrozić… susza. Zakłady wytwarzające półprzewodniki zużywają bowiem duże ilości wody. TSMC wykorzystuje jej 156 tys. ton dziennie (z czego ponownie używa 86 proc.) i pod koniec listopada spółka ogłosiła, że będzie  musiała używać cystern do dowozu wody do swoich zakładów.

W tym samym artykule czytamy:

…fabryki TSMC odpowiadają obecnie za około 70 proc. światowej produkcji zaawansowanych technologicznie mikroprocesorów. Zależność globalnych gigantów elektronicznych od produktów jednej tajwańskiej firmy to kolejny przykład na złe skutki nadmiernego outsourcingu produkcji.[1]

Przytaczam te fakty z konkretnego powodu: południowokoreański Astell & Kern, producent kilka już razy recenzowanej tu elektroniki, również na tym ucierpiał; nie udało mu się w planowanym terminie posłać na rynek następcy flagowych odtwarzaczy przenośnych SP2000, oferowanych w trzech brzmieniowo nieobojętnych rodzajach obudów. Zaplanowany na połowę 2021 model SP3000 miał być lampowy i popisowy, lecz póki co się nie ziścił, i nie wiadomo kiedy ziści. Z całego planu wypaliła jedynie część regresywna – zarzucono produkcję wszystkich trzech SP2000. Skutkiem czego nasz brany teraz pod lupę A&futura SE180 stał się niespodziewanie flagowy.

To nowy produkt, tyle chociaż pociechy. Miał być drugi od góry, a może nawet trzeci, póki co znalazł się na cenowym szczycie, który okupuje wraz z modelem SP200, technicznie trochę starszym. Pod koniec września oba ma zdystansować nowy SP2000T (lampowy), ale czy tak się stanie, czas dopiero przyniesie.

Lecz precz narzekania i problemy globalne – rynek odtwarzaczy przenośnych nie stał się na całe szczęście areną takiej katastrofy, jak rynek kart graficznych. Wokół tamtego krążą słuchy, że dopiero w 2023 się unormuje i zwariowane ceny do bliższych normalności powrócą, a wkraczający na arenę Astell & Kern A&futura SE180 wyceniony został na 7399 PLN – czyli wyceniony normalnie.

[1] Źródło: https://cyfrowa.rp.pl/

Co, w czym – i co w tym?

Czarne pudełko ze srebrnymi nadrukami.

   Odtwarzacz jest pokaźny, choć nie tak bardzo, jak też już wycofany, podobnie do niego kosztujący KANN Cube. Tamten miał front czternaście na dziewięć centymetrów przy wadze pół kilograma, u tego to trzynaście na osiem przy obciążeniu ćwierć i trochę. (Dokładnie to 129,2 x 77,0 x 19,9 mm i 376 g.) Ten rozmiar pasuje do przeciętnej dłoni, choć prędzej męskiej niż żeńskiej. Obok pasującego rozmiaru trzymanie ułatwiają skosy ścianek bocznych, pasujące do ułożenia lewej. (Nie wiem czy jest wersja dla leworęcznych, którzy trzymają w prawej i dotykają lewą, ale w tej sytuacji powinna.)

Forma ogólna jest kanciasta i oparta o wiele płaszczyzn, czyli charakterystyczna dla Astell & Kern. Duży prostokąt frontu zamykają od góry i dołu płaskie ścianki, natomiast obydwie boczne nie tylko są ukośne, ale też wielopłaszczyznowe. Efektem lepsze ułożenie kciuka na lewej i ułatwiające obsługę wgłębienie wokół pokrętła. To jedyne pokrętło (flagowy Cayin miał dwa), pozbawione funkcji włączania i przycisku. Wysterowuje samą głośność, jako alternatywa regulacji palcem góra-dół po ekranie. (Praktyczne udogodnienie, podchwycone przez część konkurencji.) Lecz wokół pokrętła coś się dzieje – coś, co z kolei podchwycił Astell. Jakiś czas temu Chord wylansował rozróżnianie odtwarzanego pliku poprzez kolor świecenia – tu kolorowa poświata zjawia się wokół pokrętła. Spokojnie świeci, bez rażenia, a barwy są zasadniczo różne, nie sposób się pomylić. Czerwień sygnalizuje plik 16-bitowy, 24-bit to zieleń, 32 błękit, a MQA fiolet.

Korpus wykonano z aluminium i wykończono stalową powłoką w tytanowym odcieniu, obdarzoną przez twórców mianem „Moon Silver”, moim zdaniem nietrafnie. Zajmujący cały front ekran jest kolorowy, dotykowy i ma rozdzielczość HD, czym producent się szczyci.

Na komplet regulatorów i przyłączy poza wspomnianym pokrętłem i dotykowym ekranem składa się tradycyjnie umieszczony u góry z prawej przycisk włącz/wyłącz oraz na lewo od niego trzy gniazda słuchawkowe. To Pentaconn jack 4,4 mm, jack 3,5 mm (niesymetryczny i jack 2,5 mm (symetryczny). Optimum to oczywiście Pentaconn – gniazdo symetryczne o największej powierzchni styku.

Z czarnym wnętrzem.

Na prawej ściance, poniżej pokrętła, ulokowano nowatorski, wielofunkcyjny przycisk obsługowy „Przód”, „Tył”, „Pauza”, a powyżej pokrętła (powtórzony po przeciwnej stronie), znalazł miejsce przycisk wymiany przetwornika; który to przetwornik jest wyjmowany niczym pistoletowy magazynek, tyle że wyciągany do góry wraz z gniazdami.[2]

Producent nazywa to rozwiązanie „modułowym” i w jego ramach oferuje dwa przetworniki – dostarczany standardowo z odtwarzaczem 8-kanałowy  SEM1 na bazie ESS Sabre ES9038PRO, potrafiący obsłużyć pliki do 32-bit/384 kHz i DSD256, oraz alternatywny SEM2 na bazie Asahi Kasei AKM AK4497EQ Dual DAC, z obsługą do 32-bit/768 kHz i DSD512. (Oba z odczytem MQA.)  W przygotowaniu są SEM3 i 4, ale nie umiem powiedzieć, na jakich kościach.

Nietypowa w tej sytuacji staje się strona lewa, z której zniknęły po przeniesieniu na prawą tradycyjne przyciski obsługowe. Ich miejsce zajął samotny, umieszony u samej góry jeden z dwóch mocujących zacisków pozwalających wymieniać przetwornik.

Na dolnej ściance są tylko dwie szczeliny: jedna dla uniwersalnego gniazda łączności i ładowania – USB C, druga dla karty pamięci micro SD, o dopuszczalnej pojemności do 1TB. (Sam odtwarzacz ma wbudowaną 256 GB.) Ważnym uzupełnieniem moduł Bluetooth 5.0 z odczytem kodeków A2DP, AVRCP, Qualcomm® aptX™ HD i LDAC, którego znakomite działanie zostało już stwierdzone przy okazji recenzji głośników bezprzewodowych Audioengine. Alternatywą łączność bezprzewodowa poprzez Wi-Fi 802.11 b/g/n (2.4GHz), przy czym obsługiwany przez obie może być nie tylko streaming, ale też przesył danych do i z bazy pamięci w standardzie File Drop.

I czarno-srebrną zawartością.

Powodem do dumy producenta okazuje się też ścianka tylna – czarna, lśniąca, ozdobna, wykonana z poliwęglanu.

Wewnątrz, poza wymiennym przetwornikiem o wadze 102 g, pracuje zegar wzorcowy o dokładności 800 fs, obsługujący dwa wielordzeniowe procesory – programowalny dla słuchawkowego wzmacniacza i nieprogramowalny dla pamięci.

Skoligacony z procesorem wzmacniacz operacyjny oferuje poziom wyjściowy 6,0 V RMS i posługuje nowo opracowaną, chronioną patentem technologią TERATON ALPHA. To, wg słów producenta, nowa metoda „skutecznego usuwania szumów zasilania, wydajnego zarządzania energią i wzmocnienia przy minimalnych zniekształceniach, skutecznie zbliżająca dźwięk do oryginału”. Przeprojektowano też sam zbudowany w technologii AMP wzmacniacz, wyposażając go w nowe płytki i obwody.

Bateria ma pojemność 3,800 mAh/3,8 V i jest litowo-polimerowa. Podtrzymuje pracę do maksymalnie dziesięciu godzin i ładuje się w trzy.

Urządzenie otrzymujemy w czarnym, tekturowym pudełku z uchylanym wieczkiem. Pokrycie lakiernicze matowe, firmowe nadruki srebrne. W komplecie prócz odtwarzacza kabel USB, mała instrukcja z poglądowymi schematami i trzy komplety laminatowych osłon na wszystkie ścianki do samodzielnej instalacji.

W bardziej płaskim, ale tego samego rozmiaru i z takim samym wieczkiem pudełku, otrzymamy alternatywny przetwornik, na który wydać trzeba 1700 złotych.

Pozostały parametry techniczne. Dla obu modułów to pasmo przenoszenia o zasięgu 20 Hz – 70 kHz (dopasowane więc do plików pozyskanych z zapisu SACD), stosunek szumu własnego do sygnału (S/N) 122 – 129 dB (w zależności od wyjścia), przesłuch międzykanałowy 138 – 147 dB, THD 0.0005%.

Gniazd słuchawkowych duży wybór.

Normalne wzmocnienie może zostać podbite do wyższego, a w ramach palety własnych ustawień możemy się przełączać się między siedmioma filtrami cyfrowymi, użyć rozbudowanego equalizera (domyślnie wyłączony), włączyć/wyłączyć jeden z transferów bezprzewodowych, aktywować lub nie funkcję Drop, zmieniać jasność ekranu, czas aktywacji wygaszacza, styl ekranowego menu – i sporo jeszcze innych rzeczy.

