Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

    Zacznijmy od cytatu:

    Ostanie miesiące przyniosły całą „serię niefortunnych zdarzeń”, która dotknęła japońskie firmy. W lipcu 2020 r. doszło do pożaru w fabryce firmy Nittobo w Fukushimie wytwarzającej specjalne włókna szklane wykorzystywane do produkcji mikroprocesorów. To pogłębiło zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw (spowodowane pandemią). W październiku spłonęła fabryka zaawansowanych czujników należąca do Asahi Kasei Microdevices. W drugiej połowie marca doszło natomiast do pożaru w jednej z fabryk japońskiej firmy Renesnas Electronics Corp., jednego z największych na świecie producentów mikroprocesorów dla branży motoryzacyjnej. (…) Tymczasem na Tajwanie produkcji chipów może zagrozić… susza. Zakłady wytwarzające półprzewodniki zużywają bowiem duże ilości wody. TSMC wykorzystuje jej 156 tys. ton dziennie (z czego ponownie używa 86 proc.) i pod koniec listopada spółka ogłosiła, że będzie  musiała używać cystern do dowozu wody do swoich zakładów.

W tym samym artykule czytamy:

…fabryki TSMC odpowiadają obecnie za około 70 proc. światowej produkcji zaawansowanych technologicznie mikroprocesorów. Zależność globalnych gigantów elektronicznych od produktów jednej tajwańskiej firmy to kolejny przykład na złe skutki nadmiernego outsourcingu produkcji.[1]

Przytaczam te fakty z konkretnego powodu: południowokoreański Astell & Kern, producent kilka już razy recenzowanej tu elektroniki, również na tym ucierpiał; nie udało mu się w planowanym terminie posłać na rynek następcy flagowych odtwarzaczy przenośnych SP2000, oferowanych w trzech brzmieniowo nieobojętnych rodzajach obudów. Zaplanowany na połowę 2021 model SP3000 miał być lampowy i popisowy, lecz póki co się nie ziścił, i nie wiadomo kiedy ziści. Z całego planu wypaliła jedynie część regresywna – zarzucono produkcję wszystkich trzech SP2000. Skutkiem czego nasz brany teraz pod lupę A&futura SE180 stał się niespodziewanie flagowy.

To nowy produkt, tyle chociaż pociechy. Miał być drugi od góry, a może nawet trzeci, póki co znalazł się na cenowym szczycie, który okupuje wraz z modelem SP200, technicznie trochę starszym. Pod koniec września oba ma zdystansować nowy SP2000T (lampowy), ale czy tak się stanie, czas dopiero przyniesie.

Lecz precz narzekania i problemy globalne – rynek odtwarzaczy przenośnych nie stał się na całe szczęście areną takiej katastrofy, jak rynek kart graficznych. Wokół tamtego krążą słuchy, że dopiero w 2023 się unormuje i zwariowane ceny do bliższych normalności powrócą, a wkraczający na arenę Astell & Kern A&futura SE180 wyceniony został na 7399 PLN – czyli wyceniony normalnie.

[1] Źródło: https://cyfrowa.rp.pl/

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

3 komentarzy w “Recenzja: Astell & Kern A&futura SE180

  1. Miltoniusz pisze:

    Bardzo ciekawy test. Co do telewizorów, łatwo nie jest. Od kiedy nie ma plazm Panasonica, których też jestem miłośnikiem (i użytkownikiem) nie wiadomo co kupować. Jak już się Pan zdecyduje, świetnie byłoby przeczytać recenzję. Mam też Oleda LG – niczego nie można mu zarzucić – w zasadzie jest perfekcyjny. Ale jak wracam do plazmy – pojawia się magia. Przejście w drugą stronę jest ok – LG niczego nie brakuje. Ale powrót do plazmy – i znów cuda się dzieją. Co do A&K – szkoda że SP3000 się opóźnia. Bardzo lubię SP1000 i liczę na więcej.

    1. Piotr Ryka pisze:

      Byłem zdeterminowany nabyć Panasonica JZ2000, ale ze zdumieniem dowiedziałem się z testów, że w zamian za lepsze dopasowanie gniazd do wymogów konsol (HDMI 2.1) zwężona w nim została paleta gradacji barw. Musiano usunąć najbardziej zaawansowaną wersję filtra barwnego (który odcienie potrafi mnożyć), bo gryzł się z tym HDMI 2.1. W efekcie Panasonic stracił ważny atut lepszego obrazowania, przestał tak wyraźnie górować nad konkurencją. Pozostaje w tej sytuacji zeszłoroczny HZ2000, jeszcze ten filtr mający, ale dość uważnie mu się przyjrzałem i nie byłem zadowolony. U niego także obraz jest za jaskrawy, zbyt brutalnie kontrastowy, cukierkowy, niewystarczająco plastyczny. Ogólnie znana sprawa: za mało odcieni szarości, za niska gradacja pod czernią, niewystarczająco różnorodna w efekcie także biel i co za tym idzie trójwymiarowość wszystkich obiektów wydobywana stopniowaniem barw.

      Wracając do odtwarzaczy. Prawie na pewno będzie w najbliższym czasie SP2000T, ale kiedy SP3000, tego na razie nie wiadomo. Za to dziś przyjechały Beyerdynamic T1 V3. Też długo kazały na siebie czekać, ale z innego powodu; na rynku są od pół roku, ale na pniu się wszystkie sprzedają.

  2. Piotr Ryka pisze:

    Przyjechały już dwa alternatywne przetworniki, tak więc będzie poszerzający opis. Poza tym przyjechały słuchawki Grado GH2, HiFiMAN R10 w obu wersjach i Beyerdynamic T1 V3. A słuchawkowy zalew trwa. Już w drodze na rynek nowy flagowiec Dana Clarka, już są w sprzedaży Sendy Audio PEACOCK.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy