Recenzja: Pathos Aurium

Odsłuch: Przy komputerze

W kwestii funkcjonalności urządzenie posiada na froncie minimalną porcję manipulatorów: włącznik, przełącznik źródeł i potencjometr.

W kwestii funkcjonalności urządzenie posiada na froncie minimalną porcję manipulatorów: włącznik, przełącznik źródeł i potencjometr.

   Podpiąłem przedmiot badań do przetwornika Ayon Sigma, który jest wprawdzie z wyższej ligi, ale to tylko lepiej. Dzięki temu łatwiej granice odnaleźć; a może brak takich granic – i w razie tego owacje. Podpiąłem na dwa sposoby, to znaczy dwoma kompletami analogowych kabli: symetrycznym Tellurium Q Black Diamond i niesymetrycznym Acoustic Zen Silver Reference. Kilka wstępnych prób pokazało, że z Tellurium gra to minimalnie lepiej, tak więc dalsze testy odbyły się z jego udziałem. Symetryczność nie miała przy tym znaczenia, bowiem gniazdo słuchawkowe Phatos ma jedno i jest ono niesymetryczne. Użyłem także, dla świętego spokoju, lepszego kabla zasilającego – Acoustic Revive Triple C – i samych wysokiej klasy słuchawek, no bo skoro taki jest dobry… A, bym przeoczył – nie omieszkałem także wymienić lamp. Oryginalne są typowe dla współczesnej produkcji, to znaczy zastąpienie ich dawnymi daje wyraźną poprawę. Najpierw wypróbowałem Philips SQ, które ostatnimi czasy ostro pną się cenowo, a potem Valvo. Philipsy grały cieplej, ale mniej dynamicznie i nieznacznie mniej przejrzyście, toteż bardziej prawdziwie brzmiące Valvo zostawiłem. W końcu skoro Phatos stawia na wierność oryginałom, niech ma.

Beyerdynamic T1 V2 (kabel Tonalium Audio)

Można sobie z tej włoskiej celebry marketingowej żartować, ale z samego wzmacniacza już nie wypada. Z wysokiej klasy parą lamp (chociaż są jeszcze lepsze) i odpowiadającymi ceną słuchawkami (podrasowanymi na dodatek lepszym kablem), pokazał świetną mieszankę tranzystorowego i lampowego stylu, czyli dokładnie to, co obiecywali twórcy.

Zdecydowanie więcej dzieje się na tylnym panelu.

Zdecydowanie więcej dzieje się na tylnym panelu.

Zagrały te Beyerdynamiki przejrzyście, a jednocześnie z wyczuwalną obecnością medium. Bez jakiegokolwiek przymgławiającego zgęszczania, a jednocześnie z oddaniem atmosfery akustycznej, czyli wyczuwalnymi ruchami muzyków, namacalnością wibracji strun i pracy klawiszy, z szelestami ubrań i najmniejszym choćby skrzypnięciem podłogi czy mebla. To nie była aż taka „pneumatyka” ruchów powietrza jak z Headtrip, z którym wyczuwalne różnice ciśnień wręcz się narzucały, ale duża porcja tego typu zjawisk w całości przekazu niewątpliwie się pokazała. Oczywiście zasadniczo go to wzbogacało, czyniąc prawdziwszym i mocniej oddziałującym. Poczucie bycia „tam” pojawiło się z dużą siłą nawet przy zwykłych plikach z YouTube – odtwarzanych, tak nawiasem, przez przetwornik Ayona po złączu USB bez najmniejszych problemów jakościowych.

Specyficzna aura wzbogacająca towarzyszyła nie tylko medium ale i samym dźwiękom, przekładając się na trójwymiarowość obrazu. To była realizacja 3D, a nie jakieś tylko próby w tym kierunku. Szeroka scena przed słuchaczem miała głębię jak najbardziej realną a nie zdawkową. Albo mówiąc inaczej: trójwymiarowość była tu sugestywna, a nie tylko trochę była. Nie jako dodatek ale ważny składnik muzycznej narracji. Może czasami nieco za szeroko na boki obraz muzyczny się rozchodził, ale świetnie nadrabiał to głębokością sceny i wszechobecnym trzecim wymiarem, a przede wszystkim było to obnażanie samych nagrań a nie własne wzmacniacza błędy. Pośród tego wszystkiego brzmienie naprawdę magicznie; z taką autentycznością magii, a nie zdawkowo rzuconą przez recenzenta o jakiejś magii uwagą. Aż nawet zacząłem siebie podejrzewać o głód muzyczny w tym dniu i dlatego tak pozytywny odbiór. Chyba jednak nie o to chodziło. Po prostu świetnie grało, a dopasowanie słuchawki-wzmacniacz było ewidentne. Dobry też pokazał się drajw, z charakterystyczną dla T1 szybką akcją, a relacja bas-sopran także objawiła się prawidłowa. Pełne rozwinięcie sopranów bez cienia piskliwości, przy uderzeniach basowych średnio mocnych, niemniej wyraźnie odczuwalnych i z odpowiednią złożonością akustyczną. Wszystko to esencjalne, klimatyczne, żywe, pulsujące, wielorakie – że tylko cieszyć się słuchaniem i nie myśleć o reszcie.

Fostex TH-900 mk II

Zewnętrzny zasilacz, płynna regulacja gainu, mnogość złączy...

Zewnętrzny zasilacz, płynna regulacja gainu i balansu kanałów, mnogość złączy…

Przeszedłem na Fostexy i trochę się zmartwiłem. Wprawdzie przy jakiejkolwiek muzyce tego nie było, ale kiedy dać pauzę, w prawym kanale pojawiał się cichy pisk. Nie przeszkadzający słuchaniu, niemniej samym przejawem drażniący. Stanowiący kolejny dowód, że wzmacniacze lampowe bardziej pasują do słuchawek z wysoką lub chociaż średnią impedancją, a z tymi nowszego chowu, konstruowanymi z myślą o sprzęcie przenośnym, mają trudności. Tym razem ta trudność była wprawdzie śladowa, ale jak już wiele razy pisałem, jedyny znany mi wzmacniacz lampowy z takimi wysokoskutecznymi słuchawkami bez najmniejszego bzyku grający, to mój własny. I też nie od stanu sklepowego, bo przed przeróbkami wyraźnie brumił. Mam z tego powodu egoistyczną satysfakcję, ale tak naprawdę bym wolał, by każdy wzmacniacz lampowy do wszystkich słuchawek pasował.

Jak powiedziałem – muzyka w ruch i bzyk Phatosa znikał pod nią bez śladu – no i na całe szczęście, bo wzmacniacz pasował do tych słuchawek pierwszorzędnie. Ukazał wprawdzie, że całe pasmo stawiają Fostexy wyżej niż Beyerdynamiki i nie są tak trójwymiarowe, niemniej proporcje brzmieniowe z Phatosem pojawiły się bardzo zadowalające, ani trochę nie prowokujące obiekcji względem tego wyższego stroju i ewentualnych dysproporcji pomiędzy cienkością sopranów a niskim dudnieniem basu. Zarówno sopran pracował prawidłowo – tak trochę po rockowemu jaskrawiąc przekaz – jak i bas nie był dudniący tylko dobrze zorganizowany.

Umówmy się: pisząc „prawidłowo” nie mam na myśli łaskawej zgody na ten poziom jakości, tylko wyrażam wysokie zadowolenie z tego, co słyszę. To było granie na całą fajerkę, a nawet komplet fajerek, a nie jakieś pół albo ćwierć jakościowej kuchni. Kontrastowe, szybkie i dynamiczne; jaśniejsze niż z T1 i bardziej sopranami podszyte, nieznacznie też mniej wypełnione, no ale pamiętajmy, że T1 miały zewnętrzny kabel za trzy tysiące, a TH-900 tylko własny, trzy razy tańszy.

Wnętrze opisywanego Pathosa skrywa nadzwyczaj rozbudowany jak na wzmacniacz słuchawkowy układ.

Wnętrze Pathosa skrywa niezwykle rozbudowany jak na wzmacniacz słuchawkowy układ.