Wrażenia ogólne są pozytywne, ale nie wolne od uwag. Flagowy Cayin w trzymaniu był wygodniejszy, lecz z drugiej strony mocniej grzał, a SE180 aż tak nie grzeje. Rozmiary jednak ma pokaźne i wagę także sporą – co prawda trend rozrostu szczyt znalazł u KANN Cube, a w SE180 się cofa, ale jeszcze parę lat temu flagowe DAP-y były o wiele mniejsze, a przecież ładnie grały. Tym niemniej (o czym zaraz się przekonamy) brzmieniowo jednak słabsze, a kosztowały więcej. Może to zatem dobry trend? – ten wzrost wielkości i spadek ceny. I jeszcze jedna rzecz – moc odtwarzacza jest w pełni satysfakcjonująca; wymagające słuchawki planarne i wysokoomowe okazały się ekscytować świetnym dźwiękiem nawet bez podbijania wzmocnienia.

[2] Niektóre erkaemy też miały magazynki ładowane od góry.

Odsłuch 

I elegancka tylna ścianka.

   Karta pamięci, na niej wybór testowych plików różnych formatów i gęstości, zbiór gatunkowych słuchawek. Zacznijmy od doskonale pasujących Grado GH2, też z założenia przenośnych.

Z Grado GH2

Małe, zgrabne, leciutkie, nauszne – jedyne co do streetowego grania w nich nie pasuje, to dość gruby i ciężki kabel, na dodatek zamontowany na stałe i zakończony wtykiem 3,5 mm – żegnajcie przeto  symetryczne wyjścia. (Odnośnie tej symetryczności odwieczna kontrowersja: bo wg jednych to lepsze brzmienie, wg nielicznych gorsze, a jeszcze inni utrzymują, iż to praktycznie bez znaczenia – symetrycznie czy nie. Przy tych słuchawkach tego nie sprawdzimy, ale przy innych owszem.)

Tak w ogóle, to pierwszorzędnie zagrało i już po parunastu sekundach wiedziałem, że brzmienie jest high-endowe. Ale wylądowałem w dylemacie: – najlepsze z którym filtrem? Siedmiopunktowa to zagwozdka, lecz tak naprawdę zwężona do wyboru między domyślnym „Minimum Phase Fast Roll-Off”, a „Minimum Phase Slow Roll-Off”, w skrócie klasycznymi „Fast” i „Slow”. Odpowiedź jednoznaczna nie wchodziła w rachubę: atutem „Fast” głębsze wnikanie w materią brzmienia i większe poczucie niezwykłości poprzez misterność i pogłosy; atutem „Slow” bardziej analogowa melodyjność i większe poczucie swojskości. W sumie dylemat odnośnie dwóch z trzech styli brzmienia – szkoły z lekka udziwniającej i z lekka umilającej. Pomiędzy nimi realizm, w każdej też dochodzący do głosu, lecz nie realizm czysty. Z „Fast” minimalnie naznaczony odrealnieniem, tak jakbyś znalazł się w górach albo skalnej grocie – w polu władania silnego echa, przez które całe otoczenie (nawet towarzysz podróży i nawet własne ręce) stają się trochę obcy.

Wnęka na kartę pamięci może łyknąć aż 1TB.

Ze „Slow” z kolei trochę za swojsko, za gładko, za melodyjnie. – Że co? Że nie może być „za melodyjnie”? – Ależ może, o ile tej melodyjności nie okrasimy szczyptą nieumilających składników. Wówczas będzie za słodko, za milusio, za przaśnie. Z tym że – bardzo istotne – dźwięk w reprodukcji tandemu A&futura SE180 z Grado GH2 nie był ani z „Fast” jednoznacznie wyobcowany, ani ze „Slow” za milusi; niemniej każdorazowo w któryś z tych kierunków zwrócony. Ostatecznie zdecydowałem się na „Fast”, mimo iż przeważnie wybieram „Slow”. Jednak w głosie Elvisa Presleya (plik kupowany, chwalący się byciem zripowanym z winylu pochodzącego z legendarnej kolekcji RCA Victor LIVING STEREO) to „Slow” stawało się odrobinę za ciepłe i za swojskie, przez co za mało inspirujące. Być może lampowe wyjścia w zapowiadanych odtwarzaczach do „Slow” będą pasowały lepiej, a tu pasowanie też było dobre, nawet na chwilę je wybrałem, ale wróciłem do „Fast”.

Odłóżmy dylematy, skupmy się na postaci brzmienia. Z oboma filtrami prezentowało poziom, który w dziwaczejącej coraz bardziej nomenklaturze audiofilskiej można określić mianem „high-end dobrze ugruntowany”. Nie taki osiągnięty ledwo-ledwo, wspinaniem na paluszki i wyciąganiem rączek, tylko bezwysiłkowo należący do rewiru high-endu, ale nie szczytowego. Górny region górnego regionu to typowe „przeddzidzie przeddzidzia” ze starej anegdoty o podziale dzidy, lecz w tym wypadku nasza dzida oznacza świetne brzmienie –  co nie jest nim, nie jest też dzidą. Nie dźgnie słuchacza świetną jakością, będzie kijowe albo klocem.

Podświetlenie potencjometru informuje kolorem o typie czytanego pliku.

To ugruntowanie brało się z wielu czynników: szczegółowości, dynamiki i potężności, tak samo  różnorodności, stopnia wyrafinowania i plastycznych efektów świetlnych. Także pobudzającego muzycznego dotyku i wysokiego poziomu naturalizmu w połączeniu z rozciągniętym szeroko pasmem. Czemu więc nie high-end szczytowy? Albowiem nie było tej części aranżu, która odpowiada za najwyższą misterność. Za takie ukazanie każdego brzmienia, które czyni je zachwycającym. Najgłębszej warstwy harmonicznej, ostatecznego szlifu konturów i faktur, sopranowego szaleństwa, dźwięku zrodzonego z samej ekspresji przepływającego powietrza, skrajnego ożywienia medium i poczucia przepastnej głębi. Tego nie było, ale przecież za to płaci się jak za drogie auto … (Drogie auta i drogie audio kosztują analogicznie.) A tu odtwarzacz za siedem tysięcy i słuchawki za dwa. Z tej pary świetne granie, high-end właśnie ugruntowany. Brzmienie jakością analogiczne do wielu zestawień DAC + słuchawkowy wzmacniacz za kilkadziesiąt tysięcy.

Z Ultrasone T7

To słuchawki też pasujące do odtwarzaczy przenośnych, ale im to pasowanie zepsułem. Zepsułem kablem grubszym, cięższym i sztywniejszym od oryginalnego, za to zdecydowanie lepszym. Przy okazji też symetrycznym. Poprzez przejściówkę z jego czteropinu mogłem użyć wyjścia Pentaconn, co w połączeniu ze słuchawkami za kilkanaście tysięcy przesunęło poziom do góry. To wciąż nie był high-end szczytowy, i takiego nie oczekujmy, ale odnośnie misterności, głębi i wyrafinowania mogący zdziałać więcej. Przy filtrze „Fast” silniej wchodzący w echowość, mimo to realistyczniejszy. Można to było zmienić w trzech krokach dotykowych, ale filtr „Slow”, oferujący brzmienie pełniejsze i cieplejsze, a przede wszystkim bezechowe, dawał w moim odczuciu nutkę pospolitości, mniej skłaniał do słuchania. Natomiast u „Fast” połączenie akustycznej oprawy echowym cieniem z minimalną ciepłotą i wysoką analogowością przy pełni namacalnego realizmu, to było już nawiązanie do high-endu z jego wyżyn. Nie zrealizowanego do końca, ale to już był ten powiew jakości, ten przedsmak ostatecznej. Zwłaszcza kiedy chwilę posłuchać, by w pełni zaaklimatyzować uszy.

Kolorowy i dotykowy ekran ma rozdzielczość HD.

I najważniejsze w tym – grało tak dobrze, że długie słuchanie bez znużenia; ciągle się miało ochotę słuchać. Jasne, że to nie była sceneria jak przy wolnostojących kolumnach i nie aż tyle warstw tworzących, co przy drogiej aparaturze, ale ubytków czuć nie było, a przynajmniej ja, lubiący słuchawkowe granie, żadnych spłyceń nie czułem. Wszelakie wybredności (a mam ich zapas spory) zostały wyłączone, została czysta przyjemność. Dla porównania rzucę: za siedem tysięcy z hakiem plus cena tych słuchawek można kupić szczytowy telewizor, a kiedy patrzę na ich obraz (akurat jestem przy kupnie), to mam ochotę płakać. Taka ukształtowała się różnica między współczesną technologią obrazu a technologią dźwięku. Dorzucę też, że kto nie kupił tych T7, a stać go było, też nie dał im kabla Tonalium albo innego takiej klasy, ten nie postąpił roztropnie. Ale tu przed tym przestrzegałem. Zresztą, gusty bywają różne, niczego nie będę narzucał. Alternatywą topowe T+A, ale dwa razy droższe i raczej nie do odtwarzaczy przenośnych.

Przy T7 zjawiła się też możliwość porównania wyjścia niesymetrycznego z symetrycznym. W papierach odtwarzacza stoi, że symetryczne jest mocniejsze – i faktycznie, o jakieś dziesięć punktów na 150-cio punktowej skali. Ale to mało ważne; istotny fakt, że poprzez symetryczne wyższa jakość. Przy niesymetrycznym brzmienie T7 ulegało spłaszczeniu odnośnie wszystkich parametrów. Nie stawało się złe ani przeciętne, ale się jakościowo kurczyło.

Odsłuch cd.

Uformowanie ścianek bocznych ułatwia trzymanie.

Z HEDDphone 

W zakamarkach rzeczywistości czają się diabły złośliwości. To przez nie muszę teraz ugryźć się w język. Nie kupujący T7 wcale nie popełnili błędu odnośnie wyekwipowania odtwarzacza A&futura SE180, mogą bowiem kupić HEDDphone. Te słuchawki nie generują aż tak wysokich ciśnień, nie dają też takich zejść basowych, ale słuchającemu oferują bogatszą akustyczną oprawę. Co nie zawsze się sprawdza, czasami idąc w dziwność przedobrzenia, ale z tym odtwarzaczem wypadło świetnie. Przyrost propagacyjnej swobody, więcej różnego rodzaju efektów odbiciowych, przepiękna czystość i otwartość, więcej powietrza w otoczeniu źródeł, muzyka w większych pomieszczeniach. A jednocześnie podobna jej brzmieniowa głębia, klimatycznie ściemnione światło, wybitna dźwięczność i nastrojowość – ogólnie biorąc może nawet większy krok w kierunku high-endu szczytowego. Przy tym kopnięcie basowe bardziej oparte na konturze, ale z takim rozmachem i opisową treścią, że można było bić brawo. Tym bardziej, że transparencja całkowita, aż po najdalszy horyzont, i wszystko bardziej objętościowe, a zarazem swobodne. Wokale nieco delikatniejsze, misterniejsze i oprawiane w echa, ale echa ozdobne, ciekawe. Trochę większy dystans do wykonawców, a oni przez to mniejsi i w perspektywie, wszelako czystszym powietrzem otoczeni i tacy bardziej niezwykli. Przez to na długim dystansie słuchania trochę bardziej męczący, ale w pierwszej godzinie niezwyklejsi – bardziej teatralni, ezoteryczni. Ogólnie brzmienie nie tylko bardziej echowe, ale i przenikliwsze. A mimo tego brak poczucia deficytu masy i jeszcze przyrost tajemniczości. Wszelka muzyka lubiąca akustykę w bardziej wysmakowany sposób podana, na przykład koncerty Bacha, Vivaldiego, popisy elektroniczne, awangardowy jazz.

I obsługę pokrętła.

Final D8000 PRO

Jeżeli ktoś szuka czystego realizmu, te zagrały najrealistyczniej. Blisko, namacalnie i w dobrym sensie neutralnie. Bez ocieplenia i bez chłodu; bez wydatnego pogłosu, a akustycznie. Analogicznie jak HEDDphone super czysto i super wyraźnie. Z poprawnym wypełnieniem, ale też neutralnie dobranym, i z dużym naciskiem na pietyzm, wyrafinowanie, ekstremalną precyzję rysunku i podkreślanie delikatności. Nie sam więc forsowny atak i duży wolumen potęgowy, tylko bogate wszelkie smaki.

Grały potężnie, a jednocześnie delikatnie; dynamicznie i pietystycznie; i treściwie i czule. Gdzie trzeba smukło, gdzie trzeba krzepko, i z doskonale zwartym, a jednocześnie w pełni rozciągniętym pasmem. A przede wszystkim obiektywnie, neutralnie – bez przymilania, bez łaszenia. Znakomicie także pod względem analogowym. I jak wszystkie dotychczas – z wolnością od zniekształceń. Bardzo duża odporność na nie, żadnego charkotu ani sztucznych wzbudzeń nawet na szczytowych poziomach głośności. Ultrasone operowały większymi gęstościami i wyższym ciśnieniem akustycznym, HEDDphone dźwiękiem w większych przestrzeniach i z dalszym pierwszym planem, a Final D8000 PRO poprzez przejściówkę Grado z niesymetrycznego gniazda dawały ten sam poziom jakościowy, nie potrzebując mocowego podbicia, którym nie pogardziły HEDDphone. (Choć w sumie też go nie potrzebowały.) Ich (tzn. Final) pierwszy plan był najbliższy, a echa dobrze kontrolowane, wraz z czym mało atmosfery dziwności, a dużo rzeczowego naturalizmu.

– Co wolisz, przyszły słuchaczu, to tylko twoja sprawa, a z mojej strony tyle, że Astell & Kern A&futura SE180 to DAP uniwersalny, w zależności od podpinanych słuchawek i ustawienia filtracji potrafiący utrafić w każdy gust; i zawsze na poziomie wyższym niż wszystkie od tej marki poza najwyższą serią SP2000/SP1000.                                                                                                                          

Pasowanie do różnych słuchawek należy uznać za wzorcowe.

Sennheiser HD 800

To słuchawki powstałe w czasach, gdy odtwarzacze przenośne dzisiejszego typu były dopiero w powijakach. Znającym temat nie trzeba mówić, że mają niedzisiejszą impedancję i niedzisiejszą (pomijając planarne) skuteczność. Ale to słuchawki świetnie zrobione i przez firmę będącą legendą. Zaprojektowane z myślą o brzmieniu naśladującym brzmienie kolumn, jak najbardziej pod każdym względem prawdziwym. Tu założenie to mocno wsparte kablem Tonalium, który szczególnie dużo dla nich znaczy. Grały z wyjścia Pentaconn, podobnie jak D8000 PRO neutralnie, ale cieplej. Neutralnie w bardziej przyjazny, nie tak na chłodno obiektywizujący sposób. Nie tylko poprzez to, że lekkie ocieplenie, ale też medium nie tak skrajnie przeźroczyste, zachowujące trochę naturalnej nieprzezierności i bardziej dotykowy charakter. Najwięcej też u tych słuchawek działo się w dziale pogłosowym, ponieważ jako jedyne dawały momentami mocny pogłos, a kiedy indziej żadny. Co mi się bardzo podobało, gdyż było najprawdziwsze. Pogłos u nich nie był manierą, tylko przydatnym narzędziem. Był umiejętnie porcjowany – dodany lub odjęty – by zdobić albo się nie wtrącać.

