Recenzja: Little Dot MK VI+

Little_Dot_MK_VI+_002_HiFi Philosophy   Takeśmy się ostatnio pogrążyli w oparach bogactwa i luksusu, że zwykły człowiek żadnego pożytku z tego dla siebie nie ma poza zgryzotą i czytaniem o tym czym inni umilają sobie życie. Pora kres temu położyć i napisać o czymś dla odbiorców zwyklejszych, czymś co spodni przez głowę nie ściąga tylko pozwala przybrać normalniejszą pozę podczas sięgania po portfel. Takim czymś jest flagowy wzmacniacz słuchawkowy chińskiego Little Dota, który mimo swej flagowości kosztuje nawet jak na przeciętną kieszeń dość banalne 770 dolarów, chociaż niestety za przesyłkę przyjdzie zapłacić kolejne 130, jako że wzorem amerykańskim dostępny jest wyłącznie w sprzedaży bezpośredniej albo ewentualnie na rynku wtórnym. Ta właśnie forma nabywcza sprawia, że trochę mało jest znany, bo nie ma dystrybutora uganiającego się po recenzentach i redakcjach za jego chwałą, reklamy kto przypiąć nie ma, a i użytkowników mniej jakby, i ogólnie na jego temat mniej gadaniny. Coś ktoś czasem rzuci na jakimś forum, dyskusyjka się na moment zawiąże, ale ogólnie nic prawie – cisza. Zmąćmy tę ciszę szeroko zakrojoną recenzją, bo chociaż nikt mnie o nią nie prosił, sam się do obowiązku poczuwam, albowiem wzmacniacz do mnie trafił, aczkolwiek tak mimochodem, a ciekawy jest bardzo, a przy tym niedrogi. Trafił jako do wspomożyciela w ciężkiej doli posiadacza uszkodzonego, który już bliski był lądowania na śmietniku (wzmacniacz, nie właściciel) i już wypatrywano jego następcy, jako że do naprawienia jest trudny w przypadku gdy się go nabywa z drugiej ręki, bo wówczas producent odmawia przysłania schematu, oferując jedynie podróż w obie strony i własną naprawę. A taka podróż w stronę tylko jedną kosztuje jak mówiłem 130 dolarów, no i za samą naprawę też z własnej kieszeni przyjdzie wyłożyć. Lecz ma się te znajomości w odpowiednich kręgach, tak więc bez żadnych schematów wzmacniacz loco Kraków udało się naprawić, a padł mu jeden z dwóch zasilaczy, który należało zastąpić sprawnym, co też się stało. Przy okazji schemat bez schematu został odtworzony, a było z tym niemało zachodu, bo konstrukcja jest zmyślna, bardzo rozbudowana i chytrze wykombinowana. Zaraz do tego przejdziemy, ale najpierw napiszę, że ma ten Little Dot grono zaprzysięgłych entuzjastów, gotowych w jego obronie kruszyć kopie, ale ma też i antagonistów, którzy się nim rozczarowali. Sytuacja jest więc normalna, typowa dla audiofilskich potyczek, ale że zwolenników zdecydowanie jest więcej, a famy przeważnie od dobrych po entuzjastyczne, to trzeba się było delikwentem zająć, tym bardziej, że budowę ma naprawdę niezwykłą a za swoje bardzo umiarkowane pieniądze bardzo wiele obiecuje, oferuje i dotrzymuje.

Pokaż cały artykuł na 1 stronie

19 komentarzy w “Recenzja: Little Dot MK VI+

  1. Paweł napisał(a):

    Sam mam ten wzmak i go uwielbiam, wraz z jego zakupem skończyłem szukać wzmacniacza…:)

  2. Paweł napisał(a):

    Chciałem tylko zwrócić uwagę że opisywane przez Pana lampy nie są podstawowymi, w zestawie są co prawda lampy 6080, ale nie RCA, a sterujące to tung-sol 6sl7gt 🙂

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Możliwe, ale możliwe też, że był na przestrzeni czasu oferowany z różnymi. Znalazłem specyfikację, według której lampy mocy są od RCA, choć może chodziło tylko o fakt, że to RCA takie lampy wprowadziło pierwsze do użycia.

  3. Kolo napisał(a):

    Mam pytanie – cenowo podobnie, jak Pan porownalby ten wzmacniacz z niedawno recenzowanym Rapture ?
    Porownujac z Little Dot zarowno w wersji single jak i balans?

    Tez drobna uwaga do recenzj – skupia sie na wyjsciu single, gdzie wzmacniacz moim zdaniem glownie jest przeznaczony do balansu (stad tez zapewne umiejscowienie wyjscia single z tylu jako zapasowe).
    Zgadza sie, ze wyjscie single jest tam potraktowane po macoszemu i nie jest to w pelni analogiczny tor jak jest zastosowany do balansu?

    1. Paweł napisał(a):

      U mnie littledot wygrał z rapture, ale minimalnie, po prostu bardziej lupie ten „lampowy” charakter, ale klasa urządzeń podobna.

      Tak, recenzja nie jest do końca prawidłowa ponieważ urządzenie trzeba podpinać po xlrach do zbalansowanego źródła a i słuchawki muszą być zbalansowane, opisywać ten wzmacniacz na bazie odsłuchów przez rca i jack nijak ma się do tego jak ono gra 🙂

      Po cinchach + Jacku jest ok, ale NIJAK ma się to do tego jak to urządzenie potrafi zagrać.

      No i lampy opisywane przez Pana Piotra to nie są „stockowe” lampy.

      1. Piotr Ryka napisał(a):

        Wzmacniacz, co widać wyraźnie na zdjęciu, był podpięty kablem symetrycznym, i to takim za kilkanaście tysięcy. Cały test odbył się w tym ustawieniu, ale jedynie słuchawki Audeze LCD-XC były podpinane do gniazda symetrycznego, bo tylko takie z kablem symetrycznym miałem. Wystarczyło to jednak do wychwycenia różnic pomiędzy złączem symetrycznym a zwykłym, które zostały opisane. Większą wadą testu było może to, że źródło i okablowanie były bardzo wybitne, na pewno o wiele lepsze niż to zazwyczaj bywa.

  4. Piotr Ryka napisał(a):

    Rapture i Little Dot MK VI+ to konstrukcje z podobnego przedziału jakościowego, mające swoje zalety i wady. Rapture nie ma wentylatorów, ale nie ma też lampowej magii, choć na tranzystorowy sposób też jest magiczny, jak rzadko który szczerze mówiąc tranzystor. Nie napędzi jednak dobrze K1000 ani HE-6, bo jest za słaby. Nie jest też symetryczny, a symetryczność potrafi poszerzać scenę, co na przykład u HD 800 jest dobrze słyszalne. Nie mogłem jej dobrze przebadać mając tylko nieco ułomnie grające Audeze LCD-XC, ale przy ich użyciu wyszło na jaw, że w reżimie symetrycznym wzmacniacz oferuje większe bogactwo brzmienia i silniejszy kontakt z muzyką, co w recenzji zostało napisane.

    1. Kolo napisał(a):

      No to sie zgadzamy w tym aspekcie widze wszyscy trzej 🙂 fakt Rapture tez ma ta magie idaca w kierunku lampowej… i fakt trudne sluchawki LD po balansie obsluzy jednak lepiej ze wzgledu na moc.
      Sam weryfikowalem to chocby wlasnie na hd800 i lcd-xc (ja tu poglosow nie identyfikowalem) – tu LD radzil sobie minimalnie lepiej (w balansie… vs single rapture).
      Dla dt990 600ohm czy he500 juz kwestia preferencji – oba wzmacniacze radzily sobie rownie dobrze z tymi sluchawkami moim zdaniem.