Taki kabel od Tonalium dużo naprawdę znaczy, możecie mi wierzyć, ale i bez niego grały Fostexy na wysoką notę – z pełnią życia i temperamentu. Pewnie, że nie tak jak z własnym wzmacniaczem za czterdzieści tysięcy, ale słuchało się bardzo dobrze. Żadnych zaczepek ze strony recenzenta, wysoki poziom autentyzmu i prawdziwe życie muzyki. Wszystko co najmniej poprawne – zero dudnienia, zlewania, piaszczenia, jakichś pisków. A że to słuchawki najwyższej klasy (o czym chyba nikogo nie muszę przekonywać), to kiedy wzmacniacz im nie doskwiera, same tą klasą częstują i zaraz jej dowodzą. Można wobec tego powiedzieć, że recenzowany niedawno Questyle trochę im jednak doskwierał, a Pathos był wobec nich neutralny, nie pasując jakoś szczególnie, ale tak pasując po prostu. Świetne granie ze strony słuchawek i wzmacniacza. Nie jakieś zjawiskowe, że coś zupełnie wyjątkowego, ale po prostu dobre, a nawet smakowite.

Audeze LCD-3 (kabel Tonalium Audio)

Najmniejszych problemów z piskiem nie miały za to LCD-3, a nie dość na tym, to jeszcze świetnie wypadły. I znów – tak jak z Questyle – podały brzmienie nie tylko analogowo gładkie, ale zarazem ciekawe. Ciekawsze nawet, bo bardziej jeszcze doprawione i obfitujące w różności. Bardziej chropawe, różnorodne, kontrastowe, kontrapunktowe – a przez to bardziej angażujące a mniej relaksujące. Delikatnie też pogłosowe – tak akurat, by wdrożyć tym pogłosem atmosferę dodatkowo ożywiającej się przestrzeni i dobrze opisać miejsce. Nie wyczuwało się przy tym ocieplenia, a jeśli już, to raczej nieznaczne; natomiast wyczuwało nieczęste u tych słuchawek głębokie drążenie tekstur i wyraźne rysowanie konturów.Wyraziście tym razem te Audeze rzeźbiły, a nie tylko wygładzały, co całościowo wypadało oczywiście lepiej. Bas, jak zwykle u nich, schodził nisko, ale w nietypowy jak na nie sposób odznaczał się nieznacznym utwardzeniem; tak by lepiej rysował się kontur i nie tylko było miękko.

Jego zwieńczeniem jest para lamp xxx.

Jego zwieńczeniem para lamp ECC88.

Wszechobecnie też było głęboko, to znaczy głęboki sam dźwięk, głębokie pomruki basu, głęboka też scena (choć nie jak z T1) oraz głębokie barwy. Nieznacznie w swej palecie ocieplone, akurat żeby nie było szaro i udanie swą ciepłą kolorystyką zastąpić nieobecne ocieplenie samego medium.

W brzmieniu nie pojawiał się ślad obcości ani udziwnień, a jednocześnie śladu nie było monotonii; cały czas słuchacz pozostawał zaciekawiony. Nie gładkie ślizgi po ciepłych dźwiękach i nie sama brzmieniowa słodycz, jak te Audeze nieraz grają, tylko o wiele ciekawszy, bardziej zdywersyfikowany obraz.

Dźwięk nie poganiał, nie starał się o przyspieszenie akcji, ale też nie był w żadnym stopniu zdystansowany, zewnętrzny. Wkładał słuchacza wprost w muzykę i pozwalał się nią cieszyć do woli. Dbał też by oddać atmosferę nagrania – nastrój i specyfikę miejsca. Raz mogło być dość jasno i z pełnym doświetleniem, kiedy indziej pojawiały się rodzące niepokój zakątki mroku. W każdym jednak przypadku brzmienie świetnie działało zarówno na emocje, jak i racjonalną stronę oglądu, budując atmosferę pełnej adekwatności i realizmu. Pasowało przy tym do wszystkich gatunków muzycznych, co u Audeze nie jest częste. Bez różnicy – symfonika, muzyka elektroniczna, rozrywka, jazz, rock – wszystko przednio grało i w łatwy do słuchania sposób, aczkolwiek nie ułatwiający.