Realizm tych słuchawek był najbardziej przyjazny, najdalszy od udziwnień. Za sprawą tego, ich i Ultrasone najlepiej się słuchało na długich dystansach czasowych. Wysmakowane a niemęczące brzmienie z poczuciem dużej prawdziwości. Szczegóły wkomponowane w całość, dynamika bez rwetesu, muzyka jako melodyjna forma i pulsująca energia, a nie udziwnienia i popisy. Duże źródła, duże obszary, a całościowa postać brzmienia najbardziej zwarta i przyjazna, wolna i od sztucznych upiększeń i od zbyt obiektywizującego, technicznego podejścia. Żadnego ocieplania nad miarę, widomego łaszenia, ujmowania sztuczną słodyczą. Żadnego też wchodzenia w neutralność mogącego skutkować nudą. A ludzkie głosy – najprawdziwsze. Troszeczkę prostsze niż w high-endzie szczytowym, ale naturalnie płynące i bez niepotrzebnych ozdobników.

A&futura SE180 na tle konkurencji i tak w ogóle   

Podobnie jak pracę w trybie bezprzewodowym.

   Zza opisów słuchawkowego brzmienia wyłania się to, co najważniejsze – wyłania świetny odtwarzacz. Kiedy pierwszy raz go brałem do ręki, myślałem: – O, następny, znowu będzie to samo … Nie pomyliłem się całkowicie, styl szkoły brzmieniowej Astell & Kern został w nim zachowany. A przynajmniej dopóki, dopóty nie zaczniemy grzebać przy filtrach cyfrowych – bo zmiana „Fast” na „Slow” odmienia właśnie styl. Staje się wówczas podobniejszy do narzucanego przez lampowego Cayina, jednakże nie aż tak estetycznie wyrafinowany, nie tak doskonały w tej konwencji. Wyrafinowanie z filtrem domyślnym „Fast” okazuje się za to tak duże, że porównywany bezpośrednio miniony flagowiec własnej marki – AK380 – jakością ustępował dość wyraźnie, zwłaszcza gdy chodzi o dynamikę, siłę ekspresji, głębię i całościową dokładność obrazowania. A niezależnie od tej wyliczanki tak po prostu się czuło, że A&futura SE180 to odtwarzacz wyższej jakości i koreańskim inżynierom intryga zwana technicznym postępem dobrze w nim się udała. Lubiący brzmienia analogowe wprost z nawiązaniem do gramofonów, o ile nie są limitowani portfelem, a wysoka temperatura pracującego DAP-a im nie przeszkadza, na pewno lepiej zrobią nabywając flagowego Cayina, z tym że jeszcze uwaga: wbudowany weń wzmacniacz ma nico mniejszą moc. Natomiast akceptujący realizm z domieszką efektów pogłosowych (tu składających się prawie wyłącznie na efektowność, śladowo jedynie na tajemniczość), od A&futura SE180 dostaną identyczny co w Cayinie poziom wyrafinowania przy nieco różnej stylistyce za połowę budżetu. Dostaną też brzmienie stylistycznie bardzo podobne, a niemal dorównujące temu z też circa dwa razy droższych modeli Astell & Kern SP2000. O tej relacji brzmień nie będę jednak nic pisał, bo dwutysiączek słuchałem za dawno, pamięć ich brzmienia przyblakła. Niemniej styl jest ten sam, a jakość bardzo zbliżona. Na pewno wyższa niż u KANN Cube i AK380, na pewno bardzo bliska tym od Cayin N8 i  SP2000. Dodatkową atrakcją możliwość zmiany przetwornika z docelową ilością czterech, spośród których dwa z trzech przewidywanych do końca roku powinny zostać opisane w aneksie do tej recenzji. Ten aneks za jakieś dwa, trzy tygodnie, o ile tylko się ziści zapowiadane dostarczenie, planowane na przyszły tydzień.

I jeszcze jedna sprawa, już sygnalizowana. A&futura SE180 wzorcowo się spisał jako źródło bezprzewodowe. I dla słuchawek, i dla monitorków biurkowych tak właśnie pracujących, okazał się wymarzonym partnerem, dostawcą zdumiewająco dobrego brzmienia. Bardzo tylko nieznacznie ustępującego temu od drogich słuchawek poprzez przewód, więc niemal high-endowemu. To dodatkowa wartość, bardzo dzisiaj istotna, wraz z podstawową składająca się na fakt, że posiadanie A&futura SE180 to naprawdę sama  przyjemność. Są rzeczy, które dobrze mieć, ale łączy się z nimi „ale”:

  • są świetne, ale bardzo drogie;
  • są najlepsze z dostępnych, ale mogłyby być lepsze;
  • są doskonałe brzmieniowo, ale mogłyby być ładniejsze;
  • są udane, ale tylko pod pewnymi względami:
  • są nowe, ale od starszych niewiele lepsze;
  • są dobrze pasujące, ale nie do wszystkiego, do czego by się chciało …

Astell & Kern A&futura SE180, przynajmniej tak mi się zdaje, oferuje przyjemności bez „ale”, lub te „ale” są bardzo małe. Cena, jakość, wygląd, możliwości, ergonomia i stopień postępu – to wszystko daje satysfakcję. Przy alternatywach przetwornikowych będziemy to jeszcze sprawdzać.