      Z tym ze jedna wazna rzecz – jak mowi Pawle „kropek” w wersji single jest dosc slaby. W tej cenie jesli mamy zrodlo single to mozna znalezc duzo lepiej. Ten wzmak do balansu zostal stworzony i w balansie stanowi wlasnie urzadzenie najwyzszej klasy o rozsadnej cenie… zwlaszcza „majstrujac” lampami…

      1. Kolo napisał(a):

        warto aby to czytelnikom uzmyslowic i na przyszlosc moze uzupelnic recenzje wlasnie o aspekt calego zbalansowanego toru…

        1. Piotr Ryka napisał(a):

          Panowie, nie wprowadzajcie czytających w błąd. Test odbył się w torze symetrycznym. Czytajcie z łaski swojej uważniej.

          1. Kolo napisał(a):

            moze niezrozumienie – mowiac „caly tor” mam na mysli nie tylko zrodlo (tu fakt jest jak byk ze symetrycznie podlaczony do ayona) ale tez i sluchaweczki.
            Z tego co wiem sekcja single nie byla na tapecie w tym wzmaku, a jest na doczepke. Organoleptycznie faktycznie wg mnie po prostu nei gra…
            I tylko o to chodzi – aby zweryfikowac moja opinie i wiecej sluchawek symetrycznych wykorzystac (obecnie w tescie tylko lcd-xc byly podlaczane w symetrii, co uwzgledniajac podejrzenie wadliwego egzemplarza to troche malo)

  5. Piotr Ryka napisał(a):

    Sekcja niesymetryczna wzmacniacza spisuje się znakomicie, a jej słabość polega na wykorzystaniu dwóch a nie czterech lamp mocy. Gdy jednak źródło, kable i słuchawki są odpowiedniej jakości, wzmacniacz gra na poziomie Rapture. Jeszcze lepiej gra symetrycznie, ale nie jest to w przypadku wysokiej jakości toru różnica bardzo duża. W gorszych zapewne jest.

  6. Rl Rl napisał(a):

    A czy coś wiadomo jak zachowuje się jako przedwzmacniacz podpięty do koncowki mocy. Bo chyba może tak służyć?

    1. Piotr Ryka napisał(a):

      Może tak służyć, ale nie sprawdzałem. Końcówki symetryczne (a tylko takie pasują) mam trochę z innej bajki, bo monobloki po pięćdziesiąt tysięcy za sztukę. Ale może właściciele próbowali i coś napiszą.

  7. Alucard napisał(a):

    Panie Piotrze tak po krótce – Little Dot vs Questyle, pomijając inne słuchawki, skupiając się jedynie na HD800. Co wg Pana gra lepiej i jakie różnice? Tak z pamięci na szybko wystarczy… Questyle wg paru osób znajomych i paru recenzentów gra z tymi HD800 świetnie ale Little Dota też ktoś mi polecał jako lepszego niż firmowy HDVD800.

    1. Paweł napisał(a):

      Ja na codzień użytkuje hd800 zbalansowane, podłączone do littledot mk vi+ i przy zastosowaniu dobrego źródła, np. Moon 650D było genialnie.

  8. Piotr Ryka napisał(a):

    Z HD 800 to niesamowicie gra Bakoon. Ale to oczywiście dużo pieniędzy. Sam dla tych słuchawek wolałbym Little Dot niż Questyle, bo według mnie lampy zawsze dają w porównywalnych sytuacjach ciekawsze brzmienie. Poza tym aby Questyle był symetryczny, potrzebne są dwa, a Little Dot wystarczy jeden. Po kablu symetrycznym z symetrycznym źródłem powinno to grać rewelacyjnie. Zaznaczam – powinno – bo na własne uszy nie słyszałem.

  9. Miltoniusz napisał(a):

    Czy do HD800 lepszy Little Dot czy Phast?

    1. PIotr Ryka napisał(a):

      Nie słyszałem Phasta z lepszymi lampami i nie słyszałem Little Dot z gorszymi. Jeden i drugi są świetne. Little Dot ma pewnie większy potencjał, no ale te szumiące wentylatory… Bezproblemowy do słuchawek zamkniętych, ale do otwartych trochę problematyczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© HiFi Philosophy