Dobrze rozumiem tych, którzy kochają te słuchawki i nie dziwię się ich sukcesowi rynkowemu. Kiedy je odpowiednio napędzać, oferują wszystko co trzeba i oferują w łatwiejszy sposób. No i tu tak się działo.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

7 komentarzy w “Recenzja: Pathos Aurium

  1. Sławek pisze:

    Jak zawsze bardzo dobra recenzja.
    Jak to jest z tymi HiFi Man HE6 – od 2 miesięcy jestem ich szczęśliwym posiadaczem. Podobno bez co najmniej 6 watów nie podchodź, ale…
    Moj Audio-gd NFB-6 spokojnie daje radę, wg producenta ma 5,5 W przy 50 Ohm (tyle mają HE-6) http://www.audio-gd.com/Pro/Headphoneamp/NFB6/NFB6EN.htm
    A wg polskiego dystrybutora tylko 4,5 W choć tyle to w klasie A
    http://www.4hifi.pl/audio-gd-nfb-6_4162.html
    Tutaj jest podane, że Pathos ma 3,6 W przy 16 Ohm, to przy 50 Ohm będzie jakiej 1 – 1,5 W, a mimo to pięknie gra z HE-6! Jak widać wat watowi nierówny, a że wygląda świetnie i ma w miarę strawną cenę, to aż chciałoby się posłuchać!
    Panie Piotrze – recenzował Pan kiedyś sprzęty Audio-gd, czy może także z HE-6 i czy byłby Pan w stanie tak z pamięci porównać brzmienie HE-6 z A-gd i z Pathosem?
    Pozdrawiam serdecznie

    1. PIotr Ryka pisze:

      Myślę, że Audio-gd, przynajmniej te przeze mnie recenzowane, są jakościowo na tym samym mniej więcej poziomie co Pathos. Styl brzmieniowy, o ile mnie pamięć nie myli, także miały podobny, choć niewątpliwie w bezpośredniej konfrontacji pojawiłyby się jakieś różnice. Ale żeby sięgnąć wyższej jakości, trzeba by przeskoczyć na ifi PRO iCan, a może nawet Ayona HA-3.

  2. Sławek pisze:

    Dziękuję za rzeczową odpowiedź.
    Skoro są na podobnym poziomie, styl brzmieniowy podobny, to pozostaję przy Audio-gd. Tym bardziej, że kabelek FAW Noir Hybrid 4pin xlr trzeba by znowy zmienić na dużego jacka…
    Choć te lampki w Pathosie mnie kuszą, kiedyś miałem hybrydowego Vincenta KHV-111, i wymiana na lepszą lampkę wniosła sporo dobrego. Co prawda moc Pathosa wydaję się za mała, ale skoro w rzeczywistości daje radę to nie ma problemu…
    Tak czy owak, zawsze warto zweryfikować odsłuchowo.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Odsłuchowo zweryfikować zawsze warto.

  3. Markoś pisze:

    Witam.
    Nie wiedziałem gdzie zadać swoje pytanie, dlatego też pozwoliłem sobie zostawić je tutaj.
    Posiadam Słuchawki AKG K550 pierwszej generacji, do których chciałbym dobrać jakiegoś DACa. Prosiłbym o pomoc w wyborze odpowiedniego dla mnie urządzenia.
    Tak się złożyło, że od jakiegoś czasu używam ich bez żadnego dodatkowego urządzenia. Wiem, że te słuchawki potrafią dużo więcej, dlatego właśnie nadeszła najwyższa pora, aby sprawić im jakiegoś kompana, z którym będą mogły współpracować. Po małym researchu wytypowałem takie urządzenia:
    – Fiio E18,
    – Aune X1S,
    – Icon DAC,
    – Aune T1,
    – Focusrite Scarlett 6i6,
    Nie ograniczam się tylko do wymienionych przeze mnie modeli, więc jeśli w kwocie 1000, max 1100zł można znaleźć jakieś inne – lepsze urządzenie to jestem otwarty na wszelkie propozycje.
    Sprzęt będzie podłączony pod komputer, za pomocą którego będę odtwarzał pliki muzyczne. Jeśli chodzi o moje preferencje słuchowe, to stawiam na analityczność dźwięku i dużą, poprawnie zbudowaną scenę. Lubię także nisko schodzący bas, więc gra całości na planie lekkiego V byłaby mile widziana.

    1. PIotr Ryka pisze:

      Niestety, nie czuję się kompetentny w tej grupie urządzeń. Mogę tylko polecić Hegla Super i dodać, że AudioQuest Red też jest podobno bardzo dobry, ale czy pasuje do K550, tego nie wiem.

      1. Markoś pisze:

        Dziękuję za odpowiedź. Ten Hegl i AudioQuest to chyba nie to czego szukam. Myślę, że zaryzykuję wybór Aune X1S, mam nadzieję, że sprosta moim oczekiwaniom.
        Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sennheiser-momentum-true-wireless
© HiFi Philosophy