W punktach

Zalety

  • Brzmienie szczytowej jakości za połowę szczytowej ceny.
  • Klasyczna szkoła dźwięku Astell & Kern – naturalizm z przymieszką tajemniczości.
  • Wszystkie podstawowe parametry brzmieniowe na high-endowym poziomie:
  • Szczegółowość.
  • Głębia.
  • Dźwięczność.
  • Jakość brzmieniowego dotyku.
  • Wyraźność.
  • Otwartość.
  • Transparencja.
  • Analogowość.
  • Trójwymiarowość.
  • Tempo wznoszenia i piękno podtrzymania.
  • Organizacja sceny.
  • Organizacja oświetlenia.
  • Ciśnienia.
  • Dynamika.
  • Brak zniekształceń nawet przy bardzo głośnym graniu.
  • Ożywianie przestrzeni.
  • Dwa procesory.
  • Femtosekundowy zegar.
  • Duży ekran.
  • Odpowiednia wrażliwość na dotyk.
  • Wygodnie układanie w dłoni.
  • Umiarkowana waga.
  • Umiarkowana cena.
  • Wymienne przetworniki.
  • Mocny i świetnej jakości wzmacniacz.
  • TERATON ALPHA
  • Szeroka paleta dostępnych ustawień.
  • Wyjście Pentaconn.
  • Duża pamięć.
  • Szybko ładowana i pojemna bateria.
  • Natywny odczyt MQA.
  • Świetny Bluetooth.
  • Sławny producent.
  • Made in Korea.
  • Polska dystrybucja.
  • Ryka approved.

 

Wady i zastrzeżenia

  • Kanciaste kształty są efektowne, ale oblejsze wygodniejsze.
  • Dawnymi czasy flagowe DAP-y były o wiele lżejsze.
  • Solidnie po pewnym czasie się rozgrzewa.
  • Nie ma wersji dla leworęcznych. (?)
  • Pełna gama alternatywnych przetworników dopiero w realizacji.
  • Uniwersalny przycisk obsługowy mógłby być większy i lepiej chodzić.
  • W komplecie żadnych przejściówek.
  • Brak ochronnego etui.

Dane techniczne A&futura SE180:

Ogólne:

• Nazwa produktu: SE180

• Model: PPR31

• Materiał obudowy: Aluminium

• Kolor obudowy: Moon Silver

• Wyświetlacz: 5 cali 1920 x 1080 FHD

• Obsługiwane formaty audio: WAV, FLAC, WMA, MP3, OGG, APE, AAC, ALAC, AIFF, DFF, DSF, MQA

• Odtwarzanie MQA: Serwisy (TIDAL Masters), pliki lokalne, pamięć USB, MQA-CD (zgrywane)

• Wejście: USB typu C (dla MAC i PC)

• Ładowanie: 9V 1.67A / 5V 2A

• Wi-Fi: 802.11 b/g/n (2.4GHz)

• Bluetooth: V5.0 (A2DP, AVRCP, Qualcomm® aptX™ HD, LDAC)

• Wymiary: 3.03″(77mm)[W] x 5.09″(129.2mm)[H] x 0.78″(19.9mm)[D] (Only body) 3.03″(77mm)[W] x 5.4″(137.2mm)[H] x 0.78″(19.9mm)[D] (Combined with a module)

• Waga: 376 g

• Ulepszenia funkcji: Aktualizacje firmware (OTA)

• SAR: Body 10g SAR (W/Kg) _ WLAN 2.4Ghz : 0.016

• Jitter zegara: 25ps(Typ)

• Jitter zegara referencyjny: 800 femto sekund

• Temperatura robocza: 0℃ ~ + 40℃

• Pokrętło: podświetlane LED

 

Bateria:

• Pojemność: 3,800 mAh 3.8V Li-Polymer

• Czas ładowania: ok. 5 godzin (standardowe ładowanie 5V/2A), ok. 3 godzin (szybkie ładowanie 9V/1,67A)

 

Pamięć:

• Wbudowana: 256GB (NAND)

• Zewnętrzna: microSD x1 (max. 1TB)

 

OS:

• Obsługiwane systemy: Windows 8,10 (32/64bit), Mac OS X 10.7 i nowsze

 

Specyfikacja modułu:

• Nazwa produktu: SEM1

• Model: PAP11

• Materiał obudowy: Aluminium, stal nierdzewna, poliwęglan

• Kolor obudowy: Moon Silver

• Częstotliwość próbkowania: PCM : 8kHz ~ 384kHz (8/16/24/32bits per Sample) DSD Native: DSD64(1bit 2.8MHz), Stereo / DSD128(1bit 5.6MHz), Stereo / DSD256(1bit 11.2MHz), Stereo

• Wyjścia: Wyjście niezbalansowane (3,5 mm), wyjście zbalansowane (2,5 mm, obsługiwane tylko 4-biegunowe / 4,4 mm, obsługiwane tylko 5-biegunowe)

• Poziom wyjściowy: [Normalne wzmocnienie] Niezbalansowane 2 Vrms / Zbalansowane 4 Vrms (stan bez obciążenia)

[Wysokie wzmocnienie] Niezbalansowane 3 Vrms / Zbalansowane 6 Vrms (bez obciążenia)

• DAC: ESS ES9038PRO (Single DAC)

• Dekodowanie: obsługa odtwarzania do 32bit / 384kHz Bit-to-Bit

• Wymiary: 3.03″(77mm)[W] x 2.99″(76mm)[H] x 0.78″(19.9mm)[D]

• Waga: 100 g

• Temperatura robocza: 0℃ ~ + 40℃

• Czas odtwarzania: ok. 10.5 godzin (FLAC, 16bit, 44.1kHz, Vol.50, LCD Off)

 

Specyfikacje audio:

• Pasmo przenoszenia: ± 0,04 dB (warunek: 20 Hz ~ 20 kHz) niezbalansowane / ± 0,04 dB (warunek: 20 Hz ~ 20 kHz) zbalansowane

± 0,07 dB (warunek: 20 Hz ~ 70 kHz) niezbalansowane / ± 0,06 dB (warunek: 20 Hz ~ 70 kHz) zbalansowane

• S / N: [Normalne wzmocnienie] 122 dB przy 1 kHz, niezbalansowane / 126 dB przy 1 kHz, zbalansowane

[Wysokie wzmocnienie] 125 dB przy 1 kHz, niezbalansowane / 129 dB przy 1 kHz, zbalansowane

• Crosstalk: [Normalne wzmocnienie] -138 dB przy 1 kHz, niezbalansowane / -145 dB przy 1 kHz, zbalansowane

[Wysokie wzmocnienie] -138dB przy 1kHz, niezbalansowane / -147dB przy 1kHz, zbalansowane

• THD + N: [Normalne wzmocnienie] 0.0005% @ 1kHz, niezbalansowane / 0.0004% @ 1kHz, zbalansowane [Wysokie wzmocnienie] 0.0007% @ 1kHz, niezbalansowane / 0.0006% @ 1kHz, zbalansowane

• IMD SMPTE: 0,0004%, 800 Hz 10 kHz (4: 1), niezbalansowane / 0,0004%, 800 Hz 10 kHz (4: 1), zbalansowane

• Impedancja wyjściowa: 3.5mm (1ohm) / 2.5mm (1.5ohm) / 4.4mm (1.5ohm)

Pokaż artykuł z podziałem na strony

3 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

  1. Miltoniusz pisze:

    Bardzo ciekawy test. Co do telewizorów, łatwo nie jest. Od kiedy nie ma plazm Panasonica, których też jestem miłośnikiem (i użytkownikiem) nie wiadomo co kupować. Jak już się Pan zdecyduje, świetnie byłoby przeczytać recenzję. Mam też Oleda LG – niczego nie można mu zarzucić – w zasadzie jest perfekcyjny. Ale jak wracam do plazmy – pojawia się magia. Przejście w drugą stronę jest ok – LG niczego nie brakuje. Ale powrót do plazmy – i znów cuda się dzieją. Co do A&K – szkoda że SP3000 się opóźnia. Bardzo lubię SP1000 i liczę na więcej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Byłem zdeterminowany nabyć Panasonica JZ2000, ale ze zdumieniem dowiedziałem się z testów, że w zamian za lepsze dopasowanie gniazd do wymogów konsol (HDMI 2.1) zwężona w nim została paleta gradacji barw. Musiano usunąć najbardziej zaawansowaną wersję filtra barwnego (który odcienie potrafi mnożyć), bo gryzł się z tym HDMI 2.1. W efekcie Panasonic stracił ważny atut lepszego obrazowania, przestał tak wyraźnie górować nad konkurencją. Pozostaje w tej sytuacji zeszłoroczny HZ2000, jeszcze ten filtr mający, ale dość uważnie mu się przyjrzałem i nie byłem zadowolony. U niego także obraz jest za jaskrawy, zbyt brutalnie kontrastowy, cukierkowy, niewystarczająco plastyczny. Ogólnie znana sprawa: za mało odcieni szarości, za niska gradacja pod czernią, niewystarczająco różnorodna w efekcie także biel i co za tym idzie trójwymiarowość wszystkich obiektów wydobywana stopniowaniem barw.

      Wracając do odtwarzaczy. Prawie na pewno będzie w najbliższym czasie SP2000T, ale kiedy SP3000, tego na razie nie wiadomo. Za to dziś przyjechały Beyerdynamic T1 V3. Też długo kazały na siebie czekać, ale z innego powodu; na rynku są od pół roku, ale na pniu się wszystkie sprzedają.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Przyjechały już dwa alternatywne przetworniki, tak więc będzie poszerzający opis. Poza tym przyjechały słuchawki Grado GH2, HiFiMAN R10 w obu wersjach i Beyerdynamic T1 V3. A słuchawkowy zalew trwa. Już w drodze na rynek nowy flagowiec Dana Clarka, już są w sprzedaży Sendy Audio PEACOCK.